książki

#czyterazmniesłyszysz | Elif Shafak, Wyspa zaginionych drzew

„Wyspa zaginionych drzew” Elif Shafak jest poruszającą opowieścią o miłości w czasach pogromów, takiej miłości, która może przetrwać mimo największych przeciwieństw. Ale jest to też książka o pamięci niesionej przez pokolenia i nie to nie tylko przez ludzi – pisze Jakub Hinc.

„Chyba wspomniałem, że można ustalić charakter człowieka na podstawie tego, co dostrzega w drzewie w pierwszej kolejności. (…) niektórzy ludzie stają naprzeciwko drzewa i najpierw dostrzegają pień. To ci, którzy cenią porządek, bezpieczeństwo, zasady, ciągłość. Potem mamy takich, którzy zwracają szczególną uwagę na gałęzie. Oni pragną zmiany, poczucia wolności. I na końcu są ci przywiązujący wagę do korzeni, nawet jeśli te są ukryte pod ziemią. Oni mają silny emocjonalny stosunek do swojego dziedzictwa, tożsamości, tradycji…” – mówi w pewnym momencie Kostas Kazantzakis do swojej córki. „A jak jest z tobą?” – spyta wówczas Ada. I wydaje się, że właśnie ta wymiana zdań między ojcem a jego nastoletnią latoroślą pozwala na odczytanie „Wyspy zaginionych drzew” możliwie najpełniej.

Zakopywanie drzewa

Opowieść rozpoczyna się, gdy pani Walcott, nauczycielka w jednym z angielskich liceów, jako pracę domową zadaje uczniom przeprowadzenie wywiadu z krewnymi. Wówczas, z niewiadomych do końca powodów, osierocona niedawno przez matkę szesnastoletnia Ada Kazantzakis, na ostatniej lekcji tuż przed przerwą świąteczną, nagle zaczyna krzyczeć i z każdą sekundą siła jej głosu rośnie. Ktoś to nagrywa i puszcza do sieci. Jak można się spodziewać, wzbiera fala hejtu, ale też pojawiają się – i jest ich z każdą chwilą coraz więcej – głosy wsparcia dla dziewczyny. Rozpocznie się nawet akcja pod hasłem #czyterazmniesłyszysz. W tym samym czasie nad Wielką Brytanię nadciąga orkan Hera. Ojciec dziewczyny, znany ekolog ewolucyjny i biolog Kostas Kazantzakis, zakopuje w przydomowym ogrodzie drzewo figowe, by je ochronić przed skutkami paskudnej pogody, a Ada podsłuchuje jego rozmowę telefoniczną z tajemniczą kobietą.

To nie jest jednak początek powieściowej komedii pomyłek, ani opowieść o biblijnym drzewie poznania dobra i zła, choć i taki wątek wplecie Shafak do lektury, bo przecież równoprawnym bohaterem powieści – ze swoją historią i sypiącym anegdotami causeurem – jest najprawdziwsza figa ficus carica. To, co przydarza się Adzie jest bowiem wstępem do rozpiętej na osi czasu opowieści o życiu kilku pokoleń rodziny pochodzącej z wyspy, na której królowała bogini miłości. Rodziny osiadłej w końcu na innej, odległej, chłodnej i deszczowej wyspie, gdzie panowała już zupełnie inna królowa. Rodziny imigranckiej, której historia nie mogła być łatwa, bo przecież trudno, by mogło być proste życie ludzi, którzy opuścili ojczyznę, niegdyś jeszcze zieloną, porośniętą bujnymi lasami, bogatą w surowce i kopaliny, potem bezwzględnie eksploatowaną, dziś podzieloną linią demarkacyjną nakreśloną zieloną kredką przez Petera Younga, brytyjskiego generała-majora.

Podziały i miłość

Linia dzieląca Cypr została wyznaczona, aby zapobiec waśniom i czystkom na tle etnicznym i religijnym, których początek przypadł na czas zrzucania więzów kolonialnych, ale też brutalnych działań organizacji greckich nacjonalistów z EOKA-B, wojskowej agresji „czarnych pułkowników” i militarnej odpowiedzi tureckiej armii oraz nie mniej brutalnych akcji tureckich organizacji nacjonalistycznych. To wówczas na Cyprze doszło do wojny domowej, a w efekcie do deportacji ludności i podziału na dwie części wyspy o powierzchni zbliżonej ledwie do województwa opolskiego i z podobną do niego liczbą ludności.

Przeczytaj także:

W czasach, gdy ludzie byli zabijani lub nawet znikali bez wieści, a skala krzywd po jednej i drugiej stronie sporu narodowościowego osiągała niespotykaną skalę, wydawałoby się, że jest niemożliwe, by mogło między ludźmi z różnych stron barykady pojawić się uczucie. Nawet na wyspie bogini miłości. A właśnie takie uczucie, „niemożliwe”, w powieści Shafak połączyło w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku dwoje wchodzących w pełnoletniość Cypryjczyków. Siedemnastoletni Kostas, pochodzący z rodziny Greków Cypryjskich i Defne, której siostra Meryem wierzyła w dżiny i na wszelkie sposoby strzegła się amuletami przed „złym okiem”, wiedzieli, że igrają z ogniem, ale zrządzeniem losu znaleźli w „Szczęśliwej Fidze” tawernie prowadzonej przez Yiorgosa –  cypryjskiego Greka i Yusufa – Cypryjczyka pochodzenia tureckiego, miejsce, gdzie mogli się spotkać bez narażenia na zerkanie wścibskich oczu i plotki, które w tak gorącym czasie mogłyby być śmiertelnie groźne.

Rozpadliny i blizny

„Wyspa zaginionych drzew” jest próbą opowiedzenia historii Wyspy Afrodyty właśnie przez pryzmat tego wszystkiego, czego w latach sześćdziesiątych, w czasach wojny domowej i brutalnych czystek nie mogło być, a przecież było. Jest próbą odnalezienia w tej mocno ekologicznej, ale też na poły fantastycznej i onirycznej narracji tego, co może dać szansę na pogodzenie się z przeszłością. I jest też próbą spojrzenia na drzewo jako całość, z jego korzeniami, pniem i koroną. Z jego historią, teraźniejszością i szansą na dobre owoce w przyszłości.

Elif Shafak pokazała już w swojej prozie, że sięgając po trudne tematy, potrafi umiejętnie czerpać ze swojego kulturowego dziedzictwa. Po „obrazie tureckości”, jaką okazał się być „Bękart ze Stambułu”, dotykający ludobójstwa Ormian, „Wyspa zaginionych drzew” – o konflikcie pomiędzy Grekami i Turkami cypryjskimi, jest kolejną powieścią, w której autorka rozrywa jątrzące się rany, by dać im szansę na oczyszczenie, na zagojenie się.

Przeczytaj także:

Jej powieściową Defne „niepokoiły (…) głębokie rozpadliny istniejące między krewnymi w różnym wieku. Zdecydowanie za często pierwsze pokolenie ocalałych – to, które wycierpiało najwięcej – nosiło swój ból tuż pod skórą, a wspomnienia niczym drzazgi wystawały częściowo na powierzchnię bądź pozostawały całkiem niewidoczne dla oczu. Z kolei druga linia wolała zdusić przeszłość, zarówno tę, która nie miała przed nimi tajemnic, jak i tę, która pozostawał nieznana. W przeciwieństwie do niej trzecia generacja chciała drążyć i przełamać milczenie”. I dziwiła się, „że w tych rodzinach noszących blizny po wojnach, zmuszonych do migrowania i brutalnych czynów, najwyraźniej to najmłodsi pielęgnowali najstarsze wspomnienia”.

Szukanie odpowiedzi

Byłem na Cyprze. Widziałem skały, niedaleko których, jak głosi mit, Afrodyta wyłoniła się z morskiej piany. Widziałem ruiny greckie, rzymskie i średniowieczne w Pafos, zabytki Larnaki i plaże Limassol. Widziałem wyspę piękną, słoneczną i pełną roześmianych turystów. Widziałem Kirenię z jej portem i górującym nad nim Zamkiem Lusignanów, i urokliwe ruiny opactwa w Bellapais. Widziałem linię demarkacyjną, zasieki i strefę niczyją. Widziałem Nikozję z noszącymi ślady ostrzału budynkami z zamurowanymi oknami. W jednym z tych budynków mogłaby być urokliwa tawerna, którą prowadziliby jacyś Yiorgos i Yusuf, a na dziedzińcu jej mogłaby rosnąć figa, której pamięć genetyczna sięgałaby czasów, gdy na Cyprze nie było wojen. Takie drzewa wciąż tam rosną. Na niektórych wieszają Cypryjczycy taśmy i wstęgi z prośbami i modlitwami.

Kto był na Cyprze, ten doświadczyć musiał tych śladów jego niełatwej historii. Kto nie był, ten odnajdzie to wszystko w powieści Shafak. Odnajdzie opowieść o jest przyrodzie, która okazuje się być immanentną częścią antropocenu, a nawet o tym, że dżiny mieszkają pośród nas.

Przede wszystkim jednak odnajdzie próbę oddania głosu imigrantom, uciekającym przed wojną i czystkami etnicznymi, poranionym wewnętrznie i zewnętrznie, jak i próbę pokazania, że ponad takimi tragediami i podziałami może istnieć miłość. Stanowi też próbę udzielenia odpowiedzi na pytanie:  #czyterazmniesłyszysz.

Elif Shafak, Wyspa zaginionych drzew (The Island of Missing Trees)
Przełożyła Natalia Wiśniewska
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 7 września 2022 r.
ISBN: 9788367324816

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: