POROZMAWIAJMY O EMOCJACH – rozmowa z Edytą Niewińską, autorką „Kosowa” i opowiadania w tomie „Bookopen”

ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

Doroślejemy i przestajemy mówić o genitaliach, zaczynamy mówić o tym, co nas definiuje, co jest częścią naszej tożsamości, czyli o intymnych relacjach z ludźmi, którzy są nam bliscy – przekonuje Edyta Niewińska, autorka jednego z opowiadań tomu „Bookopen“.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI: Sto tekstów, najczęściej ludzi nieznanych – to „Bookopen“, niezwykły eksperyment, książka szczera, pełna emocji, często ekstremalnych. A wśród nich „One Night Stand“ Edyty Niewińskiej. To opowiadanie czy dziennik? 

Edyta Niewińska, fot. Łukasz Walaszczyk https://www.facebook.com/lukasz.cukier.walaszczyk
Edyta Niewińska, fot. Łukasz Walaszczyk https://www.facebook.com/lukasz.cukier.walaszczyk

EDYTA NIEWIŃSKA: „One Night Stand” to opowiadanie, które jest fragmentem mojej nowej książki. Kiedy usłyszałam o idei Bookopen, bardzo mi się spodobał ten pomysł. Brakuje mi w literaturze głosu prawdziwych ludzi, głosu pokolenia, pokoleń, które otwarcie mówią o swoich problemach i codzienności. Z przyjemnością dołączyłam do tego grona, dodając coś od siebie.

To „coś“ to opis poranka po przygodnym seksie, a najważniejszą emocją, jaka towarzyszy bohaterce, jest obojętność. W wielu tekstach „Bookopen“ pojawia się zresztą taki rodzaj pogodzenia z rzeczywistością, sugestia, że skoro mam 30, 40 lat, to już niewiele mogę. Jestem singlem, mam żonę, mam kredyt – ok, tak będzie, tak musi być. A jeśli pojawia się bunt, to też raczej na chłodno. Nawet jeśli znajdujemy w tym tomie protest, to również zaraz poparty argumentami. Taki wiek? Takie pokolenie?

– I wiek, i czasy, w jakich snujemy swoje opowieści. Po trzydziestce to już taki moment w życiu, że doroślejemy i przestajemy mówić o genitaliach, zaczynamy mówić o tym, co nas definiuje, co jest częścią naszej tożsamości, czyli o intymnych relacjach z ludźmi, którzy są nam bliscy. Po trzydziestce dokonało się pewnych wyborów i wypada wobec nich być konsekwentnym. Choć faktycznie brakuje nam spontaniczności, to jednak lewacko-anarchistyczno-hipisowskie postawy też mają swoich reprezentantów wśród tych pokoleń. Ale na nich patrzy się z przymrużeniem oka, trochę jak na takich, którzy jeszcze nie znaleźli swojego miejsca w życiu albo mają jakiś uszczerbek na zdrowiu psychicznym. W Polsce w ogóle nie widać buntu, także w przestrzeni publicznej, z tymi drobnymi wyjątkami. Dla mnie dużym zaskoczeniem było to, że gratulowano mi odwagi w wyrażaniu własnych poglądów, gdy mówiłam, że nie zamierzam mieć dzieci i taki jest mój wybór życiowy. A życie za granicą potraktowano jako ucieczkę, a nie poszukiwanie swojej drogi.

BookopenMyślisz, że zadanie „Bookopen“ nie jest zbyt ambitne: pokazać obraz aż dwóch pokoleń? Ty podjęłaś się w debiutanckim „Kosowie“ podobnego zdania, ale dotyczyło tylko trzydziestolatków.

– Nie wiem, czy kierowały mną ambicje opisania całego pokolenia, ale faktycznie piszę o pokoleniu 30-latków, bo jest mi najbliższe i to o nich wiem najwięcej, znam ich tajemnice. Mnie chyba raczej interesuje różnorodność, mam pomysły na kolejne książki i ze mną jest trochę jak z Lukiem Bessonem – co film, to inny gatunek. Tematyka moich książek też jest trochę rozstrzelona i to dobrze, choć pewnie będą czytelnicy, którzy mają swój ulubiony gatunek powieści i w związku z tym będą rozczarowani. Stawiam na czytelnicze otwarte umysły. Bookopen zaś to bardziej głos pokolenia, niż jego portret zbiorowy. To demokracja w literaturze, gdzie każdy może dodać coś od siebie. Profesor Kuligowski, który napisał wstęp do tej książki, podsumował to pięknie – to obraz ludzi poszukujących miłości. W wielu jej wymiarach, a wszystkie w takich obrazkach codziennych, nie wydumanych, bliskich każdemu czytelnikowi. I w tym jest siła tej książki. Dlatego trafnie nadano jej nazwę dziennika.

CZYTAJ TAKŻE

Kuba Wojtaszczyk, Portret trumienny. MARTWA NATURA W RODZINNYM WNĘTRZU

Edmund White, Hotel de Dream. OPOWIEŚĆ O OPOWIEŚCI, KTÓREJ NIE BYŁO (ALE BYĆ MOGŁA)

Leopold Tyrmand, Zły. BATMAN WARSZAWSKI

Zarówno w „Kosowie“ jak i opowiadaniu w „Bookopen“ próbowałaś jednak nazwać lęki i nadzieje swojego pokolenia. Pokusisz się o zwięzłą definicję pokolenia 30-latków?

– Myślę, że świat 30-latków jest bardziej skomplikowany, niż go opisałam. A to dlatego, że gdybym go opisała w pełni, pewnie usłyszałabym, że to przekombinowane i nieprawdziwe. W „Kosowie“ postanowiłam więc opowiedzieć prostą historię, w której czytelnicy odnajdują swoje przeżycia, swoje emocje i dzięki temu ta książka staje się dla nich ważna. W „Bookopen“ łatwiej było przedstawić pełniejszy obraz pokolenia, bo ksiażkę pisało wielu przedstawicieli generacji i każdy opowiada tu o sobie. Jak wyglada życie współczesnych 30-latków? Jedni mają dzieci z pieluchami, drudzy korporacyjne frustracje i zimowe wyjazdy na narty, inni co piątek szukają w knajpie nowej miłości. Większość z nich pewnie jest wściekła, że Sejm jeszcze nie uchwalił ustawy o zwiazkach partnerskich i nie przepada za wizytami u dziadków. Połowa lubi psy, połowa koty. Tak jak wszystkie pokolenia – są zróżnicowani, a w książkach można znaleźć tylko fragmenty tej rzeczywistości.

Ucieczka, o której wspominałaś wcześniej, albo poszukiwanie nowej drogi – za granicą, to także jeden z tematów tego dziennika. Dlaczego młodzi ludzie wyjeżdżają z Polski?

kosowo– Jeśli chodzi o mnie, to po prostu jakiś okres w moim życiu się skończył i zaczął nowy, tym razem andaluzyjski. Jestem dorosła na tyle, by wiedzieć, że wyjazd jako ucieczka nie jest dobrym rozwiązaniem, bo i tak problemy wszędzie zabieramy ze sobą. Prawda jest taka, że problemy są w naszej głowie i problem to jest dokładnie to, co nam się wydaje, że komuś innemu się wydaje. To doskonale widać na przykładzie Anieli z „Kosowa”. Ludzie wyjeżdżają, bo są rozczarowani, bo mają dość nieustannego „nie da się, nie można, niewykonalne“ słyszanego wszędzie dookoła – w urzędzie, w pracy, w domu, od pana ministra czy pani w sklepie. Mogą ciężko pracować, nie mają z tym problemu, ale chcą, by ich praca była szanowana i doceniana. Wyjeżdżają w nadziei na lepsze życie, czasem po prostu spokojniejsze, czasem zaś ciekawsze.

Nie uważasz, że dla osób z ambicjami pisarskimi wyjazd oznaczać może utratę kontaktu z autentycznymi problemami pokolenia?

– Trudno mówić za innych. W „Bookopen“ są teksty pisane przez emigrantów, które sa bardzo autentyczne i aktualne. Jeśli ja stracę kontakt z problemami Polaków, będę pisać o innym pokoleniu, innym narodzie. Nie czuję się jakoś niewolniczo przywiązana do tego tematu, tym bardziej, że moje kolejne książki nie będą „portretem pewnego pokolenia“, raczej mozaiką opisującą rzeczywistość w wielu kontekstach.

Bookopen_Sylwia Jurkiewicz_i_Justyna_Lach (1)Rozmowa z Sylwią Jurkiewicz i Justyną Lach, pomysłodawczyniami Bookopen

Recenzja „Kosowa” blog Edyty Niewińskiej