artykuł

Literatura piękna | TOP 2022

O czym czytaliście najchętniej w 2022 roku? Oto najpopularniejsze recenzje w kategorii „literatura piękna”.

Każda książka jest inna. Co więcej, nawet ta sama książka może dla u różnych czytelniczek i czytelników wywoływać inne emocje. Bo jedno jest pewne: literatura bazuje na emocjach. A już na pewno literatura piękna.  

Zobaczcie zatem, po recenzje których książek w tej kategorii (wydanych po raz pierwszy w Polsce w 2022 roku) sięgaliście w minionym roku najchętniej. A znajdziecie tu i działa Noblistów, i autorów nominowanych do Bookera, Gdyni czy Nike. Czasem przekraczające granice gatunkowe, zawsze jednak głęboko poruszające.

1.

Karin Smirnoff, Pojechałam do brata na południe, tłum. Agata Teperek, Wydawnictwo Poznańskie

👉 Przeczytajcie też wywiad z autorką

W wieku 53 lat napisała pierwszy rozdział swojej debiutanckiej powieści po to, by dostać się na kurs kreatywnego pisania na uniwersytecie w Lund. „Pojechałam do brata na południe” wydana została po roku i… stała się bestsellerem – o pierwszym tomie trylogii o rodzinie Kippo, pióra Karin Smirnoff, pisze Jakub Hinc.

Brak znaków interpunkcyjnych (poza kończącymi zdanie kropkami), wielkich liter (poza początkami zdań), a często i spacji między wyrazami, może zniechęcać do lektury – naprawdę trudno jest czasami czytać zdania zupełnie pozbawione przecinków. A jednak właśnie to, że niejeden raz trzeba będzie lekturę przerwać i ponownie przeczytać całe zdanie, by odnaleźć jego właściwy sens, a czasem wręcz sens całego akapitu, odszukać kontekst, który się już wydawał jasny, a jednak zwiódł, jest tym, co w tej opowieści z początku denerwuje, potem porywa. Jeszcze mocniej wciąga w tę sagę rodziny Kippów. Bo dzięki takiemu czytaniu da się uchwycić wszystko to, co być może umknęło z początku naszej uwadze.

Więcej 👇

2.

Olga Tokarczuk, Empuzjon, Wydawnictwo Literackie

W swojej pierwszej po Noblu powieści zderza Olga Tokarczuk ze sobą świat zamknięty – tyleż fizycznie, ile mentalnie, światopoglądowo czy duchowo – ze światem otwartym na to, co być może niepojęte, niejednoznaczne, ale przecież przyrodzone. O „Empuzjonie” pisze Przemysław Poznański.

Z bohaterami „Empuzjonu” trafiamy do uzdrowiska w Görbersdorfie – wsi położonej w miejscu, gdzie „powietrze jest bogate w tlen, ale nie ma wiatru (…). A dodatkowo wysokość położenia pozostaje w granicach niezbędnych dla leczenia chorób płucnych, bo znowu nie przyspiesza zbytnio pracy serca (…)”. Tak wybrana przez autorkę lokalizacja, ze względu na swoją wyjątkowość, okazuje się być dość szybko pewnego rodzaju pułapką. Trzymającą bohaterów w żelaznym uścisku gruźlicy, czy bardziej może nawet w uścisku nadziei, że tylko pobyt w tym konkretnym miejscu pozwoli im pozbyć się z płuc nieznośnych prątków Kocha, a przynajmniej złagodzić objawy choroby. Tak oto po raz pierwszy pojawi się tu idea zamknięcia, przetwarzana potem w powieści po wielokroć.

Więcej 👇

3.

Hari Kunzru, Czerwona pigułka, tłum. Katarzyna Karłowska, Dom Wydawniczy Rebis

👉 Obejrzyj też wywiad z autorem

Hari Kunzru prowadzi swojego narratora wprost w objęcia obłędu, by tak naprawdę ukazać przez pryzmat jego opowieści narastające szaleństwo otaczającego nas świata – o „Czerwonej pigułce” pisze Przemysław Poznański.

Zaczyna się niewinnie: obietnicami, komplementami, apanażami, wyłuskiwaniem „lepszych”. Z czasem okazuje się jednak, że nic nie jest za darmo, że za bycie w gronie wybranych zapłacić trzeba rachunek. Zapłacić choćby utratą wolności, rozumianej tu także jako brak intymności, jako inwigilacja, konieczność podporządkowania się regułom zbiorowości. Nie bez przyczyny zresztą przywoływany jest tu Joseph de Maistre, jeden z ojców tradycjonalistycznego konserwatyzmu, głoszący choćby nadrzędność narodu, tradycji i wiary nad jednostką i jej prawami. Człowiek cechujący się „skostniałym średniowiecznym umysłem, który przeżył szok, gdy dotarło doń, że żyje w Epoce Rozumu”, ktoś, kto nienawidził „jakobinów, uczonych, protestantów, żurnalistów, demokratów, Żydów, masonów (…)”. Jednostka w świecie „Czerwonej pigułki”, jej poczucie odrębności, nie mające tu bowiem większego znaczenia – obowiązkiem jest budowanie społeczności, odpowiadanie na „potrzebę pełnej partycypacji”, współtworzenie „wspólnotowego ducha”, musi zostać podporządkowane specyficznie rozumianej idei grupy.

Dokładnie takie są zasady Ośrodka Deutera w Wanseee, w Berlinie, gdzie na intratne trzymiesięczne stypendium dla naukowców trafia narrator powieści Kunzru, mieszkający na co dzień w Nowym Jorku pisarz, doktorant na wydziale kreatywnego pisania, indywidualista, ceniący sobie – szczególnie w chwilach pisania – ciszę i samotność. Ktoś, kto zamierza zająć się podczas pobytu na stypendium pisaniem pracy naukowej o konstrukcji lirycznego „ja” w poezji. Od początku czujemy więc, że czeka nas konflikt: oto ktoś ukształtowany przez współczesny liberalizm, osoba wyznająca zasadę wolności jednostki, zderza się z miejscem, w którym ceni się wyłącznie umiejętność wpasowania się w grupę, zbiorowość, podążanie za tłumem.

Więcej 👇

4.

Wit Szostak, Szczelinami, Powergraph

👉 Obejrzyj także wywiad z autorem

Wit Szostak przygląda się temu, co pomiędzy, co do tego stopnia intymne, że często niedostrzegalne. Temu, co nieraz umyka z chwilą, co wymyka się słowom. I jeśli może być uchwycone, to tylko w poezji – o „Szczelinami” pisze Przemysław Poznański.

Czytamy: „(…) (nauczyłam / się sięgać po wiersze / tylko w ostateczności / gdy wszelka inna / pomoc zawiedzie)”. I tak oto schowane wśród wierszy „Najostatniejszych” niezwykle osobiste wyznanie narratorki staje się kluczem do zrozumienia tej powieści, która i jest, i nie jest powieścią, tej antologii poezji, która antologią poezji wszak nie jest, tej fabuły, która przekracza wszelkie granice naszego dotychczasowego doświadczenia z tego rodzaju opowieścią. Wit Szostak decyduje się bowiem na krańcowo ryzykowny (i brawurowo udany) eksperyment – i to nie tylko formalny – by dać nam książkę, która bezkompromisowo scala fabułę i bohaterkę z językiem narracji.

Dlaczego to eksperyment ryzykowny? Co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze czyni Szostak pierwszoosobową narratorką i bohaterką tej głęboko psychologicznej opowieści kobietę, skupiając się w zasadzie wyłącznie na jej emocjach, na jej postrzeganiu tak otaczającego ją – i zmieniającego się  na przestrzeni lat – świata, jak i zmian zachodzących w niej samej, w jej życiu uczuciowym, w jej rozumieniu ról: dziewczynki, kochanki, matki, wreszcie poetki.

Po drugie, uznaje Szostak, że jedynym możliwym sposobem na opowiedzenie tej historii jest użycie tej odmiany języka bohaterki, którym mówi ona wyłącznie do siebie, a wręcz opowiada sobie jedynie to, co najbardziej intymne. Nie tyle więc pisze Wit Szostak o poetce, ile pisze poetką, przekładając ją na jej język poezji. Właśnie dlatego nie jest to w gruncie rzeczy „antologia wierszy”. To dziennik, nigdy może nawet nie spisany, bardziej przeżyty i odczuty, a przez nas (za sprawą autora) podpatrzony dzięki znalezieniu jednej z owych tak nierzadko rozsianych tu między wersami szczelin. Napisany tak, by do narracji poetki nie przedostał się choćby okruch kreacji „pod czytelnika”, jaka mogłaby się wszak pojawić w najbardziej nawet szczerej poezji, przeznaczonej z założenia do druku.

Więcej 👇

5.

Abdulrazak Gurnah, Powróceni, tłum. Krzysztof Majer, Wydawnictwo Poznańskie

👉 O czym mówił pisarz w mowie noblowskiej

Abdulrazak Gurnah ściśle splata trudne losy bohaterów „Powróconych” z historią kolonialnej przemocy i poniżenia. Każąc im zmierzyć się z najróżniejszymi formami zła, ale i oferując im szansę na przezwyciężającą te doświadczenia miłość – pisze Przemysław Poznański.„Przyjacielu, oni cię zjedli” – powie Mangungu do Ilyasa. W tym jednym zdaniu w istocie zawarta zostanie cała opowieść o złu kolonializmu, o stosowanych przez kolonizatorów mechanizmach, o próbach zawładnięcia nie tylko konkretnymi terytoriami Czarnego Lądu, ale też, a może nawet przede wszystkim, ciałami i umysłami jego mieszkańców. Przy pomocy terroru lub poprzez próby przekabacenia, przeciągnięcia ich na swoją stronę. Tak czy inaczej oferując w rezultacie jedynie unicestwienie: fizyczne lub psychiczne.

Abdulrazak Gurnah opowie w „Powróconych” o tym okresie w dziejach Afryki trójgłosem swoich bohaterów, których ścieżki losu się przetną, a ich w istocie emblematyczne narracje stanowić będą sumaryczny obraz tożsamych doświadczeń tysięcy osób dotkniętych europejskim imperializmem.

Bohaterowie Gurnaha, świadkowie i uczestnicy opisanych tu zdarzeń rozgrywających się w pierwszej połowie XX wieku, doświadczą tego kolonialnego zła na wiele sposobów. Wielka Historia, która przetoczy się po ich ziemiach, a ściślej, po Afryce Wschodniej, pozostawi blizny – te dosłowne i te metaforyczne, zawsze jednak bolesne i niedające się zaleczyć do końca. Autor „Powróconych” nie oszczędzi bowiem wykreowanym przez siebie postaciom udziału w zdarzeniach, które zmienią ich na zawsze, zmuszą do dokonywania trudnych wyborów, a nawet wystawią na próbę ich człowieczeństwo.

Więcej 👇

6.

Anthony Doerr, Miasto w chmurach, tłum. Jerzy Kozłowski, Wydawnictwo Poznańskie

„Miasto w chmurach” Anthony’ego Doerra to epicka opowieść o wyrzutkach, którzy znajdują w sobie determinację, by snuć marzenia mimo otaczającej ich destrukcji i mimo braku nadziei – pisze Przemysław Poznański. Doerr, nagrodzony Pulizerem autor „Światła, którego nie widać”, porwał się na napisanie książki, która na kilkuset stronach połączy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Książki kierowanej raczej (choć nie tylko) do młodszego czytelnika, będącej zarazem przygodową, pikarejską wręcz gawędą i pełną goryczy opowieścią o nienawiści oraz pogardzie, skierowanej głównie przeciw odmienności. To w końcu książka, która odda hołd innym książkom, sama stając się nawet swego rodzaju biblioteką, repozytorium, czy – cytując jedno z przywołanych tu dzieł – „Kompendium zaginionych książek”, a nawet (znów cytując) opisem, „który zawiera cały świat”.

To założenie ambitne, które Doerr realizuje z sukcesem przede wszystkim dzięki temu, że rozbija narrację na pięć osobnych opowieści, tylko częściowo ze sobą powiązanych, bo rozgrywających się w różnych epokach i miejscach. Oznacza to też pięcioro różnych bohaterów, których dzieli niemal wszystko, ale łączy fakt bycia outsiderem, wyrzutkiem, samotnikiem (nie zawsze z ich własnej woli), wrzuconym w trudny czas lub zdarzenie, w swego rodzaju apokalipsę – na miarę planety, jednej cywilizacji, pojedynczego człowieka.

Więcej 👇

7.

Elif Shafak, Wyspa zaginionych drzew, tłum. Natalia Wiśniewska, Wydawnictwo Poznańskie

„Wyspa zaginionych drzew” Elif Shafak jest poruszającą opowieścią o miłości w czasach pogromów, takiej miłości, która może przetrwać mimo największych przeciwieństw. Ale jest to też książka o pamięci niesionej przez pokolenia i nie to nie tylko przez ludzi – pisze Jakub Hinc.„Chyba wspomniałem, że można ustalić charakter człowieka na podstawie tego, co dostrzega w drzewie w pierwszej kolejności. (…) niektórzy ludzie stają naprzeciwko drzewa i najpierw dostrzegają pień. To ci, którzy cenią porządek, bezpieczeństwo, zasady, ciągłość. Potem mamy takich, którzy zwracają szczególną uwagę na gałęzie. Oni pragną zmiany, poczucia wolności. I na końcu są ci przywiązujący wagę do korzeni, nawet jeśli te są ukryte pod ziemią. Oni mają silny emocjonalny stosunek do swojego dziedzictwa, tożsamości, tradycji…” – mówi w pewnym momencie Kostas Kazantzakis do swojej córki. „A jak jest z tobą?” – spyta wówczas Ada. I wydaje się, że właśnie ta wymiana zdań między ojcem a jego nastoletnią latoroślą pozwala na odczytanie „Wyspy zaginionych drzew” możliwie najpełniej.

Więcej 👇

8.

Johanne Lykke Holm, Strega, tłum. Justyna Czechowska, Wydawnictwo Pauza

To nie jest książka, o której łatwo opowiedzieć. Ją trzeba przeżyć, dać się ponieść fantazji autorki, dać się jej uwieść – lub nie, bo nie każdego pociągnie za sobą powieść, w której fabuła ma znaczenie drugorzędne – o książce „Strega” Johanne Lykke Holm pisze Małgorzata Żebrowska.

Każdego lata nadchodzi taka chwila, do której tęsknisz w szarym pokoju, wykonując codzienne nudne czynności: jest upał, leżysz gdzieś nad wodą, nikt nie woła. Zapadasz w drzemkę, coś ci wędruje pod powiekami, rozplata się jakaś historia. Jawa miesza się ze snem, dźwięki dziecięcej zabawy przenikają do sennych marzeń, a te, pod wpływem dyskomfortu wywołanego ciepłem, zmieniają się w dziwaczne koszmary. Budzisz się, by wziąć łyk słodkiego napoju alkoholowego. Patrzysz na rzekę, ocean, basen. Tracisz poczucie rzeczywistości. „Gdzie ja właściwie jestem? Co się ze mną dzieje? Kim jestem – dzieckiem, kobietą, a może iluzją?” Czujesz w ustach słodycz, dziecko oblewa cię chłodną wodą. Przeszywa cię dreszcz. Takie wrażenie nie chciało mnie opuścić przez cały czas czytania „Stregi”.

Więcej 👇

9.

Zyta Rudzka, Ten się śmieje, kto ma zęby, Wydawnictwo W.A.B.

Narratorka powieści Zyty Rudzkiej zaprasza nas na wyprawę – w poszukiwaniu butów do trumny i w poszukiwaniu własnej przeszłości. Co jednak najważniejsze, kieruje do nas owo zaproszenie niepowtarzalnym językiem skrzącym się od oryginalnych aforyzmów, porównań i życiowych mądrości. O „Ten się śmieje, kto ma zęby” pisze Przemysław Poznański.„Trudno o dobre buty dla nieboszczyka” – brzmi pierwsze zdanie tej powieści, definiując od razu wszystko to, co tu ważne i oryginalne. Ten początek wrzuca nas bowiem w clou problemu z jakim zmagać się będzie bohaterka, Wera, była fryzjerka męska. Problemu nieuchronnego przemijania, z którego skutkami przyjdzie się jej zmierzyć; przemijania ludzi, emocji, przedmiotów. Może to być przemijanie nieodwracalne, sprowadzające się do faktu śmierci męża, ale i przemijanie, które pozornie wydaje się czasowe, odwracalne, podatne na próby nadania mu przeciwnego wektora. Śmierci nie da się cofnąć, ale może się ona stać bodźcem do próby odnalezienia śladów dawnych znajomości, dawnych miłości, dawnej świetności i godności. Całego tego czasu sprzed „ciemnych lat”. Można też zadać sobie trud rozniecenia przeszłych emocji. A przynajmniej łudzić się, że to możliwe.

Pytanie tylko po co? Wera z odpowiedzią nie ma żadnego problemu – kieruje nią jeśli nie miłość do zmarłego męża (w każdym razie nie nazwie tak tego wprost), to przynajmniej poczucie lojalności i szacunek, sprowadzający się do chęci zapewnienia zmarłemu pochówku, jaki jemu samemu by się spodobał. Pochówku w odpowiedniej trumnie, a przede wszystkim w odpowiednim stroju. Jak to jednak zrobić, skoro od lat żyli w biedzie i wszystko, co mieli cenniejszego, zdołali już spieniężyć? Jak to zrobić, skoro minęło zbyt wiele lat od czasu, gdy spodnie czy kurtka zawodowego dżokeja, pasowały na męża jak ulał? Dotyczy to zresztą głównie butów. „Umieranie poszło mu w nogi. Rozeszły się po bokach. Wybrzuszyły” – wytłumaczy nam Wera.

Więcej 👇

10.

Annie Ernaux, Bliscy, tłum. Agata Kozak, Wydawnictwo Czarne

👉 O czym mówiła pisarka w mowie noblowskiej

Annie Ernaux z kronikarską dokładnością rysuje portrety najbliższych, którzy już odeszli. Robi to, by „zdać relację z życia” całego pokolenia owładniętego pragnieniem wyrwania się z narzuconych mu społecznych ograniczeń. O tomie „Bliscy” pisze Przemysław Poznański.„Od niedawna wiem, że powieść jest niemożliwa” – pisze Ernaux na pierwszych stronach „Miejsca” (La Place, 1983), które w polskim wydaniu złożone zostało z „Pewną kobietą” (Une femme, 1988) i ”Drugą córką” (L’Autre fille, 2011) w jeden tom pod wspólnym tytułem. I poniekąd jest to prawda – bo proza Noblistki z pewnością nie używa (a jeśli, to niewidocznie) narzędzi fikcji.

Czy jednak sprawia to, że być może nie jest – jak zakłada narratorka – „wciągająca” lub „wzruszająca”? Z tym trudniej się zgodzić. „Mogę zebrać słowa, gesty, upodobania (…), znaczące zdarzenia (…), wszystkie obiektywne znaki istnienia (…)” – zastrzega autorka. Brzmi to trochę jak próba tłumaczenia się z twórczości, tak ściśle opartej na własnych wspomnieniach, na własnym życiorysie. Próba zupełnie niepotrzebna, bo geniusz Ernaux polega właśnie na tym, że z owych słów, gestów i zdarzeń tka pisarka prozę nie tylko wciągającą i poruszającą, ale i w znacznym stopniu oderwaną od jej indywidulanego doświadczenia. Ukazującą bowiem uniwersalne zjawiska, uniwersalny język, pragnienia, ambicje, osiągnięcia całego pokolenia. Pokolenia swych rodziców, rówieśników XX wieku.

Więcej 👇

11.

Jakub Nowak, To przez ten wiatr, Powergraph

👉 Obejrzyj też wywiad z autorem

Jakub Nowak bierze na warsztat żywioły niespełnionych uczuć i marzeń, by zderzyć je z nieokiełznanym i groźnym żywiołem Dzikiego Zachodu. A wrzucając w to wszystko Modrzejewską i Sienkiewicza tworzy powieść, która z brawurą przekracza, a wręcz rozsadza, granice powieści historycznej. O „To przez ten wiatr” pisze Przemysław Poznański.ogło być po prostu dobrze. Klasycznie. Po bożemu. Mogła być oparta na faktach powieść o tym, jak mało znany dziennikarz Henryk Sienkiewicz wyjechał pod koniec dziewiętnastego wieku do Ameryki, znalazł winnicę i sprowadził do siebie przyjaciół z Polski, w tym Helenę Modrzejewską z mężem i synem. Mogło być o trudach życia na farmie położonej nieopodal kalifornijskiego Anaheim, w przededniu mających przecież w końcu nadejść dla nich obojga wielkich karier, splendorów, nagród i oklasków.

Jakub Nowak uznał jednak, że taka opowieść go nie interesuje. Nie chciał, żeby było dobrze. Chciał, żeby było o wiele lepiej. Dał się więc ponieść porywom wiatru Santa Ana, tworząc powieść (swoją debiutancką) tyleż wierną najważniejszym faktom, co wciągającą nas we własny, niepokojący i oryginalny świat zbudowany z domów i ulic, ale i z emocji – w obu przypadkach brudnych, niebezpiecznych, pozostawiających na bohaterach niezmywalne piętno.

Więcej 👇

12.

Eimear McBride, Pomniejsi wędrowcy, tłum. Maria Zawadzka-Strączek, Wydawnictwo Pauza

Pomiędzy słowami, niedokończonymi zdaniami, gdzieś pod powierzchnią banalnych wydarzeń czai się tu mrok i niepokój, który nie pozwala odłożyć książki na później – o „Pomniejszych wędrowcach” Eimear McBride pisze Małgorzata Żebrowska.Londyn, lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku. Studentka pierwszego roku szkoły aktorskiej, młoda Irlandka Eily pragnie jak najszybciej dopasować się do pulsującego rytmu miasta. Imprezuje, upija się, pokonuje nieśmiałość nawiązując mnóstwo znajomości, wreszcie spotyka kogoś, kto pomaga jej pozbyć się ciężaru dziewictwa. I tu zaczyna się właściwa historia, która poruszy do głębi wrażliwego czytelnika.

Pierwsze karty powieści Eimear McBride zaciekawiają narracją, choć trochę nużą podjętym tematem. Strumień świadomości, który pozwala nam wniknąć do umysłu narratorki wydaje się adekwatnym środkiem stylistycznym, jednak czytając przygody młodej studentki miałam silne skojarzenia z Sally Rooney i wrażenie, że czytam coś, co zostało już wnikliwie opisane przez inną irlandzką autorkę.

Więcej 👇

13.

Kiley Reid, Ten dziwny wiek, tłum. Paulina Surniak, Wydawnictwo Poznańskie

„Ten dziwny wiek” Kiley Reid jest opowieścią o rasizmie. Jednak nie tym prymitywnym, manifestowanym wprost na obraźliwych sztandarach, lecz o tym często nie do końca uświadomionym, albo cynicznie schowanym pod maską tolerancji i troski. A przez to być może nawet groźniejszym – pisze Przemysław Poznański.  Nie bez przyczyny debiutancka powieść Reid znalazła się wśród książek nominowanych do Nagrody Bookera. To bowiem opowieść, w której nie ma nic oczywistego, nie ma nachalnej publicystyki, jest za to psychologicznie zniuansowana, wielowątkowa historia, ukazująca rasizm jako element mechanizmów społecznych, opartych na (nawet czasami nieświadomym) myśleniu stereotypami, ale także jako element cynicznej gry, hipokryzji i manipulacji, wykorzystywany bezwzględnie przez tych, którzy próbują wygrywać na społecznych napięciach. 

Więcej 👇

14.

Benedict Wells, Hard Land, tłum. Viktor Grotowicz, Wydawnictwo Poznańskie

Tanatos i Eros. Koniec i początek. Odchodzenie i wkraczanie w dorosłość. Benedict Wells opowiada nam w „Hard Land” o tych chwilach, gdy bezpowrotnie żegnamy dzieciństwo, ale przed nami przecież jeszcze całe życie. A przy tym przez cały czas świadomie gra z bogatą tradycją gatunku – pisze Przemysław Poznański.   

W największym skrócie „Hard Land” jest wpisującą się w długą tradycję literacką opowieścią o młodości, o pierwszych miłościach, pierwszych rozczarowaniach, pierwszych stratach. O czasie – jak określi to jedna z bohaterek – „eufancholii”, mieszanki euforii i melancholii. Bez reszty wciągającą, bo opowiedzianą językiem Sama Turnera, piętnastolatka z prowincjonalnego, podupadającego miasteczka, chłopca rozdartego między Tanatosem a Erosem, między nieuchronnie zbliżającą się śmiercią nieuleczalnie chorej matki a pierwszą miłosną fascynacją nieco starszą od niego Kirstie Andretti. Chłopca, którego Wells czyni nie tylko bohaterem swojej powieści, ale też naszym przewodnikiem po tym miejscu i czasie metamorfozy.

Już na tym poziomie odczytania proza Benedicta Wellsa niesie szereg czytelniczych satysfakcji, bowiem pisarz konstruuje przedstawiony świat z elementów, które poruszają emocje, przywołują wspomnienia, zmuszają do nostalgicznego spojrzenia w naszą własną przeszłość, w ten czas, gdy niewinność, rozumiana choćby jako nieświadomość przemijania i śmierci, zderzyć się musiała z końcem i to na wielu poziomach – końcem życia, końcem materialnej stabilności, ale też końcem krótkiej, lecz intensywnej przyjaźni.

Więcej 👇

15.

Helga Flatland, Ostatni raz, tłum. Karolina Drozdowska, Wydawnictwo Poznańskie

Słowo „diagnoza” staje się w powieści „Ostatni raz” Helgi Flatland kluczem. To bowiem próba rozpoznania rodzinnych zależności, zaszłości, pretensji, które długo chowane wybuchają nagle, gdy faktem staje się inna diagnoza: choroby nowotworowej – pisze Przemysław Poznański.Flatland dotyka tego unikalnego momentu w funkcjonowaniu rodzinnego mikroświata, który raz na zawsze go odmieni. Musi być – i jest – to moment znaczący, wywołujący szok, bo inaczej mógłby przecież przejść niezauważony w opowieści o ludziach, których zdążyło już wszak dotknąć całe spektrum zdarzeń trudnych, traumatycznych, bolesnych. Czy może być jednak coś ważniejszego niż niespodziewana informacja o potencjalnie śmiertelnej chorobie, o raku, który zaatakował ciało Anny, sześćdziesięciosiedmioletniej nauczycielki, żony Gustava, matki Sigrid i Magnusa, babci Mii i Vijlara? O – potencjalnie – nieodwoływalnej stracie?

Ta wiadomość staje się bodźcem do zmian, jakie będą musiały zajść w całej rodzinie, przede wszystkim jednak okażą się katalizatorem emocji, które często nie były dotąd wyartykułowane, a czasem nawet były nieuświadomione. Emocji tym silniejszych, im bardziej skomplikowane były dotychczasowe rodzinne losy. Co prawda można zaryzykować twierdzenie, że Flatland bierze na warsztat rodzinę dość przeciętną, bo przecież w każdej zdarzają się rozstania, choroby, nieporozumienia, a przecież pod pisarką lupą autorki szybko okazuje się, że każda z takich rodzin jest przecież na swój sposób wyjątkowa, bo funkcjonuje we własnym ekosystemie wartości, doświadczeń, żalów. Wszak już Lew Tołstoj pisał, że „każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób”.

Więcej 👇

16.

Paweł Mościcki, Azyl, Wydawnictwo Nisza

To opowieść pisana w gorączce. Majaczeniach i fantasmagoriach. Pośród wypchniętego poza granice społeczeństwa widmowego miasta, realny jest brak, utrata, blizny, niedostatek i znikające ślady żywych ludzi o nieznanej przeszłości, czekających tu być może na cień szansy – o „Azylu” Pawła Mościckiego pisze Aleksandra Bartelska.

„Azyl” Pawła Mościckiego pojawił się w księgarniach na chwilę przed agresywną napaścią Rosji na Ukrainę. Jednej nocy zmieniło się wszystko. W Ukrainie stan powszechnej mobilizacji. Zdjęcia z kijowskiego metra, na których ludzie koczują ze swoimi zwierzętami. Do Polski napływają tysiące, setki tysięcy uchodźców. Pierwsze sankcje dla Rosji i kolejne koncerny zawieszające swoją tam działalność. Pierwsze zbiórki pieniędzy, ubrań, jedzenia i leków, pierwsze wyprawy na granice, by zabrać stamtąd choć kilkoro uchodzców. I tych, którzy byli ukraińskimi obcokrajowcami. Litr benzyny za sześć, siedem złotych. Pamiętam informację o bezpiecznej ewakuacji zwierząt z kijowskiego ZOO do ogrodów zoologicznych w Polsce. Bombardowanie Charkowa. Szóstego marca liczba uciekinierów z Ukrainy do Polski przekroczyła milion. Czternastego marca ONZ podaje informację, że Ukrainę opuściło prawie trzy miliony ludzi.

“Azyl” podejmuje temat, który znamy na przykład z książki reporterskiej Patricka Kingsleya “Nowa Odyseja”; czy “Tylko góry będą twoimi przyjaciółmi” Behrouza Boochani; szwedzkiego reportażu “Łódz 370”, wspaniałej książki poetyckiej “Cykl biały” Atheny Farrokhazd czy wstrząsającej powieści dla młodzieży “Wróbelek z kości” Zany Farillon, wyrosłej z reaserchu autorki w strzeżonych australijskich obozach dla Rohingów. Do obejrzenia: cykl fotografii Karola Grygoruka z granic na wieloetapowych szlakach migracyjnych: Bośnia i Hercegowina, Hiszpania, Francja, Grecja, Belgia, Polska. Styl pisania obrany przez autora w “Azylu” jest jednak wyjątkowy i przekonujący.

Więcej 👇

17.

Colin Insole, Epifanie, tłum. Tomasz Chyrzyński, Wydawnictwo IX

Zapomniane miasteczka, nieuczęszczane trasy kolejowe, umarłe sady – Colin Insole w „Epifaniach” zaprasza czytelników na wyprawę do świata, który bezpowrotnie minął. I który być może nigdy nie istniał. Trudno to rozstrzygnąć, wszak pamięć jest jedną z największych iluzji, w które wierzy człowiek – pisze Wojciech Gunia.

Wydanie książki Colina Insole’a w Polsce można uznać za pewnego rodzaju prowokację wydawniczą. Zazwyczaj bowiem, kiedy wydawnictwa decydują się na translatorski import literatury, inwestują w nazwiska, które mają jakieś marketingowe punkty podparcia – rozpoznawalność, uznanie krytyki, nagrody, ekranizacje, oddanych czytelników na całym świecie i tak dalej. W cenie są oczywiście książki na modne tematy, aktualnie prym wiodą powieści o różnych ludziach z Auschwitz, true crime i biografie różnej maści zbrodniarzy.

Są to wszystko rzeczy oczywiste, natomiast warto zauważyć, że w tej całej siatce kryteriów nie jest obecny czynnik zwany „jakością literacką”. Nie żeby nie był on zupełnie bez znaczenia (choć, niestety, bywa zupełnie bez znaczenia), ale akurat to, czy ktoś jest po prostu dobrym pisarzem, jest jednym z ostatnich warunków, które musi spełnić, aby otrzymać szansę dotarcia do nowego czytelnika. Zadeklarowany kapitalista albo cynik powie, że takie są twarde prawa rynku.

Colin Insole jest przypadkiem twórcy, który wyłamuje się z tej rynkowej struktury: nie jest szczególnie popularny, dla krytyki literackiej nawet w swojej ojczyźnie jest postacią dość anonimową, nie usiłuje też pisać modnie i na modne tematy. Choć krąży gdzieś na orbicie zjawiska zwanego „literaturą niesamowitą” czy „literaturą grozy”, nie sposób go nazwać pisarzem gatunkowym per se. Los takich siedzących okrakiem na płocie autorów bywa przykry: nie spełniają otwarcie oczekiwań gatunkowego zakonu, zaś poza jego gettem postrzegani są poprzez barwy środowiska, do którego w sumie nie przynależą. Szczególnie w Polsce, gdzie podział na literaturę wysoką i niską, gatunkową i piękną, twardą, miękką i al dente trzyma się doskonale. Innymi słowy, wedle wszelkich praw i zasad pisarz taki jak Colin Insole nie powinien nigdy zostać w Polsce wydany. Tymczasem oto jest…

Więcej 👇

18.

Barbara Sadurska, Czarny hetman,Wydawnictwo Nisza

Barbara Sadurska w proroczej, literacko wyśmienitej powieści „Czarny hetman” opisuje naszą ludzką, przynależną gatunkowi przemoc, udowadniając, że była z nami od zawsze. Ta konstatacja przeraża i odziera ze złudzeń – pisze Małgorzata Żebrowska.W dwudziestym pierwszym wieku jesteśmy w pełni świadomi, że cywilizacja ludzka naznaczona jest przemocą, walką, wydzieraniem dóbr naturze oraz innym ludziom. Że cierpienie, wywołane bezlitosną agresją było i jest powszechnym zjawiskiem pod każdą szerokością geograficzną. Rzadko jednak prawda ta dociera do nas z taką mocą jak miało to miejsce w tym wojennym roku. Lubimy przymykać na nią oko, ślepo wierzyć w postęp i świat, który zmierza ku powszechnemu pokojowi i dostatkowi. Wojna zawsze dzieje się gdzieś daleko, gdzieś indziej. I choć ten rok pokazał, jak bardzo się mylimy, wciąż nie jest ona wiodącym tematem i nie zatrzymała naszego codziennego pędu.

„Czarny hetman” ostrzega: ludzie zawsze walczyli i walczyć będą, od paleolitu po dzień dzisiejszy, od zarania dziejów po każde możliwe jutro. Podobnie jak w „Mapie”, autorka serwuje czytelnikom dopracowane w każdym szczególe dzieło, w którym, niczym po szachowej planszy, poruszamy się po historii ludzkości, oprowadzani przez kolejnych bohaterów.

Więcej 👇

19.

Joanna Bator, Ucieczka niedźwiedzicy, Znak

„Ucieczka niedźwiedzicy” Joanny Bator to książka niezwykła, poszerzająca spektrum czytelniczych doświadczeń i granice empatii – pisze Małgorzata Żebrowska.Jeśli „Gorzko, gorzko” było powrotem Joanny Bator do tematów, które najbardziej pokochali czytelnicy i czytelniczki jej prozy, „Ucieczka niedźwiedzicy” jest dodatkowym potwierdzeniem, że autorka znakomicie potrafi opisać nasze lęki, rozterki, codzienne zmagania i porażki. Jak zawsze, zagłębiając się w lekturę, miałam nieodparte wrażenie, że Bator pisze i do mnie, i o mnie, dotykając tego, co w moim umyśle najbardziej bezbronne.

Joanna Bator w swojej prozie zwykle koncentruje się na doświadczeniach kobiecych, na naszych traumach i na losie, który dziedziczymy, rodząc się jako dziewczynki. Ten temat, obecny we wszystkich jej książkach, najsilniej wybrzmiał w „Gorzko, gorzko”, powieści wydanej w ubiegłym roku. Tej jesieni pisarka powraca z dziełem niezwykłym, poszerzającym spektrum czytelniczych doświadczeń i granice empatii.

Więcej 👇

20.

David Vann, Komodo, tłum. Dobromiła Jankowska, Wydawnictwo Pauza

David Vann obsadza tym razem w głównej roli obdarzoną ogromną wnikliwością kobietę i pokazując kryzys macierzyństwa oddaje jej subiektywną perspektywę przegranego życia. Pisarz po raz kolejny udowadnia, że potrafi przekazać emocje swoich bohaterów niezwykle celnie i bez znieczulenia – o „Komodo” pisze Malgorzata Żebrowska.

Rozbita rodzina spotyka się po latach na pięknej indonezyjskiej wyspie, mając nadzieję na pojednanie. Matka i córka przylatują do stęsknionego syna i brata, który zaprasza ich na tydzień urlopu w raju. Morskie głębiny, w których czeka na nurkujących niezwykły świat, idealna pogoda i niezwykłe krajobrazy stanowią scenerię, która ma gwarantować relaks i generować wyłącznie pozytywne emocje. Co może pójść nie tak? Jak to bywa w prozie Davida Vanna – wszystko.

Więcej 👇

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: