recenzja

Wobec pogardy | David Baldacci, Kataklizm dusz [recenzja]

„Kataklizm dusz” Davida Baldacciego to pełen zaskakujących zwrotów akcji wciągający sądowy thriller. Ale nade wszystko jest to opowieść o pogardzie i poczuciu wyższości zrodzonych tam, gdzie podżega się do dzielenia ludzi na lepszych i gorszych – pisze Przemysław Poznański.

Jak napisać powieść sensacyjną, żeby była lekturą nie tylko wciągającą ale i ważką, skłaniającą do zastanowienia? Jak sprawić, żeby książka była „nieodkładalna” i to nie tyle nawet z powodu wciągającego pojedynku na sali rozpraw, ile ze względu na poruszający kontekst społecznie sankcjonowanej niesprawiedliwości wpisanej w tło przełomu lat 60. i 70. XX wieku na południu Stanów Zjednoczonych? David Baldacci wszystko to wie. Jego „Kataklizm dusz” to powieść, w której fikcja osadzona zostaje mocno w faktach, także tych, wpisanych – jak wspomina w posłowiu – w jego autobiografię.

Te fakty to głęboko zakorzeniony rasizm, często wręcz niedająca się okiełznać nienawiść do „innego”, w imię której można nawet zabić. To wpajane białym Południowcom od pokoleń poczucie wyższości wobec tych, których uznawać mogą, a nawet powinni, za „gorszy sort”. To w końcu też historia indoktrynacji, która sprawia, że choć da się zmienić prawo, to nie tak łatwo jest zmienić mentalność, nauczyć tolerancji i szacunku, skoro rasizm – a ujrzymy to w jednej z najbardziej wstrząsających scen – może być „wyssany z mlekiem matki”.

Bitwa z Battlem

Czarnoskóry Jerom Washington, weteran wojny w Wietnamie, zostaje znaleziony przez policję w posiadłości, w której pracował, przy zwłokach bestialsko zamordowanych właścicieli domu, Liesliego i Ann Randolphów. Chociaż nie stawia oporu, zostaje pobity i oskarżony o to morderstwo. Co z tego, że na jego ubraniu nie ma śladów krwi, nie znaleziono przy nim narzędzia zbrodni ani gotówki, która miała być rzekomym motywem zabójstwa? Dla prokuratora generalnego stanu Wiginia, Edmunda Battle, który postanawia być głównym oskarżycielem w tej sprawie, fakty nie mają kluczowego znaczenia. Nie ma on wątpliwości, że opinia publiczna stanie po jego stronie.

W diametralnie odmiennej sytuacji jest Jack Lee, trzydziestotrzyletni biały prawnik ze sporym doświadczeniem, choć nie w sprawach o zabójstwo. Gdy o pomoc prosi go przyjaciółka jego ojca, a zarazem krewna oskarżonego, mężczyzna podejmuje się obrony. Dość szybko zdaje sobie sprawę, że jego szanse na zwycięstwo są raczej mizerne, dlatego przyjmuje pomoc od czarnoskórej prawniczki Desiree DuBose. Razem muszą stawić czoła prawniczej machinie Południa skierowanej przeciw Washingtonowi.

Winny, bo czarnoskóry

Jesteśmy na południu Stanów, kilka miesięcy po zamordowaniu Martina Luthera Kinga i Roberta Kennedy’ego. Kraj wrze od nienawiści na tle rasowym, nawet jeśli często są to emocje doskonale skrywane pod maską pozorów. Obowiązują bowiem przepisy antydyskryminacyjne, także te zakazujące segregacji w autobusach, które zaledwie kilkanaście lat wcześniej swoim protestem wywalczyła Rosa Parks. Ale to co na papierze, w życiu codziennym rzadko tu znajduje zastosowanie – czarnoskórzy wciąż traktowani są jak ludzie gorszej kategorii, wielu z nich nie miało szansy zdobyć wykształcenia, niektórzy – jak Jerome Washington – nie potrafią nawet czytać i pisać.

Co z tego, że – jak mówi Lee – „prawo nie powinno zważać na kolor skóry”, skoro nawet sami czarnoskórzy ripostują, że „prawo nie zważa na kolorowego człowieka”. Sprawa wydaje się być przesądzona – wiadomo przecież z góry, z kogo – w takim stanie jak Wirginia – złożona będzie ława przysięgłych, a poza tym wyrok wydała już miejscowa opinia publiczna i prasa, nawet niepróbująca zachować obiektywizmu. Dla nich wszystkich, niezależnie od dowodów czy ich braku, oczywista jest wina czarnoskórego mężczyzny – do tego stopnia, że władze stanowe uchylają nawet specjalnie na tę okazję moratorium na wykonywanie kary śmierci, szykując się już na egzekucję oskarżonego.

Przeciw wszystkim

Złożoność sytuacji i postaw pokazuje siłę thrillera Baldacciego, który każe swoim bohaterom mierzyć się nie tylko ze skomplikowanym śledztwem, które muszą przeprowadzić mimo powszechnej obstrukcji ze strony przedstawicieli organów ścigania, ale przede wszystkim może z otaczającą ich na każdym kroku wrogością, manipulacją, kłamstwem – także tym ubranym w szaty wymiaru sprawiedliwości – a nawet nieprzebierającą w środkach przemocą. Lee i DuBose stają nie tylko w sądzie, by bronić praw, a w zasadzie życia, niewinnego człowieka, ale też przeciw zindoktrynowanej społeczności, mającej rasizm wpojony już od chwili urodzenia. Ich walka stanie się tyleż pełną zwrotów akcji rozgrywką w indywidualnej sprawie, co starciem z systemową pogardą.

To walka przeciw wszystkim. A przynajmniej przeciw tym, którzy za nic mają prawo i prawdę, o ile staje na drodze ich chęci wymierzenia „sprawiedliwości”. Może dlatego „Kataklizm dusz” – którego pisanie autor zaczął ponad dekadę temu – od początku jest czymś więcej, niż tylko powieścią wpisaną w konwencję thrillera. Nawet jeśli ma to być książka, której zadaniem jest przykuć naszą uwagę skomplikowaną sądową intrygą, to przecież jest to też opowieść, w której napięcie wynika przede wszystkim z naszego poczucia jawnej niesprawiedliwości jakiej doświadcza jednostka zderzona nie tylko z system, a nawet potężniejszym od niej po wielokroć aparatem władzy, ale też z kultywowaną przez stulecia mentalnością opartą na niczym nieuzasadnionym poczuciu wyższości.

David Baldacci, Kataklizm dusz (Calamity of Souls)
Przełożyła Anna Standowicz-Chojnacka
Wydawnictwo Muza, 6 maja 2026
ISBN: 9788328739918

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej