artykuł fantastyka

O jednym takim, co dał człowiekowi Księżyc | 150 lat temu urodził się Jerzy Żuławski

Jego fantastyczna powieść o podróży na Księżyc i jej konsekwencjach – „Na srebrnym globie” – nie tylko jest jednym z kamieni węgielnych literatury science fiction, ale też pokazała, że najwartościowsza fantastyka to literatura antropologiczna: nawet gdy sięga ku nieznanym światom i nowym technologiom, zawsze w centrum zainteresowania ma człowieka. 150 lat temu urodził się Jerzy Żuławski – pisze Wojciech Gunia.

JerzyŻuławski, fot. Wikimedia Commons

Koleje losu oraz rozpiętość fascynacji i wszechstronność tego urodzonego 14 lipca 1874 roku w Lipowcu nieopodal Rzeszowa filozofa, prozaika, poety, dramaturga, taternika i – pod koniec życia – żołnierza Legionów Polskich, mogą przyprawiać o zawrót głowy nie mniejszy niż intelektualny ciężar jego najsłynniejszego tryptyku powieściowego (w skład trylogii księżycowej, oprócz Na srebrnym globie (1903), wchodzą także tomy Zwycięzca (1910) i Stara Ziemia (1911))

Pochodzący ze szlacheckiej rodziny Żuławski dzieciństwo spędził w leżącym w ówczesnej Galicji rodzinnym majątku w Młynnem. Edukację rozpoczął w bocheńskim gimnazjum i kontynuował w Krakowie, ale najważniejsze szlify intelektualne zdobył na politechnice w Zurychu (studia rozpoczął w 1892 r.) i przede wszystkim na Wydziale Filozoficznym uniwersytetu w Bernie, gdzie w 1898 r. obronił doktorat o problemie przyczynowości w filozofii Barucha Spinozy. Zanim to się stało, zdołał zadebiutować jako poeta utrzymanym w dekadenckim tonie zbiorem Na strunach duszy.

Po powrocie w ojczyste strony podjął pracę gimnazjalnego nauczyciela, ale już w 1902 r. postawił wszystko na jedną kartę i zajął się wyłącznie działalnością literacką. Owocem tego skupienia jest jego najsłynniejsze dzieło, które zapewniło mu miejsce w historii literatury: powieść fantastyczna Na srebrnym globie. Rękopis z księżyca.

Daremność utopii

Dla współczesnego czytelnika, dysponującego zasobem wiedzy naukowej niedostępnej w czasach, gdy Żuławski tworzył, jak i przyzwyczajonego do już zupełnie innego języka opowieści, do innych metod prowadzenia narracji, Na srebrnym globie wyda się być może osobliwą ramotką, anachroniczną ciekawostką dla historyków literatury. Nic bardziej mylnego. Owszem, dziś wiemy, że niewidoczna strona Księżyca nie jest zasobna w tlen i nie nadaje się do życia, i to samo w sobie rozbija tak ważne dla fantastyki zawieszenie niewiary, ale jeśli pominąć tę okoliczność, jeśli wejść w piękny język, w ten coraz mniej doceniany kunszt władania słowem, powieść Żuławskiego objawia się jako wciąż nowoczesna, celna i nadal aktualna przypowieść nie tyle o ciemnej stronie księżyca, ile o ciemnej stronie ludzkiej duszy. O daremności pragnienia utopii, jeśli człowiek, uciekając ze starego świata ku nowemu, zabiera własne piekło ze sobą.

Bohaterowie Żuławskiego przebywają niesamowite, księżycowe krajobrazy, przepastne doliny i ogromne góry (jakich – jak dziś wiemy – na Księżycu nie ma), zmagają się z izolacją, z własnymi słabościami, tak ciała jak i umysłu, giną bądź wychodzą cało z opresji, ale kiedy wreszcie udaje im się dotrzeć na ciemną stronę księżyca i założyć tam kolonię, nową społeczność zaprojektowaną podług idei egalitaryzmu, mimo korzystnych warunków środowiskowych, górę bierze ciemna strona człowieka, jakby noc księżycowa rezonowała z nocą ludzkiego ducha. Odcięci od kontaktu z Ziemią, zamknięci w hermetycznym gronie o ograniczonej puli genowej, podlegli obniżonej grawitacji, degenerują się, a w zasadzie coraz większą rolę w życiu ich nowej cywilizacji zaczyna odgrywać to, co w człowieku od zawsze było najgorsze. Jakby z wolna rozpraszało się obecne w ludziach dobro (tu utożsamione także z pięknem – degradacji ducha odpowiada degradacja fizyczna), odsłaniając fundament: pragnienie przemocy i zniewalania. Oraz niezbywalne pragnienie religii i potrzebę mitu założycielskiego.

W fantastyce naukowej, wbrew pozorom, bohaterami często nie są jednostki. A przynajmniej nie są to jednostki będące jakimiś indywidualnymi, silnymi postaciami. Bohaterowie fantastyki naukowej to często bohater zbiorowy albo taki, który w sobie uosabia ludzką zbiorowość i jego los osobniczy staje się metaforą losu cywilizacyjnego. Według tego planu swoją gorzką metaforę kreślił Żuławski, dla którego grupa selenonautów to przede wszystkim obraz ludzkości, próbującej poznawać świat, ale przegrywającej w starciu z jego nieubłaganymi prawami, usiłującej tworzyć społeczności oparte na ideach przekraczających ułomności ducha, ale które i tak upadają pod ciężarem tych ułomności. 

Dalszy ciąg gorzkich diagnoz

Te pesymistyczne diagnozy kontynuował Żuławski w kolejnych tomach trylogii. W Zwycięzcy wywraca na nice mit mesjanistyczny – w tej powieści wśród zdegenerowanych potomków ziemskich kolonistów trafia ziemski kosmonauta imieniem Marek. Postrzegany jako od dawna oczekiwany wybawiciel, wykorzystując zdobycze techniki przełomu XXIX i XXX wieku usiłuje podnieść prymitywne plemię księżycowe z upadku i wspomóc je w walce z Szernami – istotami, które zamieszkiwały Księżyc przed osiedleniem się nań człowieka i które zniewoliły ludzkich potomków. Cóż, o ile wysiłki Marka, by przegnać Szernów odniosą skutek, o tyle na porażkę skazana będzie próba zreformowania ludzkiej natury. Natury, w której leży głęboko także potrzeba złożenia ofiary ze swojego mesjasza. 

Nie lepiej jest w trzecim tomie trylogii, Starej Ziemi, którego akcja toczy się równolegle do wydarzeń w Zwycięzcy. Tu z kolei Żuławski w pełni oddaje się czemuś, co dziś określa się jako fantastykę socjologiczną i tworzy obraz cywilizacji być może prosperującej gospodarczo i technologicznie, ale – niezmiennie – podzielonej, opresyjnej wobec indywidualizmu i opartej na wyzysku przez grupy uprzywilejowane.

Dzieło do dziś wpływowe

Literatura fantastycznonaukowa – wiemy to dziś – jest zawsze dla twórcy grą o wysokim stopniu ryzyka. Jest ona nas w stanie przyciągać i przekonywać tak długo, jak długo w mocy są paradygmaty, na których oparte jest jej światotwórstwo, ponieważ to one zapewniają mu elementarną wiarygodność. Jeżeli paradygmat się zmienia, dzieło literackie upadnie, jeśli jego wartość nie zostanie zakorzeniona przez autora w zupełnie innej warstwie, na innym, znacznie głębszym poziomie. I tak jest właśnie w przypadku trylogii księżycowej: literatura ta, pod względem przyrodoznawczym i naukowym, zestarzała się w sposób nieubłagany. Ale to przecież jedynie fasada, pod którą pracuje wciąż sprawny, złożony mechanizm intelektualny: zarówno obserwacje dotyczące psychologii zbiorowości, tworzenia tożsamości zbiorowych, religii, mitu, kształtowania struktur społecznych i nieusuwanych skaz ludzkiej natury są w powieściach Żuławskiego podane tonem czystym i – nawet ponad 100 lat po premierze tych książek – przenikliwym.

Jak bardzo przenikliwym? Tak, że jedna z najbardziej znanych powieści science fiction z obszarów religijno-socjologicznych ostatnich lat, nagrodzony nagrodą im. Arthura C. Clarke’a Ciemny Eden Chrisa Becketta (2012 r., wydanie polskie 2014) stanowi w zasadzie retelling powieści Żuławskiego – przeniesiony wprawdzie w inne realia światotwórcze, ale powtarzający po swojej prekursorce niemal słowo w słowo obserwacje i diagnozy dotyczące formowania mitów i budowania struktur społecznych oraz roli jednostek w rozwoju społeczeństw. Powtarza klimat i założenie: akcja Ciemnego Edenu toczy się na planecie pozbawionej światła, w społeczności potomków rozbitków z Ziemi, dotkniętych – jak w trylogii Żuławskiego – skazami wynikłymi z chowu wsobnego i – jak w trylogii Żuławskiego – tworzących swoją mitologię i religię ze strzępów i resztek po przodkach. Trudno o lepszy dowód żywotności dzieła.

Pisarz, taternik, żołnierz, wizjoner

Jednak dzieło Żuławskiego nie ogranicza się przecież wyłącznie do powieści fantastyczno-socjologicznych. Choć dziś uważamy go za prekursora polskiego science fiction, Żuławski tworzył również prozę o charakterze obyczajowym (dylogia Laus faminae, na którą składają się powieści Powrót i Profesor Butrym i która również miała być trylogią, ale prace nad nią przerwała przedwczesna śmierć pisarza), powiastki filozoficzne, poezje, dramaty, eseje, a nawet teksty popularnonaukowe – jak poświęcona Spinozie publikacja Benedykt Spinoza. Człowiek i dzieło.

I kto wie, co jeszcze stworzyłby Żuławski, gdyby nie młyny historii. Jako patriota i orędownik sprawy niepodległościowej, po wybuchu I wojny światowej wstąpił – 9 sierpnia 1914 r. – do formujących się Legionów Polskich. Zmarł równo rok później, 9 sierpnia 1915 roku, na tyfus.

Czy zasłużył się wyłącznie jako pisarz, intelektualista i żołnierz? Nie. Był Żuławski – od 1910 r. mieszkający na stałe w Zakopanem, gdzie był jednym z animatorów życia kulturalnego – współzałożycielem Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i aktywnym taternikiem, wytyczającym nowe szlaki górskie. Odniósł też pewien sukces futurologiczny, na miarę tych jakże uwielbianych przez czytelników fantastyki, szukających spełnionych proroctw technologicznych w twórczości swoich idoli: jego opis pojazdu księżycowego, zawarty w Na srebrnym globie był inspiracją dla Mieczysława Bekkera, inżyniera i konstruktora łazika, którym po powierzchni naszego satelity poruszali się członkowie misji Apollo.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej