„Zaufanie” Hernana Diaza jest wielowarstwową opowieścią o fikcjach, z których rodzą się potężne fortuny, w tym o umowności giełdowego pieniądza, potędze autokreacji, a przede wszystkim może o zakłamywaniu sprawczej roli kobiet – pisze Przemysław Poznański.

Powieść Diaza – nagrodzona Pulitzerem i umieszczona na długiej liście nominacji do Bookera – jest tyleż przesiąknięta prawdą o mechanizmach zarabiania pieniędzy i o osobowościach ludzi, stojących za największymi finansowymi sukcesami Ameryki, co zamazywaniem prawdy, ginącej w wielogłosie narratorów, chcących z rozmysłem (lub nie) mylić tropy, kłamać, przeinaczać.
Jest też tytułowe „zaufanie” z jednej strony słowem kluczowym dla wielkich transakcji, wyczernionym zresztą na banknotach w owej dewizie „In God We Trust”, z drugiej – kpiną, gdy okaże się, że akurat zaufania do innych jest w postawach bohaterów najmniej. Zdecydowanie więcej znajdziemy nieufności, podejrzliwości i lęku przed powierzeniem komukolwiek własnego losu.
A wszystko to dostajemy od Hernana Diaza w formie literackiego majstersztyku – czterech niezależnych, a przecież zazębiających się opowieści (w istocie czterech „znalezionych rękopisów”), będących de facto czterema wersjami tej samej historii. Za każdym razem odsłaniającymi inną warstwę prawdy (lub tego, co ma za nią uchodzić), niejednokrotnie zaprzeczającą w jakimś sensie temu, co już wiemy. Brak zaufania dotyczy tu bowiem nie tylko postaw postaci, ale i samej narracji, nawet tej pierwszoosobowej, nawet jeśli mającej znamiona osobistego wyznania.
Zobligowania
Z pozoru jednak każda z tych historii (będących przecież de facto jedną historią) nie ma prawa kłamać. Zaczyna bowiem Hernan Diaz od historii wielkimi garściami czerpiącej ze stylistyki i ducha „Wielkiego Gatsby’ego” F. Scotta Fitzgeralda (książki tu zresztą wspomnianej) – a więc od przesączonej realizmem epoki „powieści” Harolda Vannera „Zobligowania”. To historia sukcesu finansowego rodziny Rasków, której spadkobierca, Benjamin Rask, z talentem pomnaża w latach 20. XX wieku na Wall Street majątek przodków, stając się jednym z najbogatszych ludzi Ameryki. Niestraszny mu nawet Wielki Kryzys, bo intuicja, odwaga, zaufanie jedynie do własnych przeczuć i obserwacji sprawiają, że wychodzi zwycięsko z każdej sytuacji, że „zdawał się ciągle wyprzedzać innych o krok”.
To też zgodnie z tytułem (jak się z czasem okaże – wieloznacznym) opowieść o sukcesie, który rosnąc dzięki umiejętnemu obracaniu obligacjami, czuje się „zobligowany”, by dzielić się pieniędzmi z innymi – głównie artystami sowicie opłacanymi z funduszy wydzielonych przez Raska jego żonie Helen. Kobiecie znającej swoje miejsce w męskim świecie finansjery, ale doceniającej piękno muzyki czy poezji, a zatem z radością otaczającej się kulturalną elitą epoki. Ale i kobiety, której los nie oszczędzi, skazując na okrutną psychiczną chorobę.
Przeczytaj także:
Roszczenie
Tak zarysowany zrąb opowieści – w samej swojej istocie do końca niezmienny – szybko podda Diaz weryfikacji co do istotnych szczegółów. Da nam bowiem do rąk kolejne „odnalezione” historie: autobiograficzne zapiski pod banalnym tytułem „Moje życie”, pióra niejakiego Andrew Bevela, w którym szybko domyślimy się pierwowzoru Raska z powieści Vannera (jego żona Mildred będzie więc powieściową Helen), a także „Wspomnienia, przypomniane” Idy Partenzy, czyli making off dzienników Bevela, opis procesu ich powstawania, w tym spisywania przez biegłą w swym fachu sekretarkę. W końcu dostaniemy też inne jeszcze dzieło – takie, którego najmniej się tu spodziewany, a które być może okaże się najważniejsze.
Każda z tych opowieści zaskoczy zresztą na swój sposób. Pierwsza tym, że zderzona z następnymi okaże się być tylko wycinkiem prawdy, może zresztą niewielkim, kolejne – prawdą, ale głównie o sile fikcji. „Akcje, udziały i reszta tego śmiecia to tylko roszczenia do przyszłej wartości. Więc jeśli pieniądz to fikcja, kapitał finansowy jest fikcją o fikcji” – powie jeden z bohaterów, najlepiej definiując być może źródła tak fortun jak i kryzysów. Do tej fikcji dołączy szybko fikcja autokreacji, jaką zawsze będzie autobiografia, by doprowadzić nas do innej fikcji – prawdopodobnie tutaj najważniejszej: o nieobecności kobiet w finansowej historii Ameryki (i nie tylko). Jeśli więc przeczytamy w „powieści” Vannrea, że „Helen zniknęła”, to nie musi to zdanie oznaczać jedynie fizycznego zgubienia się bohaterki.
Monopol
Powieść Diaza jest bowiem w gruncie rzeczy niezwykle feministyczna, choć jest to feminizm inteligentnie schowany pod grubymi warstwami pozornego hołdu dla męskiej siły sprawczej. Nie odnosi się Diaz (wszak jest tylko znalazcą dziennika) do pełnych pobłażliwości, a może i kpiny słów Bevela, gdy opowiada nam o upowszechnieniu się gry na giełdzie do tego stopnia, że „nawet kobiety próbowały swoich sił!” („Czy mogła istnieć jaśniejsza zapowiedź nadchodzącej katastrofy?” ). Nie ma z pozoru nic uwłaczającego kobietom w tym, że w mocno szkicowych, pourywanych zapiskach biznesmena to, co dotyczy niego samego, spisane jest ze szczegółami, gdy jednak pojawi się w nich matka, albo Mildred, zapiski nagle urywają się, stają się bardzo ogólne, domagają się uzupełnienia w bliżej nieokreślonej przyszłości (może nigdy).
Co więcej – Rask/Bevel są bez wątpienia przekonani (lub próbują nas przekonać) o swej miłości do Helen/Mildred. Ich wspieranie charytatywnej działalności żony, trwanie przy niej w czasie choroby (nawet – przynajmniej pozornie – kosztem biznesu) podczas pobytu w zuryskim sanatorium, wreszcie fanatyczna wręcz obrona jej pamięci wskazywać mają na zaufanie wobec roli kobiet jako tych, które dobrym słowem wspierają mężczyzn w ich drodze na szczyty. A przecież właśnie dlatego z opowieści o Rasku/Bevelu wyziera jawny szowinizm, wyrażający się albo brakiem zaufania wobec intelektualnych możliwości kobiet w zarządzaniu biznesem, albo wręcz strachem przed rozbiciem męskiego monopolu na zasiadanie w klubach miliarderów.
Przeczytaj także:
Biznes
Opowieść Idy Partenzy – córki ubogiego robotnika i działacza, wywodzącej się z rodziny imigrantów, z racji wychowania patrzącej na pieniądze „jak na coś brudnego”, a nade wszystko kobiety – pozwoli nam po dwóch opowieściach snutych z męskiego punktu widzenia, spojrzeć na tę historię inaczej. Co oznacza jednak tyle tylko, że pogłębiony zostanie obraz Ameryki lat 20. i 30. jako ostoi patriarchatu, w którym kobieta w biznesie może pełnić co najwyżej rolę osobistej sekretarki, a nawet na najniższych szczeblach społecznych jej rolą jest przyznawać mężczyźnie rację, nawet gdy się ewidentnie myli.
Ta opowieść, wypośrodkowująca prawdę o szczegółach znanych z poprzednich relacji, różniąca się głównie tym, że ukazuje Mildred w innym świetle, jest jednak w istocie rzeczy opowieścią o kolejnej fikcji, a wręcz kolejną fikcją. Diaz opowiadając nam o roli spisującego czyjąś opowieść, nadawaniu owej historii ostatecznego kształtu, mówi nam o sile wyobraźni, o różnicach między słowem mówionym a pisanym, wreszcie o kłamstwie subiektywizmu w zasadzie przypisanym do pierwszoosobowej narracji. I tak opowieść, która następuje po dwóch fikcjach wcale nie przynosi nam ukojenia, jakim byłoby bezgraniczne zaufanie dla trzeciej opowieści. Ale i – siłą rzeczy – do czwartej, po niej następującej, a o której można tu powiedzieć tylko tyle, że odwraca na nice wszystko to, czego dowiedzieliśmy się wcześniej.
„Zaufanie” jest więc opowieścią przewrotną, igrającą z literacką tradycją, igrającą z definicją prawdy, ale przede wszystkim może igrającą z obiegową prawdą o roli mężczyzn i roli kobiet w budowaniu wielkości Ameryki i jej finansowej potęgi. Oddając sprawiedliwość opowieści jako takiej, poprzez jej ukazanie z różnych punktów widzenia, Hernan Diaz oddaje sprawiedliwość bohaterkom owej opowieści – wszystkim tym, które „zniknęły”, które zepchnięto na margines, zamknięto w protekcjonalnych hołdach, przypisujących im rolę wspierającą mężczyznę, rolę „u boku”. Nigdy pierwszoplanową.
Hernan Diaz, Zaufanie (Trust)
Przełożyła Agnieszka Walulik
W.A.B., Warszawa 8 listopada 2023
ISBN: 9788383191768
Merchants of fiction | „Trust” by Hernan Diaz is a multi-layered story about fictions from which huge fortunes are born, including the conventionality of stock exchange money, the power of self-creation, and, above all, perhaps about the hypocrisy of the causative role of women – writes Przemysław Poznański.

