recenzja

Za majsą | Anna Fryczkowska, Brazylijska gorączka  [recenzja]

Czerpiąc z doświadczeń polskich chłopów, którzy w XIX wieku masowo emigrowali za ocean, Anna Fryczkowska daje nam w „Brazylijskiej gorączce” uniwersalną, a zarazem poruszającą opowieść o sile nadziei, jaka towarzyszy tym, którzy szukają dla siebie lepszego życia – pisze Przemysław Poznański.

Jest Anna Fryczkowska – może od czasu „Cyrkówki Marianny”, a na pewno od trzyczęściowej „Sagi o ludziach ziemi” oraz „Ludzi wędrownych” – kronikarką naszej historii naznaczonej zwykłym powszednim heroizmem. Za bohaterów swych powieści obiera wszak tych, którzy często cicho i z pokorą, a na pewno dzięki ciężkiej codziennej pracy, próbują budować sobie i bliskim życie, jeśli nawet nie dostatnie, to przynajmniej znośne. Szczęśliwe – nawet jeśli miarą szczęścia bywa akurat to, że jest co zjeść i z kim się tym posiłkiem podzielić.

A jednak „Brazylijska gorączka” jest powieścią w dorobku Fryczkowskiej o tyle niezwykłą, o ile – przy całym doskonale udokumentowanym historycznym tle – wyrasta w swym przesłaniu ponad opowieść li tylko o przeszłości i ponad konwencję obyczajowej sagi, stając się głosem w sprawach, być może dziś, najbardziej aktualnych.

Wyjątkowa herstoria

To opowieść kobiety. Samo to w twórczości Anny Fryczkowskiej nie zaskakuje, jednak tym razem taka narracja jest wyjściem poza ramy, poza utarte schematy – bo choć mamy wiele świadectw polskiej emigracji do Brazylii, to (jak zauważa w posłowiu sama autorka) nie ma wśród nich herstorii. Nie ma wśród nich opowieści tych, które zdobywały nieprzyjazny ląd z takim samym poświęceniem jak mężczyźni.

Jak mogłaby wyglądać taka relacja z perspektywy kobiety, która wraz z najbliższymi opuszcza w 1891 roku wieś na Kujawach i – często z narażeniem życia – dostaje się na statek płynący na inną półkulę, by, tłocząc się w czwartej klasie, przebyć ocean? Może właśnie tak, jak czytamy o tym w „Brazylijskiej gorączce”, w owym quasi wywiadzie, a w zasadzie opowieści złożonej z odpowiedzi na pytania, których jednak nie usłyszymy, bo ważniejsze jest to, co ma do przekazania nam Franka.

Gdzie owoce rodzą się same

Wywiad udzielany jest po wielu latach, to zatem opowieść z perspektywy czasu, ale przecież snuta przez narratorkę świadomą tego, że musi wprowadzić czytelników do nowej rzeczywistości, bo są oni kimś, kim wiele dziesięcioleci wcześniej była narratorka – ludźmi ciekawymi świata, ale przy tym naiwnymi w jego pojmowaniu, bazującymi na skrawkach wiedzy, na propagandzie, półprawdach, kłamstwach.

W przypadku Franki i wszystkich tych, którzy na przełomie XIX i XX wieku płynęli do Brazylii, za Wielką Wodę za chlebem, czy raczej za „majsą”, czyli kukurydzą, dochodziła jeszcze determinacja – emigracja była jedyną szansą na poprawę losu, na wyrwanie się z zaklętego kręgu na poddańczej pracy dla dziedzica, ale też groźby poboru do carskiej armii. Tam, w odległym kraju, mieli dostać całe hektary własnej żyznej ziemi, a przy tym narzędzia i wyżywienie na rok. Jak nie posłuchać agitatora, który zachęcał: „A jak bym wam powiedział, że jest kraj, gdzie owoce rodzą się same?”.

„Imigrancies suzios!”

Obecne są na kartach „Brazylijskiej gorączki” związane z emigracją dylematy. I tak, chociaż z początku do wyjazdu chętna jest cała wieś, ostatecznie grono to się wykrusza, bo przecież opuszczenie ojcowizny, tego, co być może nie daje bogactwa, ale jest znane, wcale nie należy do decyzji łatwych. Ostatecznie – po trudach przedzierania się przez zieloną granicę i potem zatłoczonym pociągiem przez Prusy – Franka trafia na statek zaledwie w towarzystwie rodziców, rodzeństwa i Wicka, chłopaka z folwarku.

Emigracja nie jest chwilowym kaprysem, lecz, jak się przynajmniej emigrującym wydaje, przemyślaną decyzją, podyktowaną nadzieją. Decyzją rzutującą na całe przyszłe życie, w zasadzie nieodwracalną. Decyzją, której można szybko pożałować, gdy już na miejscu słyszy się na ulicach pogardliwe „Imigrancies suzios!”, a obietnice składane przez agitatorów okazują się być funta kłaków warte. Gdy obiecana ziemia okazuje się połacią dżungli, dopiero domagającą się wykarczowania, a na nowo przybyłych czyhają zewsząd niebezpieczeństwa: groźne zwierzęta, choroby, a także rdzenni mieszkańcy, odliczający liczbą zabitych przybyszów każde z wyciętych przez nich wcześniej drzew.

Kraj stworzony dla żartu?

Tytułowa gorączka nagle zyskuje tu wiele znaczeń. To – owszem – pospolite ruszenie ubogich Europejczyków po bogactwa nowego lądu, ale też gorączka emocji, która – w dla wielu  rozczarowującej nowej rzeczywistości – pozwalała wyrzucić z siebie całą złość, żal, ból i strach przez kolejnym dniem. To w końcu gorączka rozumiana dosłownie: ta, która towarzyszy chorobom pustoszącym szeregi emigrantów bardziej nawet niż strzały autochtonów.

Z tym wszystkim musi zmierzyć się Franka i towarzyszący jej mężczyzna, którego zresztą ledwie zna. I zmierzy się, bo daje nam Anna Fryczkowska bohaterkę niezwykłą, wyróżniającą się. Franka bowiem to przede wszystkim postać obdarzona silnym charakterem, potrafiąca podnieść się z kolan po kolejnych porażkach jakie serwuje jej ten „dziwaczny kraj”, który – jak mogłoby się zdawać – Bóg stworzył dla żartu, dając ludziom i słodkie ziemniaki, i pory roku na odwrót, powołując do życia „ptaszki wielkości trzmieli i „karaluchy wielkości jaszczurek”. Bóg, co do którego można było zresztą raz po raz mieć wątpliwość, „czy jego wzrok sięgał aż tutaj”.

Ogrom Brazylii

Została też Franka – z braku męskiego dziedzica – wychowana przez ojca po męsku. Niestraszne jej więc karczowanie lasu, praca na plantacji kawy, czy przy budowie kolei. Zazna tego wszystkiego, bo Anna Fryczkowska wplata jej los  w powieść-panoramę, ale i powieść drogi, która każe bohaterom doświadczyć emigranckiego życia, a może przede wszystkim doświadczyć XIX-wiecznej Brazylii z całym ogromem społecznych i gospodarczych zmian, jakie ten kraj przechodził w owym czasie, ale i z ogromem jej odmienności wobec tego, co przywieźli ze sobą przybysze z Kujaw i z innych regionów Europy.

Stanie się  więc bohaterka „Brazylijskiej gorączki” z czasem „kolczasta jak brazyliańskie krzewy”, poraniona, naznaczona stratą, ale i jeszcze silniejsza. Wrośnie dzięki temu w tę czerwoną ziemię korzeniami, w przeciwieństwie do wielu, którzy ulegli Brazylii z jej odmiennością. Zrozumie, że emigracja jest wyzwaniem, z którym trzeba się umieć zmierzyć. Wiąże się z wyrzeczeniami, ale i gotowością na nowe, na ową majsę, która zastąpi znana z kraju pszenicę.

Anna Fryczkowska, Brazylijska gorączka
Wydawnictwo W.A.B, 10 października 2026
ISBN: 9788384494325

Dodaj komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej