wywiad

Hanna Cygler: Blaski i cienie belle époque | Rozmawia Przemysław Poznański

Chciałam pokazać jak najwięcej ze świata przełomu XIX i XX wieku, a nie ograniczać się do jednego czy dwóch państw. Dlatego umieściłam fabułę i w Europie, i w Ameryce, ale również zahaczyłam o Azję i Afrykę. Dzięki temu mogłam wpleść do powieści jak najwięcej zjawisk, które miały miejsce w tamtym czasie. To był przecież niezwykły okres, nazywany belle époque – zresztą pod wieloma względami bardzo podobny do tego, co przeżywamy dziś, bo pewne problemy, z którymi się mierzymy, były obecne i wtedy – mówi Hanna Cygler*, autorka powieści „Po cudze pieniądze”.

Przemysław Poznański: „Po cudze pieniądze” to trzeci tom trylogii – „W cudzym domu” i „Za cudze grzechy”, a w pewnym sensie też kontynuacja spin-offu tej serii, czyli „Nowego nieba”, rozgrywającego się w Ameryce. Czy to zatem koniec tej sagi historycznej, ze słowem „cudze” w  tytule? A może szykujesz jeszcze inny spin-off w rodzaju „Nowego nieba”?

Hanna Cygler: To jest koniec tej serii, ale w książce, na końcu, czytelnicy znajdą spis wszystkich powieści opisujących losy rodziny Hallmannów. Zauważą więc, że ten cykl historyczny jest tak naprawdę pierwszy z chronologicznego punktu widzenia i dopiero po nim następują kolejne. Jeśli więc ktoś zaczyna przygodę z moimi książkami od cyklu „cudzego” i chciałby dowiedzieć się, co było dalej, to łatwo zorientuje się, że losy opisywanych rodzin lub poszczególnych osób mają swoją kontynuację w wielu kolejnych tomach. 

Ale fabuła powieści „Po cudze pieniądze” rozgrywa się w latach 1905-1909, natomiast następne chronologicznie powieści, czyli „Czas zamknięty” i „Pokonani” obejmują lata II wojny światowej i czasy stalinizmu. Zostało więc sporo do uzupełnienia.  

– Nie aż tak wiele, bo w zasadzie lata od 1910 do 1920, ponieważ w „Czasie zamkniętym” pojawiają się retrospekcje sięgające młodości Edwarda Hallmanna i jego pierwszej żony. Są za to w chronologii rodu inne, większe luki – a wszystkie je znam – jak choćby lata 1959-1980. Chciałam zresztą kiedyś zapełnić tę przestrzeń czasową jako pierwszą, ale wyszło inaczej, napisałam inne książki. Jest więc jeszcze trochę miejsca do wypełnienia, ale nie chcę deklarować, że zajmę się tym czy innym okresem. Zobaczymy, co będzie, być może zajmę się pisaniem zupełnie innych książek.  

Możesz też cofnąć się fabularnie przed akcję powieści „W cudzym domu”. Mówię o tym, bo rozmawiamy w Gniewie, patrząc na mury zamku krzyżackiego. Kusi cię to?

– Kto wie? W Gniewie mocno dali znać o sobie Szwedzi, z którymi wojska Rzeczypospolitej starły się nieopodal tego miasta na początku XVII wieku. A że jestem skandynawistką, to być może opisywałoby mi się tamte realia znacznie łatwiej, niż inne czasy. Ale to raczej w ramach żartu. Tak naprawdę w Gniewie umieściłam już akcję jednej książki – „Tylko kochanka”. Było to trzy lata temu i dzięki temu poznałam miejscowego proboszcza, ks. Zbigniewa Rutkowskiego, który jest w Gniewie prawdziwą instytucją krzewienia kultury. Zorganizował spotkanie autorskie, na które przyjechałam wraz z moimi przyjaciółkami-pisarkami Joanną Jodełką, Małgorzatą Wardą, Manulą Kalicką, Lucyną Olejniczak i Anną Fryczkowską i od tej pory mam tu bardzo miłe kontakty.

Książka ma tu nawet swój pomnik.

– Tak, to była wielka niespodzianka. Właśnie z inicjatywy ks. Rutkowskiego doczekałam się w Gniewie kamiennego pomnika książki „Tylko kochanka”. I to z prawdziwego marmuru!

Zawsze chciałem o to spytać, ale teraz – gdy skończyłaś cykl historyczny – to pytanie wydaje się szczególnie zasadne: czy losy Hallmannów/Halmanów, szczególnie te historyczne, inspirowane są w jakikolwiek sposób losami twojej rodziny? Czy czerpiesz z rodzinnych opowieści, kronik?

– Nie, a to dlatego, że w mojej rodzinie niewiele mówiło się o jej losach. Szczególnie dotyczy to rodziny Cyglerów, która doświadczyła wojennej traumy, bo ojciec stracił dwóch braci, w tym brata Włodka. Pewnie dlatego właśnie bohaterowi „Czasu zamkniętego” i „Pokonanych” dałam na imię Włodek. Znacznie więcej o swojej rodzinie opowiadała moja mama, tylko ona z kolei lubiła konfabulować, więc też nie byłabym tych opowieści w stanie wykorzystać jako do końca wiarygodnych. Musiałam więc sama od początku do końca zbudować najciekawszą możliwą historię rodu Hallmannów. 

W powieści „Po cudze pieniądze” na miejsca akcji wybrałaś m.in. Berlin, Nowy Jork, a nawet Afrykę Południową. Szczególnie Afryka wydaje się kierunkiem nieoczywistym przy opisywaniu polskiej emigracji. Z drugiej strony ty doskonale znasz RPA, więc pewnie zadecydowały twoje doświadczenia podróżnicze.

– Oczywiście w czasach, o których piszę, RPA jako państwa nie było. Trafiam do Afryki Południowej na początku XX wieku, prosto w czasy wojen burskich, ale przenoszę akcję też do Afryki Południowo-Zachodniej, dziś zwanej Namibią. I rzeczywiście przeniosłam tam bohaterów, bo sama poznałam historię tamtego terenu i uznałam, że warto przybliżyć ją polskiemu czytelnikowi literatury popularnej.

Elementem tej historii są wspomniane przez ciebie wojny burskie, ale i znacznie mniej znany epizod, czyli masakra ludu Herero. Poświęcasz temu sporo miejsca.

– Ta druga sprawa do niedawna była właściwie w Europie nieznana. W zasadzie do niedawna odpowiedzialni za to ludobójstwo Niemcy nie chcieli w ogóle wspominać o wydarzeniach, które miały miejsce w latach 1904-1907. Wtedy do Afryki Południowo-Zachodniej przybył korpus ekspedycyjny generała Lothara von Trothy i dokonał eksterminacji ludności Herero i Namaqua. Piszę w książce o sprawie czaszek i innych ludzkich szczątków zamordowanych ludzi, które przez ponad sto lat przechowywano w Niemczech, a które przewieziono tam w celu wykonania pseudonaukowych badań. Część z tych czaszek dopiero dwa lata temu przekazano z Berlina do Namibii. Do tej pory jednak Niemcy tak do końca nie przeprosili za to ludobójstwo.  

Pozostając przy Afryce – w rozgrywających się tam wątkach pojawiają się elementy magii. Czy Afryka, która znasz, jest właśnie taka, na poły realistyczna, na poły nadprzyrodzona?

– Jak najbardziej. Ta magia przejawia się tam wszędzie: w zachowaniu ludzi, w krajobrazie, w opowieściach, które się słyszy, a nawet w obrządkach kościelnych, katolickich, bo msza święta wygląda tam zupełnie inaczej. Jest radość, są śpiewy, jest taka właśnie nieco magiczna atmosfera.

Ale nie tylko w najnowszym tomie, lecz w całej trylogii „cudzej” rzucasz swoich bohaterów w najdalsze zakątki Europy i świata. Stąd taka decyzja?

– Chodziło mi o to, żeby w tych książkach pokazać jak najwięcej ze świata przełomu XIX i XX wieku, a nie ograniczać się do jednego czy dwóch państw. Dlatego umieściłam fabułę i w Europie, i w Ameryce, ale również zahaczyłam o Azję i Afrykę. Dzięki temu mogłam wpleść do powieści jak najwięcej zjawisk, które miały miejsce w tamtym czasie. To był przecież niezwykły okres, nazywany belle époque. Ponieważ jednak skończył się smutno, bo kataklizmem I wojny światowej, to często niewiele o nim wiemy. Tragedie tej i późniejszej wojny oraz Rewolucja Październikowa przyćmiły pamięć o czasach przełomu wieków. A były to czasy bardzo zresztą podobne do naszych, bo liczył się pęd w działaniu, wynalazczość, a ludzie myśleli, że są niezwyciężeni.   

Czy już siadając do pisania książki miałaś świadomość, że tamte czasy tak bardzo przypominają nasze?

– Wiedziałam, że nie zmienił się człowiek. Bo człowiek wciąż kocha tak samo, tak samo nienawidzi, tak samo jest chciwy, żądny władzy, pieniądza i chęci zemsty. Natomiast nie wiedziałam, że pewne problemy, z którymi dziś się mierzymy, były aż tak bardzo obecne i wtedy. Gdy siadałam do pisania, miałam przemyślane losy bohaterów i wiedziałam, co się będzie z nimi działo, ale gdy zajęłam się zbieraniem bardziej szczegółowych materiałów historycznych, odkrywałam skale pewnych zjawisk. 

Choć pojawiają się tu w zasadzie wszyscy żyjący bohaterowie poprzednich części i przeplatasz opowieści o ich losach, to dla mnie – oprócz może hrabiego Kwileckiego, którego postać sprawia, że udajemy się do wspomnianej Afryki – na pierwszy plan wysuwa się głównie Hannelore, czy raczej Hanna, bo tak ta postać każe na siebie mówić. Doświadczasz ją, ale z tych doświadczeń wychodzi bardzo silna. W poprzednim „cudzym” tomie Hanna była jednak jeszcze mała dziewczynką, więc czy wtedy myślałaś, że wyrośnie na tak silną osobę?

– Oczywiście już wcześniej trochę widziałam na jej temat, bo trochę napisałam już o niej we wcześniejszych książkach, rozgrywających się chronologicznie po serii historycznej. Nie ma jej może tam zbyt wiele, ale to wystarczyło, żebym wiedziała, do jakiego etapu musi ona dojść w tej swojej życiowej wędrówce i gdzie być, żebym mogła ja po wielu latach odnaleźć. Oczywiście Hannelore zapada w pamięć, bo jest tu najbardziej dynamiczną postacią ze względu na swoją młodość. A zawsze młodzi bohaterowie najbardziej ewoluują. Poza tym chciałam, żeby w tej bohaterce tkwiły pewne demony, bo w końcu jest córką nie tego mężczyzny, który był jej prawnym opiekunem, matka też była niezłe ziółko, więc chciałam, żeby to wszystko, czyli cały jej skomplikowany życiorys był w tej postaci reprezentowany.     

Czy ty masz w domu tablicę korkową, na której widnieją drzewa genealogiczne swoich bohaterów?

– Nie, mam mały zeszycik, w którym to kiedyś zapisałam, ale na tyle dawno, że czasem cos mi się pomyśli i nagle budzę się w środku nocy i myślę: „Boże! Zły wiek dałam bohaterowi, co teraz będzie? Będę musiała cała książkę przepisać!” (śmiech).

Nad czym teraz pracujesz?

– Będę musiał zrobić poprawki do nowej książki, którą już napisałam, pod tytułem „Złodziejki świąt”. To będzie komedia obyczajowa.

Ciąg dalszy „Złodziejek czasu”?

– Ciąg dalszy to za dużo powiedziane. Pojawiają się niektóre z bohaterek tamtej powieści, ale historia jest zupełnie niezależna.  

A następna książka?

– Przy następnej czeka mnie dużo pracy, więc być może będę musiała zrobić sobie większą przerwę. Chciałabym napisać powieść, rozgrywającą się w Afryce Południowej, ale tym razem współcześnie.   

Rozmawiał Przemysław Poznański

*Hanna Cygler – autorka dwudziestu dwóch powieści, m.in. „Tryb warunkowy”, „Czas zamknięty”, „Pokonani”, „Grecka mozaika”, „Złodziejki czasu”, „W cudzym domu” i „Za cudze grzechy”, „Tylko kochanka”, „Gra na cztery” oraz „Nowe niebo” i najnowszej „Po cudze pieniądze”. Absolwentka wydziału skandynawistyki Uniwersytetu Gdańskiego, pracowała w gdańskim oddziale Polskiej Agencji Informacyjnej i na Uniwersytecie Gdańskim. Od 1993 zajmuje się zawodowo tłumaczeniami z języka szwedzkiego i angielskiego. Prowadzi własne biuro tłumaczeń.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: