TO JUŻ JEST KONIEC | Spectre, reż. Sam Mendes

spectre-poster-bond-24Choć „Spectre” odwołuje się do najbardziej archetypicznych wątków z samych początków serii o 007, to cały film podporządkowany jest bez reszty nastrojowi schyłku i przemijania. James Bond will not return?

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

Kamera (prowadzona być może ręką Łukasza Bielana), pod czujnym okiem Hoyte van Hoytemy, wiedzie nas jednym długim ujęciem, bez cięć, z ulic stolicy Meksyku, przez wąskie korytarze jednej z kamienic, aż po dachy domów, jak na smyczy ciągnąc za obiektywem mężczyznę ubranego w strój kościotrupa. Zanim 007 (bo to on we własnej osobie) wykona swoje zadanie, zdoła przemierzyć kilkaset metrów w marszu z okazji Dnia Wszystkich Świętych – barwnej paradzie, oswajającej śmierć. Ale tylko po to, by w końcu ujęcia samemu śmierć zadać. Ta scena nie tylko nawiązuje wprost do „Żyj i pozwól umrzeć”, pierwszego odcinka serii z Rogerem Moorem w roli agenta Jej Królewskiej Mości, ale symbolicznie opisuje cały film, który jest właśnie o tym: o końcu. Może nie o końcu jako śmierci (w każdym razie nie tylko), ale o końcu pewnej epoki. Przedsmak tego mieliśmy już w „Skyfall” wraz ze śmiercią M, tyle że tam ostatnia scena niosła wprost wypowiedzianą nadzieję. W „Spectre” podobnego optymizmu jest jak na lekarstwo.

Zobacz także: 007 – RETRO I OSTRO | Anthony Horowitz, Cyngiel śmierci (Trigger Mortis)

W filmie aż roi się od cytatów z poprzednich części. Oto milczący pan Hinx (trochę drętwy Dave Batista) jako nieodrodny spadkobierca Buźki (doskonałe tłumaczenie ksywki „Jaws” autorstwa Tomasza Beksińskiego) i Mokrej Roboty z „Goldfingera”, oto scena walki w pociągu jak ze „Szpiega, który mnie kochał”, oto klinika na szczycie zaśnieżonej góry jak w „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości”, oto przechwałki członków organizacji dotyczące kolejnych etapów przejmowania władzy nad światem (jak choćby w „Operacji Piorun”). A do tego Aston Martin db5, ratujący życie zegarek i w końcu sama organizacja Spectre z jej szalonym przywódcą zakochanym w globalnej zbrodni (Christoph Waltz). Co więcej, film cytuje nie tylko klasykę. Oto w jednej ze scen pada stwierdzenie, że dron nie zastąpi wyszkolonego agenta, który, patrząc w oczy złoczyńcy, musi podjąć decyzję czy strzelić. Toż to nawiązanie do „Skyfall”, a dokładnie do genialnego dialogu między 007 a Q o wyższości pracy w terenie nad pracą w pidżamie przed ekranem komputera (czyżby seria zżerała własny ogon?). Przede wszystkim jednak „Spectre” stara się łączyć wszystkie wątki, rozpoczęte w chwili, gdy w „Casino Royale” nieopierzony kandydat na agenta 00 wkracza do praskiej siedziby MI6, by wykonać swoje pierwsze zadanie. Nie sposób oprzeć się więc wrażeniu, że oto zamykany jest rozdział pod znakiem Daniela Craiga jako odtwórcy głównej roli – mówi nam o tym nie tylko (niezapadająca niestety za bardzo w pamięć) czołówka, ale także doskonała scena w dawnej siedzibie wywiadu, zburzonej przez Silvę w „Skyfall”, gdy Bond wkracza w swoistą galerię, a w zasadzie muzeum własnych zbrodni, miłości, upokorzeń i niespełnionych nadziei. Nie zabraknie w tym filmie M z twarzą Judi Dench, nie zabraknie Vesper Lynd, Silvy, Dominica Greene’a i Le Chiffre’a, a z żywych pojawi się znów sam pan White.

Zobacz także: JAMES BOND WALCZY Z KRYZYSEM… WIEKU ŚREDNIEGO. William Boyd, Solo

Zanim jednak Bond znajdzie się w finale tej opowieści, poznamy koniec innej historii, która być może zaważyła na tym, że młody chłopak w ogóle został szpiegiem. Jeśli bowiem mam mówić o towarzyszącej filmowi atmosferze przemijania, to nie sposób pominąć momentów w życiu samego bohatera (niektórych odsłoniętych dopiero tutaj), które definiowały nieodwołane jego dalszy los. Śmierć rodziców, śmierć opiekuna, śmierci kolejnych pięknych kobiet i samej M. A teraz może koniec kariery, bo oto na politycznych salonach staje temat likwidacji sekcji agentów z licencją na zabijanie. Oczywiście nie zdradzam nic, czego nie wiedziałby uważny widz „Skyfall” – wszak i tam jednym z głównych wątków była próba zdyskredytowania pracy MI6 i likwidacji wydziału. Tu sprawy idą po prostu dalej: widzimy powolny rozkład wywiadu w kształcie, który znaliśmy. Najlepszym przykładem jest Q, wybierający życie swoistego eremity, uciekającego przed innym końcem świata – świata intymności i prywatności, pochłanianej przez wszechobecną inwigilację: kamery, podsłuchy, lokalizatory, drony… Czy w takim apokaliptycznym świecie wymachujący pistoletem twardziel w smokingu może jeszcze cokolwiek sensownego zdziałać? Czy jest mu potrzebny kwatermistrz oferujący sprytnie schowaną bombę lub kuloodporny wóz?

„Mówią, że się skończyłem”, stwierdza w jednej ze scen 007. „Myślę, że dopiero się rozkręcasz”,  odpowiada Moneypenny. Ale żadne z nich w to nie wierzy, bo Bonda do dalszej walki pcha już nie tyle poczucie obowiązku agenta wobec kraju, ale zemsta, chęć ochrony bliskich osób, próba naprawienia krzywdy wyrządzonej innym. Tylko przypadkiem okaże się, że znowu ratuje cały świat, ale nie wydaje się, żeby przyniosło mu to satysfakcję. Dogłębnie pokazuje to scena na londyńskim moście, gdy agent z licencją na zabijanie musi wybrać między tym, do czego go powołano, a własnym sumieniem. Co zrobi? I czy po tym jak postąpi, w ogóle jeszcze powróci?

Zobacz także: ANALITYK Z KOMPLEKSEM BONDA. Jack Ryan: Teoria chaosu (Jack Ryan: Shadow Recruit), reż. Kenneth Branagh

Być może będę mocno nieortodoksyjny, ale tytułowy Spectre nie jest tu dla mnie tylko nazwą organizacji. Jest – tłumacząc dosłownie – widmem i być może tak powinien zostać przetłumaczony tytuł filmu. Widmem czego? Właśnie owego nadciągającego końca, schyłku, zagłady i rozkładu. Świata jaki znamy? A może serii w jej obecnym kształcie? Serii w ogóle?

Jeśli Daniel Craig miałby nie wrócić, to trzeba przyznać, że oddano mu w tym dwuipółgodzinnym filmie hołd niespieszny, celebrujący jego interpretację postaci. Nie brakuje tu scen akcji, ale nie brakuje też takich, w których kamera skupia się na postaciach, na ich emocjach, na nastroju chwili. Sprawia to, że niektóre momenty mogą wydawać się nudne (posiedzenie w kwaterze Spectre w Rzymie), ale częściej sugeruje, że być może gatunek bondowski wkroczył oto w etap, w którym bliżej będzie mu do ekranizacji prozy Johna Le Carré, niż choćby Toma Clancy’ego.

Czy tak będzie? Zobaczymy, bo mimo wszystko nie wierzę, że Bond nie wróci.

Spectre, reż. Sam Mendes

Scenariusz John Logan, Robert Wade, Neal Purvis i Jez Butterworth

USA, Wielka Brytania 2015

Produkcja EON Productions, Danjaq LLc

Dystrybucja Metro-Goldwyn-Mayer, Columbia Pictures

Dystrybucja w Polsce Forum Film Poland

5 uwag do wpisu “TO JUŻ JEST KONIEC | Spectre, reż. Sam Mendes

Możliwość komentowania jest wyłączona.