artykuł

9 ekranizacji, na które czekamy | SF, fantasy, literatura piękna, historyczna i obyczajowa

Klasyka SF i fantasy, powieść nagrodzona Pulitzerem, finalistka nagrody Kirkus Prize, polska literatura piękna i obyczajowa – oto 9 ekranizacji książek, które mamy nadzieję zobaczyć w tym roku. A może wypatrzyliście inne filmowe i serialowe adaptacje, na które warto czekać?

Choć nawet najlepsza adaptacja filmowa nie może równać się z lekturą książki, lubimy ekranizacje tych książek, które znamy (ważna jest ta kolejność: najpierw czytamy, potem oglądamy). Ekranizacja to rodzaj rozmowy scenarzysty i reżysera z czytelnikiem, o tym jak wzajemnie rozumiemy filmowaną książkę, co w niej dostrzegliśmy. Oto 9 książek, na adaptację których czekamy w tym roku:

Dlaczego czekamy na „Dżentelmena w Moskwie”?

W recenzjach Kirkusa uznano tę książkę Amora Towlesa za „wspaniałą powieść, przynoszącą nieprzerwaną przyjemność, przepełnioną urokiem, osobistą mądrością i filozoficzną wnikliwością. Powieść była finalistką nagrody Kirkus Prize w dziedzinie beletrystyki w 2016 roku, była też nominowana do Międzynarodowej Nagrody Literackiej w Dublinie (długa lista 2018). W serialu zrealizowanym dla Showtime i Paramount+ zagrali Ewan McGregor i Mary Elizabeth Winstead.

Bohaterem powieści jest hrabia Aleksander Iljicz Rostow, urodzony w Sankt Petersburgu w Rosji. Po powrocie do domu z Paryża po rewolucji bolszewickiej w 1917 r. hrabia zostaje aresztowany. Wszystko zmienił jeden wiersz… To przez niego hrabia Rostow musiał zamienić przestronny apartament w Metropolu, najbardziej ekskluzywnym hotelu Moskwy, na mikroskopijny pokój na poddaszu, z oknem wielkości szachownicy. Dożywotnio. Taki wyrok wydał bolszewicki sąd. Pozbawiony majątku, wizyt w operze, wykwintnych kolacji i wszystkiego, co dotychczas definiowało jego status, stara się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Z pomocą zaprzyjaźnionego kucharza, pięknej aktorki i niezwykłej dziewczynki na nowo buduje swój świat. Gdy za murami hotelu rozgrywają się największe tragedie dwudziestego wieku, hrabia udowadnia, że bez względu na okoliczności warto być przyzwoitym. A największego bogactwa nikt nam nie odbierze, bo nosimy je w sobie.

Serial pojawi się w styczniu 2024 r.

Dlaczego czekamy na „Szōguna”?

Powieść Jamesa Clavella z 1975 roku była już zekranizowana w 1980. Miniserial, w którym zagrali Richard Chamberlain, Toshirō Mifune, Yōko Shimada, John Rhys-Davies i Władysław Sheybal, zdobył trzy statuetki Złotego Globu. Teraz czas na serial nową ekranizację „Szōguna” („Shōgun”), w której pojawią się Cosmo Jarvis jako major pilot John Blackthorne, Hiroyuki Sanada jako Lord Yoshii Toranaga oraz Anna Sawai, Tadanobu Asano i Fumi Nikaido.

„Szōgun” zabiera widzów do Japonii z przełomu XV i XVI wieku, stojącej wtedy u progu wojny domowej. Opowieść śledzi losy dwóch ambitnych mężczyzn pochodzących z różnych światów: Johna Blackthorne’a, angielskiego marynarza, który rozbija się w Japonii – kraju, którego nieznana kultura ostatecznie zdefiniuje go na nowo, oraz lorda Toranagi, bystrego, potężnego daimyo, skłóconego ze swoimi politycznymi rywalami. Losy Toranagi i Blackthorne’a nierozerwalnie wiążą się z ich tłumaczką, Todą Mariko.

Premiera na Dinsey+ 27 lutego 2024 roku.

Dlaczego czekamy na drugą część ekranizacji „Diuny”?

Najprościej byłoby powiedzieć, że chcemy w końcu obejrzeć tę historię do końca (o ile reżyser Denis Villneuve znów nie postanowi przerwać filmu w najmniej oczekiwanym momencie, jak zrobuił to w przypadku „Diuny. Części pierwszej”). Co więcej, czekamy też na zapowiadaną kontynuację, czyli ekranizację „Mesjasza Diuny”.

Przez wielu „Diuna” (Dune), uważana jest za najlepszą powieść science-fiction wszech czasów – otrzymała zresztą ten tytuł w 1987 roku od czytelników czasopisma „Locus”. Wydana po raz pierwszy jako książka (wcześniej ukazywała się w odcinkach) w 1965 roku, otrzymała od razu dwie najważniejsze nagrody w świecie literatury fantastycznej (Hugo i Nebula). Od tego czasu na całym świecie sprzedała się w ponad 20 mln egzemplarzy. To tak naprawdę polityczny thriller, pełen zakulisowych sporów, układów, zamachów stanu, przeniesiony w daleką przyszłość i rozgrywający się na planetach, rządzonych przez wielkie rody. Gra toczy się tu głównie o kontrolę nad unikalnym złożem naturalnym – melanżem, przyprawą, która m.in. pozwala podróżować w przestrzeni kosmicznej. Źródłem melanżu jest planeta Arrakis, czyli tytułowa Diuna, miejsce nieprzyjazne, pustynne i niebezpieczne – łatwo natknąć się tam bowiem na olbrzymie czerwie, które skutecznie utrudniają pozyskiwanie przyprawy.

Polska premiera filmu zapowiadana jest na 1 marca 2024.

Przeczytaj także:

Dlaczego czekamy na „Problem trzech ciał”?

Powody są co najmniej dwa: chiński pisarz Cixin Liu, autor książki, zwyczajnie nie zawodzi. To jeden z najbardziej uznany autorów sf na świecie, o czym nich świadczy też jego „Wędrująca Ziemia”, też zresztą sfilmowana. Powód drugi to fakt, że „Problem trzech ciał” w tłumaczeniu na angielski zdobył w 2015 roku prestiżową nagrodę Hugo dla najlepszej powieści. Serial dla Netfliksa tworzy David Benioff, DB Weiss i Alexander Woo.

„Problem trzech ciał” to pierwszy tom trylogii „Wspomnienie o przeszłości Ziemi”, największego w ostatnich latach wydarzenia w światowej fantastyce naukowej, porównywalnego z klasycznymi cyklami „Fundacja” i „Kroniki Diuny”. Podczas rewolucji kulturalnej w Chinach tajna baza wojskowa Czerwony Brzeg wysyła sygnały w kosmos w poszukiwaniu inteligentnego życia pozaziemskiego. Do prac zostaje włączona Ye Wenjie, córka wybitnego fizyka zamordowanego przez czerwonogwardzistów, i dzięki niej badacze w końcu nawiązują kontakt z obcą cywilizacją stojącą u progu zagłady. W XXI wieku naukowiec Wang Miao zostaje członkiem komisji badającej przyczyny serii samobójstw czołowych fizyków. W wyniku prywatnego dochodzenia natyka się na tajemniczą grę wirtualną o nazwie „Trzy ciała”, której celem jest uratowanie mieszkańców planety zagrożonej oddziaływaniem grawitacyjnym trzech słońc. Niebawem odkrywa, że świat tej gry wcale nie jest fikcją.

Premiera serialu w serwisie Netflix zapowiadana jest na 21 marca 2024.

Przeczytaj także:

Dlaczego czekamy na „Prostą sprawę”?

Wojciech Chmielarz jest jednym z niekwestionowanych mistrzów kryminału. Nic więc dziwnego, że w końcu op jego twórczość upomniała się też X Muza. Mogliśmy zobaczyć już adaptację jego „Żmijowiska” i „Wyrwy”. Teraz czas na „Prostą sprawę”, czyli pierwszy tom serii o Bezimiennym. W głównej roli wystąpi Mateusz Damięcki, a za reżyserię odpowiada Cyprian T. Olencki, reżyser filmów „PolandJa” czy „Furioza”. Serial powstaje dla Canal+.

„Prosta sprawa” to – jak pisaliśmy w recenzji – powieść, w której autor, korzystając z archetypu bohatera: zwycięskiego, pozbawionego skaz, a przy tym samotnego, opowiada nam o cenie desperackiego trzymania się zasad w świecie tych zasad pozbawionym. Czasem cenie najwyższej. To też jednocześnie opowieść o długu. Długu liczonym w brudnej forsie, długu wdzięczności, długu jakim jest cena, którą trzeba zapłacić, by sprawiedliwości stało się za dość. Tytuł powieści ma tu wiele znaczeń, może choćby nawiązywać do ksywki Prostego – mężczyzny, który stoi w centrum zdarzeń, choć sam pojawia się późno i na drugim planie. Może też jednak odwoływać się do formy, na jaką postawił tu Wojciech Chmielarz. Jest to bowiem opowieść klasyczna – o walce dobra ze złem, w której jest oczywiście miejsce na półcienie, szczególnie w psychologicznych portretach postaci, ale w gruncie rzeczy opierającej się właśnie na prostych zasadach, których autor trzyma się od początku do końca – że czarne jest czarne, a białe jest białe.

Premiera zapowiedziana jest na wiosnę 2024 roku.

Przeczytaj także:

Dlaczego czekamy na „Zaufanie?

Pisaliśmy o tej powieści, nagrodzonej Pulitzerem i nominowanej do Bookera, że jest wielowarstwową opowieścią o fikcjach, z których rodzą się potężne fortuny, w tym o umowności giełdowego pieniądza, potędze autokreacji, a przede wszystkim może o zakłamywaniu sprawczej roli kobiet. W serialu gra Kate Winslet.

Powieść Diaza to literacki majstersztyk – powieść złożona z czterech niezależnych, a przecież zazębiających się opowieści (w istocie czterech „znalezionych rękopisów”), będących de facto czterema wersjami tej samej historii. Za każdym razem odsłaniającymi inną warstwę prawdy (lub tego, co ma za nią uchodzić), niejednokrotnie zaprzeczającą w jakimś sensie temu, co już wiemy. Brak zaufania dotyczy tu bowiem nie tylko postaw postaci, ale i samej narracji, nawet tej pierwszoosobowej, nawet jeśli mającej znamiona osobistego wyznania. Z pozoru jednak każda z tych historii (będących przecież de facto jedną historią) nie ma prawa kłamać. Zaczyna bowiem Hernan Diaz od historii wielkimi garściami czerpiącej ze stylistyki i ducha „Wielkiego Gatsby’ego” F. Scotta Fitzgeralda (książki tu zresztą wspomnianej) – a więc od przesączonej realizmem epoki „powieści” Harolda Vannera „Zobligowania”. To historia sukcesu finansowego rodziny Rasków, której spadkobierca, Benjamin Rask, z talentem pomnaża w latach 20. XX wieku na Wall Street majątek przodków, stając się jednym z najbogatszych ludzi Ameryki. Niestraszny mu nawet Wielki Kryzys, bo intuicja, odwaga, zaufanie jedynie do własnych przeczuć i obserwacji sprawiają, że wychodzi zwycięsko z każdej sytuacji, że „zdawał się ciągle wyprzedzać innych o krok”. Każda kolejna opowieść przesuwa akcenty i podważa fundamenty mitu głównego bohatera.

Na razie premiera zapowiedziana jest po prostu na 2024 rok.

Przeczytaj także:

Dlaczego czekamy na „Wzgórze psów”?

Powieść Jakub Żulczyka nazwaliśmy w recenzji opowieścią o mężczyznach i ich odkrywaniu siebie, o bólu po stracie i o życiowych wyborach. To kolejna adaptacja prozy pisarza dokonana przez Netflix, po „Informacji zwrotnej”, która miała premierę w tym roku. O ekranizacji poinformował sam pisarz w poście na Facebooku: „Dla mnie to chyba najważniejsza książka. Długo zbierałem się do jej napisania, pisałem ją jeszcze dłużej”. Reżyserem serialu jest Piotr Domalewski, scenariusz napisał autor wraz z reżyserem.

„Wzgórze psów” to mroczny thriller, którego akcja dzieje się w niewielkim mieście, w zamkniętej hermetycznie społeczności. Prowincja Polski jako miejsce, gdzie schowana jest pewna metafizyczna prawda o polskim losie. Jaka w rzeczywistości jest pamięć o krzywdzie? Czy karę za zło można karać innym złem? Gdzie jest granica moralnej racji w wymierzaniu sprawiedliwości? Co kryje się pod powierzchnią? Choć głównym bohaterem jest Mikołaj, to tak naprawdę bohaterów tej powieści jest wielu. Narratorem jest pisarz, człowiek, który zbiera się po upadku. Kolejnym, jaki rozsypał życie jego samego i jego bliskich w drobny pył. Poznajemy tę historię we fragmentach, jakby siłą wyrwanych przeszłości. Jak w zwierciadle przeglądają się w niej też inne historie, związane z innymi, najbliższymi mu, mężczyznami. Ale, jak to w zwierciadle, nie zawsze widzimy wszystko do końca takim, jakim jest. Sami musimy więc dotrzeć do tego, jaka jest prawda. Autor nie będzie nam niczego ułatwiał, nie taka jest jego rola.

Premiera zapowiedziana jest na razie po prostu na 2024 rok.

Dlaczego czekamy na „Piernikowe serce”?

O tym, że trwają prace nad adaptacją filmową powieści Agnieszki Lis „Marcepanowa miłośc”, pisaliśmy w listopadzie. Za produkcję odpowiedzialne jest Anderegande Studio, prowadzone przez Katarzynę Staszczyk (produkcja) i Krzysztofa Łączaka (reżyser obsady i producent kreatywny). Scenariusz przygotowuje Marta Nowakowska. Wybrana jest już częściowo obsada filmu – między innymi w jedną z głównych ról wcieli się Katarzyna Żak, swoją obecność w filmie potwierdziła już także Barbara Kurdej-Szatan.

Bohaterem powieści jest nastoletni Norbert, który przeżywa swoje pierwsze zauroczenie – Zuzanną. Uczuciu młodych przeciwni są rodzice, którzy mają własne, całkiem dorosłe animozje. Dla nastolatków jest to zatem czas szczególnie burzliwy, a zbliżające się wielkimi krokami święta i trudności w młodzieńczej komunikacji niczego nie ułatwiają. Norbert znajduje jednak wsparcie w swojej matce, Justynie, która tego roku bierze na swoje barki przygotowanie wigilijnej kolacji. Kobieta pragnąc szczęścia swojego dziecka postanawia zaprosić także Zuzannę i jej rodziców. Czy magia świąt zadziała wśród ludzi, którzy różnią się prawie wszystkim? Film utrzymany będzie w gatunku świątecznej komedii familijnej, a zmiana tytułu i pewne zmiany fabularne w stosunku do pierwowzoru powieści, wynikają m.in. ze zmiany lokalizacji akcji. Jak łatwo się domyślić, tłem dla perypetii bohaterów – zamiast powieściowej Warszawy – będzie Toruń.

Premiera (najprawdopodobniej) w grudniu 2014 roku.

Dlaczego czekamy na „Lord of the Rings: The War of Rohirrim”?

W tym roku zobaczymy kolejny sezon serialu „Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy”, umieszczony w świecie stworzonym przez J.R.R. Tolkiena, ale my bardziej czekamy na film animowany „Lord of the Rings: The War of Rohirrim”, rozgrywający się około 260 lat przed wydarzeniami z „Władcy Pierścieni”. W serialu grają Brian Cox, Gaia Wise, Miranda Otto (powtarzająca tu rolę Eowiny, księżniczki Rohanu, którą zagrała już w filmach Petera Jacksona – tu będzie narratorką), a także Luke Pasqualino i Laurence Ubong Williams.

Królestwo Rohanu, krainę bohaterskich jeźdźców, Rohirrimów, poznaliśmy w opowieści Tolkiena. W animowanej fabule poznamy historię legendarnego króla Rohanu, Helma Żelaznorękiego, który musi bronić swoich ziem przed Dunlendingami. Wódz Dunlendingów Wulf najeżdża Rohan, szukając zemsty za śmierć swojego ojca. Rohirrimowie pod wodzą króla Helma bronią się przed atakiem wroga w Rogatym Grodzie.

Film ma mieć premierę 13 grudnia 2024 roku.

Przeczytaj także:

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej