artykuł

Ojciec Pinokia | 195 lat temu urodził się Carlo Collodi

Dokładnie 195 lat temu urodził się Carlo Collodi, znany dziś przede wszystkim jako autor powieści o Pinokiu – książki tyleż istniejącej w powszechnej świadomości, ile skrywającej w sobie całe pokłady znaczeń, symboli i odniesień, często nieznanych, bo zakopanych pod warstwami popkulturowych interpretacji – pisze Jakub Hinc.

Carlo Collodi

Carlo Collodi, a właściwie Carlo Lorenzini (Collodi to pseudonim wzięty od rodzinnej miejscowości jego matki), przyszedł na świat 24 listopada 1826 r. we Florencji. I to z tym miastem los złączył jego imię na zawsze, czyniąc go jednym z najbardziej znanych piszących Toskańczyków obok Giovaniego Boccaccia, Dantego Alighieri, Francesca Petrarki i związanego z uniwersytetem florenckim Umberta Eco.

Tym bardziej że Collodi nie jest przecież autorem jednego – choćby tak znanego – dzieła. Płodny pisarz, obdarzony lekkim piórem o zacięciu satyrycznym, pisał teksty do różnych redakcji, a nawet sam wydawał przez krótki okres gazetę „Il Lampione” (Latarnia). Jest też autorem wielu książek, w niektórych z nich eksploatował wcześniej wątki i motywy, później twórczo przetworzone na kartach „Pinokia”. Co więcej, był też Collodi uczestnikiem dwóch wojen o zjednoczenie Włoch, a przy tym utracjuszem, parał się krytyką teatralną, muzyczną i dziennikarstwem. Jest też autorem sztuk teatralnych i powieści eksploatujących przetworzone twórczo wątki biograficzne. Niestety polski czytelnik w większości z twórczości Collodiego może zapoznać się tylko w oryginale lub obcojęzycznych przekładach, bo po polsku ukazały się nieliczne pozycje, w tym – co akurat oczywiste – owo najsłynniejsze dzieło pisarza, czyli „Pinokio”.

Tytuł tej powieści zresztą, podobnie jak i pierwszoplanowy bohater, przechodził wielokrotną metamorfozę. I tak pierwsze, jeszcze drukowane w prasie rozdziały, opublikowane zostały pod wspólnym tytułem „Storia di un burattino” (Historia marionetki), który dopiero potem, gdy doszło do wydania książki drukiem zmieniono na „Le avventure di Pinocchio. Storia di un burattino” (Przygody Pinokia. Historia marionetki), a później ewolucja tego tytułu, przy braku ochrony praw autorskich i wielokrotnych wznowieniach, pozostawiła w nim tylko imię głównego bohatera.

Pajacyk wystrugany z drewna

Do ponownego przyjrzenia się tej lekturze z dzieciństwa, będącej jedną z najważniejszych opowieści nie tylko w literaturze włoskiej, ale i światowej, i na pewno jednej z najważniejszych książek na świecie adresowanych do dzieci (choć nie tylko dzieci powinny być wyłącznymi odbiorcami tej prozy), skłoniła mnie obok rocznicy urodzin autora „Pinokia” także 140. rocznica publikacji samego dzieła w „Giornalle per i Bambini”, gdzie – jak wspomniałem – przygody Pinokia początkowo ukazywały się w odcinakach – pierwszy w 1881, ostatni w 1883 roku. Dzieła, którego najczęściej wcale nie znamy tak dobrze, jak nam się zdaje.

Któż z nas nie słyszał o perypetiach pajacyka wyciosanego z kawałka mówiącego drewna? A przecież myśląc o „Pinokiu” najczęściej posługujemy się uproszczoną lub przeinaczoną wizją tego utworu, zaczerpniętą z późniejszych adaptacji. Tymczasem tekst Colodiego – sam będący dziś kulturowym punktem odniesienia – naszpikowany jest archetypicznymi symbolami i kontekstami, głębszymi znaczeniami i odwołaniami do dziedzictwa kulturowego. Dlatego warto pochylić się nad nim i przeczytać go raz jeszcze, bardzo uważnie, przede wszystkim odrzucając podczas lektury sztafaż bajki, by pod tym anturażem znaleźć ukryte znaczenia i symbolikę.

Owszem, „Pinokio” powstawał jako bajkowa historia dedykowana dzieciom. Dziś jednak, jak się zdaje, w swoim oryginalnym brzmieniu utwór ten niekoniecznie musi trafiać do najmłodszych czytelników. Cechuje go wszak natrętny dydaktyzm, drażnić może moralizatorski ton, zwłaszcza pierwszych rozdziałów, a i sam fakt powstawania książki jako gazetowej powieści publikowanej w odcinkach odciska się na formie, zmuszając nas czasem do brnięcia przez niepotrzebne streszczenia tego, co wydarzyło się wcześniej. Inna sprawa, że mnie ujęły dwa streszczenia wcześniejszych wydarzeń, w których, na co warto zwrócić uwagę, dostrzec możemy ewolucję języka autora i języka postaci. Bo gdy pierwsze z tych streszczeń w rozdziale siódmym przypomina raczej niezupełnie składną wypowiedź ośmiolatka, kolejne, z którym się zetkniemy w rozdziale 35., pod sam koniec książki, będzie zdecydowanie dojrzalsze.

Strona tytułowa pierwszego wydania „Pinokia” z 1883 roku

W odbiorze książki przeszkadza też to, że jest ona jedną z niewielu, rozgrywających się w scenografiach nie tyle nawet fantastycznych, ile często odrealnionych, a czasem nawet utrzymanych w poetyce snu, czy raczej sennego koszmaru, która sprawia, że czasem zwyczajnie trudno się połapać w tym, po której stronie lustra akurat jesteśmy. Śmiało można nazwać więc „Pinokia” gotycką powieścią grozy dla dzieci, która śmiało mogłaby stawać w szranki z wręcz epatującymi grozą „Baśniami” Jakoba i Wilhelma Grimmów. Zwłaszcza, że jej pierwsze piętnaście rozdziałów kończy przecież dramatyczna scena obwieszenia Pinokia. Scena, która w pierwotnym zamyśle autora miała zresztą całą tę opowieść zakończyć. Na szczęście prośby dzieci domagających się ożywienia pajacyka i kontynuowania jego przygód wymogły na autorze opisanie dalszych losów bohatera. Inna sprawa czy tak samo kochalibyśmy dziś „Pinokia”, gdyby jednak nie dostał on w kolejnych rozdziałach szansy na powrót do świata żywych i na przeżycie kolejnych przygód.

Drogie dzieci, jeśli nie chcecie wpaść w kłopoty

Istnieje nigdy nieopublikowany fragment książki Collodiego, w którym zawarł on następujące przesłanie: „Drogie dzieci, jeśli nie chcecie wpaść w kłopoty, to nie czytajcie złych lektur i nie przebywajcie w złym towarzystwie”. A przecież „Pinokio” jest właśnie lekturą o chłopcu, który co i rusz wpadał w złe towarzystwo i niezłe tarapaty.

W warstwie fabularnej, przy wszystkich oczywistych różnicach, powieść Collodiego porównywana jest do „Alicji w krainie czarów” Jonathana Carrolla. W obu tych narracjach świat przedstawiony, choć zbliżony do rzeczywistego, wyraźnie się od niego różni. Płynnie przenikają się elementy świata realnego i fantastycznego, które koegzystując ze sobą w tej samej płaszczyźnie czasoprzestrzennej tworzą spójną, powieściową rzeczywistość. W obu tych utworach występują mówiące i rozumujące zwierzęta, tak u Collodiego, jak i u Carolla będące personifikacjami cnót. Stąd za Tuńczykiem połkniętym przez Rekina idzie przekaz mówiący, że za dobro odpłaca się dobrem, a za pomoc, ratunkiem. Gadający Świerszcz jest personifikacją sumienia, a Ślimak staje się nauczycielem cierpliwości. Z kolei Kot i Lis uosabiają fałsz i chciwość, chytrość.

Powieść wypełniają archetypiczne postaci, ale i sam Pinokio też jest taką postacią. Chłopiec, łobuziak, obecny jest również we wcześniejszej twórczości Collodiego, na przykład w niedługo przed „Pinokiem” wydanych książkach „Giannettino” oraz „Minuzzolo”, choć bohater wystrugany z kłody drewna – to kolejny archetyp wzięty wprost z baśni i mitów – tym razem ma wszystkie cechy dorastającego chłopaka: krnąbrność, lenistwo, ale też ciekawość otaczającego świata i chęć spróbowania wszystkiego na własne konto, zdobycia własnych doświadczeń.

Wejście w ten świat, poznanie go i odczytanie powieści wymaga klucza, podobnego zresztą jakiego użyjemy choćby do odczytania „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza, lektury jakże podobnej w sposobie narracji (przy nieporównywalności stylu, mistrzowskiego w przypadku autora „Transatlantyku). U Collodiego przecież także  obecny jest motyw niedojrzałości i późniejszego wzrastania, rozwoju, przemiany, dojrzewania, ostatecznie dojrzałości i dorosłości. Powieściowy Pinokio też zatem z niedojrzałego, wystruganej z drewna marionetki – pod wpływem doświadczeń i bodźców – przeistacza się w chłopca – człowieka in pura forma.

Biografia i transmutacja

Ale w powieści mocno zaznaczone są też wątki biograficzne. Oto dobrodusznego, prostolinijnego i niemal bezgranicznie oddanego wnukowi dziadka, u którego wychował się mały Carlo, odnajdujemy w postaci Geppetto. W postaci dziewczynki o niebieskich włosach, matkującej Pinokiowi niebieskowłosej wróżki, a nawet kozy na wyrastającej z morza wyspie i wreszcie onirycznej wróżki o błękitnych włosach w ostatnim rozdziale, widzimy postać matki autora, która trwała przy synu, choć ten utracjusz co rusz popadał z nałogu w nałóg, wciąż obiecując poprawę łamał tę obietnicę. Collodi wychodząc z domu zarzekał się, że nie będzie pił, nie zajrzy do domu uciech, albo do szulerni i nie odda się hazardowi, po czym nad ranem wracając do domu – życząc matce jak najlepiej – miał też nadzieję, że ta umrze, by więcej nie musieć się przed nią kajać. Kupował też matce kwiaty, którymi wracając po przehulanej nocy, przykrywał ją podczas snu niczym całunem. Oba te motywy obecne są też w „Pinokiu” już od pierwszych rozdziałów i powracają w opowieści kilkukrotnie, niczym refren.

Te dwie, kluczowe dla odbioru powieści postaci – dziadka i matki – choć nie absorbują całej uwagi czytelnika, to dominują w tej historii i pozwalają na podejmowanie jeszcze innych prób interpretacji. Autor „Pinokia”, być może zupełnie niesłusznie, podejrzewany jest też o związki z masonerią, co wiązać się może z odkodowywanym w powieści procesem transformacji, transmutacji, przeistoczenia z drewnianego pajacyka w chłopca, odradzania – z włoskiego risorgimento – znajdującego się wszak w obszarze zainteresowania masonów. Nie byłoby to rzeczą niemożliwą, gdyż masonem był wspomniany już wcześniej Garibaldi, pod wodzą którego Collodi walczył.

Nie ma jednak na związek Collodiego z masonerią właściwie żadnych dowodów, a ostatnio nawet jest on wprost podważany. Nie zmienia to jednak faktu, że można pozwolić sobie też na interpretację „Pinokia” przez pryzmat wyznaczonych przez nurt wolnomularski odwołań do różnych filozofii i mitologii. W postaci Wróżki o błękitnych/niebieskich włosach, niebieskowłosej dziewczynki, „siostrzyczki”, postaci uduchowionej, częściowo niematerialnej, bezpłciowego ducha przybierającego raz postać ludzką, za innym razem zwierzęcą – kozy, doszukamy się odniesienia do mitologicznej Amaltei, karmicielki, opiekunki Zeusa, a wreszcie i Matki Boskiej, wybaczającej, dobrodusznej Madonny, a wreszcie i archetypicznej kochanki, do której zapewne mógł wzdychać Collodi w zamtuzach Florencji. W postaci Geppetta, przekształcającego w procesie przemiany surowe tworzywo w użyteczny przedmiot – tu z pniaka powołującego do istnienia drewnianego chłopca – doszukiwać można się postaci św. Józefa, stolarza, opiekuna, bo przecież nie ojca, gotowego pospieszyć z pomocą przysposobionemu synowi.

A to nie jedyne tropy wiodące ku takiej interpretacji tej powieści, bowiem pojawiają się też w niej kilkukrotnie wątki transformacji, przeistoczenia, swoistej rezurekcji, gdy z jajka – jakże to porównanie nawiązuje do paschalnego motywu Wielkiej Nocy – wydostaje się żywy kurczaczek, ten motyw zresztą obecny jest też we wcześniejszej twórczości Collodiego, albo dostrzec możemy nawiązanie do odrzucenia grzesznego ciała i poniekąd zmartwychwstania, gdy utopiony osioł, w którego zamienił się Pinokio w Krainie Zabawy, zostaje do gołego drewna oskubany przez ryby. Do chrześcijańskich motywów nawiązuje z kolei bezpośrednio słynna scena we wnętrzu Rekina, w którego trzewiach marionetka odnajduje Geppetta, jakże uderzająco podobna jest do biblijnej przypowieści o Jonaszu.

Ecce homo

Także wątek stworzenia przez człowieka istoty zdolnej do samodzielnego życia eksploatowany był w kulturze od najdawniejszych czasów, a w epoce, w której tworzył Collodi był nadzwyczaj chętnie wykorzystywany. To wówczas, w połowie XIX wieku, w reakcji na sprokurowaną przez carską Ochranę „Księgę Mędrców Syjonu” stworzono legendę o Golemie, siłaczu rzekomo ulepionym z gliny przez pochodzącego z Poznania rabina Jehudę Löw ben Becalela, który miał chronić praskich Żydów przed pogromami. W 1818 r. opublikowany został „Frankenstein” Mary Shelley (której autorstwo jest czasem podważane na rzecz jej przyrodniej siostry Claire Clairmont – ostatnio w „Ideocie” Kaspra Bajona) opowiadająca o ożywionej za pomocą impulsu elektromagnetycznego przez doktora Frankensteina istocie zszytej z części ciał zmarłych ludzi. Pinokio znalazł się więc w doborowym towarzystwie ożywionych sztucznych istot.

Sięgając po tę powieść należy się też zmierzyć z mitami, które wokół niej narosły. Mitami, które ukształtowane zostały przez kulturę masową, a gdy sięgniemy do książki, okazują się być raczej narzuconym na fabułę woalem własnych pragnień interpretatorów, może nie tyle wypaczającymi jej sens, co stanowiącymi transmisję wyłącznie ich pragnień i ich sposobu odczytywania tej fabuły, dodajmy, niewiele mającego wspólnego z oryginalnym tekstem Collodiego.

Ewolucja postaci stworzonej przez pisarza przebiegła bowiem w innym kierunku niż w przypadku Golema, który został pozbawiony życia przez swojego twórcę, czy „potwora” stworzonego przez Frankensteina, który nie tylko stał się postacią tragiczną, niezrozumianą i odrzuconą przez ludzkość, ale jest też symbolem samolubnego ego człowieka zdolnego do powołania do życia i porzucającego swoje stworzenie.

Pinokio zawładnął kulturą masową, do czego zapewne w głównej mierze przyczynił się film Disneya z 1940 roku. Ale motyw sztucznego stworzenia, które chce być prawdziwe i mieć swoją mamusię, wciąż jest na nowo eksploatowany, czego dowodem jest – wprost nawiązujący do książki Collodiego – film Spielberga „A.I.” gdzie bioniczne dziecko chce zostać chłopcem. Z innej strony do tego samego motywu podszedł w filmie z 1999 roku „Człowiek przyszłości”, Chris Columbus. Obraz filmowy oparty został na podstawie opowiadania „200-letni człowiek” Isaaca Asimova, opowiadającym o androidzie Andrew (w którego wcielił się brawurowo zagraną rolą Robin Williams), który korzystając z rozwoju biotechnologii pozyskuje kolejne organy by w końcu dożyć swoich dni jako człowiek. Ten sam motyw chęci zrozumienia istoty człowieczeństwa w świecie sztucznej inteligencji widzimy też w filmie „Blade Runer” filmowej adaptacji powieści Philip K. Dicka „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach” zekranizowanej przez Ridleya Scotta w 1982 roku. A poniekąd także w jego kontynuacji – „Blade Runner 2049” – z 2017 roku, w reżyserii Denisa Villeneuve’a. 

Popkulturowe przekłamania

A przecież Pinokio, taki jak widzimy go w powieści Carlo Collodiego, jest wprawdzie wystruganym z drewna pajacykiem, ale jest też jednocześnie dzieckiem, chłopcem wprawdzie różniącym się od innych dzieci, ale też dzieciakiem – współistniejącym z innymi dziećmi – chodzącym do szkoły, mającym kolegów, uczącym się siebie i świadomym swojej inności, no i potrafiącym przy tym z niej czerpać. Literacki Pinokio nigdy nie artykułuje pragnienia zostania człowiekiem. Owszem Wróżka – matka, obiecuje mu to dwukrotnie, po raz pierwszy, że ma to nastąpić na następny dzień po mającej się odbyć uroczystości zakończenia szkoły, do czego zresztą nie dochodzi, gdyż bohater wyrusza do Krainy Zabawy wraz ze swoim przyjacielem Knotem – archetypiczną postacią obiboka i łobuza, podobnego nieco do Huckelberry’ego Finna z prozy Marka Twaina. Ponownie motyw ten powraca dopiero na końcu książki, gdy Pinokio wybudza się po wcześniejszej przygodzie i okazuje się już być chłopcem, co zresztą pozwala odczytać tę powieść dodatkowo w poetyce snu i potraktować ją metaforycznie.

Innym mitem jest nos, rosnący za każdym razem, gdy Pinokio skłamie. W powieści, mimo że drewniany chłopiec nieustannie konfabuluje i mija się z prawdą, problem z wydłużającym się nosem występuje zaledwie dwa razy. Owszem, jest to widoczne piętno i ułomność, która może być dość kłopotliwa, ale nie uprzykrza ona egzystencji pajacyka. Tymczasem we współczesnej kulturze masowej funkcjonuje przekonanie, że każde kłamstwo, każde minięcie się przez Pinokia z prawdą, karane było rosnącym kulfonem. Ma to naturalnie bezpośrednie przełożenie na przedstawienie kłamców, czy, jak ostatnio jest to popularne, oszczędnie gospodarujących prawdą, polityków przedstawianych z długaśnymi nochalami. Można więc stwierdzić, że dziecko wyrwało się twórcy i rozpoczęło własny żywot.

Ojciec Pinokia

Próby interpretacji najsłynniejszego dzieła Collodiego zazwyczaj jednak skupiają się na dziecku, surowym materiale, dopiero wymagającym ukształtowania, na jego potrzebie znalezienia matki i odnalezienia ojca. Na implikowanej mu potrzebie bycia człowiekiem. Na rozbudowanym ponad granice wyznaczone przez dzieło literacki postrzeganiu kłamstwa. Ginie przy tym z oczu krytyków literatury figura Geppetta. Figura mężczyzny pragnącego mieć syna, który pojmowany archetypicznie byłby kolejną gałązką przedłużającą istnienie rodu, nawet jeśli potomek to tylko wyciosany z drewna pajacyk. Tymczasem Geppetto jakiego tu widzimy, cierpliwy i oddany, poszukujący syna marnotrawnego i wybaczający niczym miłosierny Bóg, może być postrzegany jako literackie alter ego samego autora, który nigdy nie założył rodziny i nigdy nie miał dziecka, a którego pragnienie ojcostwa, nawet jeśli nieuświadomione, zmaterializowało się w dziele literackim.

Autor „Pinokia” zmarł w kilka lat po książkowym wydaniu swojej powieści, nieświadomy nieprawdopodobnego sukcesu, jaki ta opowieść odniesie, sukcesu postaci literackiej, która oderwała się od twórcy, usamodzielniła do tego stopnia, że dziś właściwie każdy zna Pinokia, ale tak niewielu zna jego twórcę. Przesyłając rękopis powieści, nieświadom sukcesu, jaki osiągnie „Pinokio”, nigdy nie śmierdzący groszem Collodi napisał do wydawcy: „Jeżeli to wydasz, zapłać mi jak najwięcej, żebym miał ochotę pisać ciąg dalszy”. Dlatego w rocznicę urodzin Carlo Collodiego, czy raczej Carlo Lorenziniego, warto jego postać przypomnieć. Bo przecież Pinokio miał ojca, który powołał go do literackiego życia i kto wie, czy nie dał mu w ten sposób istnienia o wiele bogatszego niż miałby jako tylko zwykły chłopiec.

Przeczytaj także:

Resume

Exactly 195 years ago, Carlo Collodi was born, known today primarily as the author of the novel about Pinocchio – a book that exists in the public consciousness as much as it hides a whole lot of meanings, symbols and references, often unknown, because they are buried under layers of pop culture interpretations – writes Jakub Hinc.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: