felieton

Papugi | Felieton Dawida Kornagi

Papuga nigdy nie będzie „pieskiem w piórkach”. Jej naturalnym domem jest dżungla lub inne, naturalne ekosystemy. Owszem, to ptak z potencjałem literackim, na pewno jednak bez potencjału bycia rezydentem w klatce – pisze w kwietniowym felietonie Dawid Kornaga.

Dawid Kornaga, fot. Rafał Meszka

Istnieje społeczny konsensus co do trzymania psów na łańcuchach – uznaje się to za przejaw okrucieństwa. Choć dotąd nie udało się tego procederu wyeliminować całkowicie, to kwestia czasu, kiedy odejdzie do przeszłości. Przynajmniej w Europie. A co z papugami i innymi ptakami?

Najgorsze jest trzymanie w niewoli ptaków, szczególnie papug. Ich naturą jest przestrzeń mierzona w kilometrach, nie zaś w metrach kwadratowych salonu. Widok papużek nierozłączek w sklepowej witrynie potrafi roztkliwić nawet twarde dusze, by je „uwolnić” i zabrać do domu… nowej niewoli. Trzeba zadać sobie pytanie: jakim kosztem? Nie wykrzyczą nam, że cierpią; ich krzyk interpretujemy zazwyczaj jako radosny świergot. Podobnie ma się rzecz z innymi egzotycznymi „żywymi artefaktami”. Nigdy nie zapomnę widoku na nadwiślańskim deptaku, gdzie pojawił się człowiek z makakiem. Było rozbawienie, były małpie wygibasy po jego ramionach i plecach. I ogólna żenada, że to dzieje się naprawdę. Wezwać policję, straż miejską? Nic z tego, prawo na to pozwala. W przypadku papug i ich niewoli sytuacja wygląda identycznie.

Z wizytą w papugarni

Nie da się zmienić tej sytuacji od razu. Ona musi zacząć się od przewartościowania naszych kulturowych przyzwyczajeń. Przekonałem się o tym podczas wizyty w jednej z warszawskich papugarni. Choć nazwa może kojarzyć się z jakimś „showroomem” ku uciesze gawiedzi, to miejsce jest schroniskiem. Azylem dla ptaków porzuconych. Najpierw kupiono je za ciężkie pieniądze. Kiedy się okazało, że to żywe stworzenia, wymagające stałej uwagi, oddano je właśnie tutaj. Każdy z tych kilkudziesięciu papużych rezydentów reprezentuje kolejną historię o ludzkiej nieodpowiedzialności.

Papuga, na swoje nieszczęście, ma to coś. W kulturze zachodniej od wieków pełniła rolę egzotycznego trofeum, takiej wręcz żywej biżuterii. Rzymianie cenili je jako symbol luksusu. Okres wielkich odkryć geograficznych uczynił z nich stały element wyposażenia kajut konkwistadorów. Popkultura, z Wyspą Skarbów Stevensona na czele, utrwaliła obraz pirata z papugą na ramieniu; romantyczny i zwyczajnie fałszywy. Kapitan Flint, siedzący na ramieniu Długiego Johna Silvera, nie był towarzyszem. Miał ubarwiać długi rejs i cieszyć oko arystokracji.

Literatura karmi fascynację

Literatura od zawsze karmiła naszą fascynację tymi ptakami, rzadko pochylając się nad ich losem w zamknięciu. Pippi Pończoszanka, ikona dziecięcej wolności autorstwa Astrid Lindgren, podróżowała z papugą. W oczach dziecka-czytelnika ten ptak stał się więc rezolutnym kompanem, taką niemal bajkową istotą z darem ludzkiej mowy i sprytu. Powyższe opowieści ulepiły chęć posiadania „ptasiego przyjaciela”, z którym można dzielić fajne przygody. Nie wspominały o tym, że dla niego taka podróż to stres i anihilacja naturalnych potrzeb. Klasyka literatury pięknej, jak Proste serce Gustave’a Flauberta, ukazuje papugę jako przedmiot kultu i fetysz. Loulou, papuga głównej bohaterki, po śmierci zostaje wypchana i staje się centralnym punktem jej uwielbienia. Flaubert pokazał tu mechanizm: papuga przestaje być zwierzęciem, stając się martwym symbolem. Ten poniekąd kolonialny sentyment trwa do dziś. Na przykład w tureckich czy egipskich kurortach, gdzie dla turystów robi się hurtowo, za opłatą, pamiątkowe zdjęcia z arami.

Największym przekleństwem papug okazała się ich zdolność naśladowania ludzkiej mowy. Kupujemy żako czy kakadu, licząc na interaktywną, gadającą maskotkę. Jest inaczej. Dla papugi naśladowanie dźwięków to nie popis cyrkowy. Jak twierdzą biolodzy, to instynktowna próba włączenia się do stada (choćby w liczbie jednego człowieka), żeby natychmiast uzyskać jego akceptację. Co oznacza również bezpieczeństwo. Papugi posiadają psychikę zbliżoną do kilkuletniego dziecka. W odwiedzonym przeze mnie schronisku opiekunowie żartują, że to takie „wieczne trzylatki”.

Rytm, którego nie da się wyłączyć

Kiedy zamykamy papugę w klatce, skazujemy ją na izolację prowadzącą do głębokich zaburzeń psychicznych. Od apatii po autoagresję, objawiającą się wyskubywaniem piór do gołej skóry. Papuga hałasuje w nocy i wydaje skrzeki nad ranem. Taki ma rytm biologiczny, którego nie da się „wyłączyć”. Rozczarowani właściciele, odkrywszy, że ptaka nie można wytresować jak psa, oddają go do schroniska w geście rzekomej łaski. Przecież „mogli go wypuścić” na wolność, czyli na pewną śmierć z rąk przeróżnych drapieżników.

W warszawskiej papugarni życie tych ptaków wygląda inaczej. Choć miejsce przypomina wielką klatkę, zdecydowanie nie jest namiastką zoo. Raczej próbą naprawy tego, co inni już zepsuli. Papugami zajmują się kompetentne opiekunki z imponującą wiedzą o ich etologii. Można tutaj poczuć się częścią tej papużej przestrzeni. Dochód z biletów zasila m.in. fundusz na weterynarzy i pożywienie dla sporego stadka. Dodatkową wartością jest edukacja. Zwłaszcza dla dzieci, żeby potem nie przyszło im zamęczać rodziców o zakup ptaszka, co recytuje wszelkie zapodane głupotki. A jak się znudzi, to… fru!

Papuga nigdy nie będzie „pieskiem w piórkach”. Jej naturalnym domem jest dżungla lub inne, naturalne ekosystemy. Owszem, to ptak z potencjałem literackim, na pewno jednak bez potencjału bycia rezydentem w klatce.

Przeczytaj także:

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej