NIEPOWTARZALNA POWTARZALNOŚĆ WOJNY. Miłada Jędrysik, Inny front

Autorka zastawia na nas pułapkę: od pierwszej do ostatniej linijki opisuje wojnę językiem, który z reportaży tworzy najwyższych lotów prozę. Łatwo więc zapominamy, że to, co czytamy, co tak bardzo nas porusza, nie jest fikcją.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

Inny_frotJedna z nielicznych korespondentek wojennych na świecie swobodnie przeskakuje od Albanii po upadku piramid finansowych, przez rozpadającą się Jugosławię, po terrorystyczny atak na World Trade Center i będącą jego następstwem wojnę w Iraku. Ale nie snuje opowieści chronologicznie, tylko logicznie, bo nie tyle istotny jest czas tragedii, co łącząca je powtarzalność.

Wojna według Miłady Jędrysik to bowiem opowieść o powracających elementach składowych tragedii. „Na tyłach każda wojna wygląda tak samo. Przerażone kobiety, zmęczeni starcy, dzieci o smutnym spojrzeniu dorosłych” – pisze autorka. I wprowadza czytelną segmentację powtarzających się nieszczęść: ludzie, miejsca, rzeczy – nieodzowne klocki, z których zbudowana jest każdy konflikt. A w nich jeszcze podrozdziały, bo jak „ludzie”, to i „kobiety”, jak „rzeczy” to i „jedzenie”.

Powiększenie

Powtarzalność mogłaby nużyc. Nawet wskazane by było, aby nużyła – w końcu nic tak nie poruszyłoby i nie zawstydziłoby naszego rozleniwionego zachodnią konsumpcją serca jak nagła świadomość, że oto zasnęliśmy nad opisem kolejnej niezawinionej śmierci. Jędrysik nie daje nam jednak tej szansy. To prawda, że krajobraz wojny jest zawsze taki sam: pełen cierpienia, chaosu, relatywizmu moralnego, ale jak w „Powiększeniu” Antonioniego, tak i w „Innym froncie” tło jest tylko początkiem opowieści. Autorka szybko pokazuje nam szczegóły i zauważamy to, co ukryte. Tak, również broń – w końcu jesteśmy na wojnie. Bo podział sugerujący powtarzalność jest przewrotny – jeszcze bardziej podkreśla różnice. Przyjrzyjmy się choćby „kobietom”: oto V., uciekinierka z Prisztiny, dla której najważniejsze jest, by sprawdzić czy nikt z jej domu nie ukradł pewnej ukochanej , a jednak dość banalnej, rzeczy (nie zdradzę, o co chodzi, przeczytajcie koniecznie). Oto Florence Staub w Nowym Jorku roku 2001 – szuka syna, bankiera pracującego na 89. piętrze drugiej wieży. Oto Pashk Sokolja z Tirany – Dziewica Kanunu. Kobieta?  Mężczyzna?

________________________________

CZYTAJ TAKŻE

WIWISEKCJA SUKCESU W DWUDZIESTU ODSŁONACH. Vadim Makarenko, Zawód: zwycięzca

BRYTYJSKI SEN POLAKA. I PRZEBUDZENIE. Ewa Winnicka, Angole

EDWARD WIELKI, EDWARD DYZMA. Piotr Gajdziński, Gierek. Człowiek z węgla

_________________________________

Zajrzyjmy do „rzeczy”, a może jeszcze bardziej w głąb – do wspomnianego już „jedzenia”. Oto chleb dla uchodźców z Kosowa, oto MRE – Meal Ready-to-Eat, czyli amerykańska papka, przy którym kurczak z lokalu KFC stojącego na rogatkach Kuwejtu to prawdziwy rarytas, oto sfermentowane bawole mleko w irackiej Al-Amarze. Każda z tych rzeczy jest inna i każda w oczywisty sposób stanowi  jedynie pretekst do opisania kolejnego wojennego losu.

Powtarzalność tragedii wykorzystuje Jędrysik też w inny, równie przewrotny sposób – do rozbudowanych porównań, które zwielokrotniają  przekaz. Tak jest, gdy opuszczoną w pośpiechu salę konferencyjną hotelu Hilton, stojącego nieopodal zburzonych wież WTC, przyrównuje do Herkulanum zalanego w 79 roku błotem z Wezuwiusza. Takim Herkulanum lub Pompejami jest też pogranicze między Macedonią a Kosowem, gdzie na biurkach wciąż zostały szklanki z niedopitą herbatą, a także opuszczone więzienie Abu Ghraib.

Nie mamy więc możliwości zobojętnieć na powracające okrucieństwa wojny, ale Miłada Jędrysik zastawia na nas inną pułapkę – zapominamy, że to wszystko, co tak nas porusza, jest prawdą. To łatwe, gdy suchy język relacji, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni na co dzień, zastępuje prawdziwa literatura.

Zawód: reporter

Proza Jędrysik nie jest przy tym wszystkim pozbawiona ironii, a raczej autoironii, przede wszystkim  wobec zawodu korespondenta wojennego. Bo jak go traktować poważnie, skoro korespondenci są jak dżuma – przekonuje w pewnej chwili Jędrysik. Eksploatują ludzkie tragedie, wykorzystują ludzki ból, wkraczają w prywatność kogoś, kto już nie może się bronić, a czasem być może zdarza się im nawet dopowiadać rzeczywistość. „Scena, którą mogłam widzieć albo i nie” – przyznaje w pewnym momencie Jędrysik. Choć akurat w jej przypadku trudno uwierzyć, by mogła konfabulować.

W służącym za motto książki cytacie zaczerpniętym z wywiadu z Wojciechem Jagielskim korespondent wojenny opisany jest jako ten, który najczęściej stoi dziesięć metrów od leja po bombie, która wybuchła poprzedniego dnia. To opis pełen dystansu do zawodu, ale i wobec oczekiwań w stosunku do korespondenta. Jędrysik udowadnia bowiem, że zadaniem korespondenta wojennego wcale nie jest stać w miejscu, w które bomba zaraz upadnie. Tym zadaniem jest być na miejscu, gdzie dzieje się coś rzeczywiście ważnego.

Miłada Jędrysik, Inny front

Wydawnictwo WAB 2015