„Wściek” Magdaleny Salik nie jest ani polityczno-społecznym manifestem w obronie środowiska naturalnego, ani nawet wezwaniem do opamiętania się. Jest gorzką konstatacją tej prawdy, że na gwałtownie postępujące zmiany klimatu ludzkość tak naprawdę nic już nie poradzi – pisze Przemysław Poznański.

Salik nas werbuje – wciąga nas w porywającą opowieść rozgrywającą się w światach realu i wirtualu, mediów społecznościowych i wywrotowych, a w każdym razie mało zachowawczych, ekonomicznych czy socjologicznych idei, by w odpowiedniej chwili odsłonić przed nami prawdę może i przykrą, ale jedyną jaka istnieje: wszystko, cokolwiek robimy w sprawie postępującego wzrostu temperatury na naszej planecie, jest tylko kroplą w morzu potrzeb. Zbyt małą, by coś zmienić. Może dlatego, że robimy to jako jednostki, grupy, nawet poszczególne kraje, ale nie jako ludzkość.
Weźmy choćby genetyczkę rekonstruktorkę Marie Duchêne, która w jednej z pierwszych scen powieści wypuszcza na wolność rodzinę mamutów. Scena, jak z kolejnej odsłony „Parku jurajskiego”, czy raczej plejstoceńskiego, sugeruje opowieść o ludziach owładniętych pasją ratowania środowiska za wszelką cenę. A jest przecież jeszcze Dagan Talbot, ekoaktywista, wypunktowujący publicznie zaniechania i zapóźnienia, które doprowadziły do katastrofy klimatycznej, której objawem jest choćby pierwsze w historii pomiarów całkowicie rozmarznięcie Arktyki, czy realna perspektywa zniknięcia wysokogórskich lodowców Ameryki Północnej. Rzecz jednak w tym, że ich słowa i czyny na mało kim robią wrażenie. Wydaje się wręcz, że właściwie nikogo to nie obchodzi. A nawet gdyby, to i tak jest już zbyt późno na ratunek. Rządy, by nie zrazić lub przerazić wyborców, wolą drogą adaptację, jak choćby budowę olbrzymich wałów przeciwpowodziowych wokół Florydy, które problem podniesienia się poziomu oceanów wskutek globalnego ocieplenia sprowadzą do skali wyzwania inżynieryjnego.
Strach 1 procenta
Jest powieściowy rok 2040. Ale to kolejny zabieg Salik, by nas werbować – tym razem nadzieją. Jeśli jednak dobrze się zastanowimy, to do opisywanej rzeczywistości zostało nam raptem szesnaście lat. Tyle co nic. „Wściek” okazuje się więc szybko opisem świata nie tyle postapokaliptycznego, co naszego, skrytego jedynie litościwie za złudną zasłoną „przyszłości”, a może nawet „fantastyki”. Rzecz w tym, że w najnowszej powieści autorki doskonałego „Płomienia”, fantastyki w zasadzie nie ma. Jest za to zestaw dla wielu niewygodnych naukowych faktów i mniej lub bardziej utopijnych idei niesionych przez bohaterów, a będących reakcją na te fakty. Może wszystko to jest bardziej intensywne, może trochę bardziej zaawansowane technologicznie niż nasze tu i teraz, ale nie na tyle, by się można było pocieszyć pozorną gatunkowością tej prozy.
Czym jest zatem „Wściek”? Oto wspomniany Talbot pisze w swoim głośnym manifeście, że jeden procent najbogatszych zacznie działać na rzecz ratowania świata tylko wówczas, gdy doświadczy tego samego co pozostałe 99 proc., a więc „strachu przed załamaniem się przyszłości i bezpośredniego zagrożenia życia”. Tak się składa, że ów jeden procent znakomicie reprezentuje niejaki Kaleb Nagrin, właściciel OneWorld, hegemona wśród serwisów społecznościowych. Nic dziwnego, że – jak sugeruje Talbot – właśnie śmierć kogoś takiego mogłaby otworzyć oczy tym, którzy mogą mieć realny wpływ na przyszłość planety. I – o dziwo – życzenia czasem się spełniają: Nagrin, na marginesie sponsor badań Duchêne, ginie w zamachu. Czy rzeczywiście coś to zmienia?
Przeczytaj także:
Między wersami
Salik konstruuje powieść tak, by ta śmierć miała znaczenie i stała się kołem zamachowym dla intrygi, w której znajdzie się miejsce dla zdarzeń mogących wprawić w ruch siły wystarczająco zdeterminowane (w każdym tego słowa znaczeniu), by spróbować przerwać pasmo niemocy i braku decyzyjności w sprawie zmian klimatycznych. Ale to znowu tylko warstwa zewnętrzna tej powieści podszyta ułudą rychłej zmiany, narracja „nadpisana” na opowieść zupełnie inną, bo mroczną, odrzucającą złudzenia, operującą faktami, a nie fantazmatami. Na pytanie, czym jest „Wściek” nie możemy jednak odpowiedzieć: manifestem. Nie jest bowiem nawet w istocie powieścią o manifeście. Więcej niż gniewu jest w nim wszak gorzkiej konstatacji o utraconej szansie. Straconej – jak się zdaje – bezpowrotnie.
„Wściek” trzeba więc czytać między wersami. Pod opowieścią o tajemniczej Jane, która postanawia zwerbować nową „elitę”, swego rodzaju nowy „jeden procent” (choć w istocie nawet nie promil, bo tylko małą grupkę osób, mieszczących się w hotelowym pokoju), którego zgodne działania mogą wyznaczyć zmianę w myśleniu o zapobieżeniu klimatycznej katastrofie, kryje się opowieść o naszej – jako ludzi – bezradności, a może nawet naszym braku woli wprowadzenia niezbędnych zmian, biernym, pasywnym uczestniczeniu w procesie zmian klimatu i zniechęceniu – wszystkiego tego, w imię czego jesteśmy w stanie oddać nasz los i naszą przyszłość komukolwiek. Lub czemukolwiek.
Pomysł na altgospę
Owszem, powieść Magdaleny Salik naszpikowana jest pomysłami na „nowy wspaniały świat”, którego fundamenty już się tu nawet tworzą, choćby dzięki start-upowi GoGood, promującemu tzw. gospodarkę daru, altgospę, a więc rodzaj lekarstwa na globalny kapitalizm. To system promujący nie tyle zarabianie pieniędzy, puste giełdowe transfery, niemające nic wspólnego z faktyczną gospodarką, inwestycjami, pieniędzmi, pensjami wpływającymi na konta szeregowych pracowników, ile dbałość o otoczenie społeczne, środowisko, ale też właśnie o człowieka i jego dobrobyt.
Wszystko to jednak – jakby nie wydawało się słuszne i jak by nie działało na poziomie fabuły – de facto staje się dla autorki „Wścieku” tylko wehikułem dla przesłania innego, głębszego i nie tak oczywistego. Jeśli bowiem uznamy, że powieść ta nie jest tak naprawdę fantastyką, to drugiego, dużo bardziej dojmującego znaczenia nabiera jej motto, czyli słowa antropologa Davida Graebera: „Właściwie jedynym, co potrafimy sobie wyobrazić, jest katastrofa”. Rzecz w tym, że – jak zdaje się mówić Magdalena Salik – do obcowania z katastrofą wcale już nie potrzebujemy wyobraźni.
Magdalena Salik, Wściek
Wydawnictwo Powergraph, Warszawa 5 kwietnia 2024
ISBN: 9788367845328
People helpless | „Magdalena Salik’s 'Wściek’ (Rage) is neither a political and social manifesto in defence of the environment, nor even a call to come to one’s senses. It is a bitter statement of the truth that there is really nothing mankind can do about the rapidly advancing climate change,” reviews Przemysław Poznański.

