Wszystko, co robi Holden Caulfield, podporządkowane jest próbie zatrzymania czasu, powstrzymania momentu, w którym musiałby stać się dorosły. Bo czego jak czego, ale dorosłości bohater prozy J.D. Salingera boi się wręcz panicznie. 75 lat temu ukazała się kultowa powieść „Buszujący w zbożu”. Pisze Przemysław Poznański.

Zakazywana, jako powieść skłaniająca młodzież do buntu, cenzurowana, nadinterpretowywana, jest książka Salingera wnikliwym portretem nastolatka (narrator ma lat siedemnaście, ale opowiada nam o wydarzeniach sprzed roku) złapanego w ostatnim być może momencie, w którym ma prawo wciąż jeszcze czuć się dzieckiem. W ostatniej chwili przed niechybnym upadkiem z klifu w przepaść. Przed wejściem w dorosłość.
Zasłyszany na mieście fragment wiersza Roberta Burnsa, przekręcony przez śpiewające go dziecko, albo źle zrozumiany, stanie się dla bohatera symbolicznym opisem tego, co oznacza utrata dziecięcej niewinności i naiwności, czym grozi ów nieostrożny krok buszującego beztrosko w zbożu dziecka, nieświadomego, że tuż obok czai się przepaść. Może jednak da się coś zrobić, żeby uratować dzieci przed takim losem? Może potrzeba „łapacza” („catcher” z oryginalnego tytułu), który w porę je pochwyci, uratuje?
Uciec przed kolejną klasą
Holden z pewnością chciałby kimś takim być. Pomoże małej dziewczynce w dokręcaniu łyżew, najlepiej dogaduje się z młodszą siostrą Phoebe, jego myśli zaprząta zmarły lata temu na białaczkę braciszek. Ale tak naprawdę tym, kogo chce uratować bohater, jest on sam. To jego niewinność jest zagrożona, to jego los niechybnie zmierza ku przepaści, ku miejscu, gdzie żyją dorośli: skorumpowani, odrażający, odczłowieczeni, jak jego starszy brat D. B., utalentowany pisarz, który „sprzedał się” Hollywood. Jak nauczyciel, profesor Spencer, powtarzający w kółko, że „życie jest grą”.
Bohater „Buszującego w zbożu” takiej gry nie chce. Tak naprawdę wszystko, co robi, podporządkowane jest – świadomie lub nie – temu, żeby mógł pozostać sobą w tym stadium pomiędzy nieuchronnie mijającym dzieciństwem, a nieubłaganie nadciągającą dorosłością. By zatrzymać czas. I to na wszelkie sposoby – już na początku opowieści Holden zostaje usunięty ze szkoły Pencey w fikcyjnym Agerstown w Pensylwanii, kolejnej zresztą ze szkół, w której go nie chcą. Powód: nieprzykładanie się do nauki. To w przypadku Caufielda działanie z premedytacją, jakby wierzył, że zdanie egzaminów i promocja do następnej klasy będzie kolejnym krokiem ku dorosłości.
Spetryfikowane sceny
Bohater opuszcza mury szkolnego internatu w weekend, tuż przed Bożym Narodzeniem, zanim formalnie będzie to konieczne, i jedzie do Nowego Jorku. To miasto stanie się dla niego etapem pośrednim, dającym poczucie zawieszenia w czasie. Ostatnią przystanią, w której można jeszcze marzyć, snuć nierealne plany, spotkać się ze znajomymi z przeszłości, ale tylko po to, by zobaczyć, że się ich nie rozumie, bo już stali się dorośli, już mają swoje ważne sprawy (Carl Luce), albo zerwać znajomość, gdy okazują się konformistami, gdy godzą się z nieuchronnością zmian (Sally Hayes).
Holden wie, że zmiana musi nadejść – jedną z jego ulubionych zabaw jest trzymanie zapalonej zapałki tak długo, aż płomień nie zacznie parzyć go w palce. Rozumie zatem, że prędzej czy później ten moment oparzenia się dorosłością nadejdzie. A jednak odsuwa go w czasie. Nic dziwnego, że miejscem w Nowym Jorku, w którym dobrze się czuje, jest Muzeum Historii Naturalnej – kapsuła czasu, wypełniona spetryfikowanymi scenami z przeszłości, z życia zwierząt i ludzi. Prześladuje go za to nawracające pytanie o to, co dzieje się z kaczkami z jego ulubionego stawu w Central Parku, gdy przychodzi zima, gdy nadchodzi zmiana.
Bez inicjacji
Jedno o tej powieści można powiedzieć na pewno: nie jest bildungsromanem, nie opowiada o dorastaniu, lecz wprost przeciwnie: o panicznej próbie ucieczki przed tym momentem, w którym przestanie się „buszować w zbożu”. To także dlatego nie znajdziemy w powieści wyraźnej zmiany w bohaterze, nie znajdziemy też momentu inicjacji. Nie wynika to – jak się zdaje – z seksualnej orientacji Holdena (bo jest tu ona właściwie bez znaczenia), lecz właśnie ze strachu przed momentem przejścia.
To dlatego chłopak nie wykorzysta żadnej z okazji na seks, nawet z opłaconą prostytutką. To także dlatego w panice umknie z domu byłego nauczyciela angielskiego, gdy w nocy poczuje dotyk jego dłoni. Holden odrzuca bowiem konsekwentnie wszelkie składowe dorosłości, wszystko, co mogłoby go zepchnąć ku owej „przepaści”. Doskonale zdaje sobie bowiem sprawę, że gdy w końcu przyjdzie ten nieuchronny moment w życiu, gdy stanie nad przepaścią, nie znajdzie się żaden „łapacz”, który go przed tym „upadkiem w dorosłość” uchroni.
Łapacz Salinger
„Buszujący w zbożu” ukazał się jako powieść dokładnie 75 lat temu, 16 lipca 1951 roku nakładem wydawnictwa Little, Brown and Company, ale wcześniej był częściowo publikowany w odcinkach (w latach 1945–1946). Pierwsze polskie wydanie ukazało się dekadę później, w tłumaczeniu Marii Skibniewskiej (Iskry). Główny bohater stał się szybko ikoną buntu nastolatków, a sama powieść została przetłumaczona na wszystkie najważniejsze języki świata. Łączny nakład przekracza 65 milionów, powieść znalazła się na liście 100 najlepszych powieści anglojęzycznych napisanych od 1923 roku magazynu „Time” (w 2005).
Dlaczego? Może dlatego, że Salinger okazał się „łapaczem”, który potrafił zatrzymać dla nas ten niepowtarzalny moment tuż przed nadejściem dorosłości, dla większości z nas nieuchwytny. Holden Caufield bywa denerwujący, naiwny, trudno zaufać do końca jego pierwszoosobowej narracji, a przecież ma w sobie coś ulotnego, dzięki czemu czasu do czasu odnajdujemy w nim siebie sprzed lat – z tamtą naszą naiwnością, z tamtymi marzeniami, z tamtym przekonaniem, że można zatrzymać czas.
Korzystałem z wydania
J.D. Salinger, Buszujący w zbożu (The Catcher in the Rye)
Przekład Magdalena Słysz
Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz 2016
ISBN: 9788379858019
On the Brink of Adulthood | Everything Holden Caulfield does is driven by his attempt to stop time, to hold back the moment when he would have to become an adult. Because if there’s one thing the protagonist of J.D. Salinger’s novel fears, it’s adulthood—and he fears it with sheer panic. The cult classic „The Catcher in the Rye” was published 75 years ago. By Przemysław Poznański.

