recenzja

Sztuka wokół nas | Paweł Kwiatkowski, Urban vibe. Street art Polska vol. 2 [recenzja]

„Urban vibe” to nie tyle cykl rozmów z największymi twórcami polskiego street artu, ile pełne pasji zaproszenie do świata ludzi tworzących sztukę niepokorną. Sztukę, z którą możemy obcować na co dzień. Wystarczy, że uważnie się rozejrzymy – o książce Pawła Kwiatkowskiego pisze Przemysław Poznański.

Narracja tej książki współgra z opowieścią tych, których nam przedstawia – a to, że stworzył ją pasjonat, jest chyba jej największą wartością. Bo Kwiatkowski nie tylko jest znawcą tematu, ale przede wszystkim kimś, kto rozumie tę sztukę – nie zawsze oczywistą, najczęściej (choć są wyjątki) unikającą koncesjonowanych przestrzeni przeznaczonych na eksponowanie dzieł, zawsze odbiegającą od tego co oczywiste, powtarzalne, komercyjne.

Dzięki temu otrzymujemy książkę daleką od zwykłego zbioru wywiadów, często zaskakującą, bo będącą zapisem poszukiwań samego autora przemierzającego kraj w poszukiwaniu tego, co artystycznie ożywia miejską przestrzeń – czasem wręcz dalekiego od tego, co powszechnie rozumiemy pod pojęciem „street art”.

W stronę artystów

Bogato ilustrowany zdjęciami, albumowy w formie „Urban vibe”, to kontynuacja wydanej w 2022 roku książki „Street art Polska”. Przy okazji tamtej publikacji autor przekonywał, że chciał skupić się na rozmowach z artystami, „bo to, co oni mówią, jest znacznie ciekawsze od wszelkiej próby teoretyzowania, wymieniania kolejnych fal street artu”. Tu jest podobnie. Kwiatkowskiego interesują dzieła – i owszem – ale przede wszystkim ich autorzy.

Co jednak ważne, nie dostajemy wywiadów w czystej formie, ale de facto reportaże uczestniczące. To, co artysta mówi, wybrzmiewa bowiem w przestrzeni, w której mieszka, tworzy – czasem fizycznej, konkretnej, czasem mniej namacalnej, naznaczonej umownością, otoczką tajemniczości – jak w przypadku fascynującej opowieści o Gu-Tang Clan, czyli kolektywie artystów bezkompromisowo dbających o swoją anonimowość.

Nie tylko mury

Czym jest polska sztuka ulicy? Nie da się jej zdefiniować w prosty sposób, bo nie da się wrzucić jej twórców do jednej szuflady. Jeśli rozumiemy street art jako malarskie dzieła tworzące z zapomnianych i zaniedbanych płaszczyzn miejskie galerie sztuki, to jest to rozumienie właściwe, ale niepełne. Owszem, tak eksponuje swoje działa Miau Kru – kolektyw czterech artystek, których dzieła znajdziemy na zaniedbanych budynkach czy klatkach schodowych. Także dzieła Yoli Kudeli znajdziemy m. in. na ścianach – nie tylko zresztą w Polsce, często także w Londynie czy Paryżu.

Takie dzieła tworzą też choćby Taki Myk, Pener, Magda Ćwik, Autone, Tankpetrol, Pieksa czy Kobayashi – w przypadku tego ostatniego zachwycają leszczyński „Czaszkolud” czy częstochowski „Fisbone”. Bartek Rejs z kolei umieszcza w przestrzeni miejskiej charakterystyczne lewitujące mitologiczne postaci, często odziane we wzorzyste stroje. Ale ten ostatni artysta – zresztą jako jeden z wielu – udowadnia, że jeśli sztuka uliczna przekracza granice, to także tę między naturalnym dla niej murem w miejskiej przestrzeni a galerią sztuki. Dzieła Rejsa wystawiane były choćby w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

Siła komentarza

Franek Warzywa maluje na płótnie, uprawia sztukę cyfrową, ale znany jest też z performance’u. Jeszcze inną granicę przekracza Dagwra, Dagna Wrażeń – polem eksponowania jej dzieł jest… ludzka skóra. Specjalizuje się bowiem w tatuażu artystycznym. Tomasz Górki to z kolei rzeźbiarz, ale prezentujący swoje dzieła w przestrzeni publicznej. Umieszcza je tam i prowokuje, co dla jego dzieł oznacza często krótki żywot. Przypisana skąd inąd street artowi efemeryczność, w przypadku jego „Przepraszam, to za mało” umieszczonego pod wiaduktem w Częstochowie, oznaczała rozniesienie w pył rzeźby, przez kogoś, kto nie zrozumiał wymowy dzieła.

Bo street art nigdy nie jest obojętny, skoro często bywa komentarzem – jak w przypadku dzieł specjalizującej się w pasteupie Yoli Kudeli, współpracującej zresztą przy produkcjach filmowych, takich jak „Harry Potter” czy „Opowieści z Narni”. Jej „The Blind Leading the Blind”, pokazywany w Doel to głos w sprawie wzrostu popularności nacjonalizmu, kryzysu solidarności i ekologicznych skutków konsumpcjonizmu.

Nieopisywalny street art

„Urban vibe” otwiera oczy – po raz kolejny – na polski street art. Nie tylko ten spod znaku sztuk wizualnych, ale też muzycznych, bo osobny rozdział poświęci autor zespołowi Siema Ziemia. Sztuka ulicy nie zna bowiem ograniczeń – ważne, żeby istniała w ogólnie dostępnej przestrzeni, w której można ją podziwiać, krytykować, komentować.

Mówi o tym sam autor we wstępie: „Street art jest nieopisywalny, a lista wybitnych twórców  zasługujących na przedstawienie – stanowczo za długa na jedną książkę”. To prawda. Ale to też przy okazji sugestia, że pierwsza i druga książka nie wyczerpały tematu i Paweł Kwiatkowski o tej formie ekspresji być może jeszcze nie napisał ostatniego słowa.

Paweł Kwiatkowski, Urban vibe. Street art Polska vol. 2
Power Flower,  22 maja 2026
ISBN: 9788396124036

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej