Nasi już tam byli – to nie żart! Nie musimy mieć kompleksów wobec astronautów mających wystartować dziś w misji Artemis II w stronę Srebrnego Globu. My dawno go podbiliśmy. Przynajmniej w literaturze.
Księżyc od zawsze fascynował ludzi. Także dlatego, że wyda je się tak bliski, dostrzegalny gołym okiem, a przecież niedostępny, bo przecież tak naprawdę jego przeciętna odległość od środka Ziemi wynosi ponad 384 tys. km. Choć, gdyby chcieć się do niego wspiąć po grzbietach książek, wystarczyłoby 15,4 miliarda tomów – zapewne to mniej więcej tyle, ile wynoszą razem wszystkie „stosy wstydu” przy łóżkach bibliofili.
Co to?… Przystanęli w locie…?
Gdzie czart? Zniknął? Już go nie ma!
Co to za kula, w pozłocie
Blasków swych promieniejąca?
Pod nogami ją obiema
Poczuwszy — do niej się tuli…
Astronauta Twardowski

Poznajecie? Tak Lucjan Rydel w 1904 roku opisał lot na księżyc Pana Twardowskiego – postaci z legend, szlachcica, mieszkającego w Krakowie w XVI wieku, który miał zawrzeć pakt z diabłem. Jednak w swym sprycie dodał do cyrografu zapis, że diabeł może zabrać jego duszę do piekła jedynie w Rzymie, do którego wcale nie planował się udawać. Z pomocą czarta Twardowski zyskał bogactwo i sławę, w końcu stając się dworzaninem króla Zygmunta Augusta. Niestety nie przewidział, że trafi kiedyś do karczy o wdzięcznej nazwie „Rzym”. Tak opisuje to Adam Mickiewicz w „Pani Twardowskiej”:
Wszak ze mnąś na Łysej Górze
Robił o duszę zapisy:
Cyrograf na byczej skórze
Podpisałeś ty i bisy.
Miały słuchać twego rymu;
Ty, jak dwa lata przebiegą,
Miałeś pojechać do Rzymu,
By cię tam porwać jak swego.
Już i siedem lat uciekło,
Cyrograf nadal nie służy:
Ty, czarami dręcząc piekło,
Ani myślisz o podróży.
Ale zemsta, choć leniwa,
Nagnała cię w nasze sieci:
Ta karczma Rzym się nazywa…
Kładę areszt na waszeci”.
[Adam Mickiewicz, Pani Twardowska]
Modlitwa, a może kolejny podstęp ze strony Twardowskiego sprawił jednak, że już w drodze dopiekła wymknął się diabłu i wylądował… na Księżycu.
Dookoła gwiazd miriady
Mrugają rzęsą z promieni.
Twardowski, choć nie wie jeszcze
Gdzie jest? co to znaczyć może?
Ale zrozumiał to jedno,
Że straszne dyabelskie kleszcze
Wypuściły duszę biedną.
(…)
— „Nad gwiazdami tronująca
Anielska nasza Królowa
Wyrwała cię z szpon szatana
I tu, na tarczy miesiąca
Osadza cię, ubłagana
Twą pieśnią, skruchą i wiarą.
(…)
Odtąd na wieków zegarze
Lata mijają i lata
A Twardowski z klechą w parze
Siedzi na tarczy księżyca,
Kając się rzewną pokutą.
(…)
[Lucjan Rydel, Pan Twardowski]
Astronauta Zdarzyński
Twardowski nie był wszakże jedynym Polakiem na Księżycu. W 1785 roku ukazała się pierwsza polska powieść z elementami fantastyki naukowej i zarazem jedno z najważniejszych dzieł polskiego oświecenia – „Peregrynacja Wojciecha Zdarzyńskiego na Księżyc” autorstwa Michała Dymitra Krajewskiego. Kim był Krajewski? To nie tylko pisarz, ale też pedagog i historyk oraz ksiądz. Jako siedemnastolatek wstąpił do zakonu pijarów i przyjął imię Dymitr od św. Michała. Studiował retorykę i filozofię, następnie był nauczycielem w kolegium pijarów, a także domowym preceptorem w domach magnackich. Zasiadał też we władzach uczelnianych Collegium Nobilium w Warszawie. W 1812 r. został członkiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
Pełny tytuł jego dzieła wyprawie na Księżyc, opisującego tak naprawdę utopijną wizję społeczeństwa, brzmi „Woyciech Zdarzyński, życie i przypadki swoje opisujący”. Fabuła naśladuje strukturę popularnych wówczas powieści przygodowych i edukacyjnych. Główny bohater to młody szlachcic, który po hulaszczym życiu i licznych nieszczęściach postanawia uciec przed światem. Podczas lotu balonem gwałtowny podmuch wiatr porywa go w przestrzeń kosmiczną, aż Zdarzyński ląduje na srebrnym globie. Tu odnajduje Selenitów – idealne społeczeństwo, żyjące w zgodzie z naturą, nieznające chciwości, wojen ani kłamstwa. Ich państwo, Sielania, opiera się na prostocie i surowych zasadach moralnych.
Krajewski wykorzystał sztafaż fantastyczny jako narzędzie do krytyki współczesnej mu Polski, szczególnie sarmatyzmu, z jego wadami, w tym pijaństwem, procesowaniem się, brakiem edukacji. Powieść odniosła ogromny sukces czytelniczy i doczekała się kontynuacji („ Pani Podczaszyna. Tom drugi Przypadków Wojciecha Zdarzyńskiego, 1786)”. Do dziś pozostaje kluczowym punktem odniesienia dla badaczy historii polskiej literatury fantastycznej i utopijnej.
Astronauta Boliński
„Już teraz pojąłem, że jestem w atmosferze otaczającéj jakąś planetę. — Ach Boże! może to ziemia, na któréj się rodziłem i tylu zmartwień doświadczyłem! zawołam składając ręce do pacierza i zalewając się gorzkiemi łzami. Nie! to nie była ziemia! (…) Wreszcie spostrzegłem wyraźnie, że spadam na jakieś duże, okazałe i rzęsisto oświecone miasto, i że okna wszystkich domów tego miasta, wychodzą na dach, tworząc nie do opisania pyszną łunę światła. Teraz zacząłem na prawdę myśleć o swym karku, i ciężkiém westchnieniem poleciłem się Bogu. Doszedł mnie natychmiast głos z padołu, jak gdyby przez tubę marynę wypchnięty: — Nie bój się niczego, Serafinie! Natychmiast téż jakaś siła odpychająca, działając przeciw sile przyciągającéj, zwolniła mój bieg tak skutecznie, że z każdą chwilą wolniéj spadałem. Nareszcie tak leciuchno szybowałem przez warstwy powietrzne, że wszelka obawa ustąpiła z méj duszy i przypatrzeć się mogłem swobodnie temu, co się podemną na ulicach miasta działo. Ludzie krążyli po nich piechotą, pomagając sobie w biegu skrzydłami, tak jak strusie. (…)”
Zanim Jules Verne wydał w 1865 roku swoją powieść „Z Ziemi na Księżyc”, Polacy już od siedmiu lat cieszyć się mogli dziełem Teodora Tripplina „Podróż po Księżycu odbyta przez Serafina Bolińskiego” (1858). To jedno z pierwszych dzieł polskiej literatury fantastycznonaukowej, łączące elementy romantyzmu z wizjami technologicznymi. Głównym bohaterem jest Serafin Boliński, który od dzieciństwa był chorowitym i nadwrażliwym chłopcem, który dzięki swoim niezwykłym skłonnościom (w tym lunatyzmowi) trafia na Srebrny Glob. Bohater nie używa więc rakiety, lecz ma wizję, co wpisuje się w tradycje romantyczne. Po dotarciu na Księżyc Boliński odkrywa, że Księżyc posiada atmosferę oraz jest zamieszkany przez rozumne istoty. Jedną z kluczowych postaci spotkanych na Srebrnym Globie jest doktor Gerwid – istota posiadająca skrzydła. Dzieło Tripplina to jednak przede wszystkim wielka, romantyczna historia miłości, choć nie zabraknie tu technologicznych pomysłow, jak choćby pierwowzoru… audiobooka:
„Gerwid skoczywszy mi z głowy, pobiegł do szafy także w ścianę wmurowanéj, w której leżało ze dwieście mniejszych i większych puszek, kształtu zegarków.
— Te zegarki nazywasz książkami? spytam zdziwiony.
— Bo te zegarki istotnie są książkami, u nas się nie czyta oczyma, lecz uszami. Nakręć tylko każdy z tych zegarków, a wypowie ci głosem ludzkim od początku aż do końca wszystko to, co zawiera. Chcesz żeby przestał mówić, to zakręć tą sprężynką; chcesz wrócić do poprzedniego rozdziału lub do przeczytanéj myśli, to się tylko spytaj tym indeksem posuwając go jak w telegrafie elektrycznym o co ci idzie, a natychmiast wróci maszynerya do rozdziału lub do przeczytanéj myśli, i najspokojniéj w świecie, nie gniewając się, powtórzy ci to samo, i sto razy jeżeli tego zażądasz”.
[Teodor Tripplin, Podróż po Księżycu odbyta przez Serafina Bolińskiego]
Astronauci Żuławskiego
„Na drugi dzień na krótko przed wschodem słońca potworny huk wybuchu ozna(mił światu na paręset kilometrów wokoło, że podróż rozpoczęta… Według niezmiernie ścisłych i dokładnych obliczeń pocisk miał pod działaniem wybuchowe( siły prostopadłego rzutu, przyciągania Ziemi i siły rozpędowe(, nabyte( przez dzienny obrót Ziemi dookoła osi, zakreślić w przestworzu olbrzymią parabolę z zachodu na wschód i wszedłszy w oznaczonym punkcie i w oznaczone( godzinie w sferę przyciągania Księżyca, spaść prawie pionowo na środek (ego tarczy ku nam zwrócone(, w okolicy Sinus Medii”. [Jerzy Żuławski, Na srebrnym globie]

Na początku XX wieku na Księżyc wybrał się też inny prekursor fantastyki naukowej, poeta, dramaturg, filozof – Jerzy Żuławski. W powieści – napisanej w formie pamiętnika – „Na srebrnym globie. Rękopis z Księżyca” wydanej w 1903 roku pozwala nam zabrać się w podróż na Księżyc wraz z międzynarodową ekipą naukowców, by sprawdzić hipotezę, że jego niewidoczna z Ziemi półkula jest zasobna w tlen i nadaje się do zasiedlenia. Żuławski nie tworzy jednak powieści przygodowej – to filozoficzna parabola zmagań człowieka z jego słabościami. Ale i opowieść o niedoskonałości człowieka – gdy cześć podróżników dociera po wielu trudach do celu i zakłada kolonię opartą na idei egalitaryzmu społecznego, okazuje się, że natura ludzka wygrywa z zasadami narzucanymi przez cywilizację. Potomkowie przybyszy – Selenici – ulegają stopniowo degeneracji fizycznej, dziedziczą również głównie negatywne cechy osobowości. Tworzą na Księżycu nie raja, a hierarchiczne społeczeństwo oparte na zniewoleniu. Książka to pierwszy tom trylogii, do której należą też powieści „Zwycięzca” z 1910 oraz „Stara Ziemia” z 1911 roku.
Czekając na Space Launch System
Polacy na Księżycu już zatem są, choć 20 lipca 1969 roku nie było ich widać w telewizyjnej relacji z lądowania na srebrnym globie statku LM-5 „Eagle” w ramach misji Apollo 11. Być może z bulajów rakiety Space Launch System dostrzegą ich astronauci, którzy dziś, 1 kwietnia 2026 roku (według polskiego czasu będzie to krótko po północy ze środy na czwartek) mają wyruszyć w stronę Srebrnego Globu w ramach misji Artemis II, realizowanej przez NASA, a będącej pierwszą załogową misją statku kosmicznego Orion oraz pierwszą od czasu misji Apollo 17 w 1972 roku załogową wyprawą w okolice Księżyca.
Poles on the Moon. What to read as humanity heads for the Silver Globe | Our people have already been there – and that’s no joke! We needn’t feel inferior to the astronauts set to launch today on the Artemis II mission to the Silver Globe. We conquered it long ago. At least in literature.

