książki

O mojej matce | Marcin Wicha, Rzeczy, których nie wyrzuciłem

Niewiele jest książek, które tak bardzo, do szpiku kości mnie przejęły, jednocześnie pozostawiając we mnie smutek, nostalgię i przygnębienie. Oraz dobrotliwy spokój. Marcin Wicha, który debiutował jako autor książek dla dzieci, w „Rzeczach, których nie wyrzuciłem” w genialny sposób użył prostego, precyzyjnego języka, by po mistrzowsku snuć opowieść o przemijaniu, a w istocie – o życiu.

Choć wiele już napisano o „Rzeczach, których nie wyrzuciłem”, mam wrażenie, że to jedna z tych lektur, których znaczenie w dużym stopniu podlega interpretacji odbiorcy. Z każdym powrotem do tej niewielkiej, magicznej książeczki nawet ja sama odczytuję ją zupełnie inaczej – głębiej zanurzam się w świat rzeczy i słów, doznań i emocji. Niełatwych, niewygodnych, czasem pięknych.

Bo taka właśnie jest zwykle relacja z matką. Tym trudniejsza, gdy zbliża się do końca.

Oto autor stoi w obliczu śmiertelnej choroby swojej matki. To moment na tyle powszechny i uniwersalny, że każdy z nas może postawić się w tym miejscu. Filtrujemy opowieści Wichy o matce przez pryzmat swoich doświadczeń, cofamy się we wspomnienia, zaczynamy postrzegać nasze matki jako bardziej ludzkie, a przez to ułomne i kruche.

Mierzymy się z ich niemocą i konstatujemy, że rzeczywiście i na pewno odejdą przed nami. Wtedy, gdy ich już nie będziemy potrzebowali – taką mamy nadzieję, wierząc w to, co nam obiecały, gdy byliśmy dziećmi.

Taką właśnie obietnicę złożyła matka Marcina Wichy, gdy był kilkuletnim chłopcem. Niezłomna, trudna, niesamowita, wymagająca matka. Zawsze gotowa, by pomóc kłopotliwym dzieciom, którymi zajmowała się zawodowo, zdolna poruszać się w labiryncie reżimu, mądra, pracowita, nieskora do wzruszeń. Matka-historia, matka-legenda. W jej cieniu dorastał autor i od niej uczył się prawd o życiu, ale i przy niej doświadczał rozczarowań.

Słowa zawodziły i jego, i matkę, choć oboje posługiwali się nimi jak najgroźniejszą bronią. Dezawuowały się, zyskując nowe znaczenia, gubiąc stare. Rosły, napuchnięte propagandą, malały wraz z kolejnymi niespełnionymi obietnicami.

Słowa, zaklęte w książkach, którymi wypełniona była każda najmniejsza przestrzeń jej mieszkania, nie obchodziły już nikogo, gdy odeszła. Nie dotrwały do ostatnich jej chwil, zgubiła je po drodze – umierając w ciszy.

Lecz właśnie słowa były pomostem matki między starym a nowym światem. Upierała się, by upamiętniać nimi swoje pochodzenie – swoje dziedzictwo. Nie zgadzała się na zmowę milczenia, jaka miała miejsce w komunistycznej Warszawie – na wymazanie słowa „Żyd” ze słownika. Identyfikowała się ze swoją nacją i nie omieszkała tego zaznaczać przy każdej okazji.

Była twardą, żydowską matką. W jej życiu nie było miejsca na czułostkowość, na delikatność. Może chciała przygotować syna do życia, które kiedyś znów go zawiedzie, jak jego przodków? Może z lęku przed utratą wolała nie okazywać mu zbyt wiele serca? Z obawy, by nie pękło kiedyś na pół?

We wspomnieniach Wichy, pełnych synowskiej, wzruszającej miłości, ciepłego humoru, wnikliwych obserwacji widzę echa dawnych lęków, dawnych traum. Widzę, jak dzielnie jego matka, dziecko Holocaustu, mocowała się z życiem, starając się przede wszystkim zachować wymiar normalności. Jak opanowywała rzeczywistość, kolekcjonując przedmioty, książki, zapisując kilometry papieru – listami spraw do załatwienia, rzeczy do nabycia, wizyt do odbycia.

Twarda, dobra matka. Która nauczyła syna przed odejściem wszystkiego, co ważne, upewniając się, że już sobie bez niej poradzi.

„Otwarte opakowanie kawy trzymać w lodówce.

Obcinać końcówki bananów.

Nie żałować czosnku do sałaty.

Od czasu do czasu mówić prawdę prosto w oczy.

Nie zawsze, ale na tyle często, żeby nas się obawiali.

Tyle.”

Ostatnie zdanie matki autora brzmiało: „Śmiałam się w odpowiednich momentach.” Jego dwuznaczność aż kusi, by stało się drogowskazem.

Śmiać się w odpowiednich momentach. Kiedy trzeba – zapłakać. Mierzyć się z życiem tak, jak tego wymaga. Ni mniej, ni więcej. Tyle.

Marcin Wicha, Rzeczy, których nie wyrzuciłem

Karakter 2017

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.