Jarosław Kamiński opowiada nam zakazaną historię – skupioną bowiem na „zakazanej miłości”, rozgrywającą się w opartym na zakazach polityczno-społecznym systemie i, co nie mniej ważne, snutą przez kogoś, kto w zasadzie nie ma do niej prawa. O „Złodzieju bólu” pisze Przemysław Poznański.

To opowieść o duszności i ciasnocie. W każdym tych słów znaczeniu. Schyłkowy PRL, i to nawet w Warszawie, jest w prozie Kamińskiego popadającym w szarości monochromatycznym światem ciasnych mieszkań, czy antykwariatu, w którym czasem spotykają się bohaterowie. To też rzeczywistość wąskich horyzontów, wynikających także – choć nie tylko – z zamknięcia Polski na świat, ale i rzeczywistość zniwelowanej wolności w skutek działań aparatu represji wobec tych, którzy chcieliby wyściubić nos poza narzucone przez Partię ramy. Każda iskra samodzielności, odmienności, marzeń, nadziei na zmianę gaszona jest szybko – czy to przez system, przybierający choćby figurę pozornie prostodusznego, a przecież opresyjnego dzielnicowego, czy też przez powszechne w zasadzie przekonanie o niemocy, zakorzenione wszak w wieloletnim społecznym doświadczeniu.
Niełatwo żyć w takim miejscu i czasie – a przecież autor „Złodzieja bólu” decyduje się owej ciasnocie nadać dodatkowego ciężaru niemocy, bezruchu, braku perspektyw. Główna bohaterka powieści, Agnieszka, jest studentką, która po trudnych doświadczeniach w związku z mężczyzną zaczyna dopiero odkrywać naturę swojej orientacji, przeżywa pierwszą miłość do kobiety i rozczarowanie tą miłością, w końcu przeżywa miłość drugą, głębszą może nawet, prawdziwszą. Miłość opartą na niegasnącej fascynacji. Ale wszystko to w kraju, gdzie z trudem dopuszcza się do świadomości istnienie homoseksualistów, ale już możliwość zaistnienia miłości między kobietami całkowicie się ignoruje, wypiera ze społecznej świadomości, odrzuca bezwarunkowo poza wszelki margines.
Z dwóch stron Żelaznej Kurtyny
Agnieszka jest studentką filozofii, działa w gronie młodzieży antykomunistycznej, wraz z przyjaciółmi usiłuje nawet wydawać podziemne czasopismo o wiele mówiącej nazwie „Bumelant”. Niewiele z tego co prawda wychodzi, ale jej dziennikarskie zacięcie (oraz znajomości) sprawia, że zostaje asystentką włoskiej korespondentki, Bianki – trzydziestolatki o polskich korzeniach, która nie ma jednak pojęcia o PRL-owskiej rzeczywistości, a na zagraniczną placówkę wysłana została po raz pierwszy. To oznacza, że Bianca również mierzy się z brakiem – głównie brakiem pewności, że podoła zadaniu, że znajdzie niebanalny temat, że jej teksty zostaną docenione. A jakby tego było mało, w sferze osobistej mierzy się też z niedawnym odrzuceniem ze strony partnerki, ale i szerszym odrzuceniem jej orientacji przez patriarchalne włoskie społeczeństwo, wówczas równie nieskore do zaakceptowania jej seksualności jak polskie.
Kamiński decyduje się więc na zaaranżowanie spotkania dwóch kobiet z dwóch stron Żelaznej Kurtyny, niosących różny, ale przecież w jakimś stopniu podobny bagaż zakazów, braków, niemocy, odrzucenia. Ich spotkanie – wpisujące się w scenariusz zdarzeń nieprawdopodobnych, ale przecież statystycznie możliwych – musi więc poskutkować iskrzeniem wszędzie tam, gdzie przyciągać się będzie to, co podobne, ale i tam, gdzie różnice okażą się trudne do pogodzenia. Związek obu kobiet będzie więc intensywny – nie chodzi w nim wszak tylko o to, by obdarować się nawzajem „zakazaną” miłością, ale także o to, by siłą uczucia niwelować wszelkie braki, w tym brak społecznej (ale i rodzinnej) akceptacji. Będzie to musiało być uczucie skierowane tyleż ku sobie, co w jakimś sensie także przeciw światu, przeciw tradycji, przeciw systemowi. Uczucie zatem zakazane, rozkwitające w świecie zakazów, obarczone dodatkowo trudną codziennością, w której Biance przyjdzie udowadniać co rusz swoją zawodową pozycję (zwłaszcza gdy wpadnie na minę zastawioną przez bardziej doświadczonych kolegów), a Agnieszce z trudem przyjdzie dzielić czas między pracę, rodzinny dom, studia i „Bumelanta”.
Przeczytaj także:
Historia w dwójnasób intymna
Lecz jeśli powieść Kamińskiego rozgrywa się w świecie ciasnym, to także – a może przede wszystkim – widać to na poziomie starannie przemyślanej narracji. Autor „Złodzieja bólu” – co rzadkie – stawia bowiem na opowieść stwarzającą pozory auktorialnej, w istocie jednak subiektywną, kameralną, wręcz „podglądacką”. Jakby pisaną przez jednego z owych sąsiadów, którzy „obserwowali, co działo się u innych, i później słali donosy na milicję”. W zasadzie wiemy to od początku, bo dostajemy przecież tropy wskazujące na to, że mamy do czynienia z historią poddaną ocenie z perspektywy lat, opowiadaną co prawda poprzez zdarzenia dotyczące bohaterek, ale przecież nieopowiadanej przez nie. I jeśli nawet zdarzy się nam zapomnieć o tym podczas lektury, zawsze wtedy gdy wraca trzecioosobowa narracja, a opowiadacz chowa się za scenografią, pozwalając nam poczuć znowu ułudę obiektywizmu, to przecież ów właściwy narrator przypomni nam się zawsze wtedy, gdy w nieco chaotycznym zapisie strumienia świadomości zwróci się do nas wprost, tłumacząc swoje miejsce w tej historii.
To istotne, bo tak naprawdę dostajemy opowieść intymną w dwójnasób – jest to wszak historia intensywnej miłości, ale jest to też narracja przesączona intymnością wynikającą z – jak możemy się domyślić – spojrzenia na wydarzenia z pozycji ich naocznego świadka. To subiektywizm wręcz niedyskretny, bo mamy do czynienia z narracją posiłkująca się cudzymi emocjami, których opowiadający – heteroseksualny mężczyzna – sam nigdy nie doświadczy, a zatem prawdopodobnie nie zrozumie. Taki narrator w ciasnym świecie zakazów stawia kolejne granice. Granice dla prawdy opowieści, zależnej wszak w pełni od perspektywy tego, kto nam ją przekaże.
Prawda w świecie zakazów
Książka Kamińskiego urasta więc w ten sposób do rangi opowieści o tym, co zakazane, ale i o tym właśnie, co w świecie zakazów pozostaje prawdziwe. Nie chodzi tu o prawo autora do zaprzęgania do pracy wyobraźni, nie musimy się więc zastanawiać, na ile prawdziwy jest ów barwny epizod rozgrywający się u pijackiej melinie prowadzonej przez Śpiącą Królową, albo historia ze strajkiem kobiet w fabryce „Bałtyk”, ze wszystkimi jej przykrymi konsekwencjami spowodowanymi uporem Bianki, by pojechać na Wybrzeże i ów strajk zrelacjonować. (Rozdzielmy przy tym opowieść od zawartych w posłowiu, zwanym „Ostrzeżeniem”, zapewnień autora, że z historycznego punktu widzenia ów strajk to fikcja). Musimy jednak zachować czujność w przypadku informacji o związku Agnieszki i Bianki, ze wszystkim szczegółami dotyczącymi rodzenia się ich uczucia, jego rozkwitania, ale i kryzysów i nieporozumień, w końcu finału tej opowieści. Musimy zadawać sobie pytanie, na ile jest to historia zakazana, ale prawdziwa, a na ile jednak (wciąż krucho umocowana w społecznym i politycznym konsensusie) opowieść ubarwiona, dopowiedziana, przepuszczona przez filtr oczekiwań narratora.
Prawda o opowieści jest bowiem – jak zdaje się sugerować Kamiński – bardziej złożona niż sama opowieść i szczególnie ważna właśnie w świecie zakazów. Prawda relacji, prawda narracji zawsze przepuszczana jest przez pryzmat osobnej oceny opowiadacza – to oczywiste. Autor wymyśla historię, nadając jej cechy prawdy i oddaje ją w ręce narratora, który samym swoim istnieniem ma ją uprawdopodobnić. Ale co wtedy, gdy narrator nie ma do powierzonej mu historii prawa, gdy jest to dla niego „historia zakazana”? Gdzie w takiej sytuacji jest miejsce dla prawdy? To oczywiście część trwającej wciąż większej dyskusji o prawie do relacjonowania traum, które dotknęły konkretne zbiorowości, do „zapożyczania” lub „kradzieży” bólu ofiar Holocaustu czy prześladowanych mniejszości, do czerpania dla własnej korzyści z cudzych tożsamości. Kamiński wychodzi z tego dylematu obronną ręką: chce być – i jest – z nami szczery, ujawniając narratora i jego intencje (już przecież w samym tytule), odsłaniając tym samym pryzmat, przez który obserwujemy opowieść. Wciąż przy tym głęboko intymną i kameralną, która – gdy zdamy sobie sprawę z całej jej złożoności, także na poziomie narracji – poruszy nas i nie da o sobie łatwo zapomnieć.
Jarosław Kamiński, Złodziej bólu
Wydawnictwo Literackie, Kraków, 24 kwietnia 2024
ISBN: 9788308083871

