Zupełnie Inna Opowieść ma już ponad 10 lat. Czy to dużo, czy mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnia dekada, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Marta Guzowska, laureatka Nagrody Wielkiego Kalibru.

– Literatura jest dla mnie jak powietrze: niezbędna do życia. Ale oddychamy też powietrzem różnej jakości. Ostatnio oczekuję od literatury zaskoczenia. Tego, żeby opadła mi szczęka. Nie zdarza się to często, ale na szczęście ciągle się zdarza – mówi Marta Guzowska, pisarka, autorka powieści „Ofiara Polikseny”, wyróżnionej Nagrodą Wielkiego Kalibru, „Głowa Niobe”, „Wszyscy ludzie przez cały czas”, „Chciwość”, „Czarne światło”, „Reguła nr 1” (nagrodzona Złotym Pociskiem), „Ślepy archeolog” (nagroda Czarnego Kapelusza Poznańskiego Festiwalu Kryminału Granda dla najlepszego bohatera kryminału), „Raj”, „Rok szczura” (obejrzyj wywiad wideo), „Zła miłość”, „Zabójcza nadzieja” (premiera 15 maja) i opowiadań (m.in. w antologii „Awers” i „Zabójczy pocisk. Polska krew”), książek dla dzieci z serii „Detektywi z Tajemniczej 5” oraz serii „Detektywi z Tajemniczej 5 kontra duchy”, a także książek reportażowych „Wiedeń. Miasto najlepsze do życia”, „Kończę z tym. Dlaczego dzieci nie chcą żyć?”. Wraz z Leszkiem Talko napisała cykl powieści „Lucja Słotka”. Współprowadzi portal „Zbrodnicze siostrzyczki”. Pierwszą recenzję jej książki zamieściliśmy 15 kwietnia 2019 roku, pierwszy wywiad z nią opublikowaliśmy 17 maja 2019 roku.
Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało?
Marta Guzowska: Pamiętajcie, jestem archeolożką, nawet 3 tysiące lat nie robią na mnie wrażenia, a wy pytacie o 10? (śmiech).
Jako powieściopisarka debiutowałaś w 2012 roku, czyli więcej niż dekadę temu. Teraz jesteś nagradzana autorką kilkunastu powieści kryminalnych i książek dla dzieci, a także reportaży. Z czym kojarzy ci się ostatnia dekada, albo czas od debiutu? Dostrzegasz jakieś istotne kamienie milowe?
– Rozmawiamy tylko o pisaniu, prawda? Bo ostatnia dekada to przecież czas, kiedy ludzkość boleśnie przekonała się, że nie żyjemy jednak w złotych czasach… Ale skoro mówimy o literaturze: przez ostatnich dziesięć lat okrzepłam jako pisarka. Bardzo dużo się nauczyłam, bardziej świadomie stosuję wszystkie pisarskie techniki i tricki. Ale też piszę bardziej rutynowo. Boję się tego i dlatego od jakiegoś czasu pracuję też nad scenariuszem i sztuką teatralną. Zmiana gatunku jest szalenie odświeżająca, bo trzeba uczyć się wielu rzeczy od nowa.
Czy gdybyś mogła cofnąć czas, zmieniłabyś coś w swoim pisarskich decyzjach (inne gatunki, tematy)?
– Absolutnie nie! Mówią: pisz to, co lubisz czytać. A ja uwielbiam kryminały. Problem w tym, że lubię też kilka innych gatunków literackich i chciałabym może, w przyszłości, spróbować sił także w nich, jeśli starczy mi czasu. To czas jest problemem, nie pomysły (śmiech).
Ostatnia dekada to przecież czas, kiedy ludzkość boleśnie przekonała się, że nie żyjemy jednak w złotych czasach… Ale skoro mówimy o literaturze: przez ostatnich dziesięć lat okrzepłam jako pisarka. Bardzo dużo się nauczyłam, bardziej świadomie stosuję wszystkie pisarskie techniki i tricki. Ale też piszę bardziej rutynowo. Boję się tego i dlatego od jakiegoś czasu pracuję też nad scenariuszem i sztuką teatralną. Zmiana gatunku jest szalenie odświeżająca, bo trzeba uczyć się wielu rzeczy od nowa.
Jak zaczęłaś pisać? I dlaczego?
– Jak wielu pisarzy, musiałam dostać kopa. O pisaniu myślałam od dawna, od urodzenia syna, kiedy okazało się, że nie mam z kim pogadać, siedząc z niemowlęciem w domu. Ale co innego myśleć, a co innego robić. Miałam rozgrzebaną pierwszą powieść i kilka pomysłów, ale prawdziwym kopem była dla mnie wygrana w konkursie na opowiadanie na Międzynarodowym Festiwalu we Wrocławiu. Pojechałam tam i wróciłam tak zmotywowana, że skończyłam powieść, znalazłam wydawcę i dostałam za debiut Nagrodę Wielkiego Kalibru. A reszta to już historia.
Dokończ: Gdybym jednak nie została pisarką, to byłabym…
– Nie byłabym, tylko byłam. Archeolożką. Kochałam ten zawód i być może do niego wrócę. Ale z drugiej strony chętnie spróbowałabym w życiu jeszcze czegoś innego. Więc, kto wie…
Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?
– Powiedzcie, co by było, gdybyśmy spełnili wszystkie marzenia. Trzeba by się kłaść i umierać (śmiech). Na szczęście moje marzenia cały czas się rodzą. Lubię próbować nowych gatunków literackich, uczenie się nowych umiejętności jest bardzo ożywcze.
Obejrzyj także:
Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.
– Literatura jest dla mnie jak powietrze – niezbędna do życia. Ale oddychamy też powietrzem różnej jakości. Ostatnio oczekuję od literatury zaskoczenia. Tego, żeby opadła mi szczęka. Żebym mogła pozazdrościć pisarzowi. Nie zdarza się to często, ale na szczęście ciągle się zdarza.
Jakie książki (albo inne dzieła kultury) cię ukształtowały – jako człowieka, jako pisarkę? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?
– Taaaak, pytanie o ulubione książki. Wiecie, że to pytanie z rodzaju, które ze swoich dzieci kochasz najbardziej? (śmiech). Może więc opowiem o moich odkryciach literackich ostatnich miesięcy. Jedno to Mick Herron i jego seria o szpiegach ze Slough House. Akcja akcją, ale JAK to jest napisane! Uwielbiam Herrona też za to, że nie traktuje czytelnika jak idioty i często stosuje niedopowiedzenia, które czytając, musimy uzupełnić we własnej głowie. Przy okazji mogę odpowiedzieć na drugą część waszego pytania, bo oczywiście (jak chyba wszyscy czytelnicy tej serii), noszę głęboko w sercu głównego bohatera Jacksona Lamba. Cóż to za typ! Uwielbiam go, przede wszystkim za to, że jest antybohaterem.
Drugie odkrycie to Emily St. John Mandel i jej „Stacja jedenasta”. Sięgnęłam po tę książkę, bo przeczytałam, że to post-apo, czyli gatunek, który uwielbiam. Ale to książka bardzo różna od typowych post-apo. To raczej opowieść o stracie i o tym, co jest tak naprawdę ważne w życiu. I też pięknie napisana.
Powiedzcie, co by było, gdybyśmy spełnili wszystkie marzenia. Trzeba by się kłaść i umierać. Na szczęście moje marzenia cały czas się rodzą. Lubię próbować nowych gatunków literackich, uczenie się nowych umiejętności jest bardzo ożywcze.
Kiedy nie piszę, to…
– Zazwyczaj czytam. Albo oglądam, bo film czy serial to przecież tylko inna forma opowiadania historii. A mnie najbardziej interesują właśnie historie ludzi, prawdziwe i wymyślone. Ale mam ostatnio wrażenie, że za dużo przebywam we własnej głowie. Staram się z niej trochę wyjść. Spaceruję z psem i tyle czasu, ile tylko, mogę spędzam na Krecie, w moim najukochańszym miejscu na całym świecie, gdzie zamierzam przeprowadzić się na stałe, kiedy tylko dzieci wyprowadzą się z domu. Ale nawet tam dopada mnie pisarska pasja i to, co obserwuję – a wierzcie mi, jest co, to dziiiiwna wyspa – przekuwam w tekst.
Nad czym teraz pracujesz?
– Siadam właśnie do pracy nad książką o Krecie, w serii przewodników nieoczywistych wydawanych przez Wielką Literę. To będzie bardzo osobista książka, bo uważam tę wyspę za swoje miejsce na Ziemi już od 25 lat. Mam nadzieję, że uda mi się przelać tę miłość na papier i Czytelnicy też to poczują. Poza tym kończę trylogię kryminalną i pracuję nad projektem filmowym, ale o tym ostatnim cicho-sza, bo cyrograf o nieujawnianiu informacji przed czasem podpisałam nieomal własną krwią.

