artykuł

„Tak się wgryzł w język polski, aż się przegryzł na drugą stronę” | 130 lat temu urodził się Julian Tuwim

„Ale się ten Tuwim wgryzł w język polski, tak się wgryzł, aż się przegryzł na drugą stronę” – pisał o nim Stefan Żeromski. Piosenkę z jego tekstem o miłości, która wszystko wybaczy, śpiewała Hanka Ordonówna. Dał nam „Lokomotywę”, „Pana Hilarego”, „Słonia Trąbalskiego” i poemat „Kwiaty polskie”. 130 lat temu urodził się Julian Tuwim.

Julian Tuwim, fot. Wikimedia Commons

Uciekał. W Polsce nierzadko szykanowany często za pochodzenie, teraz musiał opuścić ten kraj, żeby przeżyć. Był 5 września roku 1939 i wystarczyło spojrzeć, co dzieje się za zachodnią granica, by przewidzieć los tych Żydów, którzy zostaną w kraju targanym od kilku dni przez hitlerowską zawieruchę. Przed trzema dniami w Teatrze Letnim w Ogrodzie Saskim podczas premiery wodewilu obecni byli tylko znajomi. Strach nie pozwalał się bawić. Trzeba było pakować walizki i wyjeżdżać. Już. Natychmiast.

Wyemigrował do Francji przez Rumunię i Włochy. Z Janem Lechoniem, Antonim Słonimskim, Kazimierzem Wierzyńskim oraz Mieczysławem Grydzewskim spotykali się w Paryżu, w kawiarni Café de la Régence, aż do czasu, gdy w 1940 roku Francja poddała się Hitlerowi. To oznaczało kolejną ucieczkę – tym razem przez Hiszpanię do Lizbony, a następnie do Rio de Janeiro. W końcu – w towarzystwie Lechonia i Wierzyńskiego – wyjechał do Nowego Jorku, gdzie mieszkał przez blisko pięć lat.

My country is my home. Ojczyzna
Jest moim domem. Mnie w udziale
Dom polski przypadł. To – ojczyzna
A inne kraje są hotele.

[Kwiaty polskie]

„Prośba” i Skamander

Julian Tuwim, jeden z najpopularniejszych poetów dwudziestolecia międzywojennego, pisarz, autor wodewili, skeczy, librett operetkowych i tekstów piosenek, urodził się 13 września 1894 roku w Łodzi w mieszczańskiej rodzinie zasymilowanych Żydów, Izydora i Adeli Tuwimów. Zadebiutował wcześnie, bo w wieku siedemnastu lat, przekładem na esperanto wierszy Leopolda Staffa. Właściwy debiut przypadł jednak na rok 1913: wiersz „Prośba” opublikowany został wtedy w „Kurierze Warszawskim”. Poeta podpisał go inicjałami St. M., oznaczającymi Stefanię Marchwiównę, poznaną w 1912 roku jego przyszłą żonę. Zresztą ten monogram był jednym z ponad czterdziestu pseudonimów, których użył poeta dla podpisania swoich utworów.

W 1916 roku, z zamiarem rozpoczęcia studiów, Tuwim przeniósł się do Warszawy. Studiował prawo i filozofię na Uniwersytecie Warszawskim, ale ukończył jedynie po jednym semestrze każdego z kierunków. To w trakcie studiów rozpoczął współpracę z czasopismem „Pro Arte et Studio” i także wtedy stał się jednym z założycieli grupy poetyckiej Skamander. Również wtedy zaczął pisać teksty do programów Teatru Sfinks.

„Błąkamy się po gwiazdach, po wichrach, po ziemi”

To w tym czasie powstały i wydane zostały takie tomy jak „Czyhanie na Boga” (1918) – debiutancki tom poetycki, zawierający wiersze napisane w latach 1911-1917, niektóre już wcześniej publikowane, m.in. w dzienniku „Kurjer Warszawski” i miesięczniku „Pro Arte et Studio”, a także „Sokrates tańczący”, tom wydany drukiem w Warszawie w 1920 roku, w którym znalazły się wiersze powstałe w okresie 1913-1917, które nie weszły do wcześniejszej książki, oraz utwory z lat 1917-1918.

Kto on zacz - nie wiem, lecz wszędzie Go czuję...
Błąkamy się po gwiazdach, po wichrach, po ziemi,
Każdy z nas przeciwnika wiecznie prześladuje
I ciągleśmy związani myślami tajnemi.

Nie wiem, czyli w Nim znajdę druha czy też wroga,
Czy do stóp Mu się rzucę, czy też Go ukorzę,
Czy na Jego spotkanie ogarnie mną trwoga,
Czy On mnie się przestraszy, gdy Mu drzwi otworzę.

Szukamy siebie wzajem... I każdy się troska,
Każdy się boi wiecznie strasznego spotkania...
Więc błądzimy, wędrowce... Miasto, lasy, wioska
Na naszej drodze... Wszędzie te same pytania.

[…]

[Czyhanie na Boga]

Był też jeszcze w 1918 roku jednym z założycieli ZAiKS-u obok m.in. Jana Brzechwy, Antoniego Słonimskiego czy Andy Kitschman. Chwilę potem nadszedł jednak czas wojny polsko-bolszewickiej, w czasie której pracował Tuwim w biurze prasowym Józefa Piłsudskiego.

„Wojnę zaborczą uważam za zbrodnię”

W 1929 roku opublikował Julian Tuwim w dzienniku „Robotnik” wiersz „Do prostego człowieka”. Utwór, zgodnie z poglądami Skamandrytów, wzywał do pacyfizmu, podkreślając manipulacje, którym przez rządzących poddawani są prości ludzie. Autor przeciwstawiał się także romantycznemu mitowi żołnierza – bohatera, podkreślając bezsensowność oddawania życia. Na reakcję prawicowej krytyki nie trzeba było długo czekać. Tuwimowi zarzucono, że zachęca do niszczenia polskiej broni (Rżnij karabinem w bruk ulicy!) i do dezercji.

Autor w odpowiedzi zamieszczonej w „Robotniku” stwierdził m.in.: „W wierszu moim zwracam się wyraźnie do wszystkich narodów, aby w chwili decydującej przeciwstawiły się wojnie zaborczej, którą – jak dzisiaj każdy człowiek uczciwy i rozsądny – uważam za zbrodnię. Absurdem jest przypuszczać, że nie odczuwam czci dla bohaterstwa w obronie niepodległości kraju”.

Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę – bić się trzeba;
– O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi.

[…]

[Do prostego człowieka]

„Rębajły, franty, zabijaki”

Zanim i jego dosięgła wojna, zdążył opublikować swoje najbardziej znane wiersze, w tym „Bambo” (1935), „Rzepka” (1938), „Kotek” (ze słowami: „Miauczy kotek: miau! /– Coś ty kotku miał? / Miałem ja miseczkę mleczka / Teraz pusta jest miseczka”). W 1933 roku napisał słowa piosenki „Miłość ci wszystko wybaczy” do muzyki Henryka Warsa, specjalnie na potrzeby filmu „Szpieg w masce”, gdzie zaśpiewała ją Hanka Ordonówna. Przed wojną powstał też „Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali” (1937), znany również pod tytułami „Absztyfikanci Grubej Berty” i „Całujcie mnie wszyscy w dupę”. To przede wszystkim satyryczny opis przedwojennego społeczeństwa polskiego, zawierający inwektywy wymierzone w poszczególne grupy społeczne, jak również konkretne osoby (np. prof. Stanisława Cywińskiego). Utwór został wydany prywatnie w 1937 roku w Poznaniu przez Andrzeja Piwowarczyka (ówczesnego praktykanta w małej drukarni) w dwóch wydaniach, o nakładach odpowiednio 30 i 5 egzemplarzy.

Absztyfikanci Grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy.
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Izraelitcy doktorkowie,
Wiednia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę!
Którzy chlipiecie z “Naje Fraje"
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

[…]

I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skażesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!

[Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali]

„Nagle – gwizd! / Nagle – świst!”

Także przed wojną powstała słynna „Lokomotywa”. Wiersz dla dzieci po raz pierwszy opublikowany 12 kwietnia 1936 roku w czasopiśmie „Wiadomości Literackie”. To jeden z najznakomitszych przykładów zastosowania w poezji onomatopei. Wiersz jest opowieścią o lokomotywie parowej, która przygotowuje się do odjazdu i w końcu rusza w trasę. Oprócz pasażerów lokomotywa ciągnie wagony ze zwierzętami: krowami, końmi, słoniem, żyrafami czy niedźwiedziem oraz fortepianami, armatą, oraz bagażami. Wiersz został przetłumaczony na wiele języków obcych, między innymi na niemiecki, francuski, słoweński, czeski, esperanto, jidysz, rosyjski i angielski oraz na gwarę poznańską.

Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa:
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch - jak gorąco!
Uch - jak gorąco!
Puff - jak gorąco!
Uff - jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.

[...]

Nagle - gwizd!
Nagle - świst!
Para - buch!
Koła - w ruch!

Najpierw - powoli - jak żółw – ociężale,
Ruszyła - maszyna - po szynach - ospale,
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi, dokąd?
A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las,
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to , tak to to, tak to to.
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna, zziajana, zdyszana,
Lecz fraszka, igraszka, zabawka blaszana.

[...]

[Lokomotywa]

„Sam nie wiem, lecz coś w tym rodzaju”

Poeta był często obiektem ataków ze strony antysemitów. „Tuwim nie pisze po polsku, lecz tylko w polskim języku (…), a jego duch szwargoce” – pisano w 1930 roku w „Prosto z mostu”. Nazywano go gudłajskim Mickiewiczem. To ów antysemityzm sprawił, że konsekwentnie odmawiano mu wyboru do Polskiej Akademii Literatury ze względu na pochodzenie – w 1938 roku prezes akademii Wacław Sieroszewski wprost apelował o zignorowanie Tuwima. Sam poeta zmagał się z podwójną tożsamością – Polaka i Żyda – przez całe życie. W wierszu dedykowanym Stanisławowi Piaseckiemu wspomniał: Szczęśliwy, po trzykroć szczęśliwy ten Staś! / Ma oczki jak polne bławatki, / I nosek ma śliczny, i włosy jak paź, / I lniane, włościańskie ma szatki. // Stasiowa babusia szlachecki ma herb, /A moja – z najgorszych gudłajów: / Majufestanz? Goldfeld? Czy Silberberg? / Sam nie wiem, lecz coś w tym rodzaju.

Najmocniej problem tożsamości narodowej wybrzmiewa w manifeście „My, Żydzi Polscy” opublikowanym w sierpniu 1944 r. w Londynie, w którym pisał: „Jestem Polakiem, bo mi się tak podoba. To moja ściśle prywatna sprawa, z której nikomu nie mam zamiaru zdawać relacji, ani wyjaśniać jej, tłumaczyć, uzasadniać. Nie dzielę Polaków na ‘rodowitych’ i ‘nierodowitych’, pozostawiając to rodowitym i nierodowitym rasistom, rodzimym i nierodzimym hitlerowcom”. Jednocześnie prosił żydowską wspólnotę: „Przyjmijcie mnie. Bracia, do tej zaszczytnej wspólnoty Niewinnie Przelanej Krwi. Do tej gminy, do tego kościoła chcę od dziś należeć.” (…) „My-krzyk bólu! Krzyk tak przeciągły, że go najdalsze wieki usłyszą. My, Wycie, my Chór, zawodzący mogilne El mole rachmim, którego stulecie będzie stuleciu przekazywać. My, najwspanialsza w dziejach kupa krwawego nawozu, którym użyźniliśmy Polskę, aby tym, co nas przeżyją, lepiej smakował chleb wolności”.

„Za sól, za ząb, za cegłę, za but”

W 1936 roku powstał „Bal w operze”, opublikowany jednak po wojnie, w roku 1946, a w całości tak naprawdę dopiero w roku 1982. To katastroficzny poemat, przez wielu krytyków oceniany jako arcydzieło XX-wiecznej literatury polskiej oraz najwybitniejsze ówczesne dzieło satyryczne. Za jego powstaniem stał ostry sprzeciw Tuwima wobec rodzącego się w latach dwudziestych faszyzmu i sanacji, a według Czesława Miłosza przyczyną napisania wiersza było także obrzydzenie zaobserwowanym przez Tuwima zezwierzęceniem współczesnego mu świata, pogoń władzy za „pieniądzem, seksem i obżarstwem”.

Dzieło wywołało w swoim czasie kontrowersje w związku z postawieniem obok siebie treści religijnych, czerpanych z „Apokalipsy świętego Jana”, oraz licznych wulgaryzmów, scen wyuzdania czy moralnego zepsucia. Szczególnie podkreślanym walorem utworu jest warstwa językowa i kompozycyjna, w której obok fragmentów realistycznych występują motywy fantastyczne, a od tonu błazenady i żartu słownego autor przechodzi płynnie do opisów przemocy i destrukcji.

[…]

Nocą - tylko w kasach kolejowych
Beznamiętnie
Ciurkające,
Zaspane,
A w szulerniach gejzerem gorączkowym,
A w burdelach - nieodżałowane,
Na dancingach - syczące szampanem,
Wytrysnęły z brzaskiem dnia - kipiące,
Zapienione, robaczywe pieniądze.
Z portmonetek, szuflad, kieszeni
Do kieszeni, szuflad, portmonetek,
Za chleb, za tramwaj, za gazetę,
Za lekarstwo, za szpinak, za siennik,
Do kas i z kas,
Za wóz i przewóz,
Do miasteczka z miasteczka,
Do województw z województw,
Za mleko, za gaz,
Do banków, straganów, sklepików i kas
I z kas, i z banków, straganów, sklepików,
Do kelnerów, lekarzy, oficerów, rzeźników
I znów do lekarzy, rzeźników, kelnerów,
Od zdunów, monterów, do stolarzy, szoferów,
Za kurs, za stół za golenie, za drut,
Za sól, za ząb, za cegłę, za but,
Od ślusarza do księdza, od księdza do szklarza,
Od szklarza do szewca i znów do ślusarza
I znów
I znów
I jeszcze raz.

[…]

[Bal w operze]

„Pegaz dęba”, „Kwiaty polskie”

Poemat bywał interpretowany jako zapowiedź nadciągającej katastrofy. Ta wydarzyła się 1 września 1939 roku. Tuwim wyemigrował i pozostawał za granicą aż do roku 1946. W czasie okupacji niemieckiej całość jego twórczości trafiła na niemieckie listy proskrypcyjne jako szkodliwa i niepożądana, z przeznaczeniem do zniszczenia. Po powrocie do Polski Julian Tuwim stał się osobą chronioną, adorowaną i uprzywilejowaną przez ówczesne władze. Został okrzyknięty poetą państwowym. W tym samym roku Tuwimowie adoptowali córkę Ewę. W latach 1947-1950 poeta pełnił funkcję kierownika artystycznego Teatru Nowego, a w listopadzie 1949 roku został członkiem Ogólnokrajowego Komitetu Obchodu 70-lecia urodzin Józefa Stalina. Zamieszkał z rodziną w dołączonym w tym czasie do Warszawy Aninie.

W ostatnich latach życia stworzył niewiele wierszy. W roku 1950 opublikował „Pegaz dęba, czyli panopticum poetyckie”, książkę napisaną przed drugą wojną światową, schowaną do walizki, zakopanej pod domem poety. Książka – której kontynuacją był „Cicer cum caule” (1958-63) – zawierała ciekawostki z marginesów literatury, zapomniane dzieła dziwaków, maniaków, grafomanów, które poeta kolekcjonował. Wcześnie, bo w 1949 roku ukazał się I tom „Kwiatów polskich”, czyli poematu dygresyjnego. Centralna postacią utworu jest ogrodnik Ignacy Dziewierski, który wydaje córkę za mąż za carskiego oficera, który tłumi protest proletariatu w Łodzi w 1905 roku. Córka niebawem umiera podczas porodu, a Dziewierski bierze pod opiekę wnuczkę. To z tego poematu pochodzi słynna „Modlitwa”:

„Chmury nad nami rozpal w łunę, 
Uderz nam w serca złotym dzwonem,
Otwórz nam Polskę, jak piorunem
Otwierasz niebo zachmurzone.
Daj nam uprzątnąć dom ojczysty
Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych
Jak z grzechów naszych, win przeklętych.
Niech będzie biedny, ale czysty
Nasz dom z cmentarza podźwignięty.
Ziemi, gdy z martwych się obudzi
I brzask wolności ją ozłoci,
Daj rządy mądrych, dobrych ludzi,
Mocnych w mądrości i dobroci”.

[...]

Lecz nade wszystko – słowom naszym,
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość – sprawiedliwość…

{Kwiaty polskie]

„Nie natchnij mnie hymnami, bo nie hymnów trzeba”

„Kwiaty polskie” powstawały od roku 1940 aż do śmierci poety. „Ale się ten Tuwim wgryzł w język polski, tak się wgryzł, aż się przegryzł na drugą stronę” – mówił o nim Stefan Żeromski. A sam poeta pisał: „Żyj tak, aby znajomym zrobiło się nudno, gdy umrzesz”. Julian Tuwim zmarł na atak serca 27 grudnia 1953 roku w należącym doZAiKS-u pensjonacie „Halama” w Zakopanem. Został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.

Jeżelim, Stwórco, posiadł Słowo, dar twój świetny, 
Spraw, by mi serce biło gniewem oceanów, 
Bym, jak dawni poeci prosty i szlachetny, 
Wichurą krwi uderzał w możnych i tyranów.    

Nie natchnij mnie hymnami, bo nie hymnów trzeba 
Tym, którzy w zżartej piersi pod brudną koszulą
Czcze serce noszą, krzycząc za kawałem chleba, 
A biegną za orkiestrą, co gra capstrzyk królom.
            
Lecz słowom mego gniewu daj błysk ostrej stali, 
Brawurę i fantazję, rym celny i cienki, 
Aby ci, w których palnę, prosto w łeb dostali 
Kulą z sześciostrzałowej piosenki! 

[Prośba o piosenkę]

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej