artykuł felieton filmy

Bond i kryzys mediów | Jutro nie umiera nigdy, reż. Roger Spottiswoode | #bond25

Nawet jeśli interpretacja Jonathana Pryce’a w roli złowrogiego prasowego magnata wydaje się w „Jutro nie umiera nigdy” zbyt przerysowana, to nie umniejsza to prawdziwego przesłania filmu o Bondzie z 1997 roku: prasa jest w głębokim kryzysie – dziennikarska rzetelność jest zagrożona, gdy gra toczy się o czytelników, zasięgi i egzemplarzową sprzedaż.

To jeden z najbardziej „gospodarczych” Bondów – po stronie zła staje bowiem biznesmen, a nie psychopata żądny władzy nad światem lub bogactwa. Owszem, Elliot Carver, właściciel medialnego koncernu, jest i psychopatą, i chciwcem, marzącym o globalnych wpływach. Różnica między wcześniejszymi postaciami złoczyńców a nim jest jednak taka, że o ile Blofeleld (i wielu innych bondowskich antagonistów) pieniądze zdobywało kradzieżą i szantażem, o tyle wszystko, co robi Carver podyktowane jest wizją korpomenedżera spoglądającego na słupki w Excellu.

Nie jest więc Carver jak Hugo Drax z „Moonrakera” czy  Karl Stromberg ze „Szpiega, który mnie kochał” – wizjonerzy, pochłonięci ideé fixe, która w ich rozumieniu miała zapewnić przyszłość ludzkości jako gatunkowi, nie jest też jak Alec Trevelyan z „GoldenEye”, kierujący się żądzą zemsty potomek Kozaków z Lienzu, de facto jednak pospolity złodziej. Jeśli kogoś przypomina, to może Zorina z „Zabójczego widoku”, zdolnego zniszczyć Dolinę Krzemową w imię budowania monopolu na mikroprocesory czy Elektrę King, naftowa potentatkę z późniejszego „Świat to za mało”. Carver zarządza swoimi mediami nie tyle z redakcji, ile z prawdziwego centrum dowodzenia, skąd łączy się online z szefami rozsianych po świecie podległych mu redakcji. Ci rzekomi dziennikarze są zdeprawowanymi do cna gangsterami planującymi szantaże, nie tyle chcą opisywać zło tego świata, co walnie się do niego przyczyniają. Dewiza Carvera brzmi „dobra wiadomość, to zła wiadomość, a jeszcze lepiej, gdy tę złą wiadomość podamy jako pierwsi. By mieć pewność, że tak będzie, najlepiej samemu kreować zdarzenia. Nawet wojny”.

Celem Carvera jest zdobycie praw do koncesji telewizyjnej w Chinach, co otworzy mu miliardowy rynek na media z jego logo. By to osiągnąć wprowadza w życie iście makiaweliczny plan. Chce przy pomocy skradzionych rakiet wywołać III Wojnę Światową (np. niszcząc świeżo przejmowany przez Chińczyków od Wielkiej Brytanii Hongkong), doprowadzając do konfliktu między Zjednoczonym Królestwem a Państwem Środka i tym samym kreować, a potem relacjonować wydarzenia z pola bitwy. Okazuje się to szalenie proste dla tego, kto ma koder, który podaje okrętom wojskowym Jej Królewskiej Mości sfałszowane namiary GPS i tym samym zapędza je na Morze Południowochińskie oraz statek obłożony materiałem stealth, który niewidoczny dla radarów niepostrzeżenie dostanie się wszędzie tam, gdzie trzeba doprowadzić do eskalacji konfliktu i wysłać zdalnie sterowaną podwodną piłę, która przetnie kadłub statku lub łodzi podwodnej. Warto mieć przy tym wiernych, a przy okazji sadystycznych podwładnych – w tym klona wielu wcześniejszych bondowskich zakapiorów, czyli Richarda Stampera (Götz Otto), przypominającego jako żywo Necrosa z „W obliczu śmierci”, Donalda „Reda” Granta z „Pozdrowień z Rosji” czy Ericha Krieglera z „Tylko dla twoich oczu”. Jeśli wszystko zadziała, jak zostało zaplanowane, świat pogrąży się w chaosie.

Na szczęście Bond (Pierce Brosnan) i współpracująca z nim (ale na własnych zasadach) Wai Lin (Michelle Yeoh) z chińskiego wywiadu nie ustają w wysiłkach, żeby plany Carvera udaremnić. I robią to w sposób widowiskowy – wystarczy wspomnieć jazdę na motocyklu przez wąskie i zatłoczone uliczki Ho Chi Minh znanego wcześniej jako Sajgon (zagranego przez Bangkok), albo skok z wieżowca, czy ucieczkę z wielopoziomowego parkingu samochodem zdalnie kierowanym przez telefon komórkowy przygotowany w tym celu specjalnie przez wydział Q (choć to jeszcze nie smartfon).

„Jutro nie umiera nigdy” jest „bondem” w Brosnanowskim stylu – traktującym zagrożenie na poważnie, ale niestroniącym od humoru, jak choćby w scenie „nauki jazdy” nowym samochodem dostarczonym przez Q (Desmond Llewelyn), gdzie kobiety nie są tylko ozdobnikami, lecz partnerkami, a złoczyńcy (nawet jeśli trochę niepotrzebnie przerysowani) pozostają postaciami jakie można znaleźć także w realnym świecie.  

Kłamstwa i śmierć, czyli jak powstawał scenariusz „Jutro nie umiera nigdy”

„Jutro nie umiera nigdy” to kolejny film o agencie 007, który nie ma nic wspólnego z twórczością Iana Fleminga. Scenariusz jest w pełni oryginalny, za to z jego powstaniem wiąże się wiele emocji. Wystarczy powiedzieć, że ostateczna wersja skryptu nie istniała jeszcze w chwili rozpoczęcia zdjęć.  

Pierwszymi autorami zatrudnionymi do napisania scenariusza byli John Cork, Richard Smith i powieściopisarz Donald E. Westlake. W 1995 roku Westlake we współpracy z Michaelem G. Wilsonem napisał dwie opowieści przedstawiające złoczyńcę, który planuje zniszczyć Hongkong za pomocą materiałów wybuchowych w przeddzień przeniesienia władztwa nad tym autonomicznym miastem z rąk Brytyjczyków do ChRL w lipcu 1997 roku. Ostatecznie Westlake wykorzystał niektóre ze swoich pomysłów przy pisaniu powieści, która ukazała się dopiero w 2017 roku pod tytułem „Forever and a Death”.

Ostatecznie jednak scenariusz napisał Bruce Feirstein, który pracował nad „GoldenEye”. Jego inspiracją były doświadczenia w pracy dziennikarskiej. Nad tą wersją pracowało potem kilku scenarzystów, a Feirstein nadał tekstowi ostateczny kształt.

Tytuł scenariusza został zainspirowany piosenką Beatlesów „Tomorrow Never Knows”, ale jego ostateczna wersja miała ponoć powstać przez przypadek – wysłany do MGM skrypt chciano zatytułować „Tomorrow Never Lies” (Jutro nigdy nie kłamie). Ale przez błąd na tekście znalazło się „Tomorrow Never Dies”. Trudno powiedzieć czy to prawda – choć historia Hollywood zna takie przypadki – „Stracony weekend” (1945, reż. Billy Wilder) miał nosić tytuł „Ostatni weekend”, o zmianie zdecydowała literówka (Lost Weekend vs. Last Weekend).

Trzeci raz w mundurze, czyli ciekawostki

  • W książkowej wersji scenariusza pojawia się informacja, że Natalia Simonowa z „GoldenEye” (1995) wyszła za mąż za hokeistę. To nawiązanie do małżeństwa Izabelli Scorupco z Mariuszem Czerkawskim.
  • Przed premierą filmu pojawiały się też informacje, że Scorupco wróci do roli Simonowej, która będzie żoną Elliota Carvera. 
  • To trzeci i ostatni film z serii, w którym pokazano Jamesa Bonda w mundurze oficera Royal Navy – wcześniej w mundurze San Connery w „Żyje się tylko dwa razy” i Roger Moore w „Szpiegu, który mnie kochał”.
  • Ricky Jay (Henry Gupta) jest nie tylko aktorem, ale też uznanym magiem, zdobywcą rekordu świata w rzucaniu kartami do gry. Producenci początkowo chcieli sceny, w której aktor rzuciłby kartami do gry w Jamesa Bonda. Niestety taka scena nigdy nie została nakręcona.
  • Do roli Paris Carver przymierzana była Monica Bellucci, ale ostatecznie nie zagrała w tym filmie. Aktorka wystąpiła w roli „dziewczyny Bonda” dopiero w „Spectre” (2015), u boku Daniela Craiga.

James Bond powróci na zupelnieinnaopowiesc.com w filmie „Świat to za mało”.

Jutro nie umiera nigdy (Tommorow Never Dies)
reż. Roger Spottiswoode
Scenariusz Bruce Feirstein
USA, Wielka Brytania 1997

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: