Owady – motyw przewodni antologii „Insekcje” – są tu odzwierciedleniem ludzkiego strachu. Strachu przed tym co nieznane, ale może przede wszystkim przed tym co doskonale znane, ale wypierane, bo zakorzenione w najciemniejszych zakamarkach ludzkiej natury – pisze Przemysław Poznański.

Owady choć nie zawsze, to najczęściej wywołują w nas wstręt. Muchy, komary, karaluchy, osy, czy ćmy, gdy tylko się do nas zbliżają, wzbudzają odruch atawistyczny, idący w parze z lękiem przed pokąsaniem, zainfekowaniem, bólem czy nawet śmiercią. Ale owady to też doskonała pożywka dla opowieści o mierzeniu się z tym, co obce, inne, budzące odrazę lub ciekawość. W tym także – co oczywiste – o mierzeniu się z samym sobą: przede wszystkim z tym, co we własnej osobowości okazuje się być niezrozumiałe, wypierane, niechciane.
W „Insekcjach” motyw ten biorą na warsztat autorzy szeroko pojętej fantastyki. Dwanaście zebranych tu opowieści to w ich wykonaniu proza skupiona na konsekwencjach spotkania z obcym (także w rozumieniu wielkiego toposu SF), albo z tym, co obce, czy raczej wpisane w definicję obcości filtrowaną przez nasze wyobrażenia, uprzedzenia i strachy. Nie znaczy to, że figura insekta staje się tu zawsze nośnikiem odczuć negatywnych, a przez to łatwym rekwizytem mającym zbudzać konkretne emocje. Wprost przeciwnie: owady same w sobie najczęściej jedynie odbijają cechy ludzkie, stają się lustrem dla stanu psychicznego bohaterów lub maską, za którą chowamy nasze traumy.
Strach przed wspomnieniami
Znakomicie widać to w poruszającym psychologicznym opowiadaniu Wojciecha Guni „Uległość”, będącym de facto zapisem z pogranicza psychoterapeutycznej sesji prowadzącej bohatera w jego przeszłość, ku wypartym źródłom traum. Wspomnienie ośrodka dla dzieci, w którym mieszkał, staje się opowieścią złożoną z obrazów-masek, niedopowiedzeń ubranych w kostiumy niesamowitości, faktów, których możemy się domyślać, ale przecież nie zostaną nazwane wprost, skoro są przepuszczane przez pryzmat wybiórczej, niechętnej do wspomnień, pamięci.
Nie ma u Guni nic przypadkowego – bohater wspomina, że cały przykrywał się kołdrą, żeby „uciec”, pamięta z ośrodka tylko jednego przyjaciela, D., oraz wychowawcę, Kruta, choć jednocześnie zdaje sobie sprawę, że musiało się tam znajdować wielu wychowanków. Pamięta więc towarzyszące mu mechanizmy obronne, wypiera zarazem to, co mogłoby go rozproszyć i tym samym sprawić, że niechcący obnaży prawdę. Jednocześnie ubiera to, o czym musi opowiedzieć, a czego woli nie nazywać, w fantasmagoryczne, a zarazem mające budzić obrzydzenie, stroje czerpiące z owadziej anatomii.
Ucieleśnienie emocji
W „Psychocydzie” Agnieszki Fulińskiej owad – ćma Dyspessa ulula – również staje się nośnikiem pamięci, odsyłającej do nieprzepracowanej traumy. Bohaterka opowiadania, archeolożka, odkrywa podczas wykopalisk na Cyprze truchło ćmy. To buduje paralelę ze wspomnieniami z dzieciństwa i staje się bodźcem do wyprawy w przeszłość, na strych dziadków – w miejsce narzucające całej opowieści cień niejasnych wspomnień, wypartych krzywd.
O ile u Fulińskiej owad jest bramą do wspomnień, o tyle w opowiadaniu Agnieszki Hałas „Chłopiec, który lubił chrząszcze” – owady stają się materialnym nośnikiem pamięci. Bohaterka, Finetta Moller, dziewczynka z objazdowego teatru, poznaje pewnego dnia Zennerta, pomocnika aptekarza, chłopca znającego się doskonale na ziołach i owadach. Przyjaźń, jaka się między nimi zadzierzgnie, okaże się być emocją wykraczającą poza to, co mieści się w granicach realizmu. Otrzymamy więc opowieść o emocjach tak silnych, że zyskają nieoczywiste ucieleśnienie.
Mistrz i marionetki
Narracyjnie i tematycznie na drugim biegunie znajduje się futurystyczne opowiadanie Marka Kolendy „Efekt synergii”. Bohater, Lukas, jest „mistrzem marionetek”, operatorem owadów kierującym nimi podczas okrutnych walk, odpowiadającym de facto za każde ukąszenie, użądlenie, ugryzienie, jakiego dopuszcza się jego owad czy inne z występujących na arenie stworzeń, w tym modliszki, ale i skolopendry czy pająki (wykraczamy więc poza gromadę owadów).
To świat hazardu, wielkich pieniędzy, ciemnych interesów, w którym istnieje podział na tych, którzy pociągają za sznurki i tych, którzy stają się bezwolnymi wykonawcami poleceń. Ale jest to też świat bezwzględny, w którym nie zawsze będzie oczywiste, kto po której stronie stoi, kto jest drapieżnikiem, a kto ofiarą. Kto jest lalkarzem, a kto marionetką.
Manipulacje
Z opowiadaniem Kolendy koresponduje „Sennowłództwo w Weliven” Magdaleny Anny Sakowskiej – opowieść fantasy, podporządkowana śledztwu wysłanniczek Gildii – Ćmy i Światełka – w sprawie tajemniczych zaginięć dzieci. To opowieść o władzy nad eterem i sile Śnieżnego Księżyca, a zatem o manipulowaniu innymi i byciu manipulowanym – także przez chorobliwą ambicję. W „Bogu, Aniele Zagłady i robaczywej dziewczynie” Pawła Matuszka pojęcie sterowania odnosi się do dronów, ale i do ludzi. Oba „narzędzia” okazują się bowiem przydatne i pożyteczne, szczególnie, gdy gra toczy się o stawkę tak wysoką jak zwycięstwo w wojnie. Tu też zatem przestaje obowiązywać pojęcie wolnego wyboru – zastąpi je narzucanie woli (w sposób nawiązujący do tematu antologii), bezwzględna manipulacja emocjami, pamięcią, percepcją.
Z kolei w „Grze w zielone” Aleksandry Bednarskiej bohaterowie sami decydują się na przyjęcie roli w grze, która dzieli ludzi na kasty, grupy, odwzorowujące świat owadów i zwierząt. To skrajnie niebezpieczna zabawa, z pogranicza internetowych challange’ów, będąca de facto odzwierciedleniem, a w zasadzie wyostrzeniem istniejących podziałów i odgrywanych – z mniejszą lub większą pokorą – społecznych ról.
Podgryzanie zaufania
Wybrzmiewająca tu po wielokroć – i w całym tomie – bezwolność wobec siły od nich większej, sprawia, że bohaterowie opowiadań nie są często w stanie ufać temu, co podpowiadają im zmysły, dają się prowadzić narzuconą im ścieżką. Wybrzmiewa to w psychodelicznym „Triptychu insektorum” Wojciecha Szydy, opowieści już nie z pogranicza, ale z głębi niepokojących, onirycznych wizji, tyleż niepokojącej, co imponującej jako popis nieposkromionej wyobraźni.
Z kolei w opowiadaniu „O długofalowych konsekwencjach przyspieszonej ewolucji insektów słowonaśladowczych, zwanych mimikami” Dawida Kaina przekonamy się o skutkach podgryzania zaufania do słowa pisanego jako efektu słabości wyrażającej się narastającym brakiem krytycyzmu wobec półprawd i fake newsów. To ironicznie nawiązująca do Kafki (poprzez nazwisko bohatera), popadająca w groteskowość narracja o poddaniu się i przemianie człowieka pod wpływem słowa przeinaczonego, sfałszowanego, wymazanego.
Spotkania z obcym
Brak zaufania do tego, co nieznane, inne, staje się zarzewiem dramatycznych zdarzeń w opowiadaniu „Obcość to my” Mateusza Wyszyńskiego, wpisującego się we wspomniany wcześniej topos pierwszego kontaktu. Oto grupa astronautów złożona z przedstawicieli cywilizacji Ziemi, Marsa oraz post-ludzkiej cywilizacji Pałacu Słońca („reprezentanci wszystkich kosmicznych społeczności ludzkich”) przybywa z misją badawczą na planetę Ladon. Ze zdziwieniem odkrywają tu nieobserwowany wcześniej na tej planecie gatunek latających insektów. Czy te niepozorne stworzenia mogą być groźne? A może to raczej człowiek i uprzedzenia, czy wręcz nienawiść, jaką w sobie nosi w wędrówce przez kosmos, zaćmiewa zdolność pojmowania prawdy?
Jeśli dodamy do tego chciwość, immanentną cechę wielkich korporacji, działających w uniwersach fantastyki, to szybko zaprzepaścimy wszelką szansę na udany pierwszy kontakt. W „Ikadelu” Karola Ligeckiego” nadzorca maszyn pracujących w kamieniołomach na Nowej Grecji odnajduje zatopione w marmurze ciało istoty pozaziemskiej – ewidentnie inteligentnej. To odkrycie od początku jednak wpisane zostaje w skomplikowaną, wyniszczającą grę korporacji, służb i zwykłych osobistych interesów, za nic mających znaczenie odkrycia dla poszerzenia granic ludzkiego poznania.
W kryzysie poznania
Może zresztą wcale nie chcemy tak naprawdę poznawać tego, co odmienne? W gęstym emocjonalnie opowiadaniu Szymona Majcherowicza „Karaczan” przypadkowe spotkanie dawnych kumpli ze szkoły i ich partnerek doprowadza do konfliktu, czy wręcz zderzenia, wynikającego z wzajemnej niezdolności do zrozumienia modelu związku, w jakim żyje druga z par. Prowadzi nas to w głąb opowieści pełnej traum, w której ratunkiem może okazać się zdolność do empatii, miłości, graniczącej z gotowością do odrzucenia siebie, czy raczej (nie bezbolesnego) zrzucenia z siebie pancerza stereotypów dotyczących ról kobiety i mężczyzny we współczesnym społeczeństwie.
To opowiadanie pokazuje to, co i wszystkie wcześniejsze: insekty są tu tylko maską dla cech, które nosimy w sobie, powierzchownością, pozorem skrywającym nasze lęki, wyparte emocje. „Insekcje” więc – czytane jako całość – stają się spójną opowieścią o człowieku w kryzysie poznania: siebie i otaczającego go świata, przede wszystkim wtedy, gdy ów świat jest odmienny od przyjętych wyobrażeń.
Insekcje. Antologia
Pod redakcją Marty Sobieckiej
Wydawnictwo IX, 1 grudnia 2015
ISBN: 9788368257731
The Alien | Insects—the central theme of the anthology „Insekcje”—are here a reflection of human fear. Fear of the unknown, but perhaps above all of that which is perfectly known yet repressed, because it is rooted in the darkest recesses of human nature, writes Przemysław Poznański.

