W MEDIACH

Poniżej znajdziecie publikacje naszych tekstów i o nas w innych mediach

 

 

 

„Gazeta Wyborcza” i na Wyborcza.pl Alfabet, który pozwoli rozkodować Dana Browna. Od A do Z

Od „Początku” do końca. Od antymaterii i „Aniołów i demonów” po zniszczenie i „Zwodniczy punkt”. Oto alfabet, dzięki któremu rozkodujecie Dana Browna, bestsellerowego autora thrillerów. Pisarz w tym tygodniu dwukrotnie spotyka się z polskimi czytelnikami. Pierwsze spotkanie już we wtorek w Centrum Premier Czerska 8/10.

24 października Centrum Premier Czerska 8/10 w Warszawie odwiedzi Dan Brown, jeden z najpopularniejszych pisarzy świata. Autor sześciu bestsellerów, z „Kodem Leonarda da Vinci” na czele. Autor przyjedzie do Polski w związku z premierą powieści „Początek”. Partnerem spotkania jest wydawnictwo Sonia Draga. Początek spotkania o godz. 19. Transmisja wideo na wyborcza.pl.

Niedoszły muzyk, szkolny chórzysta, który zwykł wstawać o czwartej rano i nigdy nie pozwolił sobie na dzień wolny od pracy. Kim jest Dan Brown? Spróbujmy go rozkodować alfabetycznie, zanim ktoś zmiesza litery, jak uczynił to Jacques Sauniere z liczbami ciągu Fibonacciego w „Kodzie Leonarda da Vinci”….

„Gazeta Wyborcza – Poznań” i poznan.wyborcza.pl Aleksandra Marinina: Każdy kryminał trzeba wymyślić

– Mój sukces nadszedł wyłącznie dlatego, że go nie oczekiwałam – mówi Aleksandra Marinina*, rosyjska pisarka bestsellerów. Kilka dni temu była gościem Poznańskiego Festiwalu Kryminału Granda.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

Przemysław Poznański**: Silna, niezależna, a przy tym zdolna. Taka jest Nastia Kamieńska – główna postać pani najbardziej znanej serii. Doskonale wpisuje się w poczet bardzo współczesnych bohaterek kryminału, które konkurują z innym bohaterem: szorstkim detektywem, mierzącym się z problemami alkoholowymi, rodzinnymi i zawodowymi. Ale w czasach, gdy ją pani tworzyła, na początku lat 90. zeszłego wieku, obowiązywał chyba zupełnie inny wzorzec.

Aleksandra Marinina: W czasach radzieckich typowym bohaterem, protagonistą, w rosyjskim kryminale był mężczyzna niepijący, pozbawiony osobistych problemów, idealny mąż, idealny syn i idealny ojciec. Nigdy nie posługiwał się niecenzuralnymi słowami, nigdy nie stosował przemocy, nigdy nikomu nie ubliżał, nawet przestępcy. Innego modelu cenzura nie dopuszczała. Gdy cenzura padła, można było wreszcie pisać tak jak się chce. Dlatego postanowiłam napisać kryminał z kobietą jako główną bohaterką, w dodatku borykającą się z problemami, niewierzącą w siebie, taką, która nie chce wyjść za mąż i nie chce mieć dzieci. A przy tym jest to osoba rozumiejąca doskonale, że społeczeństwo nie jest przychylne takiemu modelowi funkcjonowania, więc Nastia nieraz myśli, że jest być może jakimś moralnym dziwadłem. Ona nawet nie umie gotować, a od spraw codziennych woli ślęczenie nad dokumentami i analizowanie ich. Z drugiej strony całkiem po kobiecemu kocha swojego przyjaciela, który potem zostaje jej mężem. Taka postać wydała mi się bardziej szczera niż ci idealni, rumiani mężczyźni z radzieckich kryminałów.

Był to więc rodzaj protestu?

– Trochę tak, choć ja nie jestem raczej człowiekiem szczególnie odważnym. A poza tym w owym czasie byłam oficerem milicji, czyli byłam zależna od kierownictwa i otoczenia. Nie śmiałabym protestować otwarcie, nie starczyłoby mi siły ducha i chyba nie starcza do tej pory. Jeśli więc chcę wyrazić swój protest przeciw czemuś, robię to w książkach.

„Gazeta Wyborcza – Poznań” i poznan.wyborcza.pl Festiwal Granda: A jak antryjka. J jak Jodełka. P jak pierdoła. Czym stoją poznańskie kryminały?

Od kina Apollo, w którym zaczęła się pewna zbrodnia, po Zakład Medycyny Sądowej. Przedstawiamy alfabet kryminalnego Poznania, przygotowany przez poznańskich pisarzy z okazji rozpoczynającego się w piątek Poznańskiego Festiwalu Kryminału Granda.

W życiu porządnego poznaniaka wszystko zaczyna się od A. Bo A to antryjka (lub antrejka), czyli przedpokój, korytarz, ganek. Musicie przez nią przejść, by zagłębić się w nasz alfabet.

„Gazeta Wyborcza – Poznań” i poznan.wyborcza.pl Michał Larek: „Chciałbym napisać dziesięciotomową serię”. Rozmowa z autorem kryminału „Furia”

– Żyjemy dziś w momencie, gdy popkultura zwraca się w kierunku lat 70., 80. i 90. Literatura, filmy, seriale lubią odwoływać się do tamtego okresu, przywoływać tamte smaczki. Pomyślałem, że moja powieść musi się czymś wyróżnić, i lata 90. to gwarantowały – mówi Michał Larek, poznański pisarz, autor kryminału „Furia”.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

Przemysław Poznański**: Dojrzałeś do pisarskiej samodzielności? Poprzednie książki pisałeś we współpracy. „Furia” podpisana jest już tylko twoim nazwiskiem.

Michał Larek*: „Furia” to mój debiut (śmiech). Nie chce mi to przejść przez gardło, bo – jak wspomniałeś – mam już sporo książek na koncie. „Martwe ciała” to był reportaż, odpowiadałem w nim za stronę literacką. Podobnie było w przypadku „Mężczyzny w białych butach”. Na pewnym etapie prac nad „Mężczyzną” redaktorka stwierdziła, że nie chce już kolejnego reportażu, lecz woli powieść. Przerobiłem więc książkę, a ona dobrze się sprzedała. Wtedy podpisałem umowę na serię powieści zatytułowaną „Dekada”, której pierwszą częścią jest „Furia”.

wyb-kultWydawnictwo zapowiada trzy tomy.

– Umowa opiewa na razie na trzy tomy, ale widzę, że „Furia” cieszy się dużą popularnością, więc chciałbym napisać dziesięciotomową serię. Nazwa serii, „Dekada”, do czegoś zobowiązuje.

Poprzednie książki oparte były na prawdziwych wydarzeniach, na policyjnych aktach. A „Furia”?

– „Furia” też jest oparta na historii, którą wyczytałem z akt, ale oryginalnie rozgrywała się w latach 1978-79. Wtedy w okolicach Poznania grasował Grzegorz Tyklewicz, który zabił taksówkarza, a potem jeszcze dwie kobiety. Gwałciciel, „przemocowiec”, dość paskudna postać. Pomyślałem, że to jedna z najbardziej wstrząsających spraw w Wielkopolsce, a przy tym jedna z mniej znanych. Sięgnąłem więc po nią, ale – skoro nie pisałem już reportażu – akcję przeniosłem do lat 90., powprowadzałem też fikcyjnych bohaterów. Dlatego odpowiedź na pytanie, czy „Furii” bliżej do fikcji, czy prawdy, jest skomplikowana. Fabuła to w dużym stopniu kwestia mojej wyobraźni, ale też pochodna tego, że wysłuchałem wielu policyjnych opowieści, anegdot. Poza tym czasami cytowałem elementy z protokołów przesłuchań Tyklewicza, bo to niezwykły materiał, przecudowna „literatura”, pisarz by tego sam nie wymyślił. (…)

„Gazeta Wyborcza – Poznań” i poznan.wyborcza.pl Piotr Bojarski o „Biegaczu”: Niszczymy, co zbudowaliśmy. Kryminał z „dobrą zmianą” w tle

– Chyba nie jestem tak odważny, jak mój bohater. Ale zaczynałem biegać w tym samym wieku, co on. I tak jak on lubię The Cure – mówi Piotr Bojarski*, pisarz i dziennikarz, autor powieści „Biegacz”.

Przemysław Poznański: „Biegacz” to współczesny kryminał – gatunek w twojej twórczości nowy. Ale – podobnie jak w „Ściemie”, która co prawda kryminałem nie jest, ale też rozgrywa się współcześnie – bardzo szybko wprowadzasz czytelnika za kulisy najnowszej historii. Co cię w niej najbardziej fascynuje, frapuje?Piotr Bojarski: Mnogość nierozwiązanych spraw, niewyjaśnionych tajemnic. Wiele z nich już nigdy wyjaśnionych nie zostanie, w niektórych do prawdy przybliży się prokurator IPN, o ile da radę. Upływający czas i odchodzący świadkowie to największe przeszkody – i sojusznicy tych, którzy chcieliby ukryć swoje niecne czyny.

poznan.wyborcza.pl Moja wyobraźnia nie lubi bezczynności – rozmowa z Joanną Opiat-Bojarską

– Przemieszczam się po Poznaniu i myślę: o tu podrzuciłam trupa, a tu karetka wjechała w przechodnia, a tu mieszkał sprawca, a tu bohater był na przesłuchaniu. Nadal jednak znajduję miejsca, które mnie zaskakują – mówi Joanna Opiat-Bojarska*, pisarka, autorka kryminału „To koniec, Anno”.

Przemysław Poznański**: To koniec, Joanno? Czy trzeci tom o dziennikarce śledczej Annie Rogozińskiej zamyka serię, jak mógłby sugerować tytuł książki? Jeśli tak, to czy zamierzasz rozpocząć inną serię?

Joanna Opiat-Bojarska: Tak, to koniec. Mam pomysł na nową serię. Jest temat, który bardzo mnie interesuje. Jeśli tylko się da, czyli jeśli uda mi się zdobyć zaufanie odpowiednich osób, zgłębię go i opiszę. Bardzo prawdopodobne, że będę musiała wtedy skończyć również z drugą moją serią z kobiecą bohaterką [psycholog Aleksandrą Wilk – red.].

Piszesz równolegle trzy kryminalne serie i wydajesz książkę co pół roku. Nie boisz się, że kiedyś zabraknie ci pomysłów?

– Boję się, że nie zdążę opracować i opisać wszystkich pomysłów (śmiech). Mniej więcej w połowie pracy nad książką w moim umyśle zaczyna kiełkować pomysł na nową fabułę…

Gazeta Wyborcza Poznań i poznan.wyborcza.pl Z wieloma tematami wciąż się nie zmierzyliśmy – rozmowa z Kuba Wojtaszczykiem

– Moje pokolenie zdaje się być już zmęczone bombardowaniem z lewa i prawa często nieprzystającymi do siebie „prawdami” – mówi Kuba Wojtaszczyk*, rocznik 1986. Właśnie ukazała się jego nowa książka – „Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?”

Przemysław Poznański**: Po „Portrecie trumiennym”, a jeszcze bardziej po książce „Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć” uznany zostałeś za głos pokolenia oraz za głos prekariatu. W najnowszej powieści trudno jednak odszukać echa tamtych książek. Nie boisz się, że zdradziłeś pokładane w tobie nadzieje? 

Kuba Wojtaszczyk: Słyszałem opinie, że „Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?” to mimo wszystko także książka pokoleniowa, bo przedstawiam wiele narracji dotyczących II wojny światowej i roku 1945, ale żadnej nie wyróżniam; pewnie z tego względu, że moje pokolenie zdaje się być już zmęczone bombardowaniem z lewa i prawa często nieprzystającymi do siebie „prawdami”. Inna sprawa, że nigdy nie uważałem się za głos pokolenia i nigdy nie chciałem takim głosem być. Dwie pierwsze książki służyły do przepracowania pewnych tematów, które dotyczyły młodych, dwudziestoparoletnich ludzi, czyli siłą rzeczy zostały nazwane pokoleniowymi…

Dzielnice Magazine „Pokot” [RECENZJA]

Kiedy ogarnia cię bezsilność, możesz tylko zacisnąć zęby, gdy pojawia się ból, możesz uronić łzę. Ale „Pokot” Agnieszki Holland, ekranizacja powieści Olgi Tokarczuk, jest o tym, co może się stać, gdy poczucie bezsilności przekroczy znośne granice i połączy się z bólem zbyt mocnym, by go znieść. I jest też baśnią o tym, dlaczego czasem wolimy wejść w skórę wilka, niż pozostać człowiekiem – pisze Przemysław Poznański z ZupelnieInnaOpowiesc.com.

Dzielnice Magazine „PolandJa” [RECENZJA]

Nie uśmiejecie się do łez. Raczej będziecie się śmiać przez łzy. Pod pretekstem komedii twórcy „PolandJa” dali nam mądry film. O naszych fobiach, nienawiściach, strachu, ale i o marzeniach i  miłości, które się spełniają, o ile mamy odwagę zaryzykować, albo zwyczajnie na powrót być sobą. Film ważny także dlatego, że niezmiernie aktualny – piszą Przemysław Poznański i Przemysław Jakub Hinc.

Wirtualna Polska wp.pl „PolandJa” – najpopularniejszą premierą ostatniego weekendu

Film „PolandJa” podczas ostatniego weekendu obejrzało ponad 80 000 widzów. Ten wynik plasuje go w polskim rankingu oglądalności na pierwszym miejscu filmów dla widzów dorosłych. Debiut Cypriana T. Olenckiego pobił nowy film Martina Scorsese i jednego z tegorocznych faworytów w wyścigu po Oscara – „Moonlight”. „PolandJa” to film, który wzbudził gorące dyskusje wśród internautów. Część widzów zachwala jego atuty w postaci refleksyjnego spojrzenia na nas samych, inteligentnego poczucia humoru czy dystansu rodem z czeskiej komedii. Zawiedzeni są jednak ci, którzy spodziewali się gagowego kina i prostych zwrotów akcji. (…) „Pod pretekstem komedii twórcy <PolandJa> dali nam mądry film. O naszych fobiach, nienawiściach, strachu, ale i o marzeniach i miłości, które się spełniają, o ile mamy odwagę zaryzykować, albo zwyczajnie na powrót być sobą. Film ważny także dlatego, że niezmiernie aktualny” – piszą na blogu Zupełnieinnaopowiesc.com Przemysław Poznański oraz Przemysław Jakub Hinc.

„Polska” i polskatimes.pl Polska literatura współczesna, czyli sztuka paradoksu
Jak wygląda kondycja polskiej literatury? Które gatunki literackie rozkwitają, co świetnie sprzedaje się na wydawniczym rynku, a przede wszystkim – co chcą dziś czytać Polacy Mówiąc o polskiej literaturze współczesnej trudno oprzeć się wrażeniu, że znaleźliśmy się w świecie paradoksów. Z jednej strony czytelnictwo jest marne – dane z Biblioteki Narodowej wskazują, że w zeszłym roku ponad 60 procent Polaków nie przeczytało ani jednej książki. Z drugiej strony – codziennie do księgarń trafiają 74 nowe tytuły! I to nie koniec paradoksów. Jeśli rosną nakłady, to rośnie i cena książek. (…) – Współczesny kryminał przestał zaskakiwać morderstwem, bo wystarczy otworzyć internet i mamy trzy trupy na jednej stronie. Więc zaskakiwać musi konstrukcją, pomysłem na bohatera, fabułą, narracją, jak na przykład w powieści Joanny Jodełki, kiedy to wszystkiego dowiadujemy się z ust morderczyni. Był czas, kiedy autorzy kryminałów wręcz prześcigali się w okrucieństwie, w wymyślaniu, jak zabić, ale dziś siła kryminału nie polega na tym, ile będzie trupów i jak okrutnie zabitych, ale co z tego wynika, jakie będzie tło społeczno-historyczno-polityczne, co można odkryć. Kryminał kusi pisarzy, bo jest formą, która pozwala pisarzowi sprawdzić się, czy potrafi dobrze skonstruować powieść. I jest to bardzo realny sprawdzian. A drugą przyczyną jest to, że na kryminałach da się w Polsce zarobić, co też nie jest bez znaczenia – mówi Przemysław Poznański, książkowy bloger, autor i twórca strony zupelnieinnaopowiesc.com.

Kard z filmiku dostępnego w artykule online

„Gazeta Wyborcza – Poznań”i poznan.wyborcza.pl Piotr Gajdziński o ostatnim wierzącym leniniście [rozmowa z autorem biografii Jaruzelskiego]

– Nie ma dokumentów, które wskazywałyby, że Rosjanie chcieli w grudniu 1981 roku wejść do Polski – mówi Piotr Gajdziński*, autor najnowszej biografii Wojciecha Jaruzelskiego „Czerwony Ślepowron”. Książka ukaże się w styczniu

Przemysław Poznański**: Jak pamiętasz 13 grudnia 1981 roku?

Piotr Gajdziński*: Byłem wtedy uczniem liceum, więc brak Teleranka nie bardzo mnie obszedł, zresztą leżałem wówczas w szpitalu. Utkwiło mi – może nie z samego 13 grudnia – że dzieliliśmy się też na tych, którzy musieli jeść biedne szpitalne obiady i tych ze wsi, którym rodziny przywoziły kiełbasę i schabowe. „Jedzcie sobie to jaruzelskie żarcie”, mówili do nas. Ale ten podział – i na sali i w społeczeństwie – wcale nie był taki jednoznaczny, jak się to dzisiaj przedstawia.

Dzielnice Magazine Zarażeni Kaczmarem

Z Szymonem Podwinem i Michałem Mańką z zespołu Triada Poetica o zespole, Jacku Kaczmarskim i Wrocławskim Salonie rozmawiają Przemysław Poznański i Przemysław Jakub Hinc z ZupelnieInnaOpowiesc.com.

Pewien piątkowy wieczór na Warszawskiej Sadybie. Nastrój w restauracji TrzyCzwarte chwilami przypomina konspiracyjny klimat czasów, gdy tylko wtajemniczeni wiedzieli, gdzie akurat zagra Jacek Kaczmarski. Kameralne grono słuchaczy, przytłumione rozmowy, intymny klimat wtajemniczenia, a do tego tajne hasło, które pozwala otrzymać piwo na koszt restauracji – autor „Hymnu wieczoru kawalerskiego” na pewno by to docenił.

Hasło brzmi tym razem „Triada Poetica” i oznacza tyle, że na niewielkiej scenie w końcu sali zagrają za chwilę muzycy, kojarzeni przede wszystkim z Wrocławskim Salonem Jacka Kaczmarskiego. Siadamy tak blisko sceny jak tylko się da, bo koncert będzie unplagged i o ile „Mury” czy „Obława” na pewno wybrzmią dostatecznie głośno, to czy z daleka na pewno będzie słychać intymną piosenkę „Kobieta trzymająca wagę”? Po każdej piosence gromkie brawa, a na koniec obowiązkowe bisy, bo na koncert przyszli ludzie, którym Kaczmarski nigdy się nie nudzi. ale czy tak jest zawsze?

„Gazeta Wyborcza – Poznań” i poznan.wyborcza.pl  Granda, festiwal zwany zbrodnią. Poznań to idealny bohater kryminału [ROZMOWA]

– Poznań to miasto z niezwykłym klimatem, kryjące niejedną tajemnicę. Jest idealnym bohaterem kryminału: intrygującym, niebezpiecznym, zadziornym, ale i czarującym – przekonują Magda Drogoś-Kraszewska i Marita Lipska, organizatorki Poznańskiego Festiwalu Kryminału Granda. Początek drugiej edycji festiwalu – już w piątek, 23 września w pawilonie Nowa Gazownia w Poznaniu.

Marita Lipska – plastyczka, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Od ponad dwudziestu lat związana zawodowo z reklamą, projektantka i producentka eventów. Właścicielka, jednej z pierwszych w latach 90. firm reklamowych.
Magdalena Drogoś-Kraszewska – inicjatorka i animatorka imprez kulturalno-literackich, aktywna bibliotekarka. Rzadko wypożycza książki, za to często wprowadza w świat wirtualny użytkowników biblioteki. Współorganizuje i prowadzi warsztaty komputerowe dla seniorów.
Przemysław Poznański prowadzi stronę o książkach zupelnieinnaopowiesc.com: Zawsze na początku jest trup. Tak wypada zacząć kryminał. Czy w przypadku Grandy „trupem” stał się mit mówiący, że w Poznaniu nie da się zrobić kryminalnego festiwalu?

Magda Drogoś-Kraszewska: – Naszym trupem, który pewnego dnia wypadł z szafy Marity Lipskiej, była czysta, kryminalna zazdrość. To Marita postanowiła wciągnąć do spisku mnie i inne dziewczyny. Pozazdrościłyśmy Wrocławiowi świetnej imprezy i uznałyśmy, że my, w Poznaniu, też potrafimy. A że jesteśmy grupą kobiet nie poddającą się stereotypom, to nie bardzo przejmujemy się, gdy ktoś nam mówi, że się nie da.

Marita Lipska: – Granda jest naszym pomysłem, naszym dzieckiem i pociechą. Pomysł festiwalu narodził się trzy lata temu, pewnego wrześniowego wieczoru we Wrocławiu. Trochę z zazdrości o wrocławski spirit i trochę z tęsknoty za fajną poznańską imprezą. Taką, której temperatura byłaby wyższa od temperatury szklanki herbaty, a jednak dawała się wypić jednym haustem. Nasza Granda grzeje nas nieustannie już drugi rok, za pomocą szaleństwa pomysłów, jakie wpadają nam do głowy, niezwykłych ludzi, których poznajemy, spraw, których dotykamy – dla takich chwil warto nie dospać, nie dojeść, a nawet dopłacić.


Dzielnice Magazine 
Jo Nesbø: Czerwone gardło [RECENZJA]

Na próżno patrzycie na Norwegię jako ostoję spokoju w świecie targanym wojnami, ekstremizmami i terrorem – mówi nam w „Czerwonym gardle” Jo Nesbø. Tuż obok was, schowany w cieniu kosmopolitycznego, nowoczesnego i zamożnego społeczeństwa żarzy się wciąż płomień zła. Zła, jakie w duszach Norwegów sześćdziesiąt lat wcześniej rozpaliły idee, wedle których ludzi można dzielić na lepszych i gorszych, zbijać i niszczyć w imię idei, zwanej nazizmem – pisze Przemysław Poznański z ZupelnieInnaOpowiesc.com.

Dzielnice Magazine O bezsilności i zemście – Jo Nesbø, Policja [RECENZJA]

Pod nowo wylanym tarasem gniją zwłoki. Mordercy chodzą po ulicy, zabijając niewygodnych świadków ich przestępstw. Karierowicze robią kariery, a uczciwi ludzie starają się ochronić rodzinę i siebie przed światem, w którym dobro wcale nie musi zwyciężyć, a granica między nim a złem jest zdecydowanie płynna. Jakby tego było mało, w Oslo zaczyna grasować człowiek, zabijający policjantów – pisze Przemysław Poznański z ZupełnieInnaOpowiesc.com.

„Gazeta Wyborcza – Poznań” i poznan.wyborcza.pl Jodełka, Bojarski, Ćwirlej, Opiat-Bojarska: Kryminały to nasza specjalność

Kryminały wróciły do łask ponad dekadę temu. To już nie drugorzędne czytadełka niskiej próby, na wspomnienie których poważnym czytelnikom usta wykrzywiały się w szyderczym uśmiechu. – To już od dawna nieaktualne. Dzisiejsze kryminały powalają swoją głębią. Często intryga nie jest kluczowa, ważniejszy jest problem – zauważa Przemysław Poznański z portalu http://www.zupelnieinnaopowiesc.com. Podobnie uważa historyk literatury Jerzy Borowczyk. – To jest już nie klasa B, tylko literatura z ambicjami. Popularna, ale nie należy jej lekceważyć – mówi.

„Gazeta Wyborcza – Poznań” Kryminalna mapa Poznania w Bibliotece Raczyńskich

Pisanie o Poznaniu jest dla miasta kompletnie darmową promocją. Ludzie z Polski dzięki nam czytają o różnych miejscach w Poznaniu – przekonywała w piątek wieczorem w Bibliotece Raczyńskich autorka kryminałów Joanna Jodełka. Swoimi opowieściami o pisaniu historii mrożących krew w żyłach, m.in. o tym jak prowadzi się bohatera przez kryminalny Poznań, dzielili się wczoraj także Joanna Opiat-Bojarska, Piotr Bojarski i Ryszard Ćwirlej. Na spotkanie z nimi przyszło kilkadziesiąt osób, a prowadził je Przemysław Poznański, bloger literacki, prowadzący w internecie stronę Zupełne Inna Opowieść.

poznan.wyborcza.pl Gazeta Pisarzy dla czytelników! Zapraszamy w piątek na spotkanie „Kryminalna mapa Poznania”

Aż czworo poznańskich pisarzy kryminałów w jednym miejscu! Na taką atrakcję zaprasza w piątek poznańska „Gazeta Wyborcza”. Spotkanie pod hasłem „Kryminalna mapa Poznania” odbędzie się o godz. 18 w sali nr 1 Biblioteki Raczyńskich. […] Spotkanie z poznańskimi autorami kryminałów organizujemy z inspiracji Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. Poprowadzi je znany bloger literacki Przemysław Poznański, niegdyś dziennikarz „Wyborczej”.

„Gazeta Wyborcza – Poznań” i pozna.wyborcza.pl Kuba Wojtaszczyk, pisarz: Bunt jest w każdym z nas

– Dobrodziejstwo, tolerancja Zachodu, są warte naśladowania. Pewnie w takiej „zachodniej” Polsce żyłoby się nam wszystkim dużo lepiej, luźniej, nie tak gęsto, nie tak duszno – mówi Kuba Wojtaszczyk*, autor wydanej właśnie powieści „Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć”

Przemysław Poznański: Co cię frustruje?
Kuba Wojtaszczyk: Nietolerancja. I wynikające z niej wszystkie fobie, które panoszą się w naszym kraju: rasizmy, szowinizmy, ksenofobie, homofobie. To strasznie deprymujące i irytujące, bo z jednej strony Polska aspiruje do bycia krajem Zachodu, a z drugiej na co dzień zachowujemy się, jakbyśmy nigdy nie wyrośli z komunizmu, zatrzymali się w rozwoju. Mimo upływu lat nie jest z tym lepiej.

„Gazeta Wyborcza – Poznań” i  poznan.wyborcza.pl Joanna Opiat- Bojarska: Mój mózg jest płci męskiej

– Dziś kobiety są na pewno głośniejsze w kryminale – mówi autorka wydanej niedawno „Gry pozorów”

Przemysław Poznański: Dwie kobiety: jedna budzi się pewnego dnia i nie pamięta ostatniego tygodnia, druga budzi się i nie jest w stanie się poruszyć. Obie muszą od tej chwili walczyć o to, by ich życie wróciło do normalności. Pierwsza z nich to Aleksandra Wilk, bohaterka „Gry pozorów”, druga – to ty.

Joanna Opiat-Bojarska*: Nigdy tak do tego nie podchodziłam. Ale teraz, gdy o tym wspominasz, wydaje mi się, że rzeczywiście, taka zbieżność losu mojej bohaterki i mojego może istnieć.

Cashless.pl W cyfrowym świecie nasze dane osobowe są cenną walutą

I jak z prawdziwymi pieniędzmi – musimy się dobrze zastanowić, komu i za co zdecydujemy się je przekazać. Recenzja książki Marca Elsberga „Zero”.

Gazeta Wyborcza Poznań i poznan.wyborcza.pl Joanna Jodełka: Od początku wiem, kto zabił [WYWIAD]
W Skandynawii czy w Niemczech każde miasteczko chce mieć swój kryminał, bo to najlepsza forma promocji. W Poznaniu powinniśmy myśleć podobnie – przekonuje Joanna Jodełka, pisarka, autorka kryminałów.

Przemysław Poznański, zupelnieinnaopowiesc.com: Za swoją debiutancką książkę, „Polichromię”, zdobyłaś najważniejszy laur w dziedzinie kryminału – Nagrodę Wielkiego Kalibru. Od razu osiągnęłaś wszystko. Nie straciłaś motywacji?

Joanna Jodełka*: Bogu dzięki, nie. Spokojnie więc można mi przyznawać nagrody. To nie porażki mnie uskrzydlają, a sukcesy. A sukcesem jest i dobra recenzja w gazecie, i opinia mojej sąsiadki. Cieszą mnie bardzo.

Tytuł Ujednolicony Spiskowa praktyka dziejów – recenzja książki Umberto Eco „Temat na pierwszą stronę”

Nie ma ta powieść siły mrocznego „Cmentarza w Pradze”, że o „Imieniu Róży” nie wspomnę. A jednak coś ją z nimi łączy – dwa słowa: manipulacja i spisek. I znów dotyczą one świata, w którym najważniejsze jest słowo pisane. Gdyby uznać, że jest to książka o kondycji mediów, można by całą sprawę zamknąć w jednym zdaniu, zarzucając nawet autorowi banał i rozprawianie się z tematem dawno omówionym, przeżutym, a pewnie i przetrawionym. Wszyscy wiemy, że nakłady drukowanych gazet lecą na łeb na szyję i nawet próba pobierania opłat za co lepsze treści publikowane w internecie nie do końca rozwiązała ten problem.

W drodze Żyć cudzym życiem – recenzja filmu „Prawie jak matka” (rez. Anna Muylaert)

Z jednej strony – wierność i oddanie do przesady. Z drugiej – lekceważenie, a nawet wstręt. Wierność jest po stronie Val (doskonała Regina Casé), głównej bohaterki filmu Prawie jak matka. Lekceważenie to zapłata od jej pracodawców. Każdy jej dzień wygląda tak samo, i to od wielu lat: przygotowuje śniadanie i podaje je do stołu, przy którym służbie nie wolno siadać; spełnia zachcianki pana Carlosa – rozleniwionego rentiera z artystycznymi pretensjami, który nie ma żadnego pomysłu na życie; pierze, sprząta, gotuje i opiekuje się nastoletnim Fabinho, a czasem także jego kolegami. Wydaje się, że dom nie jest w stanie funkcjonować bez Val, że misternie nakręcany codziennie mechanizm rozsypałby się, gdyby kobiety zabrakło.

Gazeta Wyborcza Poznań i poznan.wyborcza.pl Piotr Bojarski o „Ściemie”: Do tej powieści musiałem dojrzeć

Pisząc „Ściemę” zastanawiałem się, czy to w ogóle temat atrakcyjny dla dzisiejszych dwudziestoparolatków, zanurzonych w zupełnie innym świecie. Opowieści o stanie wojennym i zomowcach to dla nich przecież bajki o żelaznym wilku – mówi Piotr Bojarski, autor powieści „Ściema”.

Przemysław Poznański**: Spoważniałeś. 

Piotr Bojarski*: Naprawdę? Wydaje mi się, że zwykle jestem poważny.

Mam na myśli twoją twórczość. Choć w kryminałach retro z cyklu „Kryptonim Posen” nie brak okrutnych zbrodni i ważkich tematów, jak choćby problem przedwojennego antysemityzmu w Polsce, to jednak było w nich jakby więcej optymizmu. „Ściema” to powieść bardzo pesymistyczna. Jej tematem jest zbrodnia stanu wojennego, ale i będąca jej następstwem zbrodnia współczesna.

– To powieść, która miała być bliska realiom. Więc jako taka nie mogła kończyć się hurraoptymistycznie. Nie byłaby wiarygodna. Od początku wiedziałem, że ta historia powinna wstrząsnąć czytelnikiem. Tyle że trochę czasu zajęło mi odnalezienie właściwego nerwu narracji.

Gazeta Wyborcza Poznań Sztygar, zły przywódca [rozmowa z autorem książki „Gierek. Człowiek z węgla”]

– Chciałem obalić krążące o Gierku mity, jak ten, że za jego czasów tramwaje w Poznaniu jeździły co pięć minut – mówi Piotr Gajdziński*, autor książki „Gierek. Człowiek z węgla”, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

I ten sam wywiad na Wyborcza.plSztygar, zły przywódca [rozmowa z autorem książki „Gierek. Człowiek z węgla”]

– Chciałem obalić krążące o Gierku mity, jak ten, że za jego czasów tramwaje w Poznaniu jeździły co pięć minut – mówi Piotr Gajdziński*, autor książki „Gierek. Człowiek z węgla”, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

Gazeta Wyborcza Poznań: Trzeba nam miejskiej legendy. Stad wziął się Kaczmarek. 

Nawiązuję wprost do przedwojennych grzechów Poznania – mówi o swojej najnowszej książce „Pętla” Piotr Bojarski, autor cyklu powieściowego „Kryptonim Posen”. Wywiad ukazał się pierwotnie na stronie „Zupełnie inna opowieść”.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI: Kogo ostatnio uśmierciłeś?

PIOTR BOJARSKI: Chciwego człowieka, który miał na sumieniu podwójne morderstwo.

Tak myślałem! Autorzy kryminałów są trochę podejrzani: planują zbrodnie, nawet się tego nie wstydząc. Pewnie nie śpisz po nocach, obmyślając kolejne morderstwa.

– Kilka razy rzeczywiście nie mogłem długo zasnąć, choć akurat nie z powodu rozmyślań nad technicznymi szczegółami zbrodni. Takie noce są jednak błogosławione – przynoszą natłok pomysłów, z których można wyłowić ten jeden, najlepszy. Najważniejsze, by zdążyć go rano zanotować (śmiech).

W drodze: Chwila olśnienia – rozmowa z Romanem Gutkiem                           

Zdarza się, że ludzie kupują bilety, a kiedy się orientują, że nie ma popcornu, oddają je! To oczywiście nie jest nagminne, ale się zdarzało i zdarza nadal.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI: Ambitne kino prezentowane w multipleksie. Co więcej: cały dziewięciosalowy multipleks prezentujący przede wszystkim taki repertuar. Czy to ma rację bytu?

ROMAN GUTEK: Jak najbardziej. Kino Nowe Horyzonty we Wrocławiu funkcjonuje dopiero dziesięć miesięcy, ale już mogę powiedzieć, że pomysł znakomicie się sprawdza. To kolejny, po Nowych Horyzontach i American Film Festival, rezultat naszej filmowej aktywności we Wrocławiu i świetnej współpracy z miastem. Jest już kojarzone przez wrocławian z dobrym filmem. Kupili bilety na bieżący repertuar, na który złożyło się około 200 premierowych tytułów – od kina artystycznego, autorskiego, eksperymentalnego poprzez wartościowe kino środka i (rzadko) filmowe ikony popkultury („Skyfall”, „Hobbit”). Nareszcie do Wrocławia trafiają premierowo wszystkie filmy wchodzące na polskie ekrany. W naszym kinie odbyło się dotychczas kilkanaście przeglądów i festiwali oraz wiele pokazów specjalnych (między innymi premierowy pokaz nowego filmu Agnieszki Holland „Gorejący krzew” z udziałem reżyserki).

W drodze: Miłość w zawieszeniu – recenzja filmu „Meteora”

Gwar głosów, mieszają się języki, mało kto pamięta, że przebywa w miejscu modlitwy i skupienia. Obowiązkowa fotografia na tle zapierającego dech w piersiach krajobrazu, obiektywy wycelowane w sporadycznie spotykanych mnichów i mniszki. To Meteory turysty – obowiązkowy punkt wycieczek po Grecji, bo pozwala nacieszyć oczy egzotyką tego miejsca, niezwykłego nawet jak na tamtejsze warunki i unikalnego w skali świata. Klasztory zawieszone między przyziemnością, między ulicami i domami pobliskiej Kalabaki a niebem, na wysokości nawet 500 m nad poziomem morza, na każdym turyście zrobią wrażenie.