artykuł

„Bywa, iż sobą zdumiewam siebie”  | 120 lat temu urodził się Witold Gombrowicz | #rokgombrowicza

„Bywa, iż sobą zdumiewam siebie” – pisał w „Dziennikach”. Dał nam „Ferdydurke”, „Trans-Atlantyk”, „Iwonę, księżniczkę Burgunda”, „Kosmos”. 120 lat temu urodził się Witold Gombrowicz, pisarz czterokrotnie nominowany do literackiego Nobla, patron roku 2024.

Witold Gombrowicz, fot. Wikimedia Commons

Sławę zyskał tak naprawdę w ostatnich latach życia. Według słów wdowy po pisarzu, Rity Gombrowicz, gdyby nie jego śmierć, Gombrowicz otrzymałby nagrodę Nobla w 1969 roku. I nie jest to wcale wykluczone, bo – na co wskazują odtajnione sprawozdania z posiedzenia Komitetu Noblowskiego z 18 września 1969 r. – jego kandydatura została pominięta przy tworzeniu tzw. krótkiej listy właśnie z powodu śmierci pisarza. Nobla więc nie otrzymał, choć był nominowany i wcześniej: w 1966, 1967 i 1968 roku. Nagroda przypadła jednak w tamtych latach Miguelowi Angelowi Asturiasowi, Yasunari Kawabacie i Samuelowi Beckettowi. Nie zmienia to faktu, że Witold Gombrowicz należy do najczęściej tłumaczonych autorów polskojęzycznych i jest wymieniany jako jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy XX wieku.

„A teraz przybywajcie, gęby!”

Witold Gombrowicz urodził się 4 sierpnia 1904 roku w Małoszycach. Kilka lat później cała rodzina opuściła dwór i przeniosła się do Warszawy, gdzie przyszły pisarz rozpoczął naukę w Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki, a w 1927 roku ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Później, przez mniej więcej rok, przebywał w Paryżu, gdzie studiował w Institut des hautes études internationales. Po powrocie do kraju rozpoczął aplikację sędziowską, lecz wkrótce ją porzucił. W tym czasie już pisał. Na przełomie lat 20. i 30. zaczęły powstawać opowiadania, które ukazały się następnie drukiem jako „Pamiętnik z okresu dojrzewania”. Ukazywały się też jego felietony literackie i recenzje, głównie w „Kurierze Porannym”.

„A teraz przybywajcie, gęby! Nie, nie żegnam się z wami, obce i nieznane facjaty obcych, nie znanych facetów, którzy mnie czytać będziecie, witam was, witam wdzięczne wiązanki części ciała, teraz niech się zacznie dopiero – przybądźcie i przystąpcie do mnie, rozpocznijcie swoje miętoszenie, uczyńcie mi nową gębę, bym znowu musiał uciekać przed wami w innych ludzi i pędzić, pędzić, pędzić przez całą ludzkość” – pisał w „Ferdydurke”, która to powieść, opublikowana w 1937 roku, przyniosła mu rozgłos w kołach literackich. To ona wniosła do polszczyzny „słowa klucze” jakie jak „gęba” czy „pupa”. Jej bohaterem jest trzydziestoletni początkujący literat Józio Kowalski, którego niespodziewanie odwiedza jego były nauczyciel, profesor Pimka. Zdarzenie to staje przyczynkiem do podróży w czasie, Józio przenosi się przeszłości, do swojej starej klasy gimnazjalnej. Czas teraźniejszy znajduje się nagle w czasie przeszłym i staje się czasem realnym bohatera. W trakcie pobytu w szkole bohater zostaje poddany procesowi tzw. „upupiania”, czyli infantylizacji młodzieży gimnazjalnej w procesie edukacji. W kolejnych „odsłonach” perypetii bohatera, podlega on często wtłaczaniu w formy poznawczego i społecznego konformizmu. To przede wszystkim dyskurs autora o formowaniu się człowieka. O tym, jak skazany jest on stale nie tylko na wpływy zewnętrzne, ale i też na „samowidzenie się”. „Ferdydurke” jest powszechnie dziś uznawana za jedno z czołowych osiągnięć polskiej literatury międzywojennej.

„Jak wy, i wraz z całym światem, staczam się w publicystykę”

Witold Gombrowicz, Ferdydurke

Tuż przed wybuchem II wojny światowej Gombrowicz uczestniczył jako dziennikarz w dziewiczym rejsie płynącego do Ameryki Południowej polskiego statku pasażerskiego MS Chrobry. Wiadomości dochodzące z kraju sprawiły, że postanowił przeczekać wojnę w Buenos Aires. Pozostał tam aż do 1963 roku. Pod koniec lat 40. Gombrowicz próbował zdobyć pozycję w argentyńskich kręgach literackich. Publikował artykuły, wygłaszał odczyty w kawiarni „Fray Mocho”. W 1947 roku opublikował przekład „Ferdydurke” na język hiszpański, ale nie przyniósł on autorowi rozgłosu.

Kilka lat później Gombrowicz nawiązał współpracę z paryską „Kulturą” i to tam w 1953 roku rozpoczął druk fragmentów „Dziennika”. „Bywa, iż sobą zdumiewam siebie” – pisał w nim. Dzieło to – przez wielu uważane za najważniejsze w dorobku pisarza – wydane zostało, już jako książka, w trzech tomach w latach 1957-1966 w Paryżu, czwarty tom wydany został w 1992 w Krakowie przez Wydawnictwo Literackie. Opowiada – w sposób ironiczny, cyniczny i z humorem – losy autora, który w dyskusji z sobą samym podejmuje dialog zarówno z różnymi nurtami występującymi w humanistyce, jak i z tradycją kultury polskiej. Komentuje też bieżące wydarzenia polityczne dotyczące Polski i jej miejsca w Europie oraz świecie.

„Nie obrzydłaż tobie polskość twoja?”

W tym samym roku, co pierwszy tom „Dziennika”, Instytut Literacki w Paryżu wydał dramat „Ślub” i powieść „Trans-Atlantyk”. Ta powieść to pokłosie rejsu, w którym uczestniczył Gombrowicz, a akcja rozgrywa się w Argentynie w ostatnich dniach sierpnia i we wrześniu 1939 roku. W tle zdarzeń fabularnych pojawiają się wiadomości o wojnie. Narrator, a zarazem główny bohater powieści, nazywa się tak samo jak autor: Witold Gombrowicz. Motywy autobiograficzne przeplatają się tutaj z wytworami fantazji, a całość utrzymana jest w stylu tragikomedii i groteski.

„Takiż to rozkoszny był dotąd los Polaków? Nie obrzydłaż tobie polskość twoja? Nie dość tobie Męki? Nie dość odwiecznego Umęczenia, Udręczenia? A toż dzisiaj znowuż wam skórę łoją!” – mówi jeden z  bohaterów, Gonzalo. Sam Gombrowicz określił „Trans-Atlantyk” jako polemikę z „Panem Tadeuszem” Adama Mickiewicza. Ukazane zostało tu napięcie między doświadczeniem jednostkowym a przymusami wynikającymi przede wszystkim z patriotyzmu i z polskiej tradycji. Patriotycznemu kultowi „Ojczyzny” (uosabia ją „omszały” stary Tomasz) narrator przeciwstawił fascynację „Synczyzną” (reprezentuje ją piękny Ignacy, syn Tomasza, który staje się obiektem namiętności Argentyńczyka Gonzala). Opozycja Ojczyzna-Synczyzna jest więc między innymi opozycją między krępującymi jednostkę zbiorowymi przymusami a wyzwoleniem, jakie daje poddanie się własnym pragnieniom i namiętnościom.

„I przez sekundę, oni i my, w naszej katastrofie, spojrzeliśmy sobie w oczy”

Po Październiku 1956, przez dwa lata, cztery książki Gombrowicza ukazały się w Polsce, a ich autor zyskał duży rozgłos. W latach 60. zyskał Gombrowicz sławę światową, uwieńczoną tłumaczeniami dzieł, także kolejnych powieści: „Pornografii” i „Kosmosu”. Bohaterem tej pierwszej powieści jest Witold, żyjący w Polsce okresu wojennego, który poznaje podczas jednego ze spotkań z przyjaciółmi tajemniczego Fryderyka. Stopień ich relacji nie zostaje wprost określony, choć dopuszczalna jest interpretacja, że chodzi o związek homoseksualny. Po wyjeździe na wieś do Hipolita – znajomego Witolda, starsi panowie, spragnieni młodości i świeżości, usiłują nakłonić ku sobie szesnastolatków: Karola i Henię. „Ja jestem Chrystus, rozpięty na 16-letnim krzyżu! Pa! Do zobaczenia na Golgocie! Pa!” – pisze tu Gombrowicz w swoim niepowtarzalnym stylu. Powieść ukazuje Polskę lat wojny, w której zapada się cały system tradycyjnej kultury, opartej na wierze w Boga i odwieczny porządek, a na to miejsce powstaje nowa, inna rzeczywistość, w której starzy i młodzi współpracują, aby zrealizować wspólnie swe podszyte erotyzmem (w tym homoerotyzmem) fascynacje.

„Lata rozpadają się na miesiące, miesiące na dni, dni na godziny, minuty na sekundy, a sekundy przeciekają. Czy jestem? Jestem pewna ilością sekund – które przeciekły. Rezultat: nic. Nic” – czytamy z kolei w „Kosmosie”. Powieść tę uznaje się za najbardziej złożone i wieloznaczne z dzieł Gombrowicza. Akcja powieści rozgrywa się w dwudziestoleciu międzywojennym podczas wakacji w Zakopanem. Narrator Witold i jego przyjaciel Fuks trafiają do pensjonatu, prowadzonego przez panią Wojtysową. Uwagę narratora przyciąga jej siostrzenica o imieniu Katasia, która na skutek wypadku samochodowego ma zniekształcone usta. Myśli Witolda zaprząta też wróbel powieszony na sznurku, którego napotkał w drodze do pensjonatu. Fuks z kolei zauważa na suficie w pokoju strzałkę, która prowadzi bohaterów do patyka powieszonego – podobnie jak wróbel – na sznurku. Witold zaczyna podejrzewać, że wokół niego rozgrywają się dziwne tajemnicze mistyfikacje. Tematem powieści staje się problem percepcji świata, relacji między jednostką a rzeczywistością oraz świadomością.

„Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba!”

Sława przyszła jednak późno. Witold Gombrowicz wrócił do Europy tak samo jak ją opuścił – drogą morską, a podróż powrotna znalazła swoje literackie odniesienie w „Dziennikach”. W 1963 roku otrzymał stypendium Fundacji Forda na pobyt w Berlinie Zachodnim, na co władze komunistyczne w Polsce zareagowały kampanią prasową skierowaną przeciw pisarzowi. W maju 1967 roku Gombrowicz otrzymał Międzynarodową Nagrodę Wydawców Prix Formentor. Jego dzieła zostały przetłumaczone na ponad 30 języków, a jego dramaty wystawiano na najważniejszych scenach świata (m.in. Jorge Lavelli, Alf Sjöberg, Ingmar Bergman, w Polsce m.in. Jerzy Jarocki, Jerzy Grzegorzewski). Wielkie zasługi w przybliżeniu twórczości Gombrowicza w kręgach literacko-wydawniczych Europy Zachodniej miał Konstanty Jeleński. W Polsce dopiero w 1986 roku ukazało się w Wydawnictwie Literackim pierwszych dziewięć tomów dzieł Gombrowicza, uszczuplonych przez cenzurę o 16 wersów wykreślonych z „Dziennika”, a dotyczących polityki i systemu władzy w ZSRR. Wydanie to zostało poszerzone w latach 1992-1997 do 15 tomów.

Gombrowicz zmarł we francuskim Vence, 25 lipca 1969 roku na astmę i został tam pochowany na miejskim cmentarzu. Jego pogrzeb miał charakter świecki. Ostatni list, który napisał własnoręcznie, był zaadresowany do Jeleńskiego. Przekazując mu korespondencję wdowa po pisarzu napisała: „Witold umarł w czwartek 24, o północy. Dwa dni wcześniej, we wtorek, wstał jeszcze, by pracować przy stole, i napisał do Ciebie [do K. A. Jeleńskiego – red.] długi list po polsku. To był ostatni list napisany jego ręką… Moim jedynym pocieszeniem jest, że nie zdawał sobie sprawy, że umiera. (…) Na godzinę przed śmiercią dałam mu malin, które zjadł z przyjemnością. Poprosił mnie o kieliszek burgunda i powiedział, że jeden łyk go upił. Zasnął. Byłam przy nim. Zmarł we śnie” (tłum. K. A. Jeleński).

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej