recenzja

Podbój kraju Pierzastego Węża | Camilla Townsend, Piąte słońce. Nowa historia Azteków | CYKL: IMPERIA

Historię państwa podbitego przez hiszpańskich konkwistadorów Camilla Townsend rozpoczyna od niezwykle poruszającej legendy, by zaraz zacząć odbrązawiać pomniki i wreszcie opowiedzieć historię upadku zamieszkującego Dolinę Centralną ludu Mexica. O książce „Piąte słońce. Nowa historia Azteków” pisze Jakub Hinc.

Wydawało się do niedawna, że niewiele jest dzisiaj pisemnych materiałów zawierających informacje o ludzie Mexica osiadłym w Dolinie Centralnej na wyspie położonej na jeziorze Texcoco. Do czasu! Naraz okazało się, że wprawdzie nie znajdziemy już oryginalnych dokumentów sporządzonych w języku nahuatl przez ludzi utożsamiających się z Nahua, bo zdobywcy skutecznie o to zadbali, ale nie musimy odtwarzać jej z pokruszonych skorup i fragmentów biżuterii. A historii podboju nie musimy poznawać tylko z relacji hiszpańskich najeźdźców, bo okazuje się, że są zapisane kroniki mówiące o tym co się wydarzyło w czasie podboju i nawet sto lat przed nim.

A jeśli spytacie, a gdzie w tym wszystkim są Aztekowie? To usłyszycie, że Azteków nie ma i nigdy nie było! Nazwa ta została nadana przez zdobywców całej grupie podbitych przez konkwistadorów ludów środkowej Ameryki dopiero w XVIII wieku.

Legenda o piątym słońcu… i księżycu

Prekolumbijscy Nahua historię przekazywali sobie ustnie, ich nośnikiem były podania przekazywane przez przemierzających te ziemie opowiadaczy historii (nawet jeszcze dziś można jeszcze spotkać ludzi trudniących się podobnym zajęciem też bliżej nas, na Dżami el-Fana w Marakeszu). Były też i inne dokumenty, ale często nierozumiejący języka i znaczenia użytych piktogramów, symboli i ornamentyki zdobywcy, a zwłaszcza zakonnicy, dołożyli starań, by nie przetrwały chrystianizacji Mezoameryki. A jednak! Xiuhpohualli – kroniki, zwane „obrachunkami lat” lub „obrachunkami rocznymi”, zawierające historie o życiu podbitych ludów, plemion, władców, rodów i ważnych wydarzeń, przetrwały. Paradoksalnie spisali je synowie podbitych, nauczeni hiszpańskiego przez zakonników, a także ich potomkowie, którzy przyjęli wprawdzie nazwiska kolonizatorów, ale zachowali też własne miana. I zaszyli te teksty w przeróżnych kronikach spisanych alfabetem zdobywców fonetycznie w nahuatl.

To dzięki nim nagle z szaf bibliotecznych, spośród zakurzonych foliałów wydobył się krzyk Azteckiej księżniczki Chimalxochtil (Kwiat-Tarcza „Słonecznik”) pojmanej i złożonej w ofierze, dzięki nim poznajemy też legendę o piątym słońcu i dzielnym Nanhuatzinie, który na życzenie bogów odważnie wkroczył w płomienie, by nad światem zaświeciło piąte słońce tworzące nową epokę w dziejach. I o ubranym w drogocenne szaty Tecuciztecatlu, który wpierw stchórzył, lecz ostatecznie stał się Księżycem.

Przeczytaj także:

Tłumaczka konkwistadorów

Nie wszyscy Aztekowie zbrojnie sprzeciwili się inwazji hiszpańskich konkwistadorów. Część podbitych przez Mexica ludów, plemion i miast, z różnych powodów uznała, że lepszym dla nich rozwiązaniem będzie sprzymierzenie się z najeźdźcami. Jednak nie Mexica. Ci, wraz ze swoimi sprzymierzeńcami stawili zbrojny opór, choć po drugiej stronie stali zakuci w zbroje, dosiadający koni i posługujący się bronią palną Hiszpanie. Klęski dopełniły przywleczone przez zdobywców choroby. Dopiero to doprowadziło do poddania się Moctezumy II. Towsend dowodzi jednak, że mylny jest pogląd dotyczący „tchórzostwa” ostatniego władcy Mexica. I dowodzi – a do mnie ta argumentacja przemawia – że po prostu zachował się zgodnie z utrwaloną praktyką i obowiązującymi w jego świecie zasadami, które kazały prowadzić wojnę tak długo, jak długo była szansa na wygraną i poddać się, gdy szanse na wygraną zmalały do zera, by altapetl (osada) przetrwał.

Jednak historia podboju pisana przez Hernána Cortésa wcale mogłaby się tak nie potoczyć, gdyby nie pewna pochodząca z Nahua, zniewolona w dzieciństwie przez Majów dziewczyna, która dostał się w ręce konkwistadorów po podboju Potonchanu. Nazwano ją Mariną i niedługo później przyswoiła sobie hiszpański na tyle, że mogła tłumaczyć Hiszpanom co mówią ludzie Nahua. Tubylcy nie używali „r”, więc w ich języku imię tej młodej kobiety brzmiało Malina. Dodali do niego grzecznościową końcówkę „tzin”. Hiszpanie z kolei nie mieli głoski „tz”, więc słyszeli Malinche. Dzisiaj nieznający kontekstu nazywają ją „zdrajczynią”, ale – jak dowodzi Camilla Townsend – dla ówczesnych Mexica, którzy nie utożsamiali się z podbitymi ludami, jej zachowanie wcale nie musiało być uznane za zdradę.

Śpiew Węża-Flaminga

Przez długie stulecia historię Azteków pisali zdobywcy, hiszpańscy konkwistadorzy i krzewiący chrześcijaństwo zakonnicy. Obraz ten jest o tyle nieprawdziwy, że przedstawia ją wyłącznie z perspektywy zdobywcy, który wszelkimi sposobami próbował wyrugować wszystko co nie było hiszpańskie (m.in. nazwiska) i katolickie (np. wierzenia i tradycja). Zapewne Mexica nie uważali Cortesa, ani innych Hiszpanów za bogów, lecz zgodnie ze swoim zwyczajem chcieli ich w jakiś sposób nazwać, a ponieważ ci wciąż mówili o jakimś Bogu i mieli ze sobą jego kapłanów, uznali, że są ludźmi od Boga. Nie zaprzestali też składania ofiar z ludzi zaraz po pierwszym kontakcie z konkwistadorami, ani nawet po aresztowaniu Moctezumy, mimo buńczucznych deklaracji w raportach zdobywców.

Nauha byli za to poligamistami, a władcy Mexica pochodzili się z kilku gałęzi rodu wywodzącego się z rodziny kilka stuleci wcześniej złożonej w ofierze księżniczki Chimalxochtil. Wielożeństwo z jednej strony zapewniało utrzymanie sojuszy, z drugiej zaś pozwalało na wybór spośród potomstwa zmarłego władcy najbardziej odpowiedniego następcy. Chrześcijaństwo położyło kres poligamii. Tubylcy wiedzieli też jaki stosunek do innych zachowań mają zdobywcy, więc publicznie przyjmowali ich punkt widzenia, co jednak w dokumentach przez nich samych sporządzonych wygląda już inaczej. Wiele wskazuje na to, że tak samo jak obca Mexica była monogamia, to cechowała ich większa swoboda erotyczna, czego najlepszym dowodem być może historia, która wydarzyła się w pałacu Axayacatla. W trupie artystów z podbitego kilkanaście lat wcześniej Chalko, którzy mieli wystąpić w pałacu władcy Mexica znalazł się Quecholcohuatl – Wąż-Flaming. Wystawili pieśń o podtekście politycznym, tak zauroczył tlatoaniego, że ten „wziął go do tańca”.

Hiszpańskie dary

Konkwistadorzy przynieśli ze sobą rdzennej ludności Mezoameryki dekulturację, destrukcję i dyzenterię, odrę i szereg innych nieznanych tam chorób. W pragnieniu zdobycia złota nie zawahali się zniszczyć innej cywilizację i narzucić światu swojej narracji o tych wydarzeniach. Na całe szczęście synom i wnukom podbitych Nahua udało się zapisać i zilustrować znane sobie historie, legendy i mity, a współczesnym badaczom wyzwolonym spod wieloletniej narracji zdobywców udaje się odtworzyć rzeczywistą treść tych relacji. Camilla Townsend w „Piątym Słońcu” buduje zupełnie nową historię cywilizacji z Doliny Centralnej i jej upadku… a może jednak nie upadku, tylko zgodnej z zasadą dostosowania się transformacji, bo przecież wystarczy spojrzeć na niebo, na którym wciąż świeci piąte Słońce.

Camilla Townsend, Piąte Słońce. Nowa historia Azteków (Fifth Sun. A New History of the Aztecs)
Przełożył: Andrzej Jankowski
Dom Wydawniczy Rebis. Poznań 2025
ISBN: 9788383383507

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej