felieton

AI-torzy | Felieton Dawida Kornagi

AI rozpycha się coraz bardziej w marketingu, jak i (choć to niby daleko) w literaturze, o czym świadczy chociażby ostatnia afera” z Olgą Tokarczuk, którą szczegółowo opisano chyba we wszystkich mediach. Zachwyty nad “Kochaną AI” mocno dzielą komentatorów i czytelników. Nie zmienia to faktu, że ostatnią kropkę i tak stawia sztuczna inteligencja – pisze Dawid Kornaga.

Dawid Kornaga, fot. Rafał Meszka

AI po prostu jest i z nami na dobre pozostanie. Oczywiście, za przyzwoleniem człowieka. O ile człowiek się postara, żeby to wciąż on decydował, który kierunek wybrać, a nie AI. Zwłaszcza jej przeinaczenia, zwane halucynacjami. Wyobraźmy sobie halucynacje pilota samolotu podchodzącego do lądowania albo kierowcy autobusu na zakręcie. Tu nie ma miejsca na margines błędu. Algorytm ma na to jedno usprawiedliwienie: ja wciąż trenuję, sorry za błędy, im więcej się dowiem, tym więcej dowiozę. Więc proszę traktować mnie jako model uczący się, a nie, wbrew pozorom, wszystkowiedzący.

Sporo w tym prawdy. AI to świeża sprawa. Ledwo się wykluło z laboratoriów start-upów, już wymaga się od tego pisklaka absolutnej, można rzec, kurzej dojrzałości. Przypomnijmy sobie starodawne komórki z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Albo pierwsze smartfony, z kondycją stuletniego starca w porównaniu z współczesnymi juniorami w wersji premium. Technologia, podobnie jak człowiek, ewoluuje. Tylko zdecydowanie szybciej. Ale bez przesady. Warto o tym pamiętać, domagając się fajerwerków przy każdej nowej odsłonie systemu operacyjnego. My sami często nie dajemy rady, żeby wszystko ogarnąć. W efekcie udajemy czasem zblazowanych domatorów w chmurze nowinek. Tak to mniej więcej wygląda, kiedy obserwuje się młodych tiktokerów, którzy utożsamiają swój puszczony w obieg filmik z ich technologicznymi na wyrost kompetencjami. Dzisiaj można być cyfrowym niedorajdą, a paradoksalnie socialową gwiazdą w wirtualnym świecie. Uproszczenia w interfejsach przyjaznych dla użytkowników – również dzięki pressingującemu wpływowi Stevena Jobsa – zrobiły swoje: liczy się klient i jego potrzeby. Nie pojmie, to odrzuci. Zachwyci, to się zakocha. Pierwsze więc było Apple. I potem długo nic. Dzisiaj gonią je, nawet prześcigają patenty od Xiaomi, Samsunga czy Google.

Ledwo się wykluło z laboratoriów start-upów, już wymaga się od tego pisklaka absolutnej, można rzec, kurzej dojrzałości. Przypomnijmy sobie starodawne komórki z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Albo pierwsze smartfony, z kondycją stuletniego starca w porównaniu z współczesnymi juniorami w wersji premium. Technologia, podobnie jak człowiek, ewoluuje. Tylko zdecydowanie szybciej. Ale bez przesady. Warto o tym pamiętać, domagając się fajerwerków przy każdej nowej odsłonie systemu operacyjnego.

Do tego dochodzi rewolucja sztucznej inteligencji. Tak jakby nagle wybuchła niczym pandemia. Problem w tym, że jedni z nas są nieco za starzy na pełne zrozumienie wielopłaszczyznowego działania AI. Drudzy zaczynają coś chwytać, przetwarzać i wdrażać na swoją korzyść lub jej brak. Wreszcie trzeci – spokojnie przechodzą do pełnego sukcesów “surfowania” po możliwościach, jakie dają ChatGPT, Gemini czy Claude. Wśród nich trzeba wyróżnić niezależnych twórców oraz koniunkturalnych pasożytów.

Na niedawnej konferencji Brand New(s) Wirtualnych Mediów dużo dyskutowano o AI. W kolejnych panelach, poświęconych najnowszym trendom, wypowiadali się liderzy zmian, pasjonaci oraz erudyci w swoich zawodach. Dzięki temu ogląd sprawy stał się jasny: sztuczna inteligencja w ciągu około dwóch lat przeistoczyła się w kręgosłup reorganizacji korporacji, portali, firm technologicznych, setek innych, podobnych podmiotów marketingowych czy mediowych. A także – co istotne –  wydawców książek, w tym producentów audiobooków oraz audioseriali. Wniosek? Odwrotu nie ma. Trzeba odnaleźć się w tej nowej sytuacji. Kto tego nie przerobi, przepadnie jak czeki. Może nie od razu, lecz na pewno stopniowo. Tutaj na scenę kreacji wchodzą autorzy przeróżnych treści. Jedni z nich nadal pozostają niezależni. Inni zaś stopniowo zaczynają zamieniać się, posłużę się neologizmem na potrzeby tego felietonu, w AI-torów. To nie jest ironia, drwina lub próba dyskredytacji kogokolwiek, kto “niechcący” użył narzędzi AI. Każdy twórca, pewny swojego warsztatu, uzna AI za potężne wsparcie. Z kolei ten niepewny – za kreatora swoich kolejnych dzieł. Który już od startu przejmie jego pałeczkę.

Sztuczna inteligencja w ciągu około dwóch lat przeistoczyła się w kręgosłup reorganizacji korporacji, portali, firm technologicznych, setek innych, podobnych podmiotów marketingowych czy mediowych. A także – co istotne –  wydawców książek, w tym producentów audiobooków oraz audioseriali. Wniosek? Odwrotu nie ma. Trzeba odnaleźć się w tej nowej sytuacji.

O ile sztuczna inteligencja, jej zawrotnie rosnące możliwości, o jakich nie śniło się dotąd filozofom, potrafi sprawnie zarządzać obiegiem administracyjnym wielkich organizacji, łącznie z planami wojennymi armii i wywiadów, to w przypadku kreacji fabuły, powiedzmy z naciskiem, takiej oryginalnej fabuły, to AI okazuje się karzełkiem. Za to powiela genialnie. To mistrzyni recyklingu na najwyższym poziomie. Jednak jeśli szukasz oryginalnego “mięsa” w książce czy scenariuszu przyszłego filmu, to uważaj na “dzieła” AI-torów. Zazwyczaj to zdolni ludzie, którzy albo przez nadmiar swoich produkcji, albo przez ich niedomiar, utknęli w czyśćcu potrzeby nadprodukcji.

Wtedy na białych koniach nadciągają rycerze Zakonu AI-owego, niosąc nową nadzieję na rozbudzenie potencjału wyobraźni. Pokusa jest spora. Załóżmy, jesteś autorem cyklu kryminałów. Docisnąłeś piąty tom, na szósty nie masz pomysłu. To znaczy masz, lecz czujesz, że… no, słabe to. Jako tako układa ci się szkielet przyszłej dramaturgii. Co z tego, skoro trzeba nałożyć na niego mięso przekonującej fabuły. Nie wahając się, żeby nie popaść w twórczą niemoc, wprowadzasz kilkadziesiąt promptów do swojego AI-genta literackiego. Nie mija kilka minut, pisze ci obszerny skrypt nowej powieści…

I co teraz? To literatura, czy dobrze sformatowany produkt recyklingu twórczego? 

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej