Ślady apostołów zatarł wiatr | Dariusz Rosiak, Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan

Ci, których rozproszyło prześladowanie, jakie wybuchło z powodu Szczepana, dotarli aż do Fenicji, na Cypr i do Antiochii… W Antiochii też po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami [Dzieje Apostolskie]. W miejscu, od niemal dwóch tysięcy lat uznanym za kolebkę chrześcijaństwa, trwa brutalna i krwawa walka pomiędzy trzema ludami Księgi. Tysiące bliskowschodnich chrześcijan ucieka ze swoich domów przed rzezią i prześladowaniami. W innych miejscach Bliskiego Wschodu chrześcijanie odkrywają swoją religijną tożsamość, ale w jeszcze innych prawie bez przeszkód mogą kultywować wiarę. Do wielu z tych miejsc zabierze nas Dariusz Rosiak i swoimi reportażami przybliży świat na co dzień trudno dostępny.Taki, którego nie poznamy z przekazów krajowych mediów.

PRZEMYSŁAW JAKUB HINC

Reportaże Rosiaka zebrane w tomie „Ziarno i Krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan” są spójną opowieścią o chrześcijanach, żyjących w świecie targanym dzisiaj największymi emocjami. Odwiedzimy choćby Syrię i Irak, gdzie Daesz (u nas bardziej znany jako ISIS) buduje tzw. Państwo Islamskie, więc dla wyznawców Jezusa aktem największej odwagi jest trwanie przy religii przodków. Bojownicy tej terrorystycznej organizacji paramilitarnej na swoim terenie wprowadzili przecież prawo szariatu w jego najbardziej brutalnej postaci, w formie ideologii wrogiej ludziom niewyznającym tych samych zasad co oni, w formie zwyrodniałej, pokręconej i pokracznej, odrzucanej nawet przez innych wyznawców Mahometa. Liszaj ten, powstały na gruncie tzw. „wiosny arabskiej”, rozwinął się w Syrii i rozlał na sąsiednie państwa. Rosiak w swoich reportażach pyta o przyczyny, dla których infekcja ta zamroczyła umysły mieszkających tam ludzi, a rozmówcy reportera wskazują i na amerykańskie zaangażowanie w regionie, i dwie Pustynne Burze, i na pozostawienie ich przez Europę własnemu losowi, a wreszcie i błędną politykę prowadzoną przez lokalne władze.

A to tylko najnowsza historia i aż musi dziwić, że z kolebki chrześcijaństwa, coś w ogóle jeszcze przetrwało. Że wciąż jeszcze są tam chrześcijanie.

Przeczytaj także: Niepowtarzalna powtarzalność wojny | Miłada Jędrysik, Inny front

Pojęcie „chrześcijanin” nie oddaje jednak całego złożonego spektrum wielu wyznań religii wielbiących Jezusa z Nazaretu. Bo mamy tu aramejczyków, asyryjczyków, ormian, maronitów i koptów. A to tylko główne gałęzie bliskowschodniego chrześcijaństwa, które jakby nie miały dość innych problemów, same ze sobą toczą spory. To zapętlenie i zagmatwanie pojęciowe i strukturalne najlepiej oddają relacje pomiędzy diasporą chrześcijan syryjskich w Szwecji i tych, którzy pozostali w swoich domach, albo mieszkają w obozach dla uchodźców rozsianych na Bliskim Wschodzie. Bo Rosiak ukazał też problem wielkiej migracji. Uczynił to jednak z taktem i wyczuciem, by dodatkowo nie skrzywdzić ludzi, dotkniętych koszmarem wojny.

Choć nie da się, opisując życia chrześcijan na Bliskim Wschodzie, uciec przed chaosem wojny i znajduje ona, a właściwie jej skutki, dużo miejsca na kartach tego zbioru reportaży, to Rosiak nie stworzył reportażu wojennego.. Ważniejsze jest tu życie ludzi, którzy mieszkają w tamtym regionie i tam chcą nadal wyznawać swoją religię. Dzięki temu jest to przede wszystkim opowieść o świecie, do którego apostołowie przynieśli Dobrą Nowinę. I mimo że od tego czasu minęły już niemal dwa tysiąclecia, a wiatr rozwiał ślady ich bytności, to w iejscach, które odwiedzili, wciąż tli się nadzieja na lepszy świat. Inna sprawa, że pewnie każdy z zamieszkujących tamtą ziemię ludów Księgi trochę inaczej chciałby go urządzić.

Przeczytaj także: „Motorola” już nie zadzwoni | Grzegorz Szymanik, Julia Wizowska, Po północy w Doniecku

Reportaże Rosiaka w „Ziarnie i krwi” można czytać na wielu płaszczyznach, od religijnej przez społeczną i polityczną, a nawet historyczną. Bo autor opowiada też o zamierzchłych czasach, gdy kwitło tu życie monastyczne, powstawały gminy chrześcijańskie, święci żyli wśród swoich współwyznawców i czynili cuda, a Mahomet jeszcze nie uciekł z Mekki do Medyny. I dziś, gdy wszystko się zmieniło, a w Europie niewielu pamięta o przeszłości tych ziem, tu ta historia zdaje się być wciąż żywa. Książka pozwala na przyjrzenie się bogactwu spuścizny duchowej pozostawionej w depozycie wiary u ludzi żyjących od kilkuset lat w otoczeniu islamu i zastanowienie się czy aby ten depozyt nie został zdefraudowany.

Czy tak jest w istocie? To czytelnicy „Ziarna i krwi” będą musieli ocenić sami. Wcześniej powinni jednak poznać – dzięki Rosiakowi – poglądy i oceny ludzi żyjących w Turcji, Syrii, Libanie, Izraelu/Palestynie i Kurdystanie/Iraku, albo będących uchodźcami na emigracji. Usłyszymy tu ich zdanie. I to wyraźnie, bo są tylko oni, nie ma choćby z gruntu zbędnego głosu populistów posługujących się nowomową zacierającą sens i znaczenie. Dostajemy więc cenne świadectwa uczestników wydarzeń, którzy opowiadają o swoich autentycznych przeżyciach i odczuciach. Mogą to zrobić, bo Rosiak ich słucha, spisuje to co mówią i przekazuje nam na kartach swojej książki. Ma przy tym wyjątkowy dar do znajdywania nietuzinkowych rozmówców. Spotyka się z biskupami, politykami, animatorami życia publicznego, księżmi i pracownikami organizacji charytatywnych. Przede wszystkim jednak rozmawia z rodzinami, u których ma okazję się zatrzymać w czasie kolejnych wyjazdów. Nie zmusza ich do wydawania ocen i sądów, a tych mimo wszystko wygłoszonych nie komentuje, osąd pozostawiając nam, czytelnikom. Dlatego „Ziarno i krew” jest lekturą potrzebną, pozwalającą w otaczającym nas szumie, w kakofonii sprzecznych informacji, usłyszeć prawdziwy głos bliskowschodnich chrześcijan.

Przeczytaj także: Brytyjski sen Polaka.I przebudzenie | Ewa Winnicka, Angole

Inna sprawa, że i ich postrzeganie rzeczywistości nie jest wolne od myślenia stereotypami. Mocnym głosem mówi o tym ojciec David Neuhaus– jeden z rozmówców autora „Ziarna i krwi”: „Wielu ludzi nie przyjmuje do wiadomości faktu, że rzeczywistość jest skomplikowana, łatwiej jest na podstawie jednego incydentu albo wypowiedzi tworzyć trwałe uogólnienia. Widać to zwłaszcza w sytuacjach konfliktowych, kiedy tęsknimy za historią, która byłaby oparta na znanych wcześniej, niezmiennych założeniach. Stąd w relacjach z Bliskiego Wschodu stwierdzenia typu „Islam jest religią przemocy”, „Żydzi nienawidzą Palestyńczyków”, „Turcy nienawidzą Ormian”. Stąd uproszczone opisy, w których wyjątek może uzyskać rangę normy, bo pasuje do wcześniej stworzonego przez nas obrazu”.

Dlatego nie dziwi dość powszechny wśród bliskowschodnich chrześcijan pogląd, wyrażony przez libańską maronitkę Tatianę, wolontariuszkę spotkaną przez autora w Kubbajat, która mówi: „Uważam, że muzułmanom nie można do końca ufać”.  Taką pamięć genetyczną odziedziczyła po przodkach. „Dziadkowie i rodzice wpoili w nas przekonanie, że nie powinniśmy przyjaźnić się z muzułmanami, bo oni mają inną kulturę, inaczej myślą.”. Nie jest to pogląd odosobniony. To na czym polega takie „inne” myślenie i jak wygląda życie bliskowschodnich chrześcijan, tłumaczą rózne osoby spotkane przez Rosiaka. To z pewnością wielka siła tych reportaży.

Przy tym autor zjawia się w miejscach niezwykłych. Jest tam, gdzie pierwsi chrześcijanie tworzyli swoje gminy i parafie. Jest więc i w Tur Abdin, co po aramejsku znaczy „Góra Sług Bożych”, gdzie kiedyś było najwięcej klasztorów i kościołów na świecie, a teraz pozostała tylko niewielka kilkutysięczna społeczność rdzennych mieszkańców. Jest w miejscu, w którym Szymon, jako pierwszy asceta, wszedł na swój słup. Trafia do  wiosek na ogarniętym wojną pograniczu syryjsko-tureckim, gdzie chrześcijanie odkrywają prawdę o przymusowej konwersji ich przodków na islam, jest i w libańskim Trypolisie oraz wśród Koptów w „mieście śmieciarzy” w egipskim Kairze, gdzie na ścianach skalnej katedry podziwia płaskorzeźby wyciosane przez Maria z Mukkatanu a właściwie Mariusza Dybicha z Olkusza, kolejnego bohatera swojej książki. Zabiera nas na wyprawę do Nazaretu, na Zachodni Brzeg i do szwedzkiego Södertälie. W czasie tej wyprawy, razem z bohaterami reportaży Rosiaka, trafimy do pozostałości po dawnych wspaniałych klasztorach i do miejsc, z których wywodzi się życie monastyczne. Autor prowadzi czytelnika też do tych miejsc, w których są na Bliskim Wschodzie wciąż żywe wspólnoty chrześcijańskie. Reportaże przybliżają świat zapomniany i zostawiony samemu sobie z jego problemami. Rosiak nie pozostawia złudzeń. Świata, w którym zaczęło się rozwijać chrześcijaństwo, i który był miejscem jego rozkwitu w pierwszych wiekach naszej ery, już nie ma. I zapewne nigdy nie wróci. Tym, co zdaje się nieść nadzieję na przetrwanie bliskowschodnich chrześcijan, powinien być ich pragmatyzm. Oddajmy jeszcze raz głos ojcu Davidowi Neuhausowi: „Jeżeli uważamy, że najważniejszym problemem bliskowschodnich chrześcijan jest islam, to nie ma dla nas tutaj przyszłości, bo żyjemy w muzułmańskim rejonie świata. Nie wolno nam akceptować wizji Państwa Islamskiego, według której świat dzieli się na muzułmanów, i to tylko spełniających konkretne kryteria, i na całą resztę, którą należy zniewolić lub wymordować. A to jest również wersja tych chrześcijan, którzy uważają, że islam, to źródło wszelkiego zła. Jeśli przyjmujemy którąkolwiek z tych wizji, to te dwa światy już się rozpadły i nie da się ich złożyć”.

Dlatego zanim radykałowie kierujący się swoją wizją, zniszczą wszystko co do niej nie przystoi, warto sięgnąć po „Ziarno i krew. Śladami bliskowschodnich chrześcijan” Dariusza Rosiaka, by poznać świat odchodzący w annały historii, a jednocześnie zobaczyć ten świat takim, jakim jest. Oraz takim, jakim nie powinien się stać, choćby dlatego, by apostołowie w Antiochii nie stali się tylko elementem folklorystycznym miejscowego skansenu.

 

Dariusz Rosiak, Ziarno i Krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan

Wydawnictwo Czarne 2015

 

 

Reklamy