wywiad

Julia Łapińska: Poczuć ten stan totalnego haju | 10 pytań na nasze 10-lecie

Zupełnie Inna Opowieść ma już 10 lat. Dużo? Mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnia dekada, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Julia Łapińska.

Julia Łapińska. fot. Mateusz Skwarczek

– Dlaczego zaczęłam pisać? Może po to, żeby poczuć ten stan totalnego haju. Przeistoczenia się mentalnego w postaci, które tworzę. Jest w tym coś z kontrolowanego aktorstwa, z tym, że mam wrażenie, że pisarz sięga jeszcze głębiej. Pisarz nie tylko odgrywa postać, ale tworzy jej słowa i wypełniające ją najskrytsze myśli – mówi Julia Łapińska, pisarka, reportażystka, absolwentka Instytutu Reportażu. Publikowała reportaże i wywiady w „Tygodniku Przegląd”, „Polityce”, „Tygodniku Powszechnym” i „Dużym Formacie”. Jej teksty ukazywały się w antologiach opowiadań i zbiorach reportaży. Zadebiutowała kryminałem „Czerwone Jezioro”, wyróżnionym w konkursie na Kryminalny Debiut Roku i nominowanym do Nagrody Wielkiego Kalibru oraz Kryminalnej Piły. Powieść ta znalazła kontynuację w książce „Dzikie psy”, którą recenzowaliśmy 22 marca 2023 roku. W  tym roku opublikowała kolejny tom z serii – „Czarny portret”. Z tej okazji zrealizowaliśmy wywiad wideo z pisarką.

Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało?

Julia Łapińska: W skali geologicznej mało. W skali pisarskiej dużo. Choć przyszło mi właśnie do głowy, że Bułhakow pisał „Mistrza i Małgorzatę”, z przerwami, nawet nieco dłużej, bo dwanaście lat. Podobnie Donna Tartt – publikuje książkę, co dekadę. Zatem dla niektórych jest to czas, w którym rodzi się i dojrzewa powieść.

Jako powieściopisarka debiutowałaś w 2022 roku, zaledwie dwa lata temu, ale od razu wyrosłaś na jedną z najważniejszych autorek kryminału. Wcześniej jednak byłaś reportażystką. Z czym kojarzy ci się ostatnia dekada i ten czas od debiutu? Dostrzegasz jakieś istotne kamienie milowe?

– Z intensywną pracą nad książkami i równie intensywnym życiem rodzinnym. Bywa, że trudno obie te sfery pogodzić, bo pisaniu sprzyja pustelnicze odosobnienie. Przynajmniej ja potrzebuję wtedy ciszy, która pozwoli mi usłyszeć moją opowieść i ją spisać. Z drugiej strony jestem łasa na zmysłowe doznania oraz relacje z innymi ludźmi. Po intensywnym czasie pisania, przychodzi czas chłonięcia wrażeń, które będą paliwem nowej opowieści. Może właśnie jest to element mojej reporterskiej natury. Lubię czas researchu poprzedzający pisanie książki. Jest on docieraniem do  świadków wydarzeń, dociekaniem historycznych faktów, z których lepię retrospekcje w swoich książkach. A jeśli chodzi o kamienie milowe, o które pytacie, to być może były nimi literackie nagrody i wyróżnienia. Nagroda „Kryminalnego debiutu”, nominacje do Narody Wielkiego Kalibru czy wyróżnienia Kryminalnej Piły i Kryminalnej Warszawy z pewnością pomogły mi się przebić na czytelniczym rynku. Zwróciły uwagę czytelników na moje pióro. Przede wszystkim to jednak zasługa entuzjazmu, z jakim to właśnie czytelnicy przyjęli moje książki i zaczęli je sobie polecać. Nie ma nic lepszego niż marketing szeptany.

Przyszło mi właśnie do głowy, że Bułhakow pisał „Mistrza i Małgorzatę”, z przerwami, nawet nieco dłużej, bo dwanaście lat. Podobnie Donna Tartt – publikuje książkę, co dekadę. Zatem dla niektórych jest to czas, w którym rodzi się i dojrzewa powieść.

Czy, gdybyś miała cofnąć czas, zmieniłabyś coś w swoich decyzjach (inne gatunki, tematy)

– Kusiła mnie zawsze książka reporterska i mam kilka tematów w głowie, które mogłabym w taką książkę rozwinąć. Jak na razie kryminał daje mi dużo większą dozę wolności. Mogę wykorzystać dziennikarski warsztat, a jednocześnie odetchnąć z ulgą, że nie jestem rozliczana z każdego faktu, że posiadam swoją licentia poetica. W powieści gatunkowej chodzi przede wszystkim o to, żeby była nieodkładalna. Pisząc, bazuję na swojej wyobraźni i umiejętności tworzenia wiarygodnych bohaterów. To mocno kreacyjny proces, którego twórcza nieprzewidywalność sprawia mi frajdę. Czasem gorset gatunkowości tu uwiera, ale częściej jest bezpiecznym drogowskazem. Myślę, że ogromną frajdę mogłoby mi sprawić pisanie dla dzieci. Bo choć przekroczyłam czterdziestkę, to wciąż spory we mnie pierwiastek dziecka. Zresztą jedna z moich najukochańszych bohaterek literackich to Pippi Langstrumpf.

Jak zaczęłaś pisać prozę i dlaczego?

– Pierwsze opowiadania pisałam już jako nastolatka, choć wtedy jeszcze przeważały wiersze. Nie zostałam poetką, ale od czasu tamtych prób mam dużą estymę do słów, ich energii. Dlatego tak ważny dla mnie jest styl pisarza, a nie tylko sama historia. Tę samą opowieść można tak różnie opowiedzieć, kluczowy jest tu właśnie dobór słów. Ja wręcz czasem widzę ich kolory. A dlaczego zaczęłam pisać? Może po to, żeby poczuć ten stan totalnego haju. Przeistoczenia się mentalnego w postaci, które tworzę. Jest w tym coś z kontrolowanego aktorstwa, z tym, że mam wrażenie, że pisarz sięga jeszcze głębiej. Pisarz nie tylko odgrywa postać, ale tworzy jej słowa i wypełniające ją najskrytsze myśli. A każda powieść to cały zbór postaci, w które trzeba się wczuć, by wyszła wiarygodnie. To wymagające i trudne, ale równie pociągające.

Obejrzyj także:

Gdybym jednak nie została pisarką, to byłabym…

– Reżyserką lub naukowczynią. Zresztą na reżyserię w Łodzi zdawałam razem z moim mężem i on się dostał, a po roku te studia porzucił. Ja zaś porzuciłam studia doktoranckie na UW na Wydziale Filozofii. Byłam chyba zdolną studentką i miałam stypendium, ale już wtedy kiełkowała mi w głowie refleksja, że jeśli poświęcę się karierze naukowej, nie będę pisać fikcji. Bo to dwa różne języki i trudno je połączyć. Jeden – język abstrakcji, drugi – obrazu. No i w nauce nie ma tylu emocji, co w powieściowej fikcji.

Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?

– I tak, i nie. Spełnione w tym sensie, że napisałam już trzy powieści i zbudowałam pisarski warsztat. A niespełnione dlatego, że ciągle czuję głód pisania, głód pisarskich wyzwań. Lubię ten stan nienasycenia, bo to moje paliwo, żeby tworzyć dalej. Kiedy piszę, a czynność ta wymaga samodyscypliny mnicha, nachodzą mnie myśli – co to za dziwny, nieco masochistyczny, wymuszający godziny samotności zawód. A potem znów zaczynam tęsknić za tym stanem. Za kolejną wyprawą w opowieść, w której wszystko zależy ode mnie.

Czego oczekujesz od literatury?

– Dobrego stylu, który mnie czytelniczo zahipnotyzuje. Ale sam styl nie wystarczy. Przede wszystkim prawdy, autentyczności, które sprawią, że uwierzę w wykreowany świat i będę ten świat opuszczać z żalem. A potem chętnie do niego wracać. Także do stworzonego przez pisarza nastroju, klimatu. Mam takie książki, które czytam po kilka razy. Przynajmniej raz w roku lubię wracać do „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa.

Jakie książki (albo inne dzieła kultury) cię ukształtowały – jako człowieka, jako pisarkę? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?

– Wspomniałam tu już tu dwukrotnie o „Mistrzu i Małgorzacie”. To dla mnie jedna z ważniejszych książek. Na pewno w tym zestawie znalazłby się Kafka i Dostojewski, Malcolm Lowry i jego „Pod wulkanem”. Ernest Hemingway, Henry Miller, Gabriel García Márquez, Julio Cortázar. Do Thomasa Manna mam ambiwalentny stosunek, choć przeczytałam „Czarodziejską górę” dwukrotnie. Łapię się na tym, że niewiele w tym zestawie kobiet. Chyba że wrzucę tu Astrid Lindgren, Lucy Maud Montgomery czy Frances Hodgson Burnett i jej „Tajemniczy ogród”. Tych pisarzy, którzy mieli na mnie wpływ, jest oczywiście znacznie więcej. Na pewno, już w późniejszym wieku, bardzo ważny był (i jest) dla mnie Thomas Bernhard. Ogromnie formujące też dla mnie było kino. W Poznaniu jako licealistka chodziłam do Kina Pałacowego, oglądałam ciurkiem wszystkie filmy Bergmana na zakładkę z filmami Woody’ego Allena i Stanleya Kubricka. Myślę, że kino ukształtowało moją wyobraźnię na równi z literaturą. Teatr też był ważny, bo grałam kiedyś nawet na jego deskach, ale jednak moją największą fascynacją jest dobre kino. Potem, kiedy zaczęłam studiować filozofię w Warszawie, robiłam sobie częste wypady do Iluzjonu. Ja po prostu kocham kino. To doskonałe połączenie tekstu, obrazu i muzyki. A co do ulubionego bohatera literackiego to trudny wybór, być może hrabia Monte Christo. W jego historii mamy doskonale ukazaną przemianę bohatera z naiwnego chłopca w wytrawnego gracza. Monte Christo się zmienia, zmienia nawet imię i pokonuje wrogów w przemyślny sposób, zachowując przy tym moralną czystość i szlachetność. Nawet zło, którego doświadczył, nie zmienia go w złego człowieka.

Kiedy piszę, a czynność ta wymaga samodyscypliny mnicha, nachodzą mnie myśli – co to za dziwny, nieco masochistyczny, wymuszający godziny samotności zawód. A potem znów zaczynam tęsknić za tym stanem. Za kolejną wyprawą w opowieść, w której wszystko zależy ode mnie.

Kiedy nie piszę, to…

– Czytam, a ostatnio nawet częściej słucham książek w audiobookach. Chadzam do kina, gotuję, medytuję, a w zeszłym roku zapisałam się na karate. Ruch to coś bardzo wskazanego jako antidotum na siedzącą pracę. Ruch uruchamia też najlepsze pomysły. A jeśli mogę sobie na to akurat pozwolić, to podróżuję. Każda podróż to inspiracja do kolejnych książek, bo moją wyobraźnię bardzo uruchamia miejsce.

Nad czym teraz pracujesz?

– Piszę właśnie kolejny tom z Ingą Rojczyk i Kubą Krallem. Zdradzę tylko, że tym razem wspólne śledztwo, którego korzenie znów sięgają przeszłości, zaprowadzi ich aż w okolice Zakopanego. O reszcie na razie milczę. Nie lubię mówić o książce, którą aktualnie piszę, bo książki lubią aurę tajemnicy. Najlepiej tworzy się w ciszy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej