artykuł książki teatr

„Chcemy kultury bez cenzury!” | 55 lat temu odbyła się premiera „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka

Mistrzowsko wyreżyserowane, z przejmującą rolą Gustawa Holoubka, zostały zdjęte przez komunistyczne władze po zaledwie 11 przedstawieniach, przyczyniając się do ogólnopolskich protestów. 55 lat temu w Warszawie premierę miały „Dziady” Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka.

Plakat do „Dziadów” w reż. Kazimierza Dejmka, projekt: Roman Cieślewicz

Samotność – cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi? / Gdzie człowiek, co z mej pieśni całą myśl wysłucha, / Obejmie okiem wszystkie promienie jej ducha? / Nieszczęsny, kto dla ludzi głos i język trudzi: / Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie – mówił ponad pół wieku temu ze sceny Gustaw Holoubek. I co do tego, wszyscy byli zgodni: Wielka Improwizacja z „Dziadów” części III w jego interpretacji była aktorskim popisem najwyższej klasy.

Potwierdzali to krytycy, potwierdzała widownia, gromko oklaskująca aktora po przedstawieniu. Holoubek jako Gustaw-Konrad grał w warszawskim Teatrze Narodowym jak natchniony. August Grodzicki, krytyk „Życia Warszawy” pisał 28 listopada 1967 roku: „Ta ogrom­na, piekielnie trudna tyrada, stała się w jego ustach żywą sceną teatralną – pasjonują­cym dramatem myśli. Holou­bek prowadzi najpierw jakby monolog wewnętrzny, rozmyś­la nad powołaniem poety, jego siłą twórczą. (…) Nigdy chyba jeszcze w tea­trze Improwizacja nie zabrzmiała z taką jasnością, precyzją my­ślową, z taką siłą intelektu i z tak skupionym natężeniem uczu­cia. Kreacja Holoubka to jedno z największych osiągnięć teatru polskiego. To Konrad, od któ­rego doskonalszego trudno so­bie dziś wyobrazić”.

Grodzicki chwalił też reżysera, który – jego zdaniem – zdołał połączyć wszystkie części „Dziadów” tak, że nadał „całości jednolity charakter poetycki, z którego żadna scena się nie wyłamuje”. Co nie jest łatwe, bo przecież dzieło Mickiewicza to misterium ludowe, które jednak „rozsadza w części trzeciej ładunek filozo­ficzny, napięcie patriotyczne, polityka, dokumentarna histo­ria, romantyczna poetyka”. Dejmek jednak – jak pisał krytyk – „wykorzystał swe doświadczenia teatralne ze staropolskimi misteriami ludo­wymi i ujrzeliśmy w Teatrze Narodowym przedsta­wienie prawdziwie wielkie”.

„Wolna sztuka!”

A jednak ówczesne władze nie podzieliły tego zachwytu. Spektakl – wystawiony dla uczczenia pięćdziesiątej rocznicy radzieckiej rewolucji październikowej – został uznany za… antyradziecki. Miała o tym świadczyć żywiołowa reakcja publiczności w chwilach, gdy w sztuce pojawiają się akcenty antyrosyjskie, a raczej antyimperialne (do zwykłych obywateli Mickiewicz wszak zwraca się w Ustępie do części III jako „do przyjaciół Moskali”). Władze zaczęły szykanować spektakl, naciskano na twórców, by wystawiali przedstawienie rzadziej, nałożono limity na przedstawienia szkolne, kazano odnotowywać reakcje widzów.

Ostatecznie, w styczniu 1968 r. Ministerstwo Kultury i Sztuki zdecydowało o zdjęciu przedstawienia z afisza – zaledwie po dziesięciu spektaklach, mimo że sprzeciwił się temu war­szawski oddział Związku Literatów Polskich. Jedenasty – ostatni spektakl – stał się zatem swego rodzaju manifestacją w obronie wolności kultury.

„Ciemno wszędzie, głucho wszędzie / Co to będzie, co to będzie?”

Widownia zgotowała artystom owacje na stojąco. Nastrój nie uleciał wraz z opadnięciem kurtyny. Po wyjściu z gmachu teatru tłum – w tym studenci Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej – pomaszerował na Krakowskie Przedmieście, gdzie złożono kwiaty pod pomnikiem Mickiewicza.

Przeczytaj także:

Demonstracja odbywała się pod skandowanymi przez zebranych hasłami: „Wolna sztuka!”, „Wolny teatr!”, a także „Niepodległość bez cenzury”, wymyślonym przez Karola Modzelewskiego, czy „Chcemy kultury bez cenzury!”. Tłum niósł transparenty ze sloganem „Żądamy dalszych przedstawień”. Interweniowała milicja, tłum rozpędzano pałkami, aresztowano ponad 30 osób. Dwóch studentów, Adama Michnika i Henryka Szlajfera, relegowano z Uniwersytetu Warszawskiego. Ale wezwanie chóru z II części „Dziadów” adresowane do Guślarza: „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie?”, dopiero miało wywołać prawdziwego upiora. Przedstawienie nigdy nie wróciło na teatralne deski, jednak skutki, jakie wywarło ono samo oraz decyzja polityczna komunistycznych władz o zdjęciu go z afisza, były bowiem dalekosiężne.

„Mickiewicz nie będzie sztandarem reakcji”

W marcu 1968 roku na UW zorganizowane zostały demonstracje w obronie studentów wyrzuconych z uczelni. Strajki studenckie odbyły się też w innych miastach – protest zaczął się rozlewać poza stolicę. Zbiegło się to z walką wewnątrz politycznego aparatu PZPR.

Władysław Gomułka, I sekretarz Partii, wygłosił przy tej okazji specjalne, ponad dwugodzinne przemówienie, w którym nawiązywał do inscenizacji „Dziadów”: „(…) władze sprawujące zwierzchnictwo nad działalnością kul­turalną nie mogłyby zamknąć oczu na to, co się działo na przed­stawieniach „Dziadów” w inscenizacji Dejmka. Przedstawienia te stały się bowiem odskocznią do politycznych demonstracji o wy­mowie antyradzieckiej. (…) Próba wykorzystania poezji Mickiewicza — zrodzonej z walki patriotycznej młodzieży przeciw carskiemu uciskowi – dla szkalowania Polski Ludowej jest politycznym szalbierstwem wypacza bowiem najgłębszy, demokratyczny i postępowy sens twórczości Mickiewicza. Mickiewicz nie był i nie będzie sztan­darem reakcji”.

„Młodzież akademicka pochodzenia żydowskiego”

Nie obyło się też bez wątków antysemickich, co było ideologiczną kontynuacją wcześniejszego przemówienia z 1967 roku, wygłoszonego tuż po wojnie sześciodniowej. Wtedy towarzysz „Wiesław” nazwał Żydów „piątą kolumną”. Rok później mówił: „W wydarzeniach, jakie miały miejsce, aktywny udział wzięła część młodzieży akademickiej pochodzenia lub narodowości żydowskiej. (…) W roku ubiegłym podczas czerwcowej agresji Izraela przeciw państwom arabskim określona liczba Żydów w różnych for­mach objawiała chęć wyjazdu do Izraela celem wzięcia udziału w wojnie z Arabami. Nie ulega wątpliwości, że ta kategoria Żydów — obywateli polskich, uczuciowo i rozumowo nie jest związana z Polską, lecz z państwem Izrael. Są to na pewno na­cjonaliści żydowscy. (…) Przypuszczam, że ta ka­tegoria Żydów wcześniej lub później opuści nasz kraj”. Słowa te, i idąca w ślad za nimi antysemicka nagonka, doprowadziły do masowego eksodusu z kraju Polaków pochodzenia żydowskiego.  

„Walka z polską racją stanu”

To, jak nośna jest wciąż twórczość Mickiewicza i jak ciągle potrafi do białości rozgrzać umysły osób z aparatu władzy, okazało się 19 listopada 2021 roku, w 120-lecie prapremiery “Dziadów” w inscenizacji Stanisława Wyspiańskiego. W Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie odbyła się wtedy uroczysta premiera sztuki, w której rolę Gustawa-Konrada powierzono Dominice Bednarczyk. Reżyserką przedstawienia była Maja Kleczewska, jedna z najważniejszych współczesnych reżyserek, laureatka m.in. Srebrnego Lwa za innowację w teatrze na 45. Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym w Wenecji.

W opinii recenzentów przedstawienie odnosiło się do współczesnych problemów, w tym Strajku Kobiet. Zareagowała na to małopolska kurator oświaty, Barbara Nowak, która wykorzystując swoją pozycję w strukturze edukacji stanowczo „odradziła” szkołom chodzenie na to przedstawienie. Zarzuciła ona, że spektakl wykorzystuje utwór „dla celów politycznej walki współczesnej opozycji antyrządowej z polską racją stanu” i określiła to jako haniebne.

„Czarownice, chodźcie krzyczeć”

W ten konflikt wolnej kultury i chcącej ją cenzurować władzy, w wigilię rocznicy premiery Dejmkowskich „Dziadów”, wpisało się właśnie odwołanie Moniki Strzępki z funkcji dyrektorki Teatru Dramatycznego w Warszawie. To decyzja powołanego przez PiS wojewody mazowieckiego Konstantego Radziwiłła. Strzępka, w czasie gdy ubiegała się o fotel dyrektorski, prezentując swoją koncepcję programową, dowodziła, że „wykorzysta i wzmocni energię społecznej zmiany, którą tworzą protesty kobiet, ruchy klimatyczne, ludzie walczący o prawa mniejszości, prawa człowieka i demokrację”. Ale to właśnie, zdaniem Radziwiłła, „prowadzi (…) do wniosku, że autorka stroni od dzieł klasycznych, a jeśli nawet tytuł i inspirację czerpie z dzieł literatury klasycznej, to czyni to tylko po to, aby ukazać ich karykaturę”.

Przeczytaj także:

Zdaniem Radziłła nowy dyrektor powinien odwoływać się m.in. do dziedzictwa… Gustawa Holoubka, który poza tym, że był wybitnym aktorem, był też w latach 1972-1983 dyrektorem Teatru Dramatycznego. Monika Strzępka to znana reżyserka, która w Tatrze Polskim we Wrocławiu wystawiła m.in. „Dziady. Ekshumację” Pawła Demirskiego wg „Dziadów” Adama Mickiewicza. Radziwiłł nie omieszkał się do tego odnieść. Zarzucił Strzępce, że „przy wykorzystaniu twórczości Adama Mickiewicza wyreżyserowała spektakl szkalujący Polskę, przedstawiający Polaków jako naród zbrodniarzy”. Nie spodobało się też, że hymnem Teatru ma zostać utwór Marii Peszek, w którym padają słowa: „Czarownice, chodźcie krzyczeć / Nasze jest miasto, nasze są ulice / Naszе jest jutro, a jutro jest dzisiaj / Viva la vulva, wiwat błyskawica!”.

„Książek głupi cenzor”

Jest w „Dziadach” scena, w której Konrad wskazuje Księdzu ćmy i motyle. To duchy m.in. tych, którzy chcieli podcinać skrzydła sztuce i edukacji: 

„Ten migający wkoło oćmy rój skrzydlaty
Za życia gasił każdy promyczek oświaty,
Za to po strasznym sądzie ciemność ich zagarnie;
(…) Ten drugi, mniejszy, czarny i pękaty,
Był książek głupim cenzorem
I przelatując sztuk nadobne kwiaty,
Oczerniał każdą piękność, którą tylko zoczył,
Każdą słodkość zatrutym wysysał ozorem
Albo przebijał do ziemi środka,
I nauk ziarno z samego zarodka 
Gadziny zębem roztoczył…”

Przeczytaj także:

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: