„Wpłynąłem na suchego przestwór Oceanu” – tak rozpoczyna się sonet „Stepy akermańskie”, pierwszy z osiemnastu „Sonetów krymskich”, które ukazały się równo 200 lat temu, w 1826 roku.
Poeta, generał, jego kochanka i jej mąż, a do tego carscy szpiedzy – tak oto kompania wyruszyła w podróż na Krym, trwająca od sierpnia do października 1825 roku. Henryk Rzewuski, Karolina Sobańska Jan Witt Aleksander Boszniak. To im, „towarzyszom podróży krymskiej”, Adam Mickiewicz zadedykował wydany rok później tom, w którym pojawiły się utwory zarazem sławiące piękno przyrody, jak i wyrażające tęsknotę za ojczyzną.
Cechujący się bajronizmem cykl – pierwszy cykl sonetów w literaturze polskiej – zrywał zresztą z tradycyjną dla tej formy problematyką miłosną czy filozoficzną i ułożony został jako świadoma kompozycja, niemająca wiele wspólnego z chronologią odwiedzania poszczególnych miejsc.
Dzień, zmrok, samotność
W utworach znajdziemy nawiązania m.in. do mitologii perskiej (diwy w „Widoku gór ze stepów Kozłowa”), Biblii (Balszazar w „Bakczysaraju”) oraz islamu (Eblisa w „Bakczysaraju w nocy”, giaur w „Mogiłach haremu” czy namaz w „Ałuszty w dzień”). Charakterystyczne dla wierszy jest „romantyczne zindywidualizowanie spojrzenia na świat przez konfrontację reakcji polskiego Pielgrzyma-turysty i człowieka Wschodu – Mirzy-przewodnika”.
Pewnym wyjątkiem jest pierwszy z sonetów, „Stepy akermańskie”. A to dlatego, że utwór ten nie jest związany z podróżą na Krym, lecz opisuje podróż Mickiewicza do Akermanu w maju 1825 roku. W sonecie tym Podróżny (Pielgrzym) przemierza powoli wozem kwitnący step w drodze do Akermanu – wpierw w pełnym świetle dnia, potem – w zapadającym zmroku, który zwiększa uczucie samotności i zagubienia w bezkresnej przestrzeni
Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu;
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi:
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.
Już mrok zapada, nigdzie drogi, ni kurhanu;
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam zdala błyszczy obłok, tam jutrzenka wschodzi...
To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu!
Stójmy!... Jak cicho!... Słyszę ciągnące żórawie,
Którychby nie dościgły źrenice sokoła;
Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,
Kędy wąż ślizką piersią dotyka się zioła...
W takiej ciszy tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy... Jedźmy, nikt nie woła!
Geniusz śmierci, widmo samotności
„Cisza morska (Na wysokości Tarkankut)” jest opisem rejsu morskiego z Odessy na półwysep Krymski. Tu Pielgrzym obserwuje morze oraz zachowanie żaglowca i jego załogi podczas ciszy morskiej. W „Żegludze” z kolei podmiot liryczny obserwuje członka załogi wspinającego się po olinowaniu na maszt, porównując go do pająka, potem zaś obserwuje morze oraz płynący korzystnym wiatrem żaglowiec. Mówi się, że to jedyny radosny sonetem w całym cyklu.
Te dwa sonety są jednak tylko wstępem do „Burzy”, sonetu zainspirowanego autentycznym sztormem na Morzu Czarnym, którym płynął żaglowiec Mickiewicza. Pielgrzym obserwuje z początku walkę załogi statku z morską burzą, by ostatecznie odejść od realizmu ku wizji, w której fale przeistaczają się w góry wiodące „geniusza śmierci”. Powrót do rzeczywistości i widok pełnych rozpaczy reakcji innych podróżnych umacnia wrażenie samotności, w jakie popada podmiot liryczny.
Zdarto żagle, ster prysnął, ryk wód, szum zawiei,
Głosy trwożne gromady, pomp złowieszcze jęki,
Ostatnie liny majtkom wyrwały się z ręki,
Słońce krwawo zachodzi, z niem reszta nadziei.
Wicher z tryumfem zawył; a na mokre góry,
Wznoszące się piętrami z morskiego odmętu,
Wstąpił geniusz śmierci i szedł do okrętu,
Jak żołnierz szturmujący w połamane mury.
Ci leżą napół martwi, ów załamał dłonie,
Ten w objęcia przyjaciół żegnając się pada,
Ci modlą się przed śmiercią, aby śmierć odegnać;
Jeden podróżny siedział w milczeniu na stronie
I pomyślił: szczęśliwy, kto siły postrada,
Albo modlić się umie, lub ma z kim się żegnać.
Spotkanie z Mirzą
„Widok gór ze stepów Kozłowa” związany jest z podróżą z Eupatorii (dawna polska nazwa miasta – Kozłów) w kierunku Symferopola lub Bakczysaraju bezpośrednio po przerwanym rejsie morskim. Jednakże uwagę poety nie zwracają otaczające go stepy, lecz widniejący na widnokręgu masyw górski Czatyrdah (Czatyr-Dah). Sonet jest skonstruowany w postaci dialogu Podróżnego z krymskim przewodnikiem Mirzą (postaci oznaczone są jak w dramacie), który tu pojawia się po raz pierwszy. Czatyrdah wywołuje serię skojarzeń o charakterze hiperboli, które zadawane są formie pytającej, aby wywołać reakcję przewodnika, który z konkretnego opisu w dwóch pierwszych wersach końcowego sześciowiersza przechodzi w końcowym czterowierszu do filozoficznych rozważań nad istnieniem rzeczy wymykających się ludzkiemu pojmowaniu.
(…)
MIRZA.
Tam? Byłem: zima siedzi; tam dzioby potoków
I gardła rzek widziałem pijące z jej gniazda;
Tchnąłem, z ust mych śnieg leciał; pomykałem kroków,
Gdzie orły dróg nie wiedzą, kończy się chmur jazda,
Minąłem grom drzemiący w kolebce z obłoków.
Aż tam, gdzie nad mój turban była tylko gwiazda:
To Czatyrdah![10]
PIELGRZYM.
Aa!!
W „Bakczysaraju” Pielgrzym obserwuje obecny stan zaniedbanego pałacu, zestawiając go z jego minioną świetnością, przeciwstawiając kruchość pałacu wobec potęgi natury, w „Bakczysaraju w nocy” podmiot liryczny został całkowicie ukryty, na rzecz elementów epickich, co stanowi o nowatorstwie tego sonetu. Obraz realny, obecny tu w dwóch pierwszych wersach, przechodzi w dwóch kolejnych w odrealniony obraz orientalnego nieba, stworzony przy użyciu antropomorfizującej metafory erotycznej ( Błyszczą w haremie niebios wieczne gwiazd kagańce, / Śród nich po szafirowym żegluje przestworze / Jeden obłok, jak senny łabędź po jeziorze, / Pierś ma białą, a złotem malowane krańce..) Następnie w trójwierszach mamy przedstawiony obraz ziemi, jednocześnie konkretny i nierealny, przekształcony zarówno przez czas obserwacji (noc) jak i orientalne wyobrażenia obserwatora (motyw Eblisa).
Mauzolea i mogiły
W „Grobie Potockiej” podmiot opisuje znajdujący się w ogrodach opuszczonego pałacu chanów krymskich mauzoleum nieznanej z imienia żony chana Krym Gireja, według jednej z legend utożsamianej z córką polskiego szlachcica Marią Potocką. Z kolei w „Mogiłach Haremu” to obraz cmentarza chańskiego, który został zredukowany jedynie do słupów nagrobnych dziewcząt z haremu, na których umieszczono turbany oraz wyryto napisy. Tu podmiotem lirycznym jest Mirza (Mirza do Pielgrzyma),a pierwszych dwanaście wersów na za zadanie wywołanie emocji oraz filozoficznej refleksji nad losem pochowanych tam dziewcząt, poprzez zestawienie takich słów jak młodość, piękno, szczęście ze słowami trumna, wieczność, mrok, niepamięć. W ostatnim wersie wspomniany jest Pilegrzym:
(…)
Teraz grób wasz spojrzenie cudzoziemca plami!...
Pozwalam mu — darujesz, o wielki proroku! —
On jeden z cudzoziemców poglądał ze łzami.
Islam i romantyzm
„Bajdary” to sonet utrzymany w pierwszej części rytmie końskiego galopu, w „Ałuszcie w dzień” i w „Ałuszcie w nocy” poeta nie zwraca uwagi na zwiedzane miasto ani ruiny twierdzy, ani nawet na zamieszkujących je ludzi, a wyłącznie bogactwo orientalnej przyrody – aż po zachód słońca i odgłosy oraz zapachy nocy, z kolei w „Czatyrdahu” uwagę poety zwraca masyw górski, a sonet znowu skonstruowany w postaci monologu krymskiego przewodnika Mirzy, skierowanym do Podróżnego. Ten monolog łączy w sobie zachwyt wyznawcy islamu z cechami romantycznego bohatera w stylu byronowskim.
(…) Między światem i niebem, jak drogman stworzenia, Podesławszy pod nogi ziemie, ludzi, gromy, Słuchasz tylko, co mówi Bóg do przyrodzenia.
Jego dopełnieniem jest sonet „Pielgrzym”, najbardziej osobisty z cyklu. Podróżny spogląda na Czatyrdah, lecz wspomina szczęśliwą przeszłość na Litwie. Sonet jest skonstruowany w postaci monologu Podróżnego, a tęsknota za ziemią ojczystą zostaje podkreślona przez kontrast pomiędzy zwyczajnym jej krajobrazem, a niezwykłym obrazem Krymu. Mickiewicz w tym sonecie po raz kolejny odchodzi od tradycyjnych zasad konstrukcji sonetu poprzez dominowanie we wszystkich strofach lirycznej refleksji nad elementem opisowym.
(…)
Litwo! piały mi wdzięczniej twe szumiące lasy,
Niż słowiki Bajdaru, Salhiry dziewice;
I weselszy deptałem twoje trzęsawice,
Niż rubinowe morwy, złote ananasy.
Tak daleki, tak różna wabi mię ponęta!...
Dlaczegóż roztargniony wzdycham bez ustanku
Do tej, którą kochałem w dni moich poranku?
(…)
Nieśmiertelne pieśni
W „Drodze nad przepaścią w Czufut-Kale” dostajemy ponownie dialog krymskiego przewodnika Mirzy z Podróżnym. Wiersz został zainspirowany wieloma wędrówkami poety górskimi ścieżkami. Słowa Mirzy sugerują u możliwość upadku w bezdenną przepaść, której brzegiem podróżują, natomiast słowa Podróżnego ostatecznie również dają obraz, chociaż w innym znaczeniu, bezdennej przepaści. „Góra Kikineis” kontynuuje ten element opowieści – tym razem w formie monologu Mirzy – łącząc obraz przyrody z ludzkimi odczuciami.
W „Ruinach zamku w Bałakławie” mamy do czynienia z kontrastem, gdzie opisywana natura jest czymś trwałym i niezniszczalnym, dzieło człowieka – czymś popadającym w ruinę. Całość utworu spuentowana jest refleksją nad ludzkim życiem, które tak jak budowle podlega rozpadowi.
(…) Tu Grek dłutował w murach ateńskie ozdoby, Stąd Italczyk Mongołom narzucał żelaza I mekkański przybylec nucił pieśń namaza. Dziś sępy czarnem skrzydłem oblatują groby, Jak w mieście, które całkiem wybije zaraza, Wiecznie z baszt powiewają chorągwie żałoby.
Wieńczący cykl sonet „Ajudah” w pierwszych ośmiu wersach przedstawia podmiot liryczny, który odpoczywając na skale Ajudahu opisuje piękno oraz spokój otaczającej go przyrody. Dwie ostatnie strofy pokazują przemyślenia Pielgrzyma na temat poezji, która pomaga mu w zamienić niszczącą siłę żywiołu w twórczość.
Lubię poglądać wsparty na Judahu skale,
Jak spienione bałwany, to w czarne szeregi
Ścisnąwszy się buchają, to jak srebrne śniegi
W milionowych tęczach kołują wspaniale.
Trącą się o mieliznę, rozbiją na fale,
Jak wojsko wielorybów zalegając brzegi,
Zdobędą ląd w tryumfie, i napowrót zbiegi,
Miecą za sobą muszle, perły i korale.
Podobnie na twe serce, o poeto młody!
Namiętność często groźne wzburza niepogody;
Lecz gdy podniesiesz bardon, ona bez twej szkody
Ucieka w zapomnienia pogrążyć się toni,
I nieśmiertelne pieśni za sobą uroni,
Z których wieki uplotą ozdobę twych skroni.
Paskudztwo czy najniespospolitsze piękności?
„Sonety krymskie” wydane zaś w Moskwie nakładem autora w 1826 razem z „Sonetami odeskimi” oraz przekładem sonetu V (Widok gór ze stepów Kozłowa) na język perski. Całośc oatrzono mottem z Petrarki. Zapoczątkowały „sonetomanię” wśród pisarzy epok romantyzmu i Młodej Polski, którzy naśladowali oraz nawiązywali do dzieła Mickiewicza. Wiersze zawierają motto pochodzące z „West–östlicher Divan” Johanna Wolfganga von Goethego „Wer den Dichter will verstehen, Muss in Dichters Lande gehen[a]”, czyli „Kto chce zrozumieć poetę, musi udać się do krainy poety”.
Dziś uważany za arcydzieło, u współczesnych poecie cykl wzbudził kontrowersje. Pojawiały się zarzuty, że forma sonetu nie oddaje w pełni piękna opisywanych miejsc, padało nawet określenie „Paskudztwo”. „Wszystko bezecne, podłe, brudne, ciemne; wszystko może krymskie, tureckie, tatarskie, ale nie polskie” – pisał Kajetan Koźmian. Ale Maurycy Mochnacki wierszami się zachwycał: „Jest to w rzeczy samej szacowny zbiór najniepospolitszych piękności co do stylu poetyckiego i harmonii rymów tudzież ze względu malownych obrazów, głębokich uczuć i poważnych myśli”.

