Zupełnie Inna Opowieść ma już ponad 10 lat. Czy dekada to dużo, czy mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęło ostatnie 10 lat, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Jacek Ostrowski.

– Czy spełniłem pisarskie marzenie? Chyba nie spodziewacie się innej odpowiedzi niż „nie”? I słusznie, bo wciąż trzeba gonić tego przeklętego króliczka. Czym jest ten króliczek dla pisarza? Dla mnie powieścią, która pozwoli mi przetrwać w sercach czytelników, kiedy mnie już dawno nie będzie – mówi Jacek Ostrowski, pisarz, autor m.in. powieści „IPN”, „UT”, „Posiadłość w Portovénere”, „Tajemnice Tumskiej Góry”, „Transplantacja”, „Paragraf 148” (pierwszy tom serii z Zuzanną Lewandowską), „Czarny wdowiec”, „Sarkofag”, „Świrus”, „Zaginiona kronika”, „Wojna”, „Katharsis”, „Porwanie”, „Bibliotekarka”, „Raczycho”, „Bohomaz”, „Ostatni wizyta”, „Kuba”, „Śmierć na bogato”, „Zemsta”. Pierwszą recenzję jego książki zamieściliśmy 18 września 2018 roku.
Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało? (pytanie natury filozoficznej)
Jacek Ostrowski: To zależy jak na to spojrzeć. Jeśli spojrzymy na to, co działo się i dzieje w polityce światowej, to jest to szmat czasu. Tak dużo się zmieniło i to na niekorzyść, że aż strach pomyśleć, co wydarzy się za rok, czy przez następne dziesięć lat. Jeśli spojrzeć na to przez pryzmat dziejów świata, to coś tak małego, że jest niemierzalne. W moim życiu to szmat czasu. Ostatnie dziesięć lat, to kilkanaście powieści napisanych i kilka tkwiących w głowie. To także wielkie zmiany w moim życiu, dorastanie wnuczki, przeżywanie sukcesów naukowych Magdy (córki), zakończenie pracy zawodowej i skupienie się na pisaniu oraz podróżach. Jednym słowem, to dużo.
Debiutowałeś jako pisarz w 2006 roku. Dziś jesteś autorem około dwudziestu powieści i wielu opowiadań. Z czym kojarzy ci się ten czas od debiutu? Dostrzegasz jakieś istotne kamienie milowe w swojej twórczości?
– Dwudziestu? Dawno już przestałem je liczyć, więc wierzę na słowo. Czas od debiutu kojarzy mi się z latami wyrzeczeń, pracą i jeszcze raz pracą. To były lata tworzenia i jednocześnie doskonalenia swojego warsztatu pisarskiego. Kiedy czasem zerknę do swoich pierwszych powieści, widzę kolosalny progres, wciąż idę do przodu i tak pewnie będzie aż do mojej ostatniej książki. Na tej drodze było kilka kamieni milowych, jak choćby pierwszy spory sukces książki „Ostatnia wizyta”. Dzięki niej zostałem zauważony, co otworzyło mi drzwi do szerszego kręgu odbiorców. Drugim ważnym punktem w moim pisaniu był sukces serii o perypetiach Zuzy Lewandowskiej. Trzecim, taką mam nadzieję będzie nowa seria, którą zapoczątkowała „Śmierć na bogato”.
Czy gdybyś mógł cofnąć czas, zmieniłbyś coś w swoim pisarskich decyzjach (inne gatunki, tematy)?
– Świetne pytanie. Oczywiście, że skorygowałbym swoją drogę pisarską. Kilka książek w ogóle by nie powstało, zaś część w trochę innej wersji. W swoich powieściach lubię mieszać różne gatunki literackie i robię to coraz odważniej, a powinienem był wcześniej podążać tą drogą. Następna część z nowej serii z Agatą Johnson będzie właśnie taką mieszanką i to naprawdę mocno przyprawioną.
Na tej drodze było kilka kamieni milowych, jak choćby pierwszy spory sukces książki „Ostatnia wizyta”. Dzięki niej zostałem zauważony, co otworzyło mi drzwi do szerszego kręgu odbiorców. Drugim ważnym punktem w moim pisaniu był sukces serii o perypetiach Zuzy Lewandowskiej. Trzecim, taką mam nadzieję będzie nowa seria, którą zapoczątkowała „Śmierć na bogato”.
Jak zacząłeś pisać? I dlaczego?
– To tkwiło we mnie od dzieciństwa. Uwielbiałem pisać wypracowania, mnóstwo czytałem, właściwie żyłem literaturą. Pewne rzeczy mi się nie podobały, innymi byłem zafascynowany. Wtedy zrozumiałem, że nie należy opierać się na ocenach recenzentów, bo oni nie są alfą i omegą, że trzeba sobie samemu wyrabiać własne poglądy. Dlaczego o tym teraz wspominam? Bo to przekonanie pozwoliło mi przebrnąć pierwsze opinie o moich wczesnych powieściach. Nie załamałem się i dalej pisałem. Wracając do początków to pomysł napisania powieści zalągł mi się w głowie już w szkole podstawowej. Trochę trwało nim od samego pomysłu przeszedłem do realizacji projektu i od razu rzuciłem się na głęboką wodę, co było błędem. Chciałem dużo i szybko. To nie mogło się dobrze skończyć, no i wyszło źle. Zacząłem pisać opowiadania, najpierw krótkie, później coraz dłuższe. Kiedy poczułem, że czuję w tym już mocno grunt pod nogami, wróciłem do powieści. Tym razem było inaczej, choć początkowo bardzo wyboiście.
Dokończ: Gdybym jednak nie został pisarzem, to byłbym…
– Seryjnym zabójcą polityków. Kiedy widzę, co dla swojej kariery czy chorej ambicji robią z naszym życiem, mordowałbym ich jednego po drugim i to od prawa do lewa (śmiech).
Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?
– Chyba nie spodziewacie się innej odpowiedzi niż „nie”? I słusznie, bo wciąż trzeba gonić tego przeklętego króliczka. Czym jest ten króliczek dla pisarza? Dla mnie powieścią, która pozwoli mi przetrwać w sercach czytelników, kiedy mnie już dawno nie będzie.
Przeczytaj także:
Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.
– Dziś czegoś innego niż kiedyś. Teraz oczekuję przede wszystkim rozrywki, a przy okazji różnych ciekawostek. Internet i telewizja przejęły od literatury większość misji poznawczych i wywiązują się z tego bardzo dobrze, bo prócz słowa mają do dyspozycji jeszcze obraz, a to jest potężne narzędzie. Od swojej literatury, czyli od siebie oczekuję zagwarantowania czytelnikowi pełnego relaksu i dobrej zabawy. Chcę, żeby nie żałował wydanych na moją książkę pieniędzy i żeby sięgnął po następną. W końcu piszę dla niego, dla siebie swoich myśli nie muszę przelewać na papier.
Jakie książki (albo inne dzieła kultury) cię ukształtowały – jako człowieka, jako pisarza? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?
– Nie ciepię tego pytania, a ono powtarza się w wielu wywiadach. Czytałem i czytam różne książki. Mam mnóstwo zainteresowań, od zawsze chłonę informacje niczym gąbka wodę, a każda książka coś w sobie ma. Czytałem klasykę wszelkich gatunków, jedne powieści ze zwykłego snobizmu czy ludzkiej próżności, a inne z ciekawości. Ponoć każda książka ma jakąś wartość dodaną i pewnie każda mi coś dała, nawet „Życie seksualne dzikich” Bronisława Malinowskiego, którą jako dziecko po cichu wykradłem z biblioteki babci (śmiech).
Od swojej literatury, czyli od siebie oczekuję zagwarantowania czytelnikowi pełnego relaksu i dobrej zabawy. Chcę, żeby nie żałował wydanych na moją książkę pieniędzy i żeby sięgnął po następną. W końcu piszę dla niego, dla siebie swoich myśli nie muszę przelewać na papier.
Kiedy nie piszę, to….
– Remontuję swój dom. To trochę przypomina budowę Sagrada Familia w Barcelonie. Trwa latami tak jak tamta. Tamtą zaprojektował Antonio Gaudi, a moją ja. Jeden i drugi mocno zakręceni, a więc świrnięci. Tamten skończył swój żywot pod tramwajem, ja tramwaje tak na wszelki wypadek omijam szerokim łukiem.
Nad czym teraz pracujesz?
– Obecnie kończę pisać dwunastą cześć serii o Zuzie Lewandowskiej, która ukaże się jesienią, a niebawem zabieram się za drugą część „Śmierci na bogato”.

