wywiad

Bartosz Szczygielski: Zło, które nas spotyka, zmienia nas. Czasem zupełnie | Rozmawia Przemysław Poznański

To, co nas spotyka, szczególnie gdy jest to zło, może nas zupełnie zmienić. Stąd desperacja bohaterki, stąd jej pęd do pomocy innym za wszelką cenę. To pewnie próba przeżycia jakiegoś rodzaju katharsis – mówi Bartosz Szczygielski, autor powieści „Entropia”. Rozmawia Przemysław Poznański.

Bartosz Szczygielski, fot. Mikołaj Starzyński

Przemysław Poznański: Najpierw policjantka, potem korporacyjna detektywka. I to taka, która posiada niezwykły talent odczytywania mikroekspresji na twarzach swoich rozmówców, dzięki czemu doskonale wie czy ktoś mówi prawdę, czy kłamie. Oto Alicja Mort – bohaterka twojej trylogii, którą wieńczysz „Entropią”. Skąd pomysł na taką postać?

Bartosz Szczygielski: Przede wszystkim szukałem kogoś, kto nie byłby klasycznym policjantem z depresją, po rozwodzie i wiecznie smutny. To dlatego stworzyłem Alicję, która nie jest może dokładnym przeciwieństwem archetypu policjanta, ale jednak jest trochę inna. Mieści się w kanonie, ale nie powiela stereotypów. To bardzo świadoma siebie osoba, która doskonale wie, jak jej zachowanie może wpływać na ludzi, ale jednocześnie pozostaje sobie wierna. To być może oklepane porównanie, ale miała być kimś w rodzaju „Sherlocka Holmesa w spódnicy” – to określenie pojawia się zresztą w „Entropii”. Takiej szukałem bohaterki i znalazłem.

Jeśli coś utrzymuje ją w kanonie bohaterów kryminalnych, to jej traumy, przeszłość, która jej ciąży. Jeśli nawet jest „Sherlockiem Holmesem w spódnicy”, to jednak pozostaje bohaterką psychicznie rozbitą, walczącą z demonami chyba jednak większymi niż te, z którymi zmagał się bohater Arthura Conan Doyle’a.

– Według mnie każdy bohater pierwszoplanowy powinien nosić w psychice ślad czegoś, co w którymś momencie życia go złamało. Myślę zresztą, że to uprawdopodabnia te postaci, bo każdy z nas nosi w sobie jakąś traumę, każdy gdzieś tam popełnił błędy, mające wpływ na całe jego życie. Alicja jest więc dokładnie taka jak inni. A poza tym jest policjantką, co przecież nie może być bez znaczenia dla jej psychiki. Nawet gdy zmienia pracę i wchodzi do świata biznesu, by tam wykorzystywać swoje zdolności, to wciąż nosi w sobie przeszłość.

Warstwa psychologiczna postaci zawsze była dla mnie bardzo istotna. Przede wszystkim dlatego, że każdy z nas jest inny. Trochę dostało mi się  swego czasu w recenzjach za to, że w „Kroku trzecim” bohaterka godzi się ze zdradą męża. A przecież to co wydaje się dla nas oczywiste, nie zawsze jest takie samo w przypadku innych osób. Wszystko zależy od tego, na jakim etapie życia jesteśmy i kim jesteśmy, co w danej chwili robimy.

Według mnie każdy bohater pierwszoplanowy powinien nosić w psychice ślad czegoś, co w którymś momencie życia go złamało. Myślę zresztą, że to uprawdopodabnia te postaci, bo każdy z nas nosi w sobie jakąś traumę, każdy gdzieś tam popełnił błędy, mające wpływ na całe jego życie.

Magda z „Kroku trzeciego”, Agata z „Nie chcesz wiedzieć”, teraz Alicja Mort. Od razu wiedziałeś, że bohaterką nowej powieści, nowej serii będzie właśnie kobieta?

– Jestem wielkim fanem pisania kobiecych postaci. Oczywiście męskie postaci też mi się zdarzają, ale ostatnio są to właśnie kobiety – także w powieści „Po zmroku”, wydanej między poprzednim tomem z Alicją Mort, czyli „Dysharmonią”, a „Entropią”.

W zasadzie „Entropia” to wręcz powieść kobieca. Tu większość występujących postaci to właśnie kobiety.

– To prawda. Zawsze miałem wrażenie, że w kryminale kobiet było troszeczkę za mało – przynajmniej takich, z którymi czytelniczki mogłyby się identyfikować, a nie po prostu w roli ofiar. Poza tym kobiety mają znacznie bardziej skomplikowaną psychikę, co jest pisarskim wyzwaniem, a ja lubię je sobie stawiać.

Jak tworzy się taką postać?

– Prawda jest taka, że po prostu lepsze kontakty utrzymuję z kobietami. Tak się złożyło. A jestem bardzo dobrym słuchaczem. Kiedy słucham, przyswajam emocje, które w moich rozmówczyniach buzują. Potem układam je sobie w głowie i czasem przekładam do książki. Jestem, jak chyba każdy pisarz, złodziejem – nie wolno przy mnie nic mówić ani okazywać żadnych emocji, bo to się może źle skończyć (śmiech).

Bartosz Szczygielski, Entropia, Czwarta Strona Kryminału, 25 września 2025, ISBN: 9788368479935

A same umiejętności twojej bohaterki?

– Zanim jeszcze zacząłem pisać „Asymetrię”, pochorowałem się. Leżałem w łóżku i oglądałem seriale. W pewnym momencie wróciłem do „Lie to Me”, czyli „Magii kłamstw” i obejrzałem trzy dostępne sezony ciągiem. Główna postać serialu, Cal Lightman, wzorowany jest na Paulu Ekmanie, naukowcu, który zajmował się badaniem mikroekspresji. Zacząłem zgłębiać temat, sięgnąłem po książkę Ekmana „Kłamstwo i jego wykrywanie w biznesie polityce i małżeństwie” i tak zacząłem budować Alicję jako ekspertkę w tej dziedzinie. To, że ona tak dobrze potrafi wykryć kłamstwo, jest z jednej strony kwestią jej osobistych predyspozycji, ale z drugiej strony wynika z solidnych podstaw naukowych. Dzięki temu Alicja stała się „detektywem emocjonalnym” – stoją za tym lata szkoleń i życiowe doświadczenie.

W psychikę Alicji Mort wniknąłeś tak mocno, że powstała trylogia.

– Miałem od początku nadzieję, że będzie bohaterką czegoś więcej niż powieści standalone. Gdy skończyłem pisać moją debiutancką trylogię „Aorta”, „Krew” i „Serce”, unikałem pisania czegoś, co byłoby ze sobą połączone mocniej niż tylko dzięki lekkiemu puszczaniu oka do czytelników, sprawiającego, że poruszają się wciąż po moim uniwersum. Cały czas się zapierałem, że nie stworzę nowej serii. Mówiłem w wywiadach, że nie, że w życiu, że w ogóle nie wchodzi to w grę. I nagle Alicja okazała się na tyle ciekawą postacią, że już będąc gdzieś w połowie „Asymetrii” stwierdziłem: byłoby fajnie jakby się udało zrobić z tą postacią trochę więcej. Na początku myślałem, że zamknę się w dwóch książkach, ale kiedy skończyłem „Dysharmonię”, uznałem, że mam jeszcze parę rzeczy do powiedzenia o dalszych losach tej postaci, a to znaczy, że zasługuje ona przynajmniej na jeszcze jedną część.

Zawsze miałem wrażenie, że w kryminale kobiet było troszeczkę za mało – przynajmniej takich, z którymi czytelniczki mogłyby się identyfikować, a nie po prostu w roli ofiar. Poza tym kobiety mają znacznie bardziej skomplikowaną psychikę, co jest pisarskim wyzwaniem, a ja lubię je sobie stawiać.

Aż trudno w to uwierzyć po lekturze – „Entropia” nie wygląda na powieść, która „domykałaby wątki”. To mroczna historia, eksplorująca źródła prawdziwego zła, bezwzględnego okrucieństwa, obnażająca najniższe instynkty. Alicja pokazuje się tu jako osoba, która chcąc pomóc innym, staje wręcz na skraju przepaści. Zapomina nawet w pewnym sensie o swoim bezpieczeństwie.

– O ile „Asymetria” i „Dysharmonia” są w jakimś niewielkim stopniu połączone ze sobą fabularnie, o tyle „Entropia” jest troszeczkę z boku. Taki miałem zamysł na ten tom, gdy już uznałem, że powinien powstać. Jest bardziej mroczny, przygnębiający. Ale to dlatego że zmieniła się Alicja. Po tym, co ją spotkało w poprzednich częściach, szczególnie po wydarzeniach, które kończą „Dysharmonię”, już nie może być tą samą osobą, którą była wcześniej. Wciąż ma talent do wyłapywania pewnych spraw lepiej niż inni, ale psychicznie to postać odmieniona. To chciałem pokazać: że to, co nas spotyka, szczególnie gdy jest to zło, może nas zupełnie zmienić. Stąd desperacja bohaterki, stąd jej pęd do pomocy innym za wszelką cenę. To pewnie próba przeżycia jakiegoś rodzaju katharsis.

Skoro mówimy o mroku, to warto powiedzieć, od jakiej sceny zaczynasz. Na stacji benzynowej w Warszawie pewna kobieta dokonuje samospalenia. Ten ogień jest tu także symboliczny. Alicja zostaje bowiem w tę sprawę wciągnięta, która okazuje się prawdziwym piekłem. Jak się rodzi taka historia jak ta z „Entropii”?

– To powiązanie ognia z pojęciem piekła czy kary w ogóle, ale także oczyszczeniem dla duszy, funkcjonuje w wielu kulturach i religiach. Dlatego od tej sceny zacząłem. Alicja potrzebowała oczyszczenia i akt samospalenia kobiety, której sprawą się zajmie, staje się dla bohaterki wstrząsem, impulsem do działania. Pokazałem na przykładach innych aktów samospalenia, znanych z historii, jakimi motywacjami kierują się osoby, które decydują się na tak desperacki krok. Krok, który ma sprawić, żeby ktoś zainteresował się wreszcie tą czy inną niesprawiedliwością.

To jest książka o poświęceniu, na jakie decydujemy się w imię prawdy. Ale i jest to powieść o przemocy wobec kobiet. Przemocy mężczyzn wobec kobiet, ale i kobiet wobec kobiet.

– Zawsze uważam, że książka musi być o czymś. Przynamniej moja książka. Zdarza mi się czytać kryminały, w których jest jedynie zagadka morderstwa i nic więcej. Taka powieść dostarcza rozrywki i nic w tym złego. Ale ja chcę, żeby moje książki pokazywały głębszą historię – taką, nad którą czytelnik będzie mógł się zastanawiać. Zawsze o tym myślę, gdy siadam do pisania. I to działa – widzę to po pierwszych recenzjach „Entropii”.

Ale to też dla mnie szansa wyróżnienia się. Na rynku ukazuje się rocznie 450 albo 500 polskich kryminałów. Nie ma szans, żeby jakikolwiek czytelnik sięgnął po wszystko, nieważne jak wielkim fanem kryminałów by był. Jeśli sprawię, że ktoś zapamięta uczucia, które będzie miał po przeczytaniu mojej książki, i dzięki temu sięgnie po kolejną, to już coś. A zapamięta te uczucia, jeśli książka go poruszy, jeśli nie będzie tylko rozrywką, ale pozwoli zżyć się emocjonalnie z bohaterem, wniknąć w jego motywacje, sposób myślenia.

– Jak to robisz? Jak tworzysz tak skomplikowanych bohaterów? Także tych negatywnych?

– Psychologia bohaterów zawsze była czymś, co chciałem mocno podkreślić w książkach. Czytelnik może się z postaciami i ich decyzjami nie zgadzać, ale chcę, żeby mógł zrozumieć ich sposób myślenia. Zawsze wyobrażam sobie, co ja bym zrobił w sytuacji bohatera. Także tego negatywnego.

Dlatego nie jestem fanem tak zwanych „seryjniaków”, bo nie mogę ich zrozumieć, przeniknąć do ich umysłu – zresztą ich czyny to często wynik uszkodzenia mózgu. Dla mnie takie postaci nie są na tyle autentyczne psychologicznie, by móc się w nie wczuć, a ja chce, żeby moich bohaterów można było zrozumieć. Istnieje kilka motywacji działania ludzi złych: zazdrość, pieniądze, chęć władzy. Ale opisać to można na wiele sposobów. Zawsze staram się wybierać taki, który będzie psychologicznie prawdopodobny. Czytelnik nie musi moim bohaterom kibicować, tym negatywnym wręcz nie powinien, ale powinien po lekturze móc powiedzieć: „no dobra, tak mogło być”. W taki sposób napisana powinna być każda postać, nawet drugoplanowa.

Na rynku ukazuje się rocznie 450 albo 500 polskich kryminałów. Nie ma szans, żeby jakikolwiek czytelnik sięgnął po wszystko, nieważne jak wielkim fanem kryminałów by był. Jeśli sprawię, że ktoś zapamięta uczucia, które będzie miał po przeczytaniu mojej książki, i dzięki temu sięgnie po kolejną, to już coś. A zapamięta te uczucia, jeśli książka go poruszy, jeśli nie będzie tylko rozrywką, ale pozwoli zżyć się emocjonalnie z bohaterem, wniknąć w jego motywacje, sposób myślenia.

Elementem, który wyróżnia „Entropię” jest też choćby to, że nie zaczynasz od sceny zabójstwa. Jest śmierć, ale jej przyczyny nie są jednoznaczne. Naginasz kryminalną konwencję pod siebie.

– Gatunki literackie mocno się dziś ze sobą przenikają. Ja też zawsze staram się pisać tak, żeby moje książki nie były łatwe do sklasyfikowania, żeby nie dało się im przyczepić latki. Usłyszałem kiedyś, że dzięki temu każda moja książka jest inna, zaskakuje nie tylko fabularnie, ale i o formą, czy nawet sposobem działania bohaterów. To dobrze.

A jak wygląda research? Jak szukasz choćby informacji o świecie przestępczym, z którym twoja bohaterka musi mieć do czynienia?

– Zła jest wokół nas tyle, że można być nim wręcz przytłoczonym – wyziera z dowolnego internetowego portalu. Czasem wręcz muszę oderwać się od tego, zaczerpnąć oddechu. W nagłówkach jest straszenie, w artykułach tym bardziej. Znalezienie inspiracji, informacji o tym, jak zły potrafi być człowiek, nie jest więc trudne. Potem dochodzi szperanie na stronach policji, podpytanie kilku osób, które coś o tym świecie wiedzą, a reszta to już wyobraźnia. Wrócę do tego, co mówiłem o tworzeniu postaci – prędzej czy później przychodzi taki moment, gdy muszę się zastanowić, co bym zrobił, gdybym był złolem i musiał, dajmy na to, wyrzucić gdzieś narkotyki – i to tak, żeby nikt tego nie odkrył. A gdy już wpadam na znakomity pomysł, to sprawdzam w internecie i najczęściej okazuje się, że owszem, ktoś rzeczywiście już tak zrobił. A to oznacza, że dobrze to wymyśliłem.

W „Entropii” jest też świat korporacji, są szyfry, które musi rozwiązać bohaterka. Rzucasz sobie wyzwanie i potem szukasz rozwiązania, czy raczej poruszasz się w tematach, które od początku są ci bliskie?

– Korporacje znam, bo trochę w nich pracowałem. Widziałem jak to wygląda i choć chciałbym powiedzieć, że to, o czym piszę, to czysty wymysł, to niestety nie mogę. Szyfry pojawiły się już w „Aorcie”, bo byłem wtedy zaraz po studiach, gdzie miałem grafy i chciałem tę wiedzę wykorzystać. Tu po prostu postanowiłem do tego wrócić. 

Publikujesz dwie powieści rocznie, czasem tworzysz też opowiadanie do antologii. Jak zatem pracujesz?

– Wymaga to tego, czego wciąż się uczę: dyscypliny i samozaparcia. Trzeba pisać codziennie, więc siadam na te kilka godzin i najpierw wymyślam, a potem piszę. I to tak długo, aż nie stworzę tych X znaków, jakie mam ustalone. To bywa męczące – fizycznie i psychicznie. Owszem, czasem się nie udaje napisać nawet dwóch akapitów, a czasem wychodzi 10 stron jednego dnia, ale trzeba być konsekwentnym. Pisanie to najgorszy etap tworzenia książki, ale trzeba przez niego przejść (śmiech).

Ale zanim zaczniesz tworzyć, musi być impuls. Co nim najczęściej jest?

– To często chęć opisania motywów zachowania konkretnego człowieka, albo czegoś, z czym musi się zmierzyć. Tak długo to mielę w głowie, aż nie zrodzi mi się pierwsza scena. Jak już ją widzę, to siadam do pierwszego zdania, a jak i je już mam, to wiem, że jakoś to będzie. Tym bardziej że zazwyczaj znam już wtedy także koniec książki i wiem, do czego dążę. Może się zdarzyć po drodze wiele chwil zwątpienia, ale ostatecznie zawsze wracam do klawiatury i piszę. Aż do końca.

Rozmawiał Przemysław Poznański

* Bartosz Szczygielski –pisarz, który debiutował w 2010 roku opowiadaniem w kwartalniku „QFant”, a jego pierwsza powieść to „Aorta” (2016), pierwszego tomu trylogii kontynuowanej książkami „Krew” i „Serce”. Jest także autorem powieści „Krok trzeci”, „Winni jesteśmy wszyscy”, „Nie chcesz wiedzieć”, „Dolina Cieni”, „Nim skończy się noc”, „Dzień gniewu”, „Nieodwracalnie”, „Asymetria”, „Dysharmonia”, „Entropia”, „ Po zmroku”, książek dla młodego czytelnika „Wskazówki” i „Wskazówki. Paradoks” oraz opowiadań publikowanych, m. in. w tomach „Zabójczy pocisk”, „Zbrodnia w operze”, „Utopay”, „Zimno, zimniej, zbrodnia” i „Awers”

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej