Jak technologia wpływa na fantastykę, a jak fantastyka wpływa na technologie. I dlaczego większość wizji przyszłości w literaturze SF jest pesymistyczna – zastanawiali się podczas Pyrkonu pisarze Michał Cetnarowski, Rafał Kosik, Marcin Sergiusz Przybyłek i Magdalena Salik. Byliśmy na spotkaniu.

„Jedną z możliwych definicji SF jest ta, że to literatura odpowiadająca na technologię. Nie mówię, że jedyna i że wyczerpująca” – zaznaczał Michał Cetnarowski. Autor „Gnozy” przekonywał, że odpowiedź na pytanie o to, czy to SF wpływa na rozwój technologii, czy może jednak to bardziej technologia kształtuje SF, znajdziemy, o ile odpowiemy sobie na inne pytanie: co bardziej definiuje człowieka: natura czy kultura. I dawał przykłady: to pisarz, Arthur C. Clarke, zaproponował umieszczenie sztucznego satelity na orbicie Ziemi, co się w końcu rzeczywiście wydarzyło, z drugiej strony SF też odpowiada na zdarzenia, które zachodzą wokół: kataklizmy, zmiany klimatyczne, odkrycia naukowe.

Zdaniem Magdaleny Salik naukowcy proponują nam dziś tak gigantyczną liczbę teorii, hipotez, odkryć, że trudno reagować pisarko na każde z nich. „Dziennie pojawiają się co najmniej trzy informacje o odkryciach naukowych, które można wykorzystać w fantastyce. Średnio co trzy tygodnie pojawia się coś tak absolutnie zaskakującego, że uznajemy to za „czyste SF”, z którego można spokojnie stworzyć całą książkę – przekonywała autorka „Płomienia” i „Wścieku”. I przypominała, ze zaledwie kilka dni temu szwajcarski start-up Final Spark, ogłosił możliwość wykupienia przez laboratoria badawcze dostępu online do hodowli minimózgów, czyli ludzkiej tkanki mózgowej, na której na przykład testować będzie można leki. „Najważniejszym celem jest stworzenie żywego procesora” – mówiła Salik.
Marzenie i symbioza
W szukaniu odpowiedzi na pytanie, kto kogo bardziej inspiruje, Marcin Przybyłek przekonywał, że na samym początku są marzenia. „Ludzi inspirują marzenia, niezależnie od tego czy ktoś ma nieszczęście być naukowcem, czy jeszcze większe – pisarzem. Autor sagi Gamedec zaznaczał, że wizje fantastyczne rodzą się często z bólu, z tęsknoty. Nie mogła go inspirować technologia, bo wychował się w PRL, gdy dostęp do nowoczesnych technologii był praktyczne żaden. „Tym, co mnie inspirowało, była brzydota, wszechogarniająca. Ona mnie dobijała, wiec dodawałem sobie w wyobraźni miasta przyszłości górujące nad linią istniejących budynków. Nie mogłem pogodzić się z otaczająca mnie rzeczywistością, więc zrodziła się we mnie potrzeba stworzenia czegoś z marzeń” – mówił Ptrzybyłek, choć dodawał, że gdy już zaczął pisać, konieczne stało się podpieranie wiedzą o tym, jak co jest zrobione.

Rafał Kosik jest przedstawicielem podobnego pokolenia, co Przybyłek i dzieli z nim doświadczenie wyobraźni stymulowanej brakiem. „Rysowałem sobie Warszawę z wieżowcami wystającymi ponad szarymi blokami i to rzeczywiście sporo mi dało” – przyznawał autor „Marsa” i „Cyberpunk 2077: Bez przypadku”. Odnosząc się to tematu panelu, zauważał, że z nauka i literatura SF tworzą rodzaj symbiozy, nawet nieuświadomionej, ale koniecznej. „Naukowiec, który przechodzi wszystkie szczeble kariery, poruszający się wśród innych naukowców, czasem nie zauważy rozwiązania, na które trafia ktoś z zewnątrz, kto nie wpadł w koleiny nauki. Przywołany przykład Athura C. Clarke’a doskonale to pokazuje” – mówił Kosik. I dodawał, że ten wpływ sztuki na naukę będzie istniała zawsze, choć być może nie będzie on już tak bezpośredni, a ograniczony do nawet nieświadomej inspiracji, gdy choćby naukowiec szukający rozwiązania problemu znajdzie go wpatrując się w galerii sztuki w abstrakcyjny obraz.
Brak obietnicy
Dlaczego jednak literatura SF, pozostająca w owej symbiozie z technologią, jest tak często pełna pesymizmu? Jak mówił Michał Cetnarowski, optymizm SF skoczył się wraz z wyścigiem zbrojeń i wizją zagłady atomowej. „Wtedy fantastyka zaczęła tworzyć teksty o tym właśnie zagrożeniu. Nawet z pozoru optymistyczna wizja lotów kosmicznych za tło miała zimną wojnę i wyścig zbrojeń. Wszystko to niekoniecznie pozwalało nam patrzeć pozytywnie w przyszłość” – zaznaczał. Podobnie było w latach 80., z początkiem epoki Reagana, która wpłynęła na pesymizm cyberpunka. „Oczywiście w latach 90. pojawił się posthumanizm, z zasady optymistyczny, bo zakładający, że człowiek ma jednak jakąś przyszłość. Może nie taką, jak byś my chcieli kiedyś, ale jednak” – tłumaczył. Przypominał, że dziś w SF mamy pisarzy, przestrzegających przed kryzysem, klimatycznym, ale mamy też nurt solarpunkowych wizji przyszłości cywilizacji mogącej się rozwijać.

Z wizą literatury jako ostrzeżenia zgadzał się Rafał Kosik. „Ja opisuję najgorsze scenariusze, żeby pokazać, co może nam grozić. To moim zdaniem jedna z ważniejszych ról fantastyki” – przekonywał. Zdaniem Magdaleny Salik problem pesymizmu wynika z faktu, że w tej chwili światu technologicznemu trudno jest sformułować dla nas obietnicę, która byłaby pociągająca, zapładniająca wyobraźnię, jak było to choćby w XIX wieku, gdy każdy wynalazek, choćby pociąg, budził w ludziach szok i niedowierzanie. „Teraz żyjemy w momencie, gdy nie dość, że trochę już skonsumowaliśmy całą technologiczną zmianę, to jeszcze zaczynają się pojawiać ograniczenia: w dalszy kosmos raczej nie polecimy, bo nie mamy napędu, który pozwoli dotrzeć nawet do najbliższej gwizdy, odległej o ok. 4 lata świetlne. Rozwój technologii wiele nam dał, ale i wygenerował wiele problemów. Literatura na to reaguje” – mówiła pisarka.
Ale może jest też tak, jak chce Rafał Kosik, że pesymizm w literaturze to także efekt naszej ewolucji: na zagrożenia, na sygnały negatywne reagujemy znacznie intensywniej. „Trudno jest więc napisać pozytywną historię ciekawie, skoro jako czytelnicy wolimy złe wiadomości od dobrych, a wizje pesymistyczne od pozytywnych”.
Wpływ technologii na literaturę fantastyczną
Pyrkon, Poznań, 14 czerwca 2014

