Zamiast jedynie ubolewać nad zepsuciem systemu, warto pozostać wiernym wartościom i jakości. To właśnie „poczciwość”, rozumiana jako lojalność wobec dobrej literatury – pisze dziennikarz i pisarz Jarosław Banaś w felietonie „Krótka rozprawa między Wydawcą, Recenzentem a Autorem”.
W 1543 roku Mikołaj Rej, wydał pod pseudonimem „Krótką rozprawę między trzema osobami, Panem, Wójtem a Plebanem”. Przedstawiciele trzech stanów, zasiadając przy wspólnym stole, obnażali przywary ówczesnego świata, wytykając sobie wzajemnie „zbytki i pożytki”. Choć od tego czasu minęło ponad cztery i pół wieku, opowieść o dzisiejszym rynku książki w Polsce skłania do napisania nowej wersji tego dialogu. Dziś przy stole zasiadają inne postaci: Wydawca, Recenzent i Autor, a ich spór dotyczy mechanizmów, przez które rynkowa magma zdaje się pożerać literaturę.
Współczesny Wydawca, w niewoli arkusza kalkulacyjnego, z rezygnacją przyznaje, że brutalna ekonomia bierze górę nad ambicjami. Choć chętnie wydawałby dzieła z „Noblem w tle”, to rzeczywistość jest nieubłagana: książka z głębią intelektualną znajduje ledwie tysiąc nabywców, podczas gdy pozycje promowane na BookToku jako „emocjonalne rollercoaster’y” osiągają nakłady rzędu stu tysięcy egzemplarzy. W świecie, gdzie liczy się szybki zwrot z inwestycji, literatura ambitna przegrywa z agresywnym marketingiem i influencerami.
Z kolei Recenzent zmaga się z dewaluacją rzetelnej krytyki. Wyznaje, że szczera ocena wytykająca grafomanię czy prymitywny język staje się towarem niepożądanym. Wydawcy oczekują wsparcia sprzedaży, a nie analizy literackiej, co prowadzi do zjawiska powszechnego „lansowania”. Te same zachwyty powielane w mediach tradycyjnych i społecznościowych utwierdzają czytelnika w przekonaniu, że masowy produkt jest dziełem wybitnym, podczas gdy w rzeczywistości bywa jedynie „wypełniaczem czasu”.
W najtrudniejszym położeniu znajduje się Autor z dorobkiem, którego nowa powieść „leży”, bo brakuje jej marketingowych haków, kontrowersji, epatowania seksem czy obecności na TikToku. Współczesna cenzura zmieniła oblicze: nie jest już kościelna ani polityczna, lecz algorytmiczna i budżetowa. Książka przestała być intelektualną przygodą, stając się produktem masowym, który niczym proszek do prania musi być przede wszystkim rozpoznawalny, a niekoniecznie dobry.
Ta diagnoza znajduje potwierdzenie w analizach współczesnej krytyki. Badacze wskazują na siedem mechanizmów, które sprawiają, że akceptujemy literacką mierność. BookTok fetyszyzuje ilość przeczytanych stron, przedkładając powierzchowne emocje nad jakość. Literatura ambitna nie przebija się przez mur uprzedzeń, braku rzetelnej krytyki oraz powszechnej obrony „guilty pleasure”. W efekcie półki księgarskie zalewa popowa magma – utwory źle redagowane i prymitywne językowo, które traktowane są jako produkt pierwszej potrzeby.
Mimo tego pesymistycznego obrazu, wciąż tli się nadzieja pokładana w instynkcie czytelniczym. Historia literatury uczy, że to czas jest ostatecznym weryfikatorem wartości. Istnieją autorzy i wydawnictwa, które stanowią gwarancję poziomu, a czytelnicy potrafią ich odnaleźć nawet bez wsparcia algorytmów. Rynek dyktuje gusta tylko tak długo, jak mu na to pozwalamy, a prawdziwa literatura zawsze w końcu znajduje drogę do odbiorcy.
Najważniejszą lekcją płynącą z tej nowoczesnej rozprawy jest odwołanie do Rejowego „Żywota człowieka poczciwego”. Zamiast jedynie ubolewać nad zepsuciem systemu, warto pozostać wiernym wartościom i jakości. To właśnie ta „poczciwość”, rozumiana jako lojalność wobec dobrej literatury, jest najlepszą odpowiedzią na rynkową magmę, ponieważ ostatecznie przetrwają nie te dzieła, które były najgłośniej lansowane, ale te, które po prostu były dobre.

