Kto ma do czynienia z systemem edukacyjnym, niezależnie czy publicznym, czy prywatnym, na pewno zauważył, że coraz mniej uczniów i kursantów wybiera język francuski. Głównym winowajcą jest hiszpański, który zadał swojemu sąsiadowi mocny cios w plecy – écrit Dawid Kornaga dans sa chronique de septembre.
Stało się to jakoś prawie bez zapowiedzi. A może inaczej, nic tego nie zapowiadało. Przecież francuski oprócz niemieckiego to nasz drugi wybór, zupełnie historycznie i kulturowo uzasadniony. Gdyż dał nam przykład Bonaparte, którego języka powinniśmy się dodatkowo uczyć, by zwyciężać dzięki niemu na wielu płaszczyznach. Do tego dochodzi potęga kultury francuskiej, jej niesamowitej literatury przez Rabelais, Woltera, markiza de Sade, Balzaka, Hugo, Zolę, Maupassanta, Rimbauda, Prousta, no nie sposób zliczyć ich wszystkich razem, Camus, Sartre, po Houellebecqa, autora bezlitosnych diagnoz współczesnego świata; z wybitnych francuskich powieściopisarek warto wymienić Simone de Beauvoir, filozofkę egzystencjalizmu i autorkę „Drugiej płci”, Marguerite Yourcenar, mistrzynię prozy historycznej czy współczesną noblistkę Annie Ernaux, twórczynię autofikcji. Miał swego czasu z czego tłumaczyć Boy-Żeleński!
Francja zawsze była nam bliska, więc nic dziwnego, że nasi przodkowie chętnie uczyli się jej wymagającego, za to niesamowicie melodyjnego języka. Znać francuski oznaczało być kimś lepiej wykształconym, bo mogącym czytać cały dorobek w oryginale. Nawet rap francuski brzmi niesamowicie, płynąc w głośnikach z taką naturalnością, że samemu chce się powtarzać wersy raperów od klasyków gatunku takich jak MC Solaar, bezkompromisowy Booba czy melancholijny Stromae, łączący francuską wrażliwość z nowoczesnym brzmieniem. Co wpisuje się w dłuższą tradycję wielkiej francuskiej piosenki, której ikony od Édith Piaf przez Charlesa Aznavoura po Serge’a Gainsbourga udowadniały, że ten język ma w sobie niesamowity rytm i emocjonalną siłę.
Romanistyka w Polsce to dotąd był kierunek wymarzony. Przyszłym nauczycielom gwarantował pracę w wielu szkołach na pełnym etacie. Albo załapanie się do licznych francuskich firemek, firm czy korporacji, których praktycznie bez liku, od spożywki po wielkie markety budowlane. Zawsze było mile widziane, że ktoś, oprócz angielskiego (a ten idzie większości Francuzów opornie, ich akcent potrafi rozśmieszać jak występ topowego standupera), robi we francuskim, co ułatwiało nie tylko codzienną komunikację i załatwianie spraw, lecz również często awans na zasadzie swojego człowieka. Wiem, brzmi to niemal kolonialnie; w praktyce chodziło wyłącznie o przyspieszenie przeróżnych relacji i zrozumienie zarządzania.
Czytaj także:
Z jednej strony język angielski podgryzł francuski i jest to nie do odratowania. Z drugiej strony dziabnął go boleśnie hiszpański. Jak to się stało? Czy nagłe uświadomienie sobie, że oprócz Hiszpanii praktycznie cała Ameryka Środkowa i Południowa operuje iberyjskim narzeczem? Czy mniej więcej od ponad pół dekady ogromna podaż hiszpańskich nieruchomości sprawia, że wypada operować z lokalsami ich językiem? Wreszcie z trzeciej strony istnieje jakieś nowe przekonanie, że hiszpański jest prosty, zaś francuski trudny do nauki. Hiszpański kusi prostszą fonetyką i szybkim progiem wejścia, dając złudzenie natychmiastowej komunikacji na plaży, podczas gdy francuski wymaga pokory, precyzji w dyktowaniu samogłosek nosowych i opanowania zawiłej ortografii, która jednak odpłaca się niezrównaną precyzją myśli.
Niezależnie od osobistych opinii oraz preferencji, pochód hiszpańskiego ruguje francuski z coraz większej liczby szkół, co odbija się negatywnie na zatrudnieniu i implikuje niepotrzebne bezrobocie wśród romanistów. Zamiast wyważenia uczniowie stadnie decydują się na hiszpański. I dobrze. Natomiast nie wiedzą, co tracą, ponieważ ogólnie Francja jest nam bliższa niż Hiszpania, bardziej obecna w naszej historii i literaturze, nie mówiąc już o biznesie. W przeciwieństwie do słonecznej, chociaż odległej kulturowo Hiszpanii, z którą łączą nas głównie wakacyjne czartery i powierzchowna znajomość seriali. Francja formowała polską inteligencję, kształtowała nasze wyobrażenia o wolności i sztuce, będąc stałym punktem odniesienia od czasów oświecenia po dwudziestolecie międzywojenne. Kultura maniany jest nam zupełnie obca. Jasne, świetnie spędzić wakacje na Półwyspie Iberyjskim i chłonąć najlepsze hiszpańskie klimaty. Na co dzień jednak życie tam może okazać się niezłym rozczarowaniem. Francja jest nam zwyczajnie mentalnie bliższa.
Dlatego też powinna bronić swojego języka. Oczywiście, robi to, mając świetne instytuty kultury rozsiane po całym świecie. Widocznie poprzeczka została podwyższona. Czekamy na nową językową rewolucję francuską, która tchnie inspiracje i zmotywuje, by uczyć się tego języka. Ponieważ za nim stoi ogromna kultura, wielkie dziedzictwo, progres odkrywania, niezależności i wyśmienitego poczucia humoru.
Zobacz także:

