wywiad

Joanna Jax: Historyczne tło pozwala uczynić moralne wybory bardziej wyrazistymi | Rozmawia Przemysław Poznański

W trudnych chwilach objawia się w nas albo największy heroizm, największa odwaga, bo ryzykujemy najwięcej, albo małostkowość, podłość i chęć szybkiego wzbogacenia się, uzyskania korzyści kosztem innych – mówi Joanna Jax, pisarka, autorka powieści „Skradzione życie”. Rozmawia Przemysław Poznański.

Joanna Jax, fot. Marytka Czarnocka

Przemysław Poznański: Pamięta pani emocje związane z pisarskim debiutem?

Joanna Jax: Pamiętam bardzo dobrze, ponieważ za każdym razem, kiedy nadchodzi premiera kolejnej książki, czuję dokładnie to samo: przedziwne uczucie radości pomieszanej ze strachem, z tremą. Przy pierwszej książce było może więcej tej tremy, ale i więcej radości. Powiedziałam sobie wtedy, że jeśli pierwsza recenzja, która się ukaże, nie będzie pochlebna, to już nic więcej nie napiszę. Tak postanowiłam. I pierwszą recenzję – na szczęście pochlebną – napisała pani Adrianna Michalewska. Kiedy się spotkałyśmy, powiedziałam jej, jak wiele zależało od tej jednej recenzji.

Uratowała pani karierę pisarską.

– Tak, chyba tak. Inna sprawa, że nie miałam wtedy pojęcia, jak ta kariera się potoczy i że po 13 latach obecności na literackim rynku będę miała na koncie prawie 60 powieści.

Oczywiście nie bez kozery pytam o debiut. „Skradzione życie” to powieść, która rozpoczyna się od takich właśnie emocji: od emocji bohaterki, Justyny Mazurkiewicz, która staje przed szansą wydania pierwszej książki. Szansą w tamtym momencie – a rzecz dzieje się w roku 1938 – bardzo realną.

– Justyna słyszy od wydawcy: „Tak, wydamy pani książkę”. Oczywiście nie może się spodziewać, że po drodze wydarzy się hekatomba, która zniweczy te plany. Ona ma prawo myśleć: „Zrobiłam coś, co się komuś spodobało”, ma prawo cieszyć się, że jej praca nie poszła na marne i że wkrótce zadebiutuje.

Co więcej, nie byle gdzie, bo w szacownym wydawnictwie Gebethner i Wolff, którego redaktor jest książką zachwycony.

– A zwykle ów redaktor jest wyjątkowo surowy. Zresztą w późniejszej części powieści mamy jego rozmowę z inną z głównych bohaterek, Barbarą, podczas której wcale nie jest miły, mimo, że ma do niej, jako kobiety, pewną słabość, co wiemy z pierwszej części książki.

Zupełnie inaczej jest, kiedy do czegoś dążymy, a gdy się nie udaje, próbujemy drugi, dziesiąty raz, w zależności od tego, jak bardzo jesteśmy zdeterminowani, a inaczej, gdy wydarza się coś, na co nie mamy wpływu. Bez względu na to, jak jesteśmy świetni, jak bardzo pracowici, to pewne rzeczy umierają nie z naszej winy. I najgorsza jest wtedy bezradność.

Marzenia Justyny przekreśla owa, wspomniana już przez panią, hekatomba, czyli II wojna światowa. Oczywiście tytuł powieści, „Skradzione życie” tak naprawdę odnosi się do całego pokolenia, które wtedy wchodziło w dorosłość, snuło plany, miało prawo mieć marzenia. I nagle to wszystko legło w gruzach. Czasem dosłownie.

– Zupełnie inaczej jest, kiedy do czegoś dążymy, a gdy się nie udaje, próbujemy drugi, dziesiąty raz, w zależności od tego, jak bardzo jesteśmy zdeterminowani, a inaczej, gdy wydarza się coś, na co nie mamy wpływu. Bez względu na to, jak jesteśmy świetni, jak bardzo pracowici, to pewne rzeczy umierają nie z naszej winy. I najgorsza jest wtedy bezradność.

Ta bezradność towarzyszy potem Justynie przez kolejne strony książki – nie tylko z powodu wojny, ale też dlatego, że ciągle zderza się z ludźmi, którzy nie mają skrupułów, żeby swoje ambicje, swoje marzenia, swoje szczęście realizować jej kosztem. Pokazuje pani dwa sposoby realizowania ambicji: ciężka praca, albo działanie kosztem innych ludzi.

– Z tego punktu widzenia ta opowieść mogłaby się wydarzyć w każdym innym momencie historycznym. Nawet dzisiaj. Przecież słyszymy nieraz stwierdzenie: mam prawo do szczęścia. Nieważne, że czyimś kosztem, że wyrządzę tym krzywdę, ważne, że ja osiągnę to upragnione szczęście. Nawet „po trupach” – czasem dosłownie (jak choćby w czasie wojny), czasami w przenośni. Tacy ludzie byli, są i zawsze będą. Justyna tego do końca nie rozumie i można by jej nawet zarzucić pewnego rodzaju naiwność, ale ona po prostu nie podejrzewa innych o coś, do czego sama nie byłaby zdolna. Zresztą jest bardzo młoda i do tej pory ani profesor, który się nią w pewnym momencie zaopiekował, ani zakonnice, które ją wychowały, nie dawali jej powodu, żeby nie ufać ludziom.

Same zachowania ludzkie są uniwersalne, a jednak wybrała pani okres II wojny światowej i trudnych lat powojennych. Dlaczego?

– Moje wszystkie powieści mają pierwiastek historyczny. W niektórych  tej historii jest więcej, w niektórych mniej, ale zawsze staram się przemycić chociaż troszeczkę informacji historycznych. To takie moje modus operandi, mój znak firmowy, że osadzam akcje powieści w czasach minionych.

Co pani tak naprawdę daje historia jako paliwo do tworzenia fabuł?

– Kocham historię, zwłaszcza tę najnowszą. Także dlatego, że podczas researchu sama też się czegoś nowego dowiaduję. Tu był to choćby sposób traktowania robotnic przymusowych w Trzeciej Rzeszy – nie tych, które pracowały gdzieś u bauerów, ale skierowanych do pracy w fabrykach broni, bo do takiego miejsca trafia moja bohaterka. Napisanie tego małego fragmentu wymagało przeczytania dwóch książek. Ta wiedza, przynajmniej częściowo, już ze mną zostaje. To dla mnie wartość dodana podczas pisania, część przygody pisarskiej.

Słyszymy nieraz stwierdzenie: mam prawo do szczęścia. Nieważne, że czyimś kosztem, że wyrządzę tym krzywdę, ważne, że ja osiągnę to upragnione szczęście. Nawet „po trupach” – czasem dosłownie, czasami w przenośni. Tacy ludzie byli, są i zawsze będą.

Oprócz wątku robót przymusowych mamy tu też wątek getta, do którego trafia Justyna. Też, jak sądzę, wymagający sporego researchu. Chciałbym o to dopytać: jak dokumentuje pani swoje powieści, nie tylko „Skradzione życie”?

– Praca nad książką oznacza najpierw przygotowanie bibliografii, rzetelnego sprawdzenia, co będzie mi potrzebne do każdego z fragmentów powieści. Potem gromadzę potrzebne materiały, od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu pozycji, które szczegółowo studiuję. To najczęściej książki papierowe, które dziś stoją już na podłodze w stosach, bo mam mieszkanie ze skosami i ilość miejsca na biblioteczkę jest przez to ograniczona. Cieszę się, gdy udaje mi się znaleźć ebook, bo mogę wygodnie zaznaczyć interesujące fragmenty, nie muszę zaginać rogów czy robić zakładek z rachunków za prąd. Potem układam te książki tak, by wygodnie sięgnąć po właściwą informację w momencie pisania.

Cała historyczne tło jest w pani powieściach prawdziwe, doskonale udokumentowane, ale chciałbym też spytać o tworzone postaci. Na ile szuka pani indywidualnych losów, które potem można przełożyć na losy powieściowych bohaterów, choćby na losy Justyny czy Barbary ze „Skradzionego życia”?

– Cała historia w takich książkach jak „Skradzione życie”, czy wcześniejszy „Kolor zemsty”, to tylko wytwór mojej wyobraźni. Inaczej jest, gdy piszę sagę osadzoną w historii – wtedy zawsze sięgam po pamiętniki, wspomnienia. Gdy pisałam o zesłańcach do Kazachstanu, poleciałam nawet do tego kraju i spotkałam się z potomkami zesłańców, bo chciałam poznać klimat tamtego bardzo trudnego czasu. W książkach, w których skupiam się na problemach moralnych, mających skłonić czytelnika do odpowiedzi na pytanie, co on zrobiłby w danej sytuacji, przede wszystkim skupiam się znalezieniu owego problemu i dopisuję do niego fabułę. 

„Skradzione życie” to opowieść o tych granicach, które jesteśmy zdolni przekroczyć w trudnych chwilach. W dobrym sensie i w złym. Czas wojny sprawia, że z u ludzi uwidaczniają się te najgorsze i te najlepsze cechy.

– To sprawdzian. Za Wisławą Szymborską powtórzę: „Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono” [„Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej” – red.]. I rzeczywiście tak jest, że kiedy przychodzi trudny moment, to objawia się w nas największy heroizm, największa odwaga, bo ryzykujemy najwięcej, ale też pojawić się może małostkowość, podłość i chęć szybkiego wzbogacenia się, uzyskania na tym pewnych korzyści, nie tylko materialnych. I to właśnie opisuję w moich książkach, bo w  „Skradzionym życiu” osią powieści jest przywłaszczenie sobie nie czyjegoś majątku, ale cudzej powieści, z całym splendorem przypadającym autorce. Z pozycji kanapowców żyjących od lat w kraju, w którym nic złego się nie dzieje, jesteśmy czasem skłonni do łatwego oceniania innych i twierdzenia, że „nigdy bym tego nie zrobił, nigdy bym się tak nie zachowała”. W przypadku realnego zagrożenia wcale nie było to tak oczywiste. Pokazuję też w książce, że kiedy raz decydujemy się na kłamstwo, musimy potem już w nie brnąć. Jedno kłamstwo pociąga za sobą następne. I dlatego Barbara, bo o niej mówię, w pewnym momencie już sama nie wie, kim jest.

Przeczytaj także

Wspomniana przez panią przywłaszczona powieść staje się symbolem wartości humanitarnych – tych pogwałcanych i tych pielęgnowanych. Powieść zostaje skradziona, ale wcześniej Justyna zabierają ją ze sobą nawet do getta, co pozwala jej zachować człowieczeństwo, trzymać ją przy życiu, przypominając o marzeniach. Sama kradzież powieści obnaża całe zło, wszystkie kompleksy osoby, która się tego dopuszcza. Dlaczego za symbol tych postaw moralnych wybrała pani właśnie powieść?

– Łatwiej mi się wczuć w rolę pisarki, bo sama nią jestem, a sam zawód pisarza się nie zmienia. Przede wszystkim jednak chodziło mi o pokazanie, że okazja czyni złodzieja. Kradzież powieści w gruncie rzeczy nie różni się niczym od przywłaszczenia sobie  portfela znalezionego na ulicy. W tym portfelu są nie tylko pieniądze, ale i dokumenty, które w łatwy sposób identyfikują właściciela, a jednak nie każdy w tym momencie zachowa się tak, jak należy. Nie każdy zwróci taki portfel.

Pokazuję też w książce, że kiedy raz decydujemy się na kłamstwo, musimy potem już w nie brnąć. Jedno kłamstwo pociąga za sobą następne. I dlatego Barbara, bo o niej mówię, w pewnym momencie już sama nie wie, kim jest.

To skłania mnie do pytania o to, na ile traktuje pani historię, być może również, jako rodzaj maski dla współczesnych problemów, dla ponadczasowych zachowań ludzkich?

– Tak, historia bywa maską. Taki czas jak wojna czy okupacja, albo rewolucja, czyni postawy ludzkie bardziej wyrazistymi, wyostrza je, bo często mamy wówczas do czynienia z kwestią życia i śmierci. Przywołana historia z portfelem, rozgrywająca się współcześnie, nie miałaby tak silnego wydźwięku, nawet jeśli również pokazałaby dwie strony ludzkiej natury.

Finał powieści przynosi w zasadzie rozwiązanie wszystkich wątków, a jednocześnie chciałoby się poznać dalsze losy bohaterów. Myśli pani w ogóle o kontynuacji. A może losy Justyny i Barbary to zamknięty rozdział?

– Miałam już takie pytanie od czytelników. Odpowiem tak: kontynuacja jest możliwa, ale tylko wtedy, gdy znajdę takie rozwiązania fabularne, które sprawią, że drugi tom, czy nawet kolejny, będzie ciekawy, poruszający. Nie napiszę ciągu dalszego tylko po to, żeby sprzedać kolejną książkę. Na razie mam pomysł na ciekawą połowę kolejnego tomu tej historii, muszę jeszcze wymyślić część drugą tej książki.

Muszą w niej znaleźć się co najmniej tak mocne emocje jak w pierwszej części?

– Dokładnie tak. I muszę też znaleźć odpowiedź na pytanie, czy być w opisywaniu dalszych losów bohaterek bezwzględnie uczciwą, czy może jednak dopuścić w sobie do głosu idealistkę. Uczciwe, realistyczne podejście oznacza pokazanie, że dobro nie zawsze zwycięża. Niestety. Idealistyczne – że zło zostaje prędzej czy później ukarane, a dobro nagradzane. Ta postawa jest mi jak na razie bliższa, lubię zostawiać w zakończeniu moich powieści chociaż odrobinę nadziei na to, że uczciwych czeka nagroda. W tym czy innym życiu.

Rozmawiał Przemysław Poznański

Joanna Jax – absolwentka Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Maluje na szkle, interesuje się grafiką oraz literaturą biograficzną. Jest również wolontariuszką Fundacji dla Rodaka, wspierającej Polaków na Wschodzie. Zadebiutowała w 2014 roku powieścią „Dziedzictwo von Becków”, która zachwyciła zarówno recenzentów, jak i czytelników. Od tego czasu regularnie wydaje kolejne książki, które nieprzerwanie cieszą się ogromnym zainteresowaniem.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej