kryminał książki

Zbrodnia i wina | Bartosz Szczygielski, Winni jesteśmy wszyscy

Zło jest tuż obok, czasem wystarczy chwila nieuwagi lub nieostrożności, by dać się mu wciągnąć bez reszty – o najnowszej powieści Bartosza Szczygielskiego „Winni jesteśmy wszyscy”, pisze Przemysław Poznański.

Jeśli coś w sposób szczególny wyróżnia prozę Szczygielskiego, to jest tym nieodparte wrażenie, że świat, w którym poruszają się jego bohaterowie, zszedł na psy. Ten świat jest bardzo bliski naszemu i pozostaje prawdziwy, tyle że zło, które obecne jest i wokół nas, tu zaserwowane zostaje w skondensowanej dawce. To świat narkotyków, przemocy, seksualnego wykorzystywania, gangsterskich porachunków, którego intensywność sprawia, że nikt, kto się w nim zanurzy i nim ubrudzi, nigdy już nie będzie do końca czysty. To – podążając śladem symboliki zawartej na ilustracji Gustave’a Dorégo, wykorzystanej na okładce – otwierające się nagle przed nami piekło.

Bohaterami Szczygielskiego – przynajmniej pierwszoplanowymi – nie są jednak wcale osoby z przestępczego środowiska. Nie spodziewajcie się opowieści o silnych facetach ze spluwą wciśniętą za pasek od spodni i nie mniej silnych femmes fatales. I choć może nie będą to strącane do wspomnianego piekła upadłe anioły, to przygotujcie się na everymanów, wrzuconych w ten świat przypadkiem, z własnej głupoty, nieostrożności, a czasem niepoprawnej brawury. To siła prozy tego autora, który buduje intrygę na nagłym zderzeniu dwóch rzeczywistości. Oto ktoś taki jak ja, jak ty, na co dzień sekretarka, analityk, kobieta czy facet z biurowca w centrum Warszawy, wplątany zostaje nagle w machinacje ludzi złych do szpiku kości, żerujących na krzywdzie innych. I nie ma innego wyjścia jak tylko zacząć grać w ich grę. Z wątłą nadzieją, że może jakimś cudem uda się ich ograć.

I o tym waśnie jest powieść „Winni jesteśmy wszyscy” – o zdarzeniu, mniej lub bardziej przypadkowym, które sprawia, że dotychczasowy porządek rzeczy wali się jak domek z kart, a raczej rozpada na kawałki, jak szklane drzwi rozbite kulą z pistoletu. Tym, co w tej sytuacji staje się najistotniejszym dla bohaterów, jest po pierwsze próba pozbierania okruchów tego, co potrzaskane, po drugie zaś próba zrozumienia, dlaczego do owego zdarzenia doszło. Co stoi za zbrodnią i na ile sami byliśmy jej winni. Choćby przez sam fakt bagatelizowania tej prawdy, że zło jest zawsze tuż obok i czasem wystarczy naprawdę niewiele, by dać się mu wciągnąć bez reszty.

Tak jest z Konradem Łazarem, którego nazwisko zresztą sugeruje nam to, co się z nim wydarzy. Łazar jest bowiem świadkiem masakry, do jakiej dochodzi w biurze z widokiem na Pałac Kultury. Ktoś, kogo zresztą zna, strzela na oślep. Kula trafia choćby byłą kochankę bohatera, która już w pierwszej scenie wykrwawia się na jego oczach, a jej krew plami biurową wykładzinę. Łazarowi dane jest przeżyć, ale to, co stanie się z nim w następstwie tych zdarzeń porównać można i tak do zmartwychwstania, jeśli rozumieć przez nie zastąpienie dotychczasowego życia zupełnie innym, nowym.

Bohater nie jest bowiem w stanie przejść nad masakrą do porządku dziennego. Spokoju nie daje mu pytanie o sens tego, co zaszło i co zmieniło na zawsze nie tylko jego rzeczywistość, ale i codzienność wielu innych osób. Choćby jednej ze współpracownic, która co prawda przeżyła masakrę, ale i tak ostatecznie nie uciekła przed śmiercią. Łazar, chcąc nie chcąc, zaczyna prowadzić prywatne dochodzenie, które szybko okazuje się drogą, na której zamiast spodziewanych odpowiedzi pojawiają się kolejne pytania – równie, a może nawet bardziej niepokojące, przede wszystkim jednak zmuszające do przekroczenia tej granicy, za którą nie ma już znanego mu tak dobrze świata szklanych biurowców i korporacyjnych reguł. Jest logika podporządkowana bez reszty złu.

Łazar – podobnie zresztą jak pozostałe postaci – jest bohaterem samotnym, a więc takim, który w istocie liczyć może tylko na siebie. Co nie znaczy wcale, że działa sam. Szczygielski wykreował bowiem postać policjantki, aspirant Izabeli Mann, której los w kluczowym dla akcji momencie złączy się z losem Łazara. Obojgu zatem przyjdzie prędzej czy później odkryć, że w świecie spod znaku piekła nie wolno niczego przyjmować na wiarę, że zło potrafi zapuścić naprawdę długie korzenie i że nie można spodziewać się łatwego happy endu tam, gdzie jedyną oczyszczająca siłą jest ogień. Winni jesteśmy wszyscy – mówi Szczygielski. – To i wszyscy powinniśmy ponieść adekwatną do przewinień karę.

Bartosz Szczygielski, Winni jesteśmy wszyscy
Czwarta Strona Kryminału, Poznań 2021

  

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: