Zupełnie Inna Opowieść ma już ponad 10 lat. Czy dekada to dużo, czy mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnie 10 lat, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Bohdan Głębocki.

– Nie wydaje mi się, żebym był predestynowany do dawania czytelnikom życiowych rad, chciałbym zaoferować im rozrywkę i po prostu opowiedzieć – mam nadzieję – ciekawe historie – mówi Bohdan Głębocki, pisarz, pracownik naukowy UAM, autor opowiadań, m.in. w tomie „Trupów hurtowo trzech”, a przed wszystkim dieselpunkowej serii powieściowej, łączącej elementy retrokryminału, powieści szpiegowskiej i… magii: „Musza Góra”, „Ślepe ryby” i „Morowe chłopy”. Opublikował też pracę naukową „Wszędzie i zawsze… Żydzi. Obraz społeczności żydowskiej w prasie i publicystyce obozu narodowego w Polsce w latach 1930-1939”. Pierwszą recenzję jego książki zamieściliśmy 4 grudnia 2017 roku, a 25 grudnia 2021 roku opublikowaliśmy filmowy spacer z pisarzem śladami jego książek.
Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało?
Bohdan Głębocki: Epoka! Jako historyk patrzę na upływ czasu w sposób dynamiczny. Czym innym będzie 10 lat w średniowieczu, czym innym w okresie międzywojennym. W XXI wieku to epoka. Spójrzmy na ostatnią dekadę od strony technologii, która wywiera ogromny wpływ na nasze życie. Przez ostatnie dziesięć lat internet stał się podstawowym środkiem międzyludzkiej komunikacji. Jest dostępny praktycznie wszędzie. Upowszechnia się sztuczna inteligencja, która niesie ze sobą nowe zagrożenia, ale równocześnie fascynujące możliwości. Literatura, czy szerzej kultura, wskazuje nam różnorakie scenariusze rozwoju sytuacji. I są one raczej pesymistyczne. A w sferze społeczno-politycznej? Pandemia, lockdown, wojna pełnoskalowa u naszych granic, rosnąca polaryzacja społeczna, permanentna wojna informacyjna. Żydom przypisywano kiedyś takie przekleństwo: obyś żył w ciekawych czasach. Nam się to właśnie przytrafiło.
Debiutowałeś jako autor prozy w 2014 roku. Z czym kojarzy ci się ta dekada? Czy dostrzegasz istotne kamienie milowe w swoim życiu, w swojej twórczości?
– W życiu zawodowym to czas mozolnej pracy nad doktoratem. To było wyzwanie, a raczej czarna dziura gotowa pochłonąć każdą porcję czasu. Obrona w warunkach pandemii była z całą pewnością kamieniem milowym w moim życiu. Równolegle powstawały kolejne tomy Muszej Góry. Przede mną kolejny kamień milowy to jest zakończenie cyklu. Dobrze będzie opuścić rok 1938 i zająć się czymś innym. W świecie pozazawodowym i pozaliterackim dostrzegam pomruki zmian. Chciałbym wierzyć, że jak się zaczną, nie zmiotą nas z powierzchni ziemi. I bardzo chciałbym z optymizmem patrzeć w przyszłość. Tylko, że za diabła mi to nie wychodzi.
W świecie pozazawodowym i pozaliterackim dostrzegam pomruki zmian. Chciałbym wierzyć, że jak się zaczną, nie zmiotą nas z powierzchni ziemi. I bardzo chciałbym z optymizmem patrzeć w przyszłość. Tylko, że za diabła mi to nie wychodzi.
Czy gdybyś mógł cofnąć czas, zmieniłbyś coś w swoich pisarskich decyzjach?
– Pytanie wagi ciężkiej. Ale spróbuję. Pierwszy tom cyklu przypomina koncentrat. Dzieje się tam naprawdę dużo, pojawia się mnóstwo wątków i jeszcze więcej postaci. Rozcieńczenie koncentratu pewnie by nie zaszkodziło. Druga rzecz do poprawy, to zwiększenie częstotliwości wydawania kolejnych tomów. Przyczyny długich przerw są dość złożone i nie zależą wyłącznie ode mnie. Czytelnika to jednak nie interesuje i ja to rozumiem. Obiecuję poprawę.
Jak zacząłeś pisać? I dlaczego?
– Utworek mający kształt powieści zacząłem pisać pod koniec szkoły podstawowej. Przeczytałem Władcę Pierścieni, w nieortodoksyjnej kolejności (Dwie wieże, Powrót króla i Drużyna pierścienia – ale takie były czasy), wpadłem w uniesienie i postanowiłem też coś napisać o krasnoludach, elfach, smokach, czarnoksiężnikach i wszystkich cudownościach Śródziemia. Cierpliwości starczyło mi na jakieś dziesięć stron, w których opisałem z pietyzmem liczebność i jednostki w armiach królestw szykujących się do wielkiej wojny. Na szczęście pisałem długopisem w zeszycie i istnieje tylko jedna wersja, którą dość skutecznie zgubiłem. Dla dobra ludzkości ma się rozumieć. Później przeszedłem dalsze etapy edukacji, rozpocząłem pracę, zamieszkałem na swoim, nabierałem doświadczenia. Dużo czytałem. Potrzeba przelewania na papier historii które powstawały w mojej głowie, cały czas mi towarzyszyła. Pierwszy pomysł na Muszą Górę pojawił się jakoś tak koło 2007 roku. Tym razem natchnął mnie mroczny Breslau Marka Krajewskiego. A dlaczego piszę? Historie muszą znaleźć gdzieś swoje ujście, a chodzi mi ich po głowie sporo. Chciałbym się nimi podzielić i może kogoś zaintrygować, zaciekawić, pobudzić do przemyśleń.
Dokończ: Gdybym jednak nie został pisarzem, to byłbym…
– To akurat jest oczywiste. Nie czuję się pisarzem. Pisarzem bywam. Jestem wykładowcą, staram się pomagać kolejnym rocznikom moich studentów w zaistnieniu w społeczeństwie informacyjnym, rozwijać w nich kompetencje cyfrowe, a przede wszystkim otwartość na ich nieustanne modyfikacje. Zatem wykładowca akademicki, ale tuż po zakończeniu studiów miałem bardzo intensywny epizod w branży IT – te ciągoty wciąż się we mnie tlą. Lubię sobie podłubać w różnych kodach. Naprawdę zazdroszczę ludziom skupionym na jednej dziedzinie zainteresowań. W moim przypadku problemem była i jest szerokość tego co mnie pociągało. Z biol-chemu w liceum wylądowałem na historii, żeby jako drugi kierunek podjąć studia informatyczne. Biol-chem gdzieś wyparował, ale historia i informa kręcą mnie nadal.
Obejrzyj także:
Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?
– Zdecydowanie niespełnione. Chciałbym jeszcze kilka historii opowiedzieć. Marzenie? Nieosiągalne. Ale powiem o nim. Bardzo bym chciał obejrzeć serial oparty na cyklu Musza Góra. To się nie wydarzy, bezpiecznie mogę sobie więc marzyć.
Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.
– Wskazówek, drogowskazów. Ale również rozrywki. Może nawet przede wszystkim. Takiej dla nieco bardziej wymagających. Bohaterowie literaccy mierzą się z najprzeróżniejszymi kolejami losu, czytelnicy mogą w komfortowych warunkach obserwować te zmagania. Być może wyciągać wnioski i na ich podstawie korygować własne życie. Albo po prostu odnajdywać odskocznię od szarej codzienności. Nie wydaje mi się, żebym był predestynowany do dawania czytelnikom życiowych rad, chciałbym zaoferować im rozrywkę i po prostu opowiedzieć – mam nadzieję – ciekawe historie.
Jakie książki (albo inne dzieła kultury) ukształtowały cię – jako człowieka, jako pisarza? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?
Swoje zachwyty nad autorami i ich dziełami traktuję również dynamicznie. Pewne treści podobały mi się na określonych etapach mojego rozwoju, niekoniecznie jednak miałbym ochotę wracać do nich po latach. Zacznę może jednak od fundamentów – czyli tekstów do których mógłbym wrócić w każdej chwili. Wspomniany Władca pierścieni. Następnie Gra o tron George’a R. R. Martina. Tutaj dygresja, a nawet dwie. Pytacie o ulubionego bohatera. Ned Stark. A po nim kilku następnych (śmiech). Martin to seryjny zabójca bohaterów, którzy bardzo mi się spodobali. Dygresja druga. Nie obejrzałem serialu czekając na dokończenie cyklu książkowego. Czekam wciąż. Czekam również na drugą część Pielgrzyma Terry Hayesa. Jedynkę przeczytałem dwukrotnie (to u mnie prawdziwa rzadkość). I dwukrotnie byłem pod wrażeniem. Przeczytałem również Rok szarańczy, jednak w kontekście tego pytania nie będę o tym mówił. Natomiast w świecie non-fiction ogromne wrażenie zrobiła na mnie książka Jarosława Kurskiego Dziady i dybuki. Sądziłem, że o relacjach żydowsko-polskich wiem sporo. No właśnie – sądziłem. Gorąco polecam każdemu, kogo nasze wspólne dziedzictwo interesuje. Poza ogromną liczbą ciekawych wiadomości zawartych w tej książce, Kurski uwrażliwia czytelnika polskiego na żydowski punkt widzenia, pokazując w jaki sposób czuli (czują) się w otoczeniu nawet najbardziej życzliwej polskiej większości.
Od literatury oczekuję wskazówek, drogowskazów. Ale również rozrywki. Może nawet przede wszystkim. Takiej dla nieco bardziej wymagających. Bohaterowie literaccy mierzą się z najprzeróżniejszymi kolejami losu, czytelnicy mogą w komfortowych warunkach obserwować te zmagania. Być może wyciągać wnioski i na ich podstawie korygować własne życie. Albo po prostu odnajdywać odskocznię od szarej codzienności.
Pora wskazać tytuły ważne na jakimś etapie mojego życia. Graham Masterton: Manitou – uwiodło mnie połączenie indiańskich wierzeń z współczesnym miejskim horrorem. Wcześniej nie wiedziałem, że książkowy horror może mnie wciągnąć. Sięgając po To Stephena Kinga już miałem tą wiedzę. Rozbudowana opowieść z pozornie idiotyczną historią klauna-zabójcy pokazała jak można budować atmosferę grozy. Alfred Bester i Gwiazdy, moje przeznaczenie. Wspaniała space opera. Wracając na ziemię. Klasyka kryminalna. Artur Conan Doyle i Sherlock Holmes. Kryminały w miejscach egzotycznych dla nas: Eliot Pattison i cykl o inspektorze Shan. Ciekawa, nieszablonowa intryga okraszona masą informacji o Tybecie. Nordic noir. Stieg Larsson. Z pewnością. Ale stawiam raczej na Jo Nesbø. I małżeństwo kryjące się pod pseudonimem Lars Kepler. Gdybym miał wskazać autorów i tytuły ważne dla powstania Muszej Góry, to powinienem zacząć od Caleb Carra i niezapomnianego Alienisty. Przeczytałem wszystko co tego autora wyszło po polsku. Niestety nic więcej Carr już nie napisze. Wielka szkoda. O Marku Krajewskim już wspomniałem, cenię sobie najbardziej powieści o Eberhardzie Mocku. Wskazałbym jeszcze duet pisarski Douglas Preston i Lincoln Child, którzy stworzyli postać nader nieszablonowego agenta FBI Aloysiusa X. L. Pendergasta. Cykl obrósł wieloma spin-offami, które są lepsze i gorsze. Parę literackich postaci innych autorów już się tu przewinęło, wskażę zatem mojego ulubionego bohatera Muszej Góry. W pierwotnym zamyśle takim pierwszoplanowym i mimo wszystko pozytywnym bohaterem był Antek Kaczmarek. Podczas pisania serce skradła mi Barbara. I chyba ona jest tu najważniejsza. Mam także słabość do Ady Wysockiej, która delikatnie mówiąc jest kontrowersyjna. A że imponują mi postacie silnych kobiet, w Pannie Straszliwej dorzucę jeszcze co najmniej jedną taką. Rozpędziłem się. To chyba tyle. Albo nie. Jak miały być jeszcze inne dzieła kultury to dorzucę jeszcze kilka komiksów. Tylko tytuły. Amerykański wampir. Skalp. Reckless. Baśnie. Hrabstwo Harrow. Locke & Key. Koniec.
Kiedy nie piszę, to…
– Prowadzę research, redaguję to co już napisałem. Domyślam się jednak, że nie tego dotyczy pytanie. Lubię gotować, szukam więc ciekawych przepisów, które przekształcam w potrawy. Uszczęśliwiam nimi moją rodzinę. Sporo już przeze mnie przeszli… Dużo czasu zajęło mi odkrycie w sobie tej pasji, ale jak już zorientowałem się, że przyrządzanie posiłków to prawdziwa przyjemność, z zacięciem rzuciłem się w wir gotowania. Dawniej lubiłem grać w piłkę – był czas, że wiele potu zostawiłem na boiskach – sporo biegałem. Problemy zdrowotne zmusiły mnie do zmiany form aktywności. Obecnie spełniam się w nordic walkingu. Jestem również nałogowym czytelnikiem, ale o tym mówiłem już odpowiadając na poprzednie pytanie.
Nad czym teraz pracujesz?
– Kończę Pannę straszliwą czyli zwieńczenie tetralogii rozpoczętej Muszą górą. Później będę chciał trochę odpocząć od czasów międzywojennych. W stworzonym przeze mnie uniwersum, mam pomysł na nowy cykl, który będzie toczył się w latach osiemdziesiątych, z pewnymi przeskokami do czasów tuż powojennych. Zatem zamierzam napisać coś o schyłkowym PRL-u, który dość dobrze pamiętam. Puste półki w sklepach, szarzyzna i młodzież kontestująca komunę, a także łaknąca wszystkiego co kojarzyło się z szeroko rozumianym Zachodem. Będzie rockowo, ośmiobitowo, ale i magicznie, bo u mnie nie da się inaczej (śmiech).


Bodziu! Ależ Ty jesteś pisarzem i to dojrzałym , w pełni ukształtowanym i świadomym! Przede wszystkim o szerokich horyzontach! ,,wcalenienajsympatyczniejsza” przedstawicielka wyparowanego biolchemu