recenzja

To, co trzeba chronić | Karin Smirnoff, Rysie pazury [recenzja]

„Rysie pazury” Karin Smirnoff to opowieść o walce na śmierć i życie w imię tego, co trzeba chronić: tak mrocznych sekretów schowanych głęboko pod ziemią, na zahasłowanych dyskach, czy w odległej przeszłości, jak zagrożonej przyrody i nie mniej zagrożonych humanistycznych wartości – pisze Przemysław Poznański.

Lisbeth Salander i Mikeal Blomkvist – bohaterowie stworzeni przez Stiega Larssona – powracają. Ósmy tom sagi „Millennium” jest jednocześnie drugim, po „Krzyku orła”, który wyszedł spod pióra Karin Smirnoff. Ta pisarka wcześniej zachwyciła literacki świat przejmującą i niezwykle aktualną społecznie sagą o dysfunkcyjnej rodzinie Kippów, rozpoczętą tomem „Pojechałam do brata na południe”, było więc od początku oczywiste, że jej wizja opowieści o świetnym dziennikarzu śledczym i genialnej hakerce będzie inna niż w oryginalnej trylogii, a tym bardzie inna niż w cyklu tworzonym przez Davida Lagercrantza.

I rzeczywiście – zarówno „Krzyk orła”, jak i „Rysie pazury”, to opowieści łączące elementy kryminalnej czy wręcz thrillerowej konwencji z szerszą niż u Larssona, rozbudowaną diagnozą najbardziej aktualnych problemów społecznych. Przeniesienie większości akcji na północ, do  gminy Gasskas w szwedzkiej Norrlandii, daje autorce możliwość pochylenia się nie tylko nad problemami przemocy, w tym tej wobec kobiet (co jest niejako znakiem rozpoznawczym serii), ale też nad efektami rabunkowej ekspansji przemysłu wydobywczego, ignorującego tak kwestie ekologiczne jak i prawa rdzennej ludności Saamów.

Mężczyzna, który chce kobaltu

Powieść zaczyna się mocnym akcentem: w tajemniczych okolicznościach ginie miejscowa dziennikarka, a jednocześnie dochodzi do eksplozji w pobliżu nieczynnej już miejscowej kopalni. Czemu służyć ma ten akt terroryzmu? Być może ma to coś wspólnego z planami wznowienia wydobycia w Gasskas cennych minerałów, realizowanymi zresztą paradoksalnie pod hasłami ekologicznymi: samochody elektryczne i elektrownie wiatrowe potrzebują wszak na etapie produkcji takich metali jak neodym, dysproz, kobalt czy lit, a tych w Gasskas nie brakuje.

„Myślę, że dla wszystkich byłoby lepiej, jeśli te minerały pochodziłyby z bezpiecznych szwedzkich kopalń” – sugeruje inwestor Kostas Long. Do takiej wizji nie są z oczywistych względów przekonani miejscowi ekolodzy, do których dołącza właśnie, przybyły na Północ stosunkowo niedawno, charyzmatyczny Simon Frisk, aktywista o radykalnych poglądach – nawiasem mówiąc obiekt westchnień trzynastoletniej Svali Hirak, bratanicy Lisbeth Salander, córki znanego nam z książek Larssona nieżyjącego już Ronalda Niedermanna.

Dziewczynka, która chroni bitcoiny

Svala to dziewczynka obdarzona niezwykłą inteligencją, której świat po śmierci matki, wywodzącej się z ludu Saamów, legł w gruzach. Wychowywana przez dwóch wujów – hodowców reniferów – za wszelką cenę próbuje ułożyć na nowo swoje życie, starając się jednocześnie chronić wielką tajemnicę matki. Tą tajemnicą jest – co wiemy z poprzedniego tomu – miejsce ukrycia zahasłowanego twardego dysku z dostępem do konta zawierającego znaczną liczbę bitcoinów. Tak wielką, że niektórzy są skłonni dla tej kwoty nawet zabić.

W ten sposób Svala – de facto jedna z najważniejszych bohaterek powieści – wrzucona zostaje w sam środek zdarzeń, za którymi stoją ludzie tacy jak choćby Marcus Branco. Ludzie bezwzględni, nieliczący się z nikim i z niczym, o ile tylko zagrożone może zostać ich status quo, albo ich misternie snute plany, wykorzystujące zakulisową sieć lokalnych układów i powiązań. To ludzie, na usługach których działa Lo, Rysica, albo Sprzątacz, czyli niewahający się przed usunięciem dowolnej „przeszkody” płatni zabójcy.

Świat, który przemija

Dziewczynka zmuszona jest do radzenia sobie z przemocą i manipulacją, ale i do mierzenia się z własnymi lękami. Nawet jeśli ma w sobie bunt, być może nawet odziedziczony po ciotce, to musi się on w końcu zderzyć z brutalną rzeczywistością. Lisbeth Salander mogłaby oczywiście pomóc Svali, tak jak zrobiła to wcześniej, jednak na razie – podobnie zresztą jak Mikael Blomkvist – przebywa w Sztokholmie, co daje autorce także okazję, by wrócić na chwilę do miejsc doskonale znanych w trylogii Larssona, w tym mieszkania dziennikarza przy Bellmansgatan 1 i penthause’u hakerki przy Fiskargatan 9, a także do takich postaci jak Dragan Armanski, szef Milton Security czy komisarz Jan Bublanski.

Będzie to jednak powrót o tyle odwołujący się do czytelniczych sentymentów, o ile mający nam pokazać, że dla bohaterów ten świat, jaki znaliśmy z pierwszych książek, staje się mniej bezpieczny (w tajemniczych okolicznościach znika choćby bez śladu haker Plaque, przyjaciel Lisbeth) i mniej przewidywalny, ulega bowiem rozkładowi, przemija, wypychając ostatecznie i Salander, i Blomkvista na Północ, do miejsca, gdzie mogą szukać nowej szansy, ale i nowych wyzwań, oznaczających jednak – co oczywiste – wplątanie się w kolejne kłopoty.

Przeczytaj także:

Mężczyźni, którzy kierują się groźbą

Trafiamy wszak do świata, w którym zderzają się ze sobą wielkie biznesowe plany i niezałatwione indywidualne sprawy, niespełnione ambicje, zakulisowe gierki i chowane długo urazy, tajemnice odgrzebane z odległej przeszłości, rodzące nienawiść – tak osobistą jak i systemową, nawet tę spod znaku faszystowskiego przekonania o wyższości nordyckiej rasy. Gasskas jest bowiem konkretnym (choć fikcyjnym) miejscem na mapie Szwecji, ale jest też symbolem współczesnego świata, rozdartego na dwie części, dwa brzegi rzeki, między którymi zburzono wszelkie mosty.

Smirnoff pokazuje nam zło, które nie zna słowa „kompromis” czy „negocjacje” – tu cele osiąga się korupcją, szantażem, groźbą, zastraszeniem lub podstępem. Człowiek – jako jednostka – nie ma żadnego znaczenia, o ile nie jest przydatny. Starcie z takim złem nie może zatem pozostawić bohaterów bez szwanku – tu niemal każdy coś straci: może to być niewinność, może to być poczucie bezpieczeństwa, ale może to być nawet życie.

Ludzie, którzy pragną nadziei

„Rysie pazury” są kryminalnym thrillerem, w którym nie zabraknie akcji, ale przecież nie ona jest tu najważniejsza. W każdej tak skrzętnie chronionej tutaj tajemnicy, w każdej sprawie, o którą warto walczyć, prędzej czy później odnajdziemy konkretnego człowieka, któremu zadano ból – noszącego widoczne lub niewidoczne blizny. Może to być kobieta skrzywdzona przez jednego z tych mężczyzn, którzy kierują się wyłącznie nienawiścią, może to być mężczyzna, kierujący się poczuciem winy, może to być dziewczynka, którą pozbawiono radości dzieciństwa.

W tej mrocznej opowieści Karin Smirnoff daje nam jednak odrobinę nadziei. Owszem, trafiamy do świata skażonego: toksycznymi kopalnianymi odpadami, ale i trucizną rozpaczy czy bezsilności. A jednak pisząc o tym co inni chcą za wszelką cenę chronić, opowiada autorka też o tym, co chronić warto, a nawet trzeba. O lojalności i współczuciu, o nadziei, a także o wierze, że być może kiedyś dobro zwycięży. Nawet jeśli nie nastąpi to tak szybko, jakbyśmy tego pragnęli.

Karin Smirnoff, Rysie pazury (Lokattens klor)
Tłum. Inga Sawicka
Wydawnictwo czarna Owca, 29 października 2025
ISBN:  9788383827193  

What needs to be protected | Karin Smirnoff’s ‘The Girl with Ice in Her Veins (Lokattens klor)’ is a story about a life-and-death struggle in the name of what must be protected: dark secrets hidden deep underground, on password-protected hard drives, or in the distant past, as well as endangered nature and equally endangered humanistic values, writes Przemysław Poznański.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej