Zupełnie Inna Opowieść ma już ponad 10 lat. Czy dekada to dużo, czy mało? Ludzi literatury pytamy o to, jak im upłynęło ostatnie dziesięć lat, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Maria Paszyńska.

– Historia jest moją wielką miłością, a powieść uważam za najdoskonalszy sposób jej opowiadania. Czytelnik angażuje się bez reszty w losy bohatera, przeżywa mnóstwo emocji, a fakty chłonie mimochodem. Czy może być przyjemniejsza metoda nauki? – mówi Maria Paszyńska, pisarka, autorka powieści historycznych, w których pokazuje m.in. przedwojenną Warszawę, Imperium Osmańskie, wojenne losy stołecznego ogrodu zoologicznego, losy warszawskiego getta czy tułaczkę Polaków zesłanych na Syberię w czasie II wojny światowej. Spod jej pióra wyszły książki „Warszawski niebotyk”, „Gonitwa chmur”, „Cień sułtana”, „Krwawe morze”, „Córka gniewu”, „Dziewczęta wygnane”, „Kraina snów”, „Świat w płomieniach”, „Powroty”, „Czas białych nocy”, „Stalowe niebo”, „Szkarłatna łuna”, „Za zasłoną chmur”, „Cuda codzienności”, „Skrawki nadziei” , a także „Willa pod Zwariowaną Gwiazdą”, „Instytut piękności”, „Dwa światła”, „Listy do Gestapo”, „Wszystko dla Emilii”, „Jeśli jutra nie będzie”, „Hańba”, „Kochanka nazistów” i „Dziewczyny ze Słowaka”. Pierwszą recenzję jej książki opublikowaliśmy 26 kwietnia 2023 roku, wywiad (wideo) z pisarką zamieściliśmy 28 kwietnia 2023.
Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało?
Maria Paszyńska: To zależy z jakiej perspektywy patrzymy, jaki mamy punkt odniesienia. Dla jednostki płynącej w nurcie własnego losu…szalenie dużo. Dziesięć lat to ¼ mojego życia i prawie całe życie mojej córki, choć, fakt, minęło jak jeden dzień. Jeśli jednak spojrzymy na ten czas przez pryzmat wieczności czy życia planety to zda nam się śmiesznie mało. Ot, 520 tygodni, nic imponującego.
Debiutowałaś w 2015 roku, a dziś masz na koncie ponad 20 powieści. Z czym kojarzy ci się ten czas od debiutu? Dostrzegasz jakieś istotne kamienie milowe w swojej twórczości?
– Powoli dobiegam do trzydziestu i szczerze mówiąc, nie do końca wiem jak i kiedy się to stało. Doskonale pamiętam czas, gdy pisałam swoją debiutancką powieść „Warszawski niebotyk”. Co ciekawe, w jakimś sensie wciąż czuję się debiutantką. Przy każdej powieści na nowo czuję się onieśmielona, niewystarczająca do jej opowiedzenia, a mimo to opowiadam, zgodnie z zasadą bój się i twórz. A kamienie milowe… hmmm… nie wiem do końca co miałyby wyznaczać. Dla mnie każda powieść jest osobnym rozdziałem, nieporównywalnym z niczym innym. Każdy początek to tylko ciąg dalszy, jak napisała kiedyś Szymborska.
Co ciekawe, w jakimś sensie wciąż czuję się debiutantką. Przy każdej powieści na nowo czuję się onieśmielona, niewystarczająca do jej opowiedzenia, a mimo to opowiadam, zgodnie z zasadą bój się i twórz.
Czy gdybyś mogła się cofnąć, zmieniłabyś coś w swoim pisarskich decyzjach (inne gatunki, tematy)?
– Wreszcie, jakieś proste pytanie. Odpowiedź brzmi: nie.
Historia jest moją wielką miłością, a powieść uważam za najdoskonalszy sposób jej opowiadania. Czytelnik angażuje się bez reszty w losy bohatera, przeżywa mnóstwo emocji, a fakty chłonie mimochodem. Czy może być przyjemniejsza metoda nauki?
Nigdy nie napisałam niczego na zamówienie. Od samego początku pochylałam się wyłącznie nad historiami, przy których czułam głód, o których chciałam wiedzieć wszystko. Kocham ten przymus wewnętrzny, stan nienasycenia, pragnienie wiedzy, te małe zakochania w historiach, które domagają się mojej uwagi.
A nie cofnęłabym się i nie zmieniła niczego ponieważ jak powiedział dawno temu Heraklit z Efezu” Nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, bo już inne napłynęły w nią wody.” Jestem kimś innym niż byłam przed dekadą, przed pięcioma laty, dwoma, więc zapewne dziś napisałabym te książki zupełnie inaczej. Ale tamta ja, którą wonczas byłam, opowiedziała te historie właśnie tak i takimi winny pozostać.
Jak zaczęłaś pisać? I dlaczego?
– Legendy rodzinne głoszą, że nauczyłam się czytać i pisać, gdy miałam cztery lata. Są to więc czynności będące integralną częścią mnie. Odkąd sięgam pamięcią, po prostu to robiłam. Snucie opowieści i przelewanie ich na papier jest fragmentem mojej tożsamości, więc tak naprawdę mam poczucie, że nigdy nie zaczęłam, po prostu zawsze tak było. Dlatego też nie potrafię odpowiedzieć dlaczego zaczęłam pisać. Pewnego dnia zaczęłam i do dziś nie mogę przestać.
Obejrzyj także:
Gdybym jednak nie została pisarką, to byłbym…
– Hmmm…a wiecie, że w ogóle się nad tym nie zastanawiałam. Dobrze mi tu, gdzie jestem, nie czuję potrzeby zmiany, nie rozważam alternatywnych scenariuszy. Jedno jest pewne, gdybym musiała się przebranżowić z pewnością jakoś bym sobie poradziła. Umiem wiele rzeczy, znam sporo języków obcych, jestem nieźle wykształcona. Kto wie, może poszłabym na jakieś kolejne studia? Pasjami lubię się uczyć i gdyby ktoś chciał płacić mi za zdobywanie kolejnych tytułów magistra, mogłabym studiować bez przerwy. Jest tyle do odkrycia na tym świecie, tyle przestrzeni do poznania, tyle tematów do zgłębienia! Ostatnio szalenie pociąga mnie neurobiologia i…fizyka. Możliwość dzielenia się historiami z innymi traktuję jako wielki przywilej i radość. Cieszę się, że dziś mogę z tego żyć.
Gdybym jednak nie mogła pisać, mój świat by się nie skończył. Na pewno znalazłabym jakiś inny sposób snucia opowieści.
Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?
– Tak. Opowiadam historie, a ludzie chcą je czytać i co ważniejsze, po lekturze wyruszają na własne poszukiwania, chcą się dowiedzieć więcej. To daje mi głębokie poczucie sensu tego co robię.
Od czasu do czasu mam marzenia pisarskie mniejszego czy większego kalibru, ale gdy tylko się pojawiają zaraz szukam dróg, by je spełnić. Nie czekam. Sama wdrapuję się, gdzie trzeba, by móc dosięgnąć gwiazd.
Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.
– Gustaw Klimt twierdził, że malarstwo jest jak uderzenie w strunę. Ma wywołać w duszy odbiorcy wibrację. Całkowicie się z nim zgadzam. Od literatury oczekuję drgnienia, przeżycia, najlepiej wielopłaszczyznowej satysfakcji. Zaspokojenia atawistycznej potrzeby fabularyzacji, ale i mojego pragnienia wiedzy, ciekawości świata, odmiennej od mojej perspektywy, postawienia pytań, nad którymi będę mogła rozmyślać. Z literaturą jest trochę jak z rozmową z drugim człowiekiem. Często dopiero konfrontując swoje przemyślenia z czyimiś uświadamiamy sobie, co naprawdę sądzimy, czego pragniemy, o czym marzymy, czego się boimy…
Opowiadam historie, a ludzie chcą je czytać i co ważniejsze, po lekturze wyruszają na własne poszukiwania, chcą się dowiedzieć więcej. To daje mi głębokie poczucie sensu tego co robię. Od czasu do czasu mam marzenia pisarskie mniejszego czy większego kalibru, ale gdy tylko się pojawiają zaraz szukam dróg, by je spełnić. Nie czekam. Sama wdrapuję się, gdzie trzeba, by móc dosięgnąć gwiazd.
Jakie książki (albo inne dzieła kultury) cię ukształtowały – jako człowieka, jako pisarkę? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?
– Ukształtowało mnie wiele książek, od baśni Andersena, „Dzieci z Bullerbyn”, mitologii greckiej, Biblii, „Dziejów” Herodota, przez „Annę Kareninę” Tołstoja, „Lalkę „Prusa, „Noce i dnie” Marii Dąbrowskiej, i „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej, po Marqueza, Szekspira, Cabré, Rand, Manna, Myśliwskiego… Mogłabym długo wymieniać filmy, powieści, reportaże, książki naukowe i popularnonaukowe, dramaty, tomik poezji, zdjęcia, obrazy, opery, które mnie ukształtowały. Wiele z nich kochałam, mnóstwa nienawidziłam, ale sporo odcisnęło we mnie swoje piętno. Popularne hasło głosi, że jesteś tym co jesz. Wydaje mi się, że ma ono doskonałe przełożenie i na tę sytuację. Twoja wrażliwość rozkwita na glebie złożonej z tego co czytasz, oglądasz, czego słuchasz.
Przez ponad trzy dekady życia miałam setki ulubionych bohaterów, ale to się zmienia. Tym co pozostaje jest czułość do tych, których kochałam w przeszłości. Każdy, tak jak uniwersum, z którego pochodził, pozostawił we mnie jakiś ślad. Mam wrażenie, że opowieści, w które zaangażowaliśmy się całym sobą nigdy do końca nas nie opuszczają. Zostają z nami już na zawsze, wsiąkają w krwioobieg.
Kiedy nie piszę, to….
– …przede wszystkim spędzam czas z ludźmi. Uziemiam się w ten sposób, ładuję baterie, uspokajam. Mam wrażenie, że materia, z którą mierzę się w pracy, ogrom cierpień, rozmaite traumatyczne wydarzenia z przeszłości, pozwala mi docenić spokój i dobro, w którym na co dzień żyję.
Pasjami lubię ludzi! Moich najbliższych kocham bezgranicznie, ale bardzo lubię też takie przygodne spotkania w autobusie, pociągu, tramwaju, kolejce. Chłonę innych i dostaję od nich masę dobra. Kiedyś zastanawiałam się nawet nad tym, czemu jakoś tak niewiele przykrych rzeczy mnie spotyka ze strony bliźnich. Podzieliłam się tą obserwacją z mężem, a on stwierdził, że to nie tak, że mnie nie spotyka, tylko ja nie zwracam na to uwagi, a jak ktoś stara mi się dokuczyć najczęściej…w ogóle tego nie zauważam. Ot taka przypadłość. Skupiam się na tym, co dobre, a jest tego mnóstwo!
I gotuję, rzecz jasna! Moim językiem miłości jest bez wątpienia karmienie ludzi. Uwielbiam patrzeć jak moja rodzina lub ważni dla mnie ludzie jedzą to, co dla nich przygotowałam. Pasjami lubię wyprawiać kolacje, Sylwestry, obiady, śniadania, podwieczorki i serwować mnóstwo pyszności. Przy stole najlepiej się rozmawia.
Nad czym teraz pracujesz?
– Wielu oddałoby wiele, by poznać ten sekret. A tak na poważnie, właśnie skończyłam redakcję dwóch książek, które trafią w ręce Czytelników jesienią. Jestem też w okresie promocji mojej najnowszej powieści „Dziewczyny ze Słowaka” o wojennych losach uczennic liceum, którego sama jestem absolwentką. Pracuję jeszcze nad kilkoma sekretnymi projektami, o których teraz milczeć będę. Jesień odsłoni parę tajemnic, więc… byle do jesieni.

