książki

Skarb z szuflady | Zbigniew Nienacki, Wąż morski

Ten, nigdy nie wydany w formie książki, rasowy kryminał Zbigniewa Nienackiego jest swego rodzaju „dorosłym Samochodzikiem”, w którym gęsto ściele się trup, ale chodzi też o ratowanie zabytków polskiej kultury i historii przed zakusami przebiegłych złodziei – o „Wężu morskim” pisze Przemysław Poznański.

Zbigniew Nienacki, Wąż morski, projekt okładki: zupełnieinnaopowiesc.com

Na początku lat 60. XX wieku Zbigniew Nienacki miał prawdopodobnie na siebie ten oto pisarski pomysł, by zostać autorem kryminałów. Wciąż przed „Wyspą Złoczyńców”, za to po bardzo dobrym „Uroczysku”, kierowanym jednak bardziej do młodzieży, słabym „Skarbie Atanatryka” i parareportażowym „Pozwoleniu na przywóz lwa” oraz historyczno-politycznym „Worku Judaszów”, uznał być może, że twórczy potencjał warto spożytkować w prozie gatunkowej. Tak powstał „Wąż morski” (1962) oraz „Laseczka i tajemnica” (1963) – książki mające zapewne stanowić początek kryminalnego cyklu. Obie w każdym razie za bohatera mają Henryka, łódzkiego dziennikarza, który niejako przypadkiem wplątuje się w kryminalne afery z zabytkowymi artefaktami w tle.

Kto zabił Marczaka?

Nie sposób dziś rozstrzygnąć, dlaczego „Laseczka…” ukazała się w formie książkowej, a wcześniejszy „Wąż morski” drukowany był jedynie w odcinkach, na lamach „Głosu Robotniczego”. Nie tłumaczy tego z pewnością poziom powieści, która po siedmiu dekadach wciąż znakomicie się broni, będąc nie tylko świadectwem epoki, ale jedną z ciekawszych realizacji gatunkowych okresu PRL-u. Co więcej, fabuła powieści broniłaby się i dziś, w obecnych realiach, o czym decyduje przede wszystkim charakter popełnionego tu przestępstwa – ponadczasowego, a sprowadzającego się do motywacji podszytych chęcią szybkiego zysku.

Przeczytaj także:

Doskonały jest w „Wężu morskim” punkt wyjścia. Oto redaktor Henryk ledwo wraca z Belgradu, gdzie pracował jako zagraniczny korespondent, gdy do jego mieszkania wkraczają tajniacy i bez słowa wyjaśnienia zawożą go na komendę milicji. Powód? W niedalekim Piotrkowie zamordowany został niejaki Józef Marczak, kasjer spółdzielni „Podkowa” (potem nazwisko Marczak pojawi się oczywiście w cyklu „Samochodzikowym”, ale już w zupełnie innym kontekście). Jego ciała co prawda nie znaleziono, ale na łóżku w mieszkaniu Marczaka odkryto plamę krwi oraz… czarny wachlarz. Co to ma wspólnego z Henrykiem?

„Czarny wachlarz” jak prawdziwy

To już inna historia, sama w sobie również zaciekawiająca literackim konceptem. Henryk – zesłany kilka miesięcy wcześniej z Łodzi do Piotrkowa za poważny błąd w jednym z artykułów – musi szybko podnieść nakład lokalnej mutacji gazety. Jak to zrobić, gdy nic się nie dzieje? Można choćby… napisać i publikować w odcinkach reportaż o mrożących krew w żyłach wydarzeniach związanych z miłością i zemstą. Co z tego, że publikowana pod tytułem „Czarny wachlarz” historia „Mściciela” nigdy nie miała miejsca? Nikt tego nie sprawdzi. Redaktor nie przewidział jednak, że ta opowieść zacznie żyć w miasteczku własnym życiem, obrastać w miejską legendę, a nawet stać się inspiracją do zabójstwa Marczaka. Co więcej: wszystko wskazuje na to, że „Mściciel” z kart „reportażu” ożył i to on stoi za morderstwem.

Nienacki łączy od tej chwili wątek milicyjnego śledztwa z prywatnym śledztwem dziennikarza, który postanawia wrócić do Piotrkowa, by rozwikłać zagadkę niespodziewanego objawienia się jego fikcyjnych bohaterów w faktycznych realiach miasta. Tak trafia do domu Marczaka, gdzie poznaje spadkobierczynię ofiary i gdzie, na dnie szuflady, odnajduje… denar Gnezdun Civitas, unikatową monetę z czasów zjazdu gnieźnieńskiego.

Cagliostro i denar Chrobrego

Miłośnik późniejszych powieści o Panu Samochodziku bez problemu rozpozna ten motyw – zresztą nie tylko ten. W powieści pojawia się bowiem niejaki Cagliostro, sprawny iluzjonista, dzięki któremu udaje się de facto rozwikłać jedną z kilku piętrzących się tu zagadek. I ten magik i ta konkretna moneta to wszak elementy fabuły późniejszego o dekadę „Pana Samochodzika i zagadek Fromborka” – opowieści o oszustach sprytnie okradających z zabytków skrytki, w których pod koniec wojny schował zrabowane przez siebie skarby jeden z hitlerowskich zbrodniarzy.

Poza tym jednak „Wąż morski” nie ma z „Zagadkami…” wiele wspólnego. Cagliostro to były kieszonkowiec, którego losy nie są tu godne pozazdroszczenia, a zabytkowe monety (w tym dukat Łokietka, grosz tykociński, brakteat pokutniczy, grosz krakowski czy brakteat Jaksy) są elementem zagadki sięgającej co prawda również niedawnego czasu wojny, ale wplecionej w zupełnie inną intrygę, chyba nawet bardziej dramatyczną.   

Przeczttaj także:

Książka Nienackiego – rasowy kryminał, w którym trup ściele się gęsto – jest opowieścią daleką od „Samochodzikowego” klimatu przygody. To historia obnażająca bowiem przede wszystkim zakamarki mrocznych umysłów owładniętych rządzą szybkiego zysku i gotowych do popełnienia z tego powodu niejednej okrutnej zbrodni. Z drugiej strony to opowieść o odzyskiwaniu skarbów historii i kultury, za to bez charakterystycznego dla powieści młodzieżowych moralizatorstwa i bez podawanej tam w sporych dawkach merytorycznej wiedzy. Odbiorca – czytelnik dorosły – implikuje wszak inną narrację, skupioną bardziej na śledztwie, na małomiasteczkowych rozgrywkach, w końcu też na wątku romansowym, w domyśle zostawiając znaczenie znalezionych artefaktów i ich oczywistą pozamaterialną wartość. 

Czyni to z „Węża morskiego” (tytuł – podobnie jak w „Pozwoleniu na przywóz lwa” – metaforyczny) jedną z ciekawszych powieści Nienackiego. Na pewno wartą tego, by wydać ją wreszcie w formie książki.

Za tydzień o powieści „Laseczka i tajemnica”.

Zbigniew Nienacki, Wąż morski
„Głos Robotniczy”, Łódź 1962

Projekt: Przemysław Poznański/zupełnieinnaopowiesc.com (wszelkie prawa zastrzeżone)

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: