– Nie jesteśmy w stanie siebie pokochać, dopóki się tak naprawdę nie poznamy – mówiła Aleksandra Łoś, współzałożycielka start-upu TrueMe i współautorka – wraz z Małgorzatą Żebrowską – aplikacji „Dziennik TrueMe”. Byliśmy na spotkaniu.
Pracowała jako menedżerka w największych światowych firmach i organizacjach z branży IT, zdobywała doświadczenie na całym świecie, aż w pewnym momencie podjęła decyzję, by… odejść z korporacji. Raz na zawsze.
– Robienie kariery było cudownym uczuciem, ale zdałam sobie sprawę, że praca, którą wykonuję, jakkolwiek nie byłaby ciekawa, w jakimś sensie jest przede wszystkim próbą udowodnienia innym, że mogę być w czymś dobra. Innym, nie sobie – mówiła Aleksandra Łoś. Przekonuje, że w pewnym momencie pracowała już „na autopilocie”, czego najlepszym dowodem było wjechanie lamborghini na autostradę pod prąd. Odejście z pracy nie było jednak kaprysem, a efektem długotrwałego procesu odkrywania siebie, szukania samoakceptacji. – Im lepiej się poznawałam, tym bardziej było mi pod górkę z zawodem, który wykonywałam – tłumaczyła.
Koszty kariery
Nie bez znaczenia był koszt, jaki płaciła za karierę. Bulimia. – Choroba dodatkowo nakręcała we mnie poczucie winy i brak wiary w siebie samą. Bo jak to możliwe, że jestem wśród tak utalentowanych ludzi, zarządzam nimi, a jednocześnie zmagam się ze wstydliwą, w moim ówczesnym przekonaniu, dolegliwością? – opowiadała. Każdego dnia, gdy patrzyła w lustro, potrafiła wytknąć samej sobie jakąś wadę. – Nie lubiłam siebie, nie lubiłam tej maski, którą musiałam codziennie zakładać, wychodząc z domu – przekonywała.

Codziennie też obiecywała sobie, że skończy z takim stylem życia – mając świadomość, że jej nie służy. – Ale jednocześnie czułam się bezradna, bo na obietnicach się kończyło. To sprawiało z kolei, że traciłam zaufanie do siebie – mówiła Aleksandra Łoś.
Zaufać, poznać, polubić
Tymczasem, jak przekonywała, polubienie siebie wymaga poznania się, a poznanie opiera się na zaufaniu. – To jak z zauroczeniem i miłością. Jesteśmy wychowani w tradycji miłości romantycznej, ale prawdziwa miłość polega na zrozumieniu się nawzajem. Dopóki się tak naprawdę nie znamy, łączy nas co najwyżej zauroczenie. Gdy zaczynamy się poznawać, dostrzegamy swoje wady, ale mimo to nadal darzymy się uczuciem. Tak rodzi się miłość. Identycznie jest z miłością do samego siebie: nie jesteśmy w stanie siebie pokochać, dopóki się dobrze nie poznamy – zaznaczała.
Stąd pomysł na start-up TrueMe i na „Dziennik TrueMe”. – Zawsze lubiłam budować, TrueMe jest moim trzecim start-upem – mówiła Łoś. Jak przyznawała, po odejściu z pracy dostawała masę propozycji zatrudnienia, ale odrzuciła je. – Pomyślałam, że droga, którą przebyłam, była po coś i że warto się tym doświadczeniem podzielić. Chciałam wyrazić siebie, jednocześnie inspirując innych historią dziewczyny, która siebie nie znała i nie lubiła, ale w końcu znalazła siłę, by polubić się poprzez poznanie – opowiadała.
Książka, czyli start-up
Jak przyznała, na początku pomyślała o napisaniu książki, ale szybko zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia, jak się to robi. Skontaktowała się z Małgorzatą Żebrowską, z którą wcześniej pracowały razem w firmie IT, a która jest też pisarką, autorką opowiadań publikowanych w antologiach i renomowanych czasopismach. – Ale nie wyszła z tego książka, tylko pomysł na coś zupełnie innego – śmiała się Aleksandra Łoś. – Okazało się, że świetnie się rozumiemy, że obie przede wszystkim chcemy pomagać innym. Pomyślałyśmy o kursie dla kobiet w IT, ale szybko zrozumiałam, że co prawda nie umiem w pisanie, ale umiem w start-upy – mówiła współzałożycielka i prezeska TrueMe.
Tak powstała aplikacja „Dziennik TrueMe”. – Najważniejsza w niej jest narracja: radosna. Proponujemy poznanie siebie i pokochanie, ale z ciekawością, a nie jako przymus. Aplikacja prowadzi użytkownika przez 28-dniowy cykl codziennych zadań, których wykonanie ma za zadanie pomóc w redukcji stresu, poprawie nastroju, lepszej koncentracji.
Poświęcić sobie czas
Tworzenie aplikacji zostało poprzedzone opiniami i wsparciem ekspertów: psychoterapeutów i psychiatrów klinicznych. Użytkownik dostaje tylko jedno zadanie dziennie – wymagające jednak zmiany nastawienia, chwilowego wyciszenia, zastanowienia się, co jest dla niego tak naprawdę ważne. Jest jednak haczyk: zadanie trzeba wykonać w ciągu 24 godzin. Jeśli opuści się choćby jedno, wraca się do początku. – Poznawać siebie, poświęcić sobie czas, trzeba codziennie, inaczej nie będzie to skuteczne – tłumaczyła Aleksandra Łoś.
Aplikacja wykorzystuje technologię blockchain, która rozpoznaje czy użytkownik wykonał zadanie, czy jest systematyczny w poznawaniu siebie. Ale, jak zaznaczała Aleksandra, TrueMe nie gromadzi żadnych danych osobowych użytkowników, a jedynie dane behawioralne, schowane pod sygnaturą cyfrową, które po skończeniu 28-dniowego cyklu można jednym kliknięciem usunąć.

Nie terapia, ale profilaktyka
– Aplikacja nie ma zastąpić terapeutów – podkreślała Aleksandra Łoś. – To narzędzie profilaktyczne, mające pomóc w tym, by osoby poddane ciągłem stresowi, jadące „na autopilocie”, jak ja wcześniej, nie musiały lądować u terapeuty. To narzędzie, jakie powinna dostać tamta Ola sprzed pięciu lat, by nie musiała zmagać się z niechęcią do samej siebie – przekonywała szefowa TrueMe.
Aplikacja, dostępna po polsku, ale także po angielsku, jest gotowa, ale jest też cały czas testowana przez osoby z całego świata – od Filipin po Hawaje. – Problem ze start-upami jest często taki, że ktoś ma pomysł, buduje coś w oparciu o to, a potem okazuje się, że nikt tego nie potrzebuje. Nasze założenie jest inne: tworzymy ciekawe narzędzie, jakim jest „Dziennik TreuMe”, które ma być początkiem czegoś większego. Ale tylko pod warunkiem, że to, co daliśmy, się spodoba. Dopiero wtedy pójdziemy dalej – mówiła Aleksandra Łoś.
Dziennik TrueMe. Spotkanie z Aleksandrą Łoś
Prowadzenie Małgorzata Serafin
Najlepsza Księgarnia, Warszawa, 10 czerwca 2024

