KTO SKRADŁ MILIONY CEGLORZA? Ryszard Ćwirlej, Błyskawiczna wypłata

TEKST PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

Twardy łeb ma poznański milicjant Teofil Olkiewicz (albo TW Teoś) – wódę pije litrami, a mimo to zachowuje trzeźwość umysłu. Umysłu może niezbyt tęgiego, ale za to pełnego szczerze wyznawanych socjalistycznych ideałów. Takiego łba mógłby mu pozazdrościć kapitan Szwarc z pilskiej dochodzeniówki – świetny milicjant, ale bez talentu do picia. A to oznacza, że nigdy razem nie obalą pół litra, za to zgrają się idealnie, by poprowadzić wspólnie śledztwo, nawet jeśli początkowo prowadzić będą dwa dochodzenia, zupełnie z sobą niezwiązane.

Bluszkawiczna_wyplataOlkiewicza i jego kolegów interesuje znalezienie sprawców napadu na furgonetkę z wypłatą dla pracowników zakładów Cegielskiego, w którym zginęło dwóch milicjantów, Szwarca intryguje śmierć emerytowanego funkcjonariusza SB, który co prawda wygląda na wisielca, ale sprawne oko milicjanta natychmiast dostrzeże, że w założeniu pętli ktoś nieboszczykowi dość brutalnie pomógł. Samo w sobie niepokojące, a gdy w grę zaczną wchodzić wizy do NRF, sprawa zaczyna nabierać rumieńców. Tym bardziej że równoległe do milicyjnego śledztwo zaczyna prowadzić SB.

Ćwirlej przenosi nas w gorące lato 1982 roku, lato hiszpańskiego Mundialu, w którym dziwnym trafem gra polska drużyna i choć nikt chłopakom Piechniczka nie daje szans (wiemy, że niesłusznie), to jednak na czas meczów ulice wyludniają się, bo każdy chce osobiście przeżyć przed telewizorem święto futbolu. Chcą tego milicjanci, a zatem przestępcom wypadałoby to uszanować, tym bardziej że – o czym czasem zapominamy – zaledwie od pół roku trwa stan wojenny. Porywanie się w takim czasie na kradzież milionów złotych może się wydawać szaleństwem. I  pewnie by nim było, gdyby nie osoby, które za napadem stoją. Dość powiedzieć, że nie są to amatorzy, a wszystko ma ścisły związek między innymi z wala o wpływy na cinkciarski półświatek Poznania.

DO POCZYTANIA

Jo Nesbø, Syn (Sønnen). MESJASZ ZEMSTY

DOBRY CZŁOWIEK, ZŁY PRZYWÓDCA – rozmowa z Piotrem Gajdzińskim, autorem książki „Gierek. Człowiek z węgla”

Gaja Grzegorzewska, Betonowy pałac. KRAKÓW, KOKS I KREW

Prozę Ryszarda Ćwirleja określa się „powieścią neomilicyjną”. To dość pojemne pojęcie, które mogłoby też sugerować gloryfikowanie przez autora milicji i czasów sprzed 1989 roku. Oczywiście nic bardziej mylnego: pisarz wielokrotnie odwołuje się do serii opowiadań kryminalnych „Ewa wzywa 07” czy komiksu o kapitanie Żbiku (nawiązuje do niego choćby stylistyka okładek wszystkich powieści Ćwirleja wydanych przez Zysk i S-ka  – zdecydowanie oryginalna i świeża), ale robi to tylko po to, by naiwny i jednowymiarowy świat tamtych utworów skonfrontować z rzeczywistością. U Ćwirleja nawet najbardziej uczciwy ze szkiełów skusi się w końcu na łapówkę w postaci meblościanki, że o czynach tych mniej uczciwych nie wspomnę. Podobnie z rzeczywistością, w której nie brakuje opisu pustych sklepowych półek i codziennej szarzyzny oraz luksusu dostępnego tylko nielicznym – w Peweksie, za dolary.

Ćwirlej jest pisarzem tak sprawnym, że w zasadzie mógł akcję swojej książki umieścić w dowolnym miejscu i czasie. Znalazł jednak niszę i doskonale się w nią wpisał. „Błyskawiczna wyplata” to świetnie opowiedziany i solidnie skonstruowany, wielowątkowy kryminał, z wielką dbałością o szczegóły osadzony w realiach lat 80. XX wieku. Godzien polecenia nie tylko miłośnikom gatunku.

Ryszard Ćwirlej, Błyskawiczna wypłata

Zysk i S-ka 2014

5 myśli na temat “KTO SKRADŁ MILIONY CEGLORZA? Ryszard Ćwirlej, Błyskawiczna wypłata

  1. Po „Błyskawiczną wypłatę” biegłam 4 listopada do księgarni ZAIKS – u, aby umilić czas pobytu w szpitalu mojemu mężowi. Tomaszowi. Kiedy następnego dnia po pracy poszłam go odwiedzić, książka przeczytana leżała na stoliku nocnym. Ilu ludzi do dzisiejszego dnia namówiliśmy do powieści Ryszarda Ćwirleja, nie zliczę… Czyta je rodzina, znajomi i znajomi znajomych (nie tylko na facebooku), otrzymują je w prezentach gwiazdkowych, imieninowych i bez okazji. Jestem wdzięczna Piotrkowi, który przed laty pożyczył nam wówczas „Trupy spacerują nad Wartą” i od tego się zaczęło. Piotrek zdążył jeszcze przeczytać ostatnią książkę Pana Ryszarda, nie zdążyliśmy się z niej pośmiać.

    Lubię to

    1. Pani Barbaro, bardzo dziękuję za te słowa. To jedna z takich chwil, ta w której przeczytałem, która upewnia w przekonaniu, niekiedy chwiejnym, że warto pisać.

      Polubione przez 1 osoba

Możliwość komentowania jest wyłączona.