recenzja

Opowieść Jany | Karin Smirnoff, Wracam do domu

O ile „Pojechałam do brata na południe” było próbą rozliczenia z przeszłością, a „Jedziemy z matką na północ” – reorganizacji zdefragmentowanego życia rodziny Kippów, o tyle powieść zamykająca trylogię jest opowieścią o szukaniu w sobie odwagi, by znaleźć własne miejsce na ziemi – o „Wracam do domu” Karin Smirnoff pisze Jakub Hinc.

„Coś się stało że przyjechałaś? – pyta Janę Bror w „Pojechałam do brata na południe”, gdy rankiem tuż przed Wielkanocą dotrze do jego domu. „Siedzieliśmy w jego kuchni i piliśmy whisky. Albo inaczej bror pił whisky ja herbatę. (…) Urodziliśmy się w odstępie zaledwie kilku minut i pod wieloma względami byliśmy do siebie podobni. Zwłaszcza z wyglądu. Rumieniący się chudzi ze strąkami włosów pozbawionych pigmentu i tak blado nijacy, że zazwyczaj wszyscy pamiętali nas tylko jako bliźniaki” – opowie nam Jana.

Tak przedstawi się nam ona sama, narratorka tej trzytomowej opowieści, i tak przedstawi brata – nie mniej ważnego bohatera tej rodzinnej sagi Kippów. Owej opowieści o wędrówce – zawsze w ważnej osobistej sprawie, zawsze w konkretne miejsce, budzące najróżniejsze emocje, najgłębsze lęki. Bo narracja tej sagi nigdy nie była sielska. Krok po kroku poznawaliśmy dźwigany przez Janę i Brora bagaż życiowych traum rodziny Kippów, niepowodzeń, upadków i prób stanięcia rodzeństwa na nogi. Prób zawsze – lub prawie zawsze – zaczynających się i kończących tak samo. Źle.

Wielopokoleniowe schematy

Jana i Bror dorastali w otoczeniu świata męskiego, mrocznego, w którym kobiety, nawet jeśli udaje się im osiągnąć w końcu własną podmiotowość, wciąż popadają w wielopokoleniowe schematy. Tak jest w „Pojechałam do brata na południe”, gdzie Jana, ale też jej matka i przyrodnia siostra, wtłoczone w swoje role, albo w milczeniu dźwigają nałożone na ich barki jarzmo, albo podejmują działania pasywno-agresywne wobec samych siebie. Milczą bite przez ojców, potem mężów, a później milczą, gdy mężowie biją ich dzieci. Tak jest też w „Jedziemy z matką na północ”, gdzie odtrącona przez rodową wspólnotę matka Jany, Siri, domaga się w testamencie pochówku wśród krewnych, choć ci wykluczyli ją ze swego grona, gdy ta wyłamała się ze schematu. Przy czym ta sama Siri staje się wcześniej ofiarą patriarchalnego modelu, tyle że nie na północ, a na południe od Sztokholmu.

Mężczyźni w sadze Smirnoff piją, biją, katują, gwałcą i poniewierają, a kobiety się dopasowują, bo gdy się sprzeciwią, muszą potem każdy taki akt oporu skrywać za grubą warstwą pudru. We „Wracam do domu” mężczyźni pojawiający się na drodze Jany Kippo również powielają schematy patriarchalnej dominacji, nawet jeśli czasem nie mają co do tego świadomości, albo wręcz szczerze żałują zadanego kobietom bólu. Ta przemoc sprawia, że kobiety albo odwracają wzrok, albo – bo zdarza się i tak – w głębi duszy cieszą się, że to nie im w udziale przypadł ów los.

Przeczytaj także:

Pojechała dla brata do Smalånger

 „Pojechałam do brata na południe” niosło ze sobą promyk nadziei na wyrwanie się Jany z tego zaklętego kręgu klęsk i rodzinnych katastrof. W końcu wracała do Smalånger, do rodzinnego domu, do brata. Ale z powrotami często jednak jest tak, że często wraz z  nimi wraca pamięć. Także ta o zdarzeniach, o których wolelibyśmy nie pamiętać.   

Opowieść Jany, balansująca od początku na granicy owej niepamięci, wydobywała na wierzch, z głębi podświadomości narratorki, ślady przeszłości. Ale powrót do Smalandii niósł przynajmniej nadzieję na to, że ten bolesny proces przywracania pamięci doprowadzi do katharsis, pozwoli zyskać spokój ducha, rozpocząć proces godzenia się z przeszłością. I choć trudno było spodziewać się happy endu, to wyparte przez Janę wspomnienia, zbudzone przez obrazy Johna Brännströma, artysty niegdyś z nią związanego, stały się metaforą wracania strzępków pamięci na swoje miejsce i układania sobie przez kobietę życia na nowo. Wydawało się, że – choć nie bezboleśnie – w końcu uda się Janie, mierzącej się z próbą poskładania zdefragmentowanych puzzli pamięci, odzyskać przeszłość i tym samym wreszcie iść naprzód. Tym bardziej że na bożonarodzeniowe przyjęcie przywieziona zostaje z domu opieki Siri Kippo – matka bliźniaków, a w drzwiach stanie Diana – córka Jany niegdyś oddana do adopcji.

Pojechała dla matki do Kukkojärvi

„Jedziemy z matką na północ” – drugi tom sagi – okazał się być rewizją powracających wspomnień. Ale też stał się opowieścią o próbie znalezienia swojego miejsca w życiu i o potrzebie Kippów stania się częścią wspólnoty. Choć także o cenie, jaką musieliby za to zapłacić. Smirnoff nie oferuje jednak łatwych rozwiązań: ledwo zarysowane na nowo relacje między Kippami a związanymi z nimi osobami znów się rozpadną. Siri umiera i zgodnie z jej ostatnią wolą ma zostać złożona w grobie w rodzinnych stronach na Północy.

Janie i jej bratu nie pozostaje więc nic innego, niż wypełniając testament matki zawieźć jej doczesne szczątki do Kukkojärvi. Ta podróż jest znowu wędrówką w przeszłość. Nowe miejsce na mapie kraju, a zarazem na mapie dziedziczonych rodzinnych traum, nie pozostaje bez wpływu na podejmowane przez bliźniaków decyzje, a te same skrawki pamięci widziane z nowej perspektywy niuansują wszystko to, co już wydawało się pewne i znane. Przeszłość spod znaku przemocowego ojca i pasywnie godzącej się na to matki, dzieciństwo naznaczone każdą możliwą formą przemocy, zmusi ich w przyszłości do filtrowania kolejnych doświadczeń przez ten właśnie pryzmat. Uczyni to ich z nich zarówno osoby spragnione uczuć, jak i jednocześnie je odrzucające, grzęznące w matni sprzecznych, kotłujących się pragnień.

Pojechała dwa razy do Sztokholmu

Wędrówka Jany zawiedzie ją też do stolicy – i to dwukrotnie. Po raz pierwszy, gdy wyrwie się ze Smalånger, chcąc za sobą zostawić wszystkie te doświadczenia, które były jej udziałem. To właśnie stąd wyruszy, by w wielkotygodniową śnieżną noc wrócić do rodzinnego domu, do brata. Po raz drugi jedzie teraz. Ten przyjazd do Sztokholmu Jany Kippo nie jest jednak tym samym, czym powrót do z dawna niewidzianych przyjaciół, starych kątów i oswojonych przestrzeni.

Owszem, Jana odnajduje się w miejskim rytmie metropolii, a sukces na wernisażu ulepionych przez nią figurek – przedstawiających postaci z jej życia: oocca, aatkę, Brora, Johna, na którym zresztą prezentowane są też obrazy tego ostatniego, mógłby pozwolić bohaterce na rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Mógłby, lecz przecież u Kippów nic nie jest tak oczywiste, jakby mogło się wydawać; wszystko ma drugie dno, zakorzenione we wspomnieniach. Sztokholm z czasu wernisażu – jak bardzo nie byłby miejsce nadającym się do życia – będzie też przecież Sztokholmem sprzed powrotu do Smalånger, miejscem, na które pada złowrogi cień kogoś, o kim chciałoby się zapomnieć. Poza tym Jana raczej pali za sobą mosty, niż buduje nowe, nawiązuje i odbudowuje relacje po to tylko, by je burzyć. Tak było przecież z Johnem w pierwszym tomie sagi, tak samo z Jussim w tomie drugim.  

Przeczytaj także:

Popłynć dla siebie na wyspę Söö

Jana chce spróbować swoich sił w nowej dziedzinie sztuki, ale usłyszy w myślach słowa Brora: „Nie przepuścisz żadnej okazji żeby zmierzyć się z jakimś mężczyzną (…). Nawet jeśli miałoby chodzić o sikanie na odległość (…)”. Słowa nieprawdziwe, na które zareaguje gwałtownie: „Nieprawda (…). Zawsze się pilnuję  żeby pozostali niepokonani. Nawet jeślibym mogła”. Bo właśnie taką postawę wobec mężczyzn Jana przyjmowała od początku. Do czasu? „Kiedyś byłam jak drzewo balsa. Można było we mnie rzeźbić. Żłobić mnie obcinać dostosowywać. Nawet moje własne dziecko” – stwierdzi w czasie wymiany zdań z córką.

Po wernisażu, Jana musi podjąć decyzję: zostać w stolicy czy wyjechać na wyspę, na której pomieszkuje ojciec Niki, dziewczyny poznanej w galerii. Wyjazd na wyspę byłby wreszcie realizacją jej własnych potrzeb. Po raz pierwszy Jana by nie uciekała. Nie byłby to kolejny wyjazd, jak ten ze Smalånger, za którym stała chęć zostawienia aatki, Brora i wszystkiego, co wiązałoby się ooccem i Johnem, ani jak wyjazd ze Sztokholmu dla ratowania Brora i zapomnienia o doświadczonym tu złu. Nie byłby to wyjazd jak ten z Kukkojärvi w obawie przed pastorem Silasem, czy podróż do Sztokholmu, podszyta chęcią udowodnienia, że potrafi tworzyć. Wyjazd na wyspę Söö byłby prawdziwym początkiem. Po raz pierwszy nie dla kogoś, czy przez kogoś. Czy jednak może się to udać, skoro Jana nosi w sobie i na sobie stygmaty tych wszystkich niewłaściwych mężczyzn, których spotkała i od których – chcą nie chcąc – będzie i tak  zależna, choćby dlatego, że jeden z nich ma łódź, którą można dopłynąć na wyspę?

Przyjechała po nadzieję

„Wracam do domu” niesie odrobinę pociechy, ale i pokazuje, że emancypacja kobiet, którym udaje się wyrwać z toksycznych relacji, to często emancypacja kontrolowana. Symboliczna ucieczka na wyspę wolności, uzależniona będzie przecież od tych, którzy na taką ekstrawagancje pozwalają – często tylko dlatego, że mają ją pod pełną kontrolą. Ale można z tego tomu wynieść i bardziej optymistyczne przesłanie: że warto próbować zerwać z zastanymi schematami i, nawet niosąc wciąż na barkach bagaż traumatycznych doświadczeń, starać się zbudować na nowo własną podmiotowość.

Saga Smirnoff – w znakomitym tłumaczeniu Agaty Teperek, przenoszącym do polszczyzny specyfikę oryginału z jego brakiem interpunkcji, łącznym pisaniem kilku wyrazów na raz, owymi „ooccem” i „aatką”, a także unikaniem jak ognia wielkich liter – jest dogłębnie poruszającą opowieścią o rodzinie, w której nagromadzenie krzywd i traum osiągnęło apogeum bólu. Ale przecież tak naprawdę to narracja odwołująca się do doświadczeń wielu rodzin, w wielu miejscach na Ziemi, w których schematy zachowań dziedziczone są przez kolejne pokolenia i wydają się trwać przez to niewzruszenie, nawet jeśli jednostkom udaje się z ich sieci wyrwać. To czyni prozę Smirnoff uniwersalną, niosącą przesłanie dotyczące zła rodzącego się przemocy w rodzinie, zła pomijania owej przemocy milczeniem, ale i nadziei – nawet jeśli lichej – że warto próbować się temu złu przeciwstawić.

Karin Smirnoff, Wracam do domu (Sen for jag hem)
Tłumaczenie: Agata Teperek
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 24 stycznia 2024
ISBN:  9788367974288

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej