Zupełnie Inna Opowieść ma już 10 lat. Dużo? Mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnia dekada, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Liliana Hermetz, pierwsza laureatka Nagrody Conrada.

– Literatura powinna być blisko życia, niezależnie od tematu, epoki o której piszemy. Może przybierać różne formy, kostiumy, wachlarz tematów też jest szeroki. Ale powinniśmy ją uprawiać i czytać raczej nie dla podziwiania metafor, zwłaszcza teraz, kiedy tyle strasznych wydarzeń przetacza się wszędzie, tylko dla lepszego zrozumienia rzeczywistości i siebie samych- mówi Liliana Hermetz, pisarka, kulturoznawczyni, teatrolożka, finalistka Międzynarodowego Konkursu Opowiadania Wrocław 2015, autorka powieści „Alicyjka”, docenionej przez jury Nagrody Conrada, „Costello. Przebudzenie” i „Rozrzucone”. Pierwszą recenzję jej książki opublikowaliśmy 12 maja 2015 roku, a pierwszy wywiad 22 maja 2015 roku.
10 lat – dużo? Mało?
Liliana Hermetz: Sporo. A jeśli jeszcze mierzyć czas ilością i intensywnością wydarzeń, to w skali światowej ostatnia dekada przyniosła wiele brzemiennych w długofalowe skutki wydarzeń: kilka wojen, pandemię, wielkie migracje ludzi, rosnące poczucie zagrożenia katastrofami klimatycznymi, poczucie końca… Można wręcz powiedzieć, że była to raczej apokaliptyczna dekada.
A w pojedynczym ludzkim życiu to też dużo czasu. Można, jak widać na moim przykładzie, nawet zasadniczo zmienić swoje życie, przynajmniej to zawodowe, i zostać pisarką.
Przez te 10 lat Zupełnie Inna Opowieść trwa i bardzo się rozwinęła, czego Wam serdecznie gratuluję!
Praktycznie 10 lat mija też od twojego debiutu w 2014 roku. Dziś jesteś autorką trzech książek. Z czym kojarzy ci się ten czas? Dostrzegasz jakieś istotne kamienie milowe w swojej twórczości?
– Czyli właściwie zaczynaliśmy w tym samym czasie, tylko ja się jeszcze nie zaczęłam podsumowywać. Rzeczywiście tak się sympatycznie dla mnie złożyło, że towarzyszycie mi od początku pisania, kiedy to objęliście swoim patronatem (wraz z kilkoma ośrodkami) spotkanie autorskie w Krakowie, nazwane później w środowisku „balem debiutantów”. O właśnie, to spotkanie to może pierwszy kamień milowy.
Kamieniem milowym była na pewno Nagroda Conrada za debiut, bo decyzja o pisaniu, poprzedzona porzuceniem stabilnego (etat) życia zawodowego, i to w wieku, powiedzmy już dość dojrzałym, była obarczona dużym ryzykiem i niepewnością.
Ten czas kojarzy mi się przede wszystkim ze zmianą. Na wielu poziomach: rodzinno-osobistym, społeczno-zawodowym, i wręcz ontologicznym – co to za byt „pisarka” w Polsce w obecnych czasach, z jakiej pozycji mówi do czytelniczki, i kim ta czytelniczka, czytelnik jest, wreszcie czym jest sama literatura w tym tzw późnym kapitalizmie?
Zmiana polega też na tym, że z kogoś bardzo aktywnego w komunikowaniu się i byciu z innymi w poprzednich zawodach i zajęciach, stałam się samotniczką z wyboru. Spędzam kilka godzin dziennie z własnymi myślami, które mają przybrać ostatecznie formę zdań, akapitów, i w końcu książki. Zmieniło mi się też poczucie sprawczości, to znaczy moja sprawczość kończy się z napisaniem książki, później nie mam już za bardzo wpływu na jej losy na przykład.
Właśnie skończyłam nową powieść, ale za każdym razem na początku czuję się jak debiutantka!
Kamieniem milowym była na pewno Nagroda Conrada za debiut, bo decyzja o pisaniu, poprzedzona porzuceniem stabilnego (etat) życia zawodowego, i to w wieku, powiedzmy już dość dojrzałym, była obarczona dużym ryzykiem i niepewnością.
Czy gdybyś mogła cofnąć czas, zmieniłabyś coś w swoim pisarskich decyzjach (inne gatunki, tematy)?
– Gdybym mogła cofnąć czas, i dodajmy: miała tę wiedzę, którą mam dzisiaj, to nie wiem czy zostałabym pisarką! No ale nie ma tak, niestety! Żeby wiedzieć co jest za pagórkiem, musimy nań wejść, prawda? Więc nie ma co gdybać.
Nic bym nie zmieniła w kwestii tematów, bo rzeczywiście to bardziej tematy wybierają nas, niż odwrotnie. Co do gatunków, też nie, bo nie jestem pisarką, której celem jest „realizowanie” gatunków, to one mają służyć mnie, nie ja im. Czyli mają jak najlepiej oddać mój zamysł pisarski, temat, przekaz etc. Poza tym pisanie to jednak proces, poszukiwanie, próby. I to w pisaniu jest fascynujące. Choć też trudne.
Jak zaczęłaś pisać? I dlaczego?
– Moje początki nie są typowe: zaczęłam pisać późno, mając już za sobą różne doświadczenia zawodowe, kilka lat emigracji, skończone rozmaite studia. Pisanie zawsze jakoś w sobie przeczuwałam, ale wcale nie tak łatwo mi było usłyszeć ten, że tak powiem, pisarski głos. Dlaczego? Już tłumaczę. Bo niby skąd miałabym mieć takie predyspozycje, mówiłam sobie, skoro nie pochodzę z rodziny o jakichś minimalnych choćby tradycjach literackich? Ba, nawet nie z rodziny inteligenckiej, tylko no chłopskiej po prostu. I choć mój ojciec sam nawet sporo czytał, i lokował we mnie pewne ambicje, to jednak marzył raczej o tym, żebym skończyła studia, wyrwała się ze wsi, i miała jakąś pracę. O moim tzw. talencie literackim nic mi nie mówił. Do polonistki w liceum też jakoś nie miałam szczęścia. Więc naprawdę długo mi się wydawało, że pisanie to za wysokie progi.
No a kiedy już te studia skończyłam, i w tym mieście zostałam, to trzeba się było przede wszystkim jakoś utrzymać. Pisałam wprawdzie wiersze, ale codzienność to były różne prace i nadążanie za wyzwaniami świeżej transformacji ustrojowej.
Tak że upłynęło sporo czasu, zanim ten głos pisarski się rzeczywiście we mnie przebił. I decyzję o pisaniu podjęłam już jako dojrzała kobieta, życiowo i emocjonalnie mniej więcej ustabilizowana.
I to akurat postrzegam pozytywnie. Bo wprawdzie zwykliśmy myśleć za Artaud’em, że piszemy z głębi naszego piekła, to uważam, że powinno być odwrotnie: żeby pisać trzeba wyjść z piekła, bo kiedy w nim tkwimy, to pisać się nie da.
Dokończ: Gdybym jednak nie została pisarką, to byłabym…
– To i tak koniec końców zajmowałabym się literaturą. Byłabym może krytyczką literacką, wykładowczynią, tłumaczką.
Przeczytaj także:
Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?
– W pewnym sensie już je spełniłam w ogóle pisząc, zważywszy na to jak siebie postrzegałam, skąd pochodzę i nie mając oparcia w żadnym literacko-towarzyskim kręgu. Żadnych mentorek, czy na przykład zaprzyjaźnionych poetów z młodości, z którymi wypiłam ileś tam piw, kaw czy innych trunków w zadymionych lokalach.
No ale pisanie niestety chce więcej, więc mam marzenia zarówno dotyczące nowych książek, jak i projektów, które się z nimi wiążą. Nie będę o nich opowiadać w tym momencie, ale przecież to nie ostatnia nasza rozmowa, prawda?
Ale! Mam też marzenie, żeby rozmawiać o literaturze, o książkach, bo po to przecież też literatura jest, i wygląda na to, że uda się to marzenie zrealizować w pewnym podcaście…
Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.
– Tego, że pokaże mi i opowie rzeczy, które nie bardzo dają się komunikować w inny sposób. Również tego, że dostarczy mi pewnej specyficznej przyjemności estetycznej polegającej na połączeniu formy, języka i treści. Tego, że przez czas lektury będzie miała moc połączenia różnych ludzi w różnych miejscach. Że w szalonym pędzie świata zatrzyma na chwilę uwagę by niuansować postrzeganie rzeczywistości, że rozbije stereotypy, czasem zdekonstruuje skostniałe formy czy opinie i pobudzi do samodzielnego myślenia.
Oczywiście literatura ma różne funkcje i dla każdego mogą one być inne. Jeśli dla kogoś jest dobrą rozrywką, to jest jak najbardziej okej.
Pisanie zawsze jakoś w sobie przeczuwałam, ale wcale nie tak łatwo mi było usłyszeć ten, że tak powiem, pisarski głos. Dlaczego? Już tłumaczę. Bo niby skąd miałabym mieć takie predyspozycje, mówiłam sobie, skoro nie pochodzę z rodziny o jakichś minimalnych choćby tradycjach literackich? Ba, nawet nie z rodziny inteligenckiej, tylko no chłopskiej po prostu. I choć mój ojciec sam nawet sporo czytał, i lokował we mnie pewne ambicje, to jednak marzył raczej o tym, żebym skończyła studia, wyrwała się ze wsi, i miała jakąś pracę. O moim tzw. talencie literackim nic mi nie mówił. Do polonistki w liceum też jakoś nie miałam szczęścia. Więc naprawdę długo mi się wydawało, że pisanie to za wysokie progi.
Jakie książki (albo inne dzieła kultury) cię ukształtowały – jako człowieka, jako pisarkę? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?
– Książek było wiele i wymienić wszystkich ich nie sposób. Na pewno w młodości Miron Białoszewski i, ech, polski romantyzm, który wciąż ma wpływ na wielu z nas, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ważny wciąż jest J.M. Coetzee na przykład, ale od pewnego czasu ciekawi mnie bardziej, o czym opowiadają pisarki. Śledzę też polskie poetki współczesne, a poezja zawsze miała na mnie wpływ.
Nie potrafiłabym wskazać jednego dzieła, pisarza, pisarki którzy mnie ukształtowali. Zresztą to chyba niemożliwe. Tyle książek, dzieł kultury, spektakli teatralnych w moim życiu! Kształtują nas przecież też doświadczenia własne i innych.
Ale teraz akurat jestem pod wpływem książki „Triste tigre” (Smutny tygrys) francuskiej pisarki Neige Sinno, która jest trochę autobiograficznym esejem, świadectwem. Temat jest trudny: autorka była gwałcona przez ojczyma między siódmym a czternastym rokiem życia.
Mówię o tej książce także dlatego, że od początku swojego pisania uważam, że literatura powinna być blisko życia, niezależnie od tematu, epoki o której piszemy. Może przybierać różne formy, kostiumy, wachlarz tematów też jest szeroki. Ale powinniśmy ją uprawiać i czytać raczej nie dla podziwiania metafor, zwłaszcza teraz, kiedy tyle strasznych wydarzeń przetacza się wszędzie, tylko dla lepszego zrozumienia rzeczywistości i siebie samych.
Co do ulubionych bohaterów – ze swoich lubię bardzo Ksenię z „Rozrzuconych”. I oczywiście bohaterkę mojej nowej powieści! Pewną uczoną markizę…
Kiedy nie piszę, to….
– … wykonuję tysiące czynności, które wszyscy wykonujemy, żeby funkcjonować. Gotuję, sprzątam, robię zakupy, remontuję, załatwiam sprawy urzędowe i wszelkie inne, rozmawiam z córką przez komunikatory, przemieszczam się między Polską i Francją.
Mnie do funkcjonowania potrzebna jest też kultura, i bez niej ciężko by mi się żyło, więc biegam do teatru, na wystawy, spotkania autorskie. No i czytam.
Nad czym teraz pracujesz?
– Właśnie skończyłam nową książkę, której akcja toczy się we Francji w I połowie XVIII wieku. Przede mną czas redakcji i pracy z wydawnictwem, dopieszczanie. Wracam też do plików z różnymi mniejszymi formami. Na horyzoncie przygoda filmowa, na podstawie „Rozrzuconych”. Od dawna też piszę dziennik…
No i może wreszcie zajmę się na serio tym podsumowaniem?

