wywiad

Ryszard Ćwirlej: Ktoś powiedział, że piszę narodową epopeję kryminalną | Rozmawia Przemysław Poznański

– Chciałem pokazać, jak moja bohaterka zaczyna pracę w komendzie wojewódzkiej. Uznałem, że najlepszą okazją będzie odwołanie się do autentycznej sprawy z tamtego okresu, czyli tzw. napadu stulecia – mówi Ryszard Ćwirlej, autor powieści „Brudna forsa”.

Ryszard Ćwirlej, fot. Adam Ciereszko

Przemysław Poznański: „Brudna forsa” to szósty tom z Anetą Nowak. Wróćmy więc do początków, czyli do powieści „Jedyne wyjście”. Skąd wziął się pomysł na taką bohaterkę, która była tak różna od męskich bohaterów z twojej serii neomilicyjnej?

Ryszard Ćwirlej: W pewnym momencie doszedłem do przekonania, że muszę wreszcie odpocząć od moich śledczych z czasów PRL-owskich, bo wtedy pisałem tylko ten cykl. Szukałem odskoczni i jednocześnie sposobu poradzenia sobie literacko z otaczającą nas rzeczywistością. Gdy zaczynałem myśleć o tym, jak powinien zostać napisany taki kryminał, to doszedłem do wniosku, że w książkach tego gatunku bardzo mało miejsca rezerwuje się dla policjantek. Tymczasem w tamtym czasie kobiety zaczynały w policji coraz bardziej rozpychać się łokciami i przenikać do tej skostniałej męskiej struktury. Milicja, ale później, w początkowym okresie, także policja, były instytucjami zdominowanymi przez mężczyzn. Jeśli pojawiały się w nich kobiety, to w rolach pomocniczych, choćby w działach kadrowych. Można było ewentualnie znaleźć milicjantki, a potem policjantki, kierujące ruchem czy pracujące w obyczajówce, ale to wszystko. W pionach dochodzeniowo-śledczych kobiet było bardzo mało. To zaczęło się w końcu zmieniać – w zasadzie każdy z nas mógł w tamtym czasie zauważyć, że kobiety zaczęły pojawiać się w grupach patrolujących, co wcześniej się nie zdarzało. To był pierwszy symptom tego, że w policji, także w dochodzeniówce, jest coraz więcej przebojowych kobiet, z powodzeniem wywalczających sobie należne im miejsce. I stąd pomysł na bohaterkę, która będzie musiała się z tym męskim, skostniałym światem zetknąć. Tak powstała Aneta – dziewczyna z malutkiego posterunku pod Poznaniem, gdzie traktowana była wedle zasady „przynieś-wynieś-pozamiataj”, bo jej rola miała się ograniczyć do przyglądania się pracy doświadczonych kolegów i przepisywania protokołów, a najlepiej gdyby po prostu parzyła kawę i biegała po drożdżówki. Stworzyłem jednak postać ambitną i bystrą, która nie dała się zagonić do kuchni, ale postanowiła udowodnić facetom, że jest warta powierzenia jej spraw śledczych. To, a także zbieg okoliczności, czyli poznanie Mariusza Blaszkowskiego, znanego czytelnikom z cyklu neomilicyjnego, sprawiło, że Aneta mogła pokazać niedowiarkom, ile jest warta.

Ktoś powiedział, że piszę narodową epopeję kryminalną, policyjno-milicyjno-policyjną. Rodzaj kryminalnej sagi, rozgrywającej się już na przestrzenni ponad 100 lat. Czytelnikom, z tego co wiem od nich samych, daje to sporo radości.

I udowadnia to konsekwentnie w kolejnych tomach. W „Brudnej forsie” wracasz jednak do jej początków – tu Aneta jest dopiero starszą sierżant.

– „Brudna forsa” opowiada o tym, jak Aneta Nowak wykorzystała tamtą szansę. Poprzednie tomy z tą bohaterką rozgrywały się mniej więcej w tym czasie, w którym je pisałem. Tu po raz pierwszy sięgam do przeszłości bohaterki – a to dlatego, że brakowało mi opowieści o początkach jej pracy w Poznaniu. Pierwszy tom z tą bohaterką rozgrywał się w 2012 roku, kiedy Aneta pracowała jeszcze w Dusznikach i dopiero otrzymała propozycję przejścia do komendy wojewódzkiej, a późniejsze tomy pokazują ją już jako policjantkę z Poznania. Chciałem jednak opisać ten moment, gdy bohaterka zaczyna pracę w komendzie wojewódzkiej i uznałem, że najlepszą okazją będzie odwołanie się do autentycznej sprawy z tamtego okresu, czyli tzw. napadu stulecia.

Ryszard Ćwirlej, Brudna forsa, Muza, 12 lutego 2025, ISBN: 9788328732759

Zanim spytam o prawdę, przez chwilę pozostanę przy fikcji. W powieści mamy rok 2014, a punktem wyjścia dla intrygi jest napad w podpoznańskim Swarzędzu. Furgonetka przewożąca gotówkę z kantorów do banku zostaje porwana. Ginie jeden z konwojentów, drugi zostaje ranny, trzeci znika bez śladu. Ale nie stawiasz w tej powieści tylko na akcję i strzelaniny. Dajesz nam też ciekawy, rozbudowany opis motywacji sprawców.

– Lubię wchodzić w skórę innych osób – pewnie także dlatego jestem pisarzem. Zastanawiam się podczas pisania na tym, jak myślą ludzie, dlaczego dokonują takich, a nie innych wyborów. Próbuję myśleć jak ludzie, o których piszę, niezależnie od tego, po której stronie stoją. To mi sprawia frajdę i daje dużą satysfakcję, bo dzięki temu postaci nabierają charakteru, stają się bohaterami z krwi i kości. Dobrze stworzone postaci z czasem zaczynają kierować się własnymi motywacjami, chęcią odniesienia konkretnych korzyści, mają rozterki, zastanawiają się nad moralnymi aspektami swoich decyzji, a ja staję się obserwatorem ich działań. Dlatego staram się tworzyć takich pełnokrwistych bohaterów, a nie wydmuszki, które będą się kierować niezrozumiałymi motywacjami. Bez takich bohaterów nie ma dobrze napisanej książki kryminalnej. Także dlatego – po raz pierwszy w swojej twórczości – postanowiłem wrzucić do książki narrację z punktu widzenia sprawcy. Dotąd intrygi obserwowaliśmy oczami śledczych i to oni w końcu odkrywali motywy zbrodni. Tutaj starałem się zbudować akcję dzięki zetknięciu dwóch sposobów myślenia i dwóch światów – przestępcy z jego decyzjami i działaniami oraz policjantów, którzy muszą na to zareagować.

Skąd taka decyzja? Czy to pomaga w znalezieniu źródeł zła?

– Wchodząc w psychologię sprawcy szukamy odpowiedzi na pytanie „dlaczego”, co spowodowało, że człowiek postanowił stać się przestępcą, złoczyńcą. Ważne było też to, że – jak wspomniałem – opieram się na sprawie autentycznej. Dziesięć lat temu w Swarzędzu pracujący w firmie ochroniarskiej mężczyzna postanowił zrabować bankowóz z ośmioma milionami złotych. Każdy, kto śledził tamte wydarzenia, a sprawa była głośna, zna jej szczegóły – sam napad nie mógł więc stanowić zagadki kryminalnej. Dlatego postanowiłem, że trochę inaczej podejdę do fabuły i opowiem o napadzie z punktu widzenia przestępcy. To on stanie się bohaterem, czy raczej antybohaterem, i dzięki temu będę mógł odsłonić mechanizm działania i myślenia przestępcy, co pozwoli stworzyć ciekawszą powieść. Chodziło też o to, żeby urozmaicić sposób opowiadania, narracji bo tylko tak można ciągle zaciekawiać czytelnika swoimi książkami. Nie osiadam na laurach i nie spijam śmietanki, ale za każdym razem chcę oferować coś nowego, coś świeżego. Mam nadzieję, że i teraz czytelnikom się to spodoba. 

Nie brakuje ci wyobraźni – udowodniłeś to już wielokrotnie. Dlaczego więc uznałeś, że warto sięgnąć po autentyczne przestępstwo i to na nim – nawet jeśli literacko przetworzonym – oprzeć intrygę?

– Prawdziwe zdarzenia są dobrym punktem wyjścia dla kryminalnej fabuły, choć prawdą jest, że zwykle są mniej skomplikowane i nie tak widowiskowe jak to, czego oczekiwaliby czytelnicy kryminałów. Ta konwencja rządzi się swoimi prawami: jeśli trup nie ściele się gęsto albo zbrodnia nie jest dość „krwawa” (przepraszam za to określenie), to zdobycie zainteresowania odbiorcy może być trudniejsze. Dlatego warto sięgać do tych do tych zbrodni codziennych, które Mariusz Czubaj określił jako „zbrodnie AGD”, bo zadawane są artykułami gospodarstwa domowego, ale dodawać trzeba im pikanterii, szukać bardziej ostrych przypraw, które sprawią, że intryga będzie interesująca, wciągająca. Ta konkretna sprawa ze Swarzędza – choć ciekawa – też pewnie nie byłaby tak interesująca, gdybym nie postanowił jej trochę zmienić. Zachowałem ramę czyli opowieść o samym przestępstwie, ale dodałem na tyle od siebie, żeby czytelnik chciał wejść w ten świat. Wszystkie moje twórcze zmiany służą dobru kryminalnej opowieści. 

Co nie zmienia faktu, że ten prawdziwy „napad stulecia” ma w sobie coś oryginalnego. A że w powieści pada – oczywiście w innym kontekście – pojęcie „true crime”, to muszę dopytać o to, czy nie kusiło cię odejście od fabuły na rzecz opisania sprawy jeden do jednego?

– To co w tej sprawie najciekawsze opisałem praktycznie bez zmian. Ale chcę być wierny gatunkowi, który uprawiam od wielu lat. A przede wszystkim chcę być wierny moim bohaterom – oni nie zmieściliby się w opowieści true crime. Moi czytelnicy są przyzwyczajeni do tego, że z każdą kolejną książką otrzymują to, co lubią u mnie najbardziej, a więc głównie bohaterów, z którymi się już zżyli. Każda kolejna powieść to powrót do dobrego, fajnego towarzystwa, w którym czytelnicy dobrze się czują. Towarzystwa, o którym ja też lubię opowiadać – o Anecie, Mariuszu Blaszkowskim czy Teofilu Olkiewiczu, który powraca w „Brudnej forsie”. To zresztą najdłużej funkcjonujący bohater w mojej twórczości, bo pojawia się już w pierwszej mojej powieści [„Upiory spacerują nad Wartą” – red.]. Staram się dokładać co rusz kolejną cegiełkę do tej opowieści o nich, uzupełniając kolejne lata z ich życiorysów. Dlatego postaci z cyklu neomilicyjnego wracają też w tym cyklu – może nie w rolach pierwszoplanowych, ale na pewno ważnych.

Ich obecność jest uzasadniona także tym, że intryga w pewnym momencie również zahacza o PRL. Ale jeśli spojrzeć na twoją twórczość szerzej, to bohaterowie z cyklu neomilicyjnego w pewnym momencie zyskali przodków w serii międzywojennej. Mamy w „Brudnej forsie” Ryszarda Grubińskiego, czyli syna Anatola z serii retro, wspomniany Teofil Olkiewicz to syn Anastazego. 

– Ktoś kiedyś powiedział, że piszę narodową epopeję kryminalną, policyjno-milicyjno-policyjną. Rodzaj kryminalnej sagi, rozgrywającej się już na przestrzenni ponad 100 lat.

Skąd pomysł na takie uniwersum?

– Czytelnikom – z tego co wiem od nich samych – daje to sporo radości. Dla mnie to wyzwanie, ale i spora satysfakcja, gdy mogę sam szukać powiązań między bohaterami z różnych epok. Tworzę rodzinne drzewo genealogiczne współczesnych policjantów, milicjantów, policjantów przedwojennych. Zresztą to nie tylko wyobraźnia – milicjanci sami opowiadali mi o tym, że mieli ojca czy dziadka w policji, co zresztą musieli zatajać w PRL-u, bo zostaliby wyrzuceni na bruk. Dlatego Olkiewicz też ukrywa, że jego ojciec był przedwojennym śledczym, choć z czasem okazuje się, że SB i tak to wiedziało i dzięki temu miało potencjalnego haka na milicjanta. Ale tak naprawdę budowanie tej sagi zaczęło się od pomysłu mojego znakomitego kolegi, przyjaciela, pisarza lubelskiego Marcina Wrońskiego. Któregoś dnia zadzwonił do mnie i spytał czy Teofil miał ojca. Stworzył właśnie na potrzeby swojego przedwojennego cyklu z komisarzem Maciejewskim postać podobnie nierozgarniętą jak mój Olkiewicz i chciał się dowiedzieć czy może uczynić z niej protoplastę mojego bohatera. Uznałem to za świetny pomysł. Problem w tym, że Marcin Wroński wsadził pod koniec powieści „Kwestja krwi” Olkiewicza do pociągu do  Poznania i więcej do niego nie wrócił. Tymczasem ja – jako czytelnik – chciałem się dowiedzieć, co wydarzyło się z Anastazym, więc musiałem sobie napisać o tym książkę. I tak stałem się pisarzem zajmującym się retrokryminałami. A w nich potrzebne były też inne postaci, dzięki czemu zrodzili się przodkowie innych milicjantów czy przestępców, jak choćby cinkciarza, a potem bankiera Grubińskiego.

Lubię wchodzić w skórę innych osób – pewnie także dlatego jestem pisarzem. Zastanawiam się podczas pisania na tym, jak myślą ludzie, dlaczego dokonują takich, a nie innych wyborów. Próbuję myśleć jak ludzie, o których piszę, niezależnie od tego, po której stronie stoją. To mi sprawia frajdę i daje dużą satysfakcję, bo dzięki temu postaci nabierają charakteru, stają się bohaterami z krwi i kości. Dobrze stworzone postaci z czasem zaczynają kierować się własnymi motywacjami, chęcią odniesienia konkretnych korzyści, mają rozterki, zastanawiają się nad moralnymi aspektami swoich decyzji, a ja staję się obserwatorem ich działań. Dlatego staram się tworzyć takich pełnokrwistych bohaterów, a nie wydmuszki, które będą się kierować niezrozumiałymi motywacjami. Bez takich bohaterów nie ma dobrze napisanej książki kryminalnej.

Jeden z twoich bohaterów, Maryjanek, czyli znany z także z powieści neomilicyjnych Tomasz Marjański, nie tylko śledczy, ale i pisarz, wspomina w pewnym momencie: „W tym kraju wydaje się prawie pięćdziesiąt polskich kryminałów rocznie”. Dziś pewnie ta liczna sięga pięciuset. Jak w takim zalewie odnaleźć ma się autor, ale i czytelnik?

– Trzeba być wiernym samemu sobie i nie schodzić poniżej poziomu, który się wypracowało, a najlepiej pisać coraz lepsze książki. Mam nadzieję, że to mi się udaje i będzie udawało nadal. Tylko tak można się z tego zalewu kryminałów wyróżnić. Ważna jest jakość. Ale prawdą jest, że – jak wynika z moich obserwacji – na rynku pojawia się coraz więcej książek byle jakich, źle napisanych i co gorsza źle zredagowanych. To dla mnie bolesne, bo mniej wyrobionemu czytelnikowi trudno w tym natłoku dotrzeć do tego, co najbardziej wartościowe i sięga często po to, co jest jedynie dobrze zareklamowane. Tu dostrzegam ogromną rolę festiwali kryminalnych, które pokazują, co jest najlepsze – nagradzając książki na wysokim poziomie, albo nominując je do nagród. Jeśli czytelnik sięgnie po książki, które doceniono w konkursie o Nagrodę Wielkiego Kalibru, przyznawaną przez organizatorów Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, to na pewno trafi na powieści już wyselekcjonowane, najlepsze.

Ty sam jesteś jurorem Ogólnopolskiego Festiwalu Premier i Debiutów Gwiazdozbiór Kryminalny Kujawy i Pomorze. Też musisz z wielu zgłoszonych powieści wybrać trzy najlepsze. Jaki jest poziom tego, co do was spływa?

– Ten konkurs na Kryminalny Debiut Roku pełni istotną rolę, bo młodzi twórcy mają słabszą pozycję na rynku i niezauważeni mogliby przemknąć i zniknąć. Zwróć uwagę, że ci, którzy znaleźli się w finałowych trójkach w poprzednich edycjach, dziś mają już swoje mocne miejsce w polskim kryminale. Czasem jest nam aż żal, że możemy do finału wybrać tylko trzy powieści, ale finalistki są na pewno najlepsze i można zakładać, że ich autorzy rokują na przyszłość. Natomiast wśród tego co dostajemy są też książki słabe. Czytamy wszystkie i czasem daje nam to sporo radości, ale niekiedy pojawiają się wątpliwości co do tego czy niektóre z tych książek powinny w ogóle być wydane.

Jeden z bohaterów „Brudnej forsy” na wieść o tym, że Maryjanek pisze powieść, stwierdza z satysfakcją, że wreszcie będzie to kryminał, w którym autor nie pomyli dochodzenia ze śledztwem, a kryminologii z kryminalistyką. Ty, choć policjantem nie byłeś, takich błędów nie popełniasz, co skłania mnie do pytania o dokumentowanie. Przy okazji rozmów o powieściach neomilicyjnych nieco kokieteryjnie – jak sądzę – mówisz, że nie musisz ich dokumentować, bo pamiętasz tamte czasy. Tym bardziej pamiętać możesz rok 2014, w którym rozgrywa się najnowsza książka, ale pamięć chyba jednak nie wystarczy do opisania choćby realiów pracy firmy transportującej gotówkę.

– Trzeba mieć dobrą pamięć, ale i trzeba mieć wiedzę o świecie, który się opisuje. Każda moja nowa powieść jest wcześniej udokumentowana, ponieważ czytelnicy są w stanie wychwycić najdrobniejsze nawet przeinaczenie. Staram się więc wszystkie szczegóły sprawdzić, bo dzięki temu opowieść staje się nie tylko wiarygodna, ale i bardziej interesująca. Zapraszam czytelnika do zabawy rozgrywającej się w rzeczywistości dobrze wykreowanej, bo prawdopodobnej. Stąd autentyczne marki samochodów poruszających się w danym czasie po ulicach, czy autentyczne dania serwowane wtedy w restauracjach, stąd tematy polityczne, ważne dla danego roku, o których mogą sobie porozmawiać bohaterowie. W tej konkretnej sprawie napadu research był o tyle prosty, że przestępstwo było dokładnie opisane w prasie.

Trzeba być wiernym samemu sobie i nie schodzić poniżej poziomu, który się wypracowało, a najlepiej pisać coraz lepsze książki. Mam nadzieję, że to mi się udaje i będzie udawało nadal. Tylko tak można się z tego zalewu kryminałów wyróżnić. Ważna jest jakość.

Powieść otwiera scena, w której dwóch piętnastolatków znajduje zwłoki mężczyzny i miarą odwagi dla nich jest „spojrzeć trupowi w oczy”. Kryminał służy też oswojeniu nas z myślą o śmierci?

– Kryminał to współczesny moralitet, powtarzający to, czego od zawsze uczą nas religie: że dobro musi walczyć ze złem. Tak jesteśmy więc skonstruowani, że oglądając świat pełen zła mówimy sobie: przecież zło nie może zwyciężyć. Kryminał jest po to, żeby nas upewnić, że warto mieć nadzieję na zwycięstwo dobra. Ale kryminał to też opowieść o karze. Szczęśliwie jesteśmy w tym miejscu rozwoju cywilizacji, w którym sprawcy zbrodni stają przed sądami i trafiają do więzień. Ale w wielu z nas tkwi wciąż atawistyczna chęć wymierzenia sprawiedliwości wedle zasady „oko za oko, ząb za ząb”. Moim zdaniem kryminał odpowiada często temu zapotrzebowaniu, stając się społecznym wentylem bezpieczeństwa.

Wspomniałeś o dokładanych do swojej sagi kolejnych cegiełkach. Jaką lukę wypełni kolejna z nich?

– Konstruuję kolejną powieść o Anecie i będzie to fabuła całkowicie współczesna. Ale pracuję też nad powieścią rozgrywającą się w roku 1993, kiedy to trwa śledztwo Mariusza Blaszkowskiego – w ten sposób zmierzam powoli w stronę pierwszej powieści z Anetą. Powoli, bo jeśli każda kolejna książka rozgrywa się w innym roku, to aby doszło do spotkania serii milicyjnej z policyjną, napisać muszę jeszcze dziesięć książek.

Rozmawiał Przemysław Poznański

Ryszard Ćwirlej – pisarz, dziennikarz, wykładowca, przewodniczący jury konkursu Kryminalny Debiut Roku. Autor trzydziestu powieści, twórca gatunku kryminału neomilicyjnego, rozpoczętego powieścią „Upiory spacerują nad Wartą”, w ramach którego opublikował m.in. powieści „Błyskawiczna wypłata” (Nagroda Kryminalnej Piły), „Śliski interes” (Nagroda Czytelników Wielkiego Kalibru) i „Masz to jak w banku”. Powieścią „Tam ci będzie lepiej” rozpoczął cykl kryminałów retro, m.in. powieści „Zaśpiewaj mi kołysankꔄWszyscy słyszeli jej krzyk” i „Tylko umarli wiedzą” (Nagroda Wielkiego Kalibru, Nagroda Czytelników Wielkiego Kalibru). Jest też autorem kryminałów współczesnych „Niebiańskie osiedle” i „Tęczowa dolina”. „Brudna forsa” to szósta powieść w cyklu o milicjantach i policjantach z Poznania, której bohaterką jest Anetą Nowak. Wcześniejsze to „Jedyne wyjście”, „Ostra jazda”, „Szybki szmal”, „Naga prawda” i „Ostatnia droga”.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej