W matni | Bartosz Szczygielski, Aorta

Początek i koniec tej opowieści dopełniają się, tworząc klamrę. Pogłębia to tylko towarzyszące całej lekturze wrażenie, że jej bohaterowie znaleźli się w matni. W przestrzeni ciasnej, jak mieszkanie będące sceną okrutnej zbrodni. Dusznej jak atmosfera zamkniętych społeczności. Klaustrofobicznej jak podwarszawski Pruszków, którym trzęsą wciąż niedobitki mafijnej przeszłości.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

aortaPowieściowy Pruszków to jedno z tych miast, w których trudno żyć, ale jeszcze trudniej się z niego wyrwać. Czy to z powodów finansowych, czy ze strachu, czy w wyniku zrządzenia losu. Takie miasto nie pozwala na głębszy oddech, ono przytłacza i tłamsi, co doskonale oddaje niezwykła scena gry w golfa: nie na rozległym zielonym polu, ale… na dachu wieżowca. To swoisty mikroświat, specjalnie sfilcowany, by nikt nie wpadł nawet na pomysł, że jest coś poza nim.

Do owej matni trafia komisarz Gabriel Byś z Komendy Stołecznej. On też nie ma wyjścia – Pruszków to zesłanie. Konieczność pracy w tym mieście wynika z zaliczonej wcześniej wpadki. Sprawa, którą przyjdzie mu prowadzić, może być zatem albo szansą na rehabilitację i powrót do Warszawy, albo utknie tu już na zawsze. Tyle że od początku w tej historii nie ma nic prostego, a śledztwo zahacza szybko o niebezpieczne postaci z lokalnego półświatka. I nie dajmy się zmylić pełnej dystansu i ironii, narracji Bartosza Szczygielskiego, bo przekonamy się, że nikt nie stosuje tu taryfy ulgowej, że cokolwiek się dzieje, dzieje się na serio, groby nie są kopane na pokaz, a przyłożenie pistoletu do skroni nie ma być tylko czczą groźbą.

Już punkt wyjścia narzuca powieści klimat – oto w jednym z mieszkań znalezione zostają zwłoki niezidentyfikowanej kobiety, leżącej w kałuży krwi. Jakby tego było mało, ofiara ma wyłupione oczy. Kim jest? Kto ją zabił?

Od początku nie ma wątpliwości, że skoro Szczygielski na swój sposób bawi się kryminalną formułą „zamkniętego pokoju”, to sprawca jest blisko, „wśród nas”, że znajdziemy go w wąskim gronie wciąż wpadających tu na siebie postaci. Dlatego ważniejsze wydaje się pytanie: dlaczego do morderstwa musiało dojść? Z pewnością jedną z przyczyn jest obezwładniająca niemoc, jaka ogarnia każdego, kto wkroczy do pułapki miasta, ugrzęźnie w niej, przestanie widzieć szansę na zmianę. A nawet jeśli ją widzi ją, to miasto i tak prędzej czy później zweryfikuje plany, upokorzy i zniszczy.

Dlatego szybko orientujemy się, że dla komisarza Bysia chęć znalezienia zabójcy może być nie tyle szansą na wyrwanie się z klaustrofobicznej przestrzeni Pruszkowa, co śmiertelną pułapką – tym bardziej że Byś jest policjantem dociekliwym, a przede wszystkim bezkompromisowym. A to oznacza, że dopóki sprawa nie zostanie rozwiązana, dopóty nie ustąpi, niezależnie od ceny, jaką miałby za to zapłacić.

Bartosz Szczygielski poukładał i połączył wszystkie elementy intrygi i od pierwszej strony do ostatniej wiedzie nas przez stworzony przez siebie mroczny świat występku, by w końcu i nas zastawić pułapkę, o ile nie pozbędziemy się w porę schematycznego myślenia, że dociekliwość bywa nagradzana, a przenikliwość gwarantuje sukces. Bo ten świat rządzi się swoimi prawami, z których najważniejsze zaczerpnąć trzeba z „Piekła” Dantego: „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”.

I jeszcze jedno: „Aorta” to powieściowy debiut Szczygielskiego, w co aż trudno uwierzyć – to książka literacko doskonała, a  przy tym skonstruowana konsekwentnie, wręcz z matematyczną dokładnością, co zapowiada ważne nowe nazwisko na mapie polskiego kryminału.

Przeczytaj także: TERAPIA ŚLEDZTWEM | Robert Ostaszewski, Zginę bez ciebie

 

Bartosz Szczygielski, Aorta

W.A.B. 2016