recenzja

Ja, Plastuś | 95 lat temu ukazał się „Plastusiowy pamiętnik” Marii Kownackiej

Choć realia opisywane w książce nijak nie przystają do współczesności, to wydany jako książka 90 lat temu, a dokładnie 95 lat temu opublikowany w gazecie „Plastusiowy pamiętnik” Marii Kownackiej pozostaje uniwersalną opowieścią o kształtowaniu się charakteru w ogniu mniejszych i większych kłopotów – pisze Przemysław Poznański.

To opowieść z morałem, ale nienachalnie moralizatorska. Jej siłę, liczoną niegdysiejszą popularnością, w tym filmowymi adaptacjami (w 1980 roku na podstawie książki powstał serial animowany w reżyserii Zofii Ołdak, a w 1981 roku – bajka muzyczna, z Ireną Kwiatkowską w roli Plastusia), stanowi pełne szacunku, choć nie bezkrytyczne, podejście do bohaterów – tych ludzkich i tych zamieszkujących piórnik, a ożywionych na potrzeby tej opowieści.

I choć dziś to raczej lektura dla starszaków, rozumiejących tak dziwne pojęcia jak „stalówka”, „kałamarz” czy „kleks”, to „Plastusiowy pamiętnik” nadal pozostaje historią o przyjaźni, lojalności, uczciwości, ale i tym, że czasem popełniamy błędy i trzeba mieć w sobie odwagę, by je naprawić.

Sympatyczny, czasem przemądrzały

„Plastusiowy pamiętnik” po raz pierwszy został zamieszczony w „Płomyczku” (2 września 1931 roku), a jako książka ukazał się w 1936 (obchodzimy więc podwójną rocznicę). To opowieść o Plastusiu – ludziku z czerwonej plasteliny, w zielonych majteczkach – ulepionym przez pierwszoklasistkę Tosię. A tak naprawdę to opowieść Plastusia – całość bowiem utrzymana jest w narracji pierwszoosobowej, z punktu widzenia postaci tyleż sympatycznej i lubianej, co chwilami jednak nieco przemądrzałej, a czasem wręcz egoistycznej.

Bo dostajemy opowieść o przemianie, o kształtowaniu się charakteru, o doświadczeniu, które sprawi, że główny bohater zrozumie swoje błędy, doceni innych, a przede wszystkim doceni siłę przyjaźni. Ale nie tylko on jest tu bohaterem, który dopiero musi dojrzeć. Rzecz dzieje się wszak równolegle w świecie piórnika i w świecie Tosi. I tu, i tu znajdą się bohaterowie, którym dopiero przyjdzie zrozumieć co jest dobre, a co złe.

Na wyspę bezludną

To jednak na najbardziej podstawowym poziomie opowieść przygodowa. Piórnik, zamieszkiwany m.in. przez ołówek, scyzoryk, piórko, stalówki, gumkę myszkę, igłę czy nitkę, to świat, mierzący się na co dzień z wielkimi wyzwaniami, jak choćby wtedy, gdy Tosia postawi kleksa. „Zrobiła się awantura” – donosi nam Plastuś. Kleks nie zważa na nic, bohater zbiera się więc na odwagę i idzie na skargę do kałamarza.

Jest i przygoda morska – gdy Tosia zachowuje, jej kołdra staje się bezkresnym morzem, po którym bohaterowie żeglują na łupinkach po pomarańczy ku bezludnej wyspie, czyli jaśkowi. Plastuś jest oczywiście kapitanem, guma-myszka majtkiem.

Dziel i rządź

Inna sprawa, że Plastuś – choć jest z natury dobry i umie cieszyć się szczęściem innych, choćby lalki z włóczki, która dostała nową sukienkę – czasem lubi grać pierwsze skrzypce i podkreślać swoją pozycję, a nawet bywa zazdrosny o sukcesy innych. Jak wtedy, gdy Tosia nosi mysie ogonki i gumka-myszka cieszy się, że dziewczynka ma coś, co je w jakimś stopniu łączy, choćby to miało być jedynie podobne słowo. Plastusiowi to nie w smak. Gdy dziewczynka ścina włosy, ludzik cieszy się: „Więc zagrałem tej niemądrej gumie-myszce i zawołałem: – A widzisz! Już nie ma osia mysich ogonków!”.

Plastuś dzieli i rządzi. Gdy dostanie samochód z pudełka od zapałek, to on decyduje, kogo przewiezie, a kogo nie. „Guma-myszka dalej się pchać, ale jej nie wziąłem, bo za gruba (…)” – stwierdzi. „Wziąłem tylko jedną stalówkę, co bardzo porządnie umie pisać i nigdy kleksa  nie zrobiła w zeszycie, niech się przejedzie”. Taka postawa lubi się jednak mścić. O czym Plastuś przekona się, gdy trafi jako ozdoba na choinkę i w konsekwencji wielu niefortunnych zdarzeń jego pycha, że tak go wyróżniono spośród mieszkańców piórnika wskutek serii nieszczęść i upokorzeń zmieni się w pokorę.

Siła przyjaźni

Ale pokora przyda się też pożyczalskiej Zosi, koleżance Tosi, która złamie jej stalówkę, pogryzie ołówek i wprowadzi nieporządek w piórniku koleżanki, za który ta dostanie naganę. Przyda się też cwanemu Witkowi, który będzie chciał wykorzystać nieszczęście Tosi. Kownacka zrównuje bowiem bohaterów obu światów, pokazując uniwersalne wady i zalety, pragnienia bycia docenionym, poczucie niesprawiedliwości, ale i świadomość, że trzeba naprawić to, co się zepsuło.

„Plastusiowy pamiętnik” to ponadczasowa lektura, ucząca współpracy, empatii, a przede wszystkim doceniania siły przyjaźni. Wszystko co dobre – w obu światach – dzieje się wszak najczęściej wtedy, gdy stanowi wspólny wysiłek, gdy oparty jest na pomocy i zaufaniu. Jak wtedy, gdy igła z nitką zszywają dla Plastusia zeszycik ze skrawków kolorowych kartek, by mógł nam napisać swój pamiętnik.

Korzystałem z wydaniaMarja Kownacka, Plastusiowy pamiętnik
Instytut Wydawniczy Nasza Księgarnia, 1948 

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej