Zupełnie Inna Opowieść ma już ponad 10 lat. Czy dekada to dużo, czy mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnie 10 lat, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Igor Brejdygant.

– Ja w ogóle jestem przede wszystkim szczęśliwy z tego, że jest jak jest. Nie wydziwiam, nie malkotentuję, nie roszczę. Może dlatego, że wiem, skąd przychodzę i jak mało wskazywało na to, że będę pisarzem jeszcze jakieś powiedzmy dwadzieścia lat temu. Dlatego tak zwany stan zastany uważam za całkiem dobry, a poza tym ja też nie mam do końca przekonania o tym, że jesteśmy tak bardzo sprawczy w naszym życiu i że tak wiele zależy od naszych decyzji – mówi Igor Brejdygant, pisarz, scenarzysta, reżyser, autor powieści „Paradoks”, „Szadź”, „Rysa”, „Układ”, „Wiatr”, „Wymazane archiwa. Zła woda”, „Sieroty”, „Spirala”, „Splątanie”, „Uwolniona” i „Prawda”, a także autor opowiadań, m.in. zebranych w tomach „Opowiem CI o zbrodni”. Scenarzysta filmów „Palimpsest” (reż. Konrad Niewolski), „Prosta historia o morderstwie” (reż. Arkadiusz Jakubik), oraz scenarzysta i współscenarzysta seriali „Paradoks” (także współreżyser), „Zbrodnia”, „Belle Epoque”, „Ultraviolet”, „Szadź”, „Otwórz oczy”, „Rysa”, „Układ”, „Erynie” (na podstawie prozy Marka Krajewskiego) i „Matka”.
Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało?
Igor Brejdygant: Dla mnie z jednej strony to sporo, bo przez ostatnie dziesięć lat napisałem dziesięć powieści, z dziesięć seriali, jedną fabułę. Zmieniło się moje życie, jestem kimś innym niż dziesięć lat temu, choć już wtedy zaczynało być nieco inaczej. Ja w ogóle przeżyłem już co najmniej dwa życia w jednym, to drugie zaczęło się właśnie mniej więcej dziesięć lat temu. Tak więc dziesięć lat to sporo. Z drugiej strony, z innej perspektywy na to patrząc jednak, to było jak mgnienie, rok dwutysięczny był wczoraj, więc też dziesięć lat to moment. Innymi słowy te dziesięć lat to było dużo i zarazem mało.
Debiutowałeś jako scenarzysta w 2006 roku, jako pisarz w 2016 roku. Z czym kojarzy ci się ten czas? Czy dostrzegasz istotne kamienie milowe w swojej twórczości?
– Na pewno takimi są owe debiuty, o których mówicie, może jeszcze 2012, kiedy wygrałem konkurs na serial kryminalny dla Dwójki i jeszcze w tym samym roku napisałem, a Opus i Greg Zgliński zrealizowali „Paradoks”. Tak „Paradoks” był kamieniem milowym. Czas, o którym mówimy, kojarzy mi się generalnie z drugim życiem, o którym wspominałem wcześniej, a to drugie życie to twórczość, tworzenie w ogóle różnych rzeczy, ale głównie scenariuszy i powieści. Pewno też za swoisty kamień milowy można by uznać rok 2021, kiedy dwa moje seriale, oparte na dwóch moich powieściach i przeze mnie albo w każdym razie z moim udziałem napisane czyli „Szadź” i „Rysa” były nominowane do Orłów. A tak w ogóle każde kolejne dzieło, każda powieść czy scenariusz to dla mnie też kamień milowy.
Dla mnie z jednej strony dziesięć lat to sporo, bo przez ostatnie dziesięć lat napisałem dziesięć powieści, z dziesięć seriali, jedną fabułę. Zmieniło się moje życie, jestem kimś innym niż dziesięć lat temu, choć już wtedy zaczynało być nieco inaczej. Ja w ogóle przeżyłem już co najmniej dwa życia w jednym, to drugie zaczęło się właśnie mniej więcej dziesięć lat temu.
Czy gdybyś mógł cofnąć czas, zmieniłbyś coś w swoich pisarskich decyzjach?
– Raczej nie. Ja w ogóle jestem przede wszystkim szczęśliwy z tego, że jest jak jest. Nie wydziwiam, nie malkotentuję, nie roszczę. Może dlatego, że wiem, skąd przychodzę i jak mało wskazywało na to, że będę pisarzem jeszcze jakieś powiedzmy dwadzieścia lat temu. Dlatego tak zwany stan zastany uważam za całkiem dobry, a poza tym ja też nie mam do końca przekonania o tym, że jesteśmy tak bardzo sprawczy w naszym życiu i że tak wiele zależy od naszych decyzji. Myślę, że sploty okoliczności, fatum, los, zrządzenie mają w tym wszystkim znaczenie przeogromne, naszą rolą jest raczej nie schrzanić okazji, które się nadarzają, niż jakoś szczególnie wpływać na to, żeby się nadarzyły. Tak uważam, ale wiem, że wielu, jeśli nie większość, uważa zupełnie inaczej.
Czas, o którym mówimy, kojarzy mi się generalnie z drugim życiem. a to drugie życie to twórczość, tworzenie w ogóle różnych rzeczy, ale głównie scenariuszy i powieści. Pewno też za swoisty kamień milowy można by uznać rok 2021, kiedy dwa moje seriale, oparte na dwóch moich powieściach i przeze mnie albo w każdym razie z moim udziałem napisane czyli „Szadź” i „Rysa” były nominowane do Orłów. A tak w ogóle każde kolejne dzieło, każda powieść czy scenariusz to dla mnie też kamień milowy.
Jak zacząłeś pisać? I dlaczego?
– Zacząłem ręką, w notesie, albo może jeszcze nawet w szkolnym zeszycie. Klasówki z polskiego od jakiejś szóstej klasy podstawówki wychodziły mi już nie najgorzej, z matury pisemnej dostałem mocną piątkę (wtedy wyżej nie było), ale już z ustnej wybroniłem się na ledwie trzy z dwoma (wtedy niżej było już tylko niezdanie matury), potem mnie korciło, ale nie czułem się powołany, zawsze wydawało mi się, że inni to robią lepiej, albo może w ogóle nic mi się nie wydawało, bo się nie zastanawiałem nad tym za bardzo. W końcu ruszyłem z jakimiś opowiadaniami, bo coś mnie gniotło, żeby pisać, później gniotło mnie mocniej i w 2004 roku napisałem „Palimpsest”, który trafił do Konrada Niewolskiego i go zachwycił, potem zachwycił Machulskiego, potem powstał film i tak się zaczęło. Ja od bardzo młodych lat mam rodzinę, więc muszę robić rzeczy, za które mi płacą, więc jak zaczęli mi płacić za pisanie, to zacząłem pisać.
Dokończ: Gdybym jednak nie został scenarzystą, pisarzem, to byłbym…
– Prawdopodobnie niezłym ochroniarzem, może BOR czyli SOP to się chyba nazywa teraz, może jakiś wywiad, kontrwywiad, ale to nie wiem, bo za słabo umiem trzymać język za zębami. W każdym razie pewno coś w tę stronę. Mam dar obserwacji, asocjowania, wyciągania wniosków, poza tym żyję w permanentnej obawie, a to przydatne dla kogoś kto chroni ludzi albo mienie, bo łatwiej mu się skupić na zagrożeniach.
Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?
– To że w ogóle jestem pisarzem i scenarzystą to spełnienie marzenia, którego chyba nawet nie miałem, bo bym się nie ośmielił mieć. Miałem wprawdzie zostać reżyserem, zdawałem do szkoły filmowej dwa razy, może o raz albo o kilka razy za mało, potem odpuściłem, bo jak już mówiłem, musiałem się zająć płaceniem rachunków, a nie spełnianiem marzeń. Z drugiej strony na szczęście wciąż chciałbym czegoś jeszcze. Czy ja wiem, napisać coś co przejdzie do historii literatury choć trochę, albo nakręcić film, po którym ludzie wyjdą z kina i nie będą pletli andronów, tylko skupią się gdzieś w sobie i w tym zamknięciu i skupieniu przeżyją to, co obejrzeli.
Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.
– Pytań, raczej nie odpowiedzi. Myśli, na pewno nie dydaktyki. Zapłodnienia, ale ku dobru. Odkrywczości, ale zarazem czegoś co rozpoznam jako moje, czegoś bliskiego. Jak to możliwe, że ten facet, ta kobieta czują podobne rzeczy jak ja w podobnych okolicznościach. Myślałem, że jestem z tym absolutnie sam na świecie. Takich rzeczy oczekuję.
Jakie książki (albo inne dzieła kultury) ukształtowały cię – jako człowieka, jako pisarza? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?
– Czy ja wiem, pewno najbardziej te książki, które czytałem za młodu i filmy, które oglądałem dzieckiem będąc w kolebce, bo to wtedy rzeczy nas kształtują, później to już szlif jedynie i to z czasem papierem ściernym o coraz wyższej gradacji, albo tarczą diamentową jedynie, bo twardniejemy i kształtować coraz ciężej. Jeśli zaś za młodu to pewno Iberoamerykanie, Marquez ze swoim Aureliano Buendią, Cortázar, Llosa, a ku kryminałowi popychał mnie Chandler ze swoim Marlowem, zaczytywałem się też w Hłasce o owym czasie, uwielbiałem Lema, później doszli też Rosjanie; Dostojewski, Tołstoj, Turgieniew, Niemcy Hesse, Mann no i tak dalej i tak dalej.
Nie mam do końca przekonania o tym, że jesteśmy tak bardzo sprawczy w naszym życiu i że tak wiele zależy od naszych decyzji. Myślę, że sploty okoliczności, fatum, los, zrządzenie mają w tym wszystkim znaczenie przeogromne, naszą rolą jest raczej nie schrzanić okazji, które się nadarzają, niż jakoś szczególnie wpływać na to, żeby się nadarzyły. Tak uważam, ale wiem, że wielu, jeśli nie większość, uważa zupełnie inaczej.
Kiedy nie piszę, to…
– Się denerwuję, że nie piszę, że nie pracuję generalnie, więc, żeby nie oszaleć w kółko pisząc znajduje sobie inne prace. Na przykład uwielbiam remontować, albo też sprzątać. W tych zajęciach w przeciwieństwie do twórczości skutek działań widać nieomal od razu. Kiedy piszesz powieść to najpierw pół roku minimum ją piszesz, potem przepychasz przez redakcję, potem czekasz na wydanie, potem czekasz na odzew, ciągle poddawany jesteś ocenie. Jak poleruję schody marmurowe to oceniać będzie to co najwyżej żona, a ja jestem z siebie zadowolony już po dniu albo dwóch. Poza tym zmęczenie fizyczne jest naprawdę odpoczynkiem od zmęczenia głowy, od zmęczenia twórczego, dlatego lubię robić tego typu rzeczy. Oczywiście jak nie piszę, to też czytam no i oglądam, lubię, kocham wręcz kino wciąż jeszcze choć to dzisiejsze wydaje mi się, może nie tyle gorsze co, jakby chaotyczniejsze od tego, które oglądałem kiedyś. Tamto pomagało mi skonstruować własny świat, to dzisiejsze raczej go dekonstruuje, albo częściej po prostu rozbija. Myślę, że to też rodzaj odbicia tego co ze światem się działo i dzieje, wtedy się konstruował, dziś się rozpada.
Nad czym teraz pracujesz?
– Nad scenariuszem do dużego serialu, ale do jakiego nie mogę Wam powiedzieć, bo bym musiał Was potem zabić. Sprawa jest bowiem tajna, jak to zwykle w tym biznesie. A do tego nad powieścią, ale tu też nie mogę powiedzieć za wiele, no może oprócz tego, że pewno jednak będzie to kryminał. No i jeszcze nad kilkoma innymi rzeczami, ale to już mniej zobowiązująco.

